video-jav.net

Lotnicze dogmaty

Podróże apostolskie to raj dla dziennikarzy i watykanistów, którzy otrzymują akredytację umożliwiającą im towarzyszenie papieżowi, ponieważ samolot to miejsce, z którego Głowa Kościoła nie może uciec przed nawet najtrudniejszym i najbardziej zawiłym pytaniem

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pontyfikat papieża Franciszka z pewnością zostanie zapamiętany jako jeden z bardziej spektakularnych, jeśli chodzi o kontrowersyjność udzielanych przez niego odpowiedzi podczas samolotowych konferencji prasowych. W niewycyzelowanych, spontanicznych wypowiedziach argentyńskiego papieża tkwią bowiem luki, które poszukujący sensacji dziennikarze chętnie wypełniają swoimi interpretacjami, dla których papież pozostawia bardzo dużo swobody. A że intencje mediów nie zawsze są czyste, zdarza się, że stawiają na głowie całą papieską wypowiedź.

 

To w samolocie padły legendarne już słowa o homoseksualistach poszukujących Boga, których papież nie zamierza osądzać. Zdanie wypowiedziane podczas powrotu z Brazylii nie jest de facto żadną nowością, a jedynie przypomnieniem starej zasady, że wszyscy jesteśmy grzesznikami i że osądza się tylko czyn, nie człowieka. Tymczasem medialna relacja wpierw odwróciła kontekst wypowiedzi, a później wykorzystała ją dla siania wątpliwości w zakresie moralnego nauczania Kościoła. Pisało się wtedy o papieżu, który aprobuje homoseksualizm, co było obrazem wyssanym z palca. Słowa papieża o katolikach, którzy nie muszą być jak króliki otoczone nieskończoną ilością potomstwa potraktowano równie instrumentalnie. Dziś sytuacja nie zmieniła się ani o jotę.

 

Korea_Pope_Francis_Arrive_Seoul_Airport_01

 

Media donoszą bowiem: “Papież wydał zezwolenie na używanie antykoncepcji. Chodzi o wirus Zika.” Inne dodają: “Papież Franciszek: Antykoncepcja to czasem mniejsze zło”. I wtórują sobie media nie rozumiejąc lub nie chcąc zrozumieć, jakiej dezinformacji się dopuszczają.

 

Nie ma bowiem żadnego rewolucyjnego zezwolenia. Po pierwsze ze względów formalnych zmiana tak delikatnej materii jaką jest katolicka etyka seksualna, nie może się odbyć za pomocą relacji medialnych, nie może być luźną wypowiedzą w samolocie. Z tego samego zresztą powodu takiej wypowiedzi nie obejmuje dogmat o papieskiej nieomylności. Po drugie, zasada mniejszego zła, na którą powołują się gazety i telewizje, nie ma zastosowania w tym przypadku. Mniejsze zło jest bowiem bardziej skomplikowanym terminem niż się to powszechnie stosuje – to nie wytrych, który pozwala przy użyciu grzechu negocjować ze złem, o czym Franciszek doskonale wie.

 

Dlatego, gdy ktoś – cytowany jako “teolog” – relacjonuje, że papież “(…) przekonywał, że są sytuację, gdy antykoncepcja jawi się jako mniejsze zło”, kłamie, bo nic takiego nie padło z ust papieża.

 

Co powiedział Franciszek?

 

Dokładny cytat brzmi następująco: “Paweł VI – Wielki! – w trudnej sytuacji w  Afryce pozwolił zakonnicom używać środków antykoncepcyjnych w wypadku przemocy. (…) unikanie ciąży nie jest złem absolutnym, co w niektórych przypadkach, jak w tym, o którym wspomniałem, mówiąc o Błogosławionym Pawle VI, było oczywiste.”

 

Wbrew rozsiewanym przez niedoinformowane media przekonaniom, nie ma niczego rewolucyjnego w stwierdzeniu o moralnie dopuszczalnym unikaniu ciąży od czasu opublikowanej w 1968 roku encykliki Humanae Vitae. Ten sam dokument stwierdza jednak kategoryczny sprzeciw wobec antykoncepcji, co – przynajmniej w teorii – zamyka dyskusję.

 

Ważny jest jednak wątek wspomnianej przez papieża sytuacji z Pawłem VI. Ten szczegół przysporzył sporo bólu głowy nawet najbardziej poważanym watykanistom i urzędnikom Stolicy Apostolskiej. Nie ma bowiem żadnej wypowiedzi ani dokumentu, który uwierzytelniałby taką relację. Sytuacja jest bowiem dużo bardziej skomplikowana.

 

Jak wyjaśnia John Allen Jr. dla portalu Crux, termin “pozwolił”, użyty przez Franciszka nie nosi w sobie sensu prawnego, takiego, jakim odbiera go przeciętny czytelnik. Papież powołał się na dużo delikatniejszy epizod: gdy Paweł VI był arcybiskupem Mediolanu, w 1961 w czasopiśmie naukowym Studi Cattolici¸ któremu sam patronował jako metropolita, trzech moralistów opublikowało artykuł, w którym stwierdzają, że w ekstremalnej sytuacji zakonnic w Kongo używanie mechanicznej antykoncepcji byłoby dopuszczalne. Jeden z autorów artykułu, Pietro Palazzini, został 12 lat później mianowany kardynałem, co miało rzekomo dowodzić podobieństwa w postrzeganiu moralności przez papieża i nowego kardynała.

 

Pope_Francis_in_Colombo

 

Ta teoria jest jednak mało wiarygodna, ponieważ w wypadku tak głębokiego odzwierciedlenia poglądów należałoby się spodziewać, że w opublikowanej 7 lat po pamiętnym artykule encyklice Humanae Vitae pozostałby jakiś ślad po ówczesnej dyskusji. Poza tym wątpliwości w tym zakresie budzi kreacja kardynalska Palazziniego, która odbyła się dopiero w dziesiątym roku pontyfikatu Pawła VI.

Jest to zatem wyjaśnienie bardzo pokrętne, ale jedyne, jakim dysponujemy. Jest jednak wartościowe w tym znaczeniu, że pokazuje, jak delikatnymi drogami podąża myśl papieska i jak wulgarne znamiona nosi trywializowanie wypowiedzi Franciszka, aby tylko zmieściły się w przygotowane uprzednio szpalty.

 

Odejście od doktryny?

 

Zika – o którą został zapytany papież na pokładzie samolotu – to wirus opanowujący coraz większe tereny Ameryki Południowej. Jest przenoszony przez owady, wobec czego epidemia rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie. Zarażenie się nim przez kobietę ciężarną skutkuje nieprawidłowościami w życiu płodowym dziecka. Wirus spowodował już narodziny tysięcy niemowląt z małogłowiem – chorobą powodującą niepełny rozwój mózgu. Sytuacja jest tragiczna. Światowa Organizacja Zdrowia nadała już najwyższy priorytet badaniom nad lekarstwem.

 

Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy ekstremalnym przykładem afrykańskiego terroru sprzed pół wieku, a epidemią, która nie jest zależna od złej czy dobrej woli człowieka, ale wystąpiła samoistnie i jest wyzwaniem dla lekarzy. Dlatego papież Franciszek – jeśli wczytać się wnikliwie w jego wypowiedź dostępną już w internecie w dosłownym tłumaczeniu – nawet nie zająknął się na temat dopuszczenia antykoncepcji, a jedynie użył historycznego casusu dla zobrazowania absolutności zła. Co więcej, zrobił to w ramach kontrastu wobec niekwestionowanego zła aborcji, o czym wielu mediom nie wystarczyło odwagi wspomnieć.

 

Wobec powyższego, wypowiedzi papieskiej w żadnym wypadku nie należy odczytywać w charakterze przyzwolenia na jakąkolwiek formę antykoncepcji, ale jako uznanie połodniowoamerykańskiej epidemii jako “słusznego powodu” dla unikania przekazywania życia (zob. Humanae vitae 16)!

 

Jest to również wypowiedź wyjątkowa i godna szerokiego komentarza, ale skrajnie odległa od sugestii, jakie pojawiły się w mediach.

 

Sprawa jest zatem wybitnie delikatna, a rewolucja, o której huczą media nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Relacje typu: “Papież Franciszek stwierdził, że kobiety zagrożone wirusem Zika powinny być dopuszczone do używania antykoncepcji, która może zapobiec ciąży. To odejście od wcześniejszej doktryny Kościoła katolickiego” są bowiem spłycaniem i instrumentalizowaniem papieskiej wypowiedzi dla własnych korzyści.

 

Ale do takich działań zdążyliśmy się przyzwyczaić.

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę "Miłosierdzie to imię Boga" - wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Kup teraz!

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Moja siostra samotność

Idealnie zamknięte w sobie osoby nie są w stanie łączyć się z połówkami. Być połówką to czuć brak, jakąś niezaspokojoną potrzebę.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie pamiętam, ile miałam wówczas lat. Mała dziewczynka w pustej kuchni i nagła pewność, że jest zupełnie sama na świecie, jak palec. Nie wiadomo, skąd się to wzięło, bo w domu są mama, babcia, starszy brat, a tata niedługo wróci z pracy. Dziewczynka idzie do mamy i mówi: – Poczułam, że jestem zupełnie sama. Mama odpowiada: – Każdy z nas czasem to czuje. I to było (po latach, gdy zrozumienie rzeczy wyrosło wraz z osobą) jak stwierdzenie, że jestem skazana. Że mam jakby siostrę syjamską, która zawsze będzie mi towarzyszyć, z którą nie będę w stanie się rozłączyć. I że mają to wszyscy bez wyjątku, dźwigają ten ciężar, od którego się nie umiera, ale z tego powodu się cierpi i te stany mogą przebiegać łagodnie, czasem się je odczuwa, ale generalnie można z tym żyć.

 

Ale ten stan nienaturalny, rodzaj choroby, może także przybierać ostre formy, okazać się nawet śmiertelny. Gdy myślę, jak można samotność opisać, przychodzą mi na myśl obrazy amerykańskiego malarza. Nikt tak nie namalował samotności tak jak Edward Hopper. Jego obrazy zaludniają, a właściwie osamotniają milczący ludzie w nocnych, mocno oświetlonych barach, przy pustych ulicach, jedyna pasażerka w ostatnim metrze, naga kobieta na łóżku z widokiem na sąsiedni pokój, w którym siedzi kompletnie ubrany mężczyzna, czytający gazetę, kobieta, zapatrzona w pejzaż za otwartym oknem. Każda postać, przypominająca manekina, zamknięta we własnym świecie, w sterylnych, pozbawionych śladu indywidualności wnętrzach, wepchnięci przez nie wiadomo kogo w schemat podobnego losu, w przeźroczystość świata, który jest przewidywalny od pierwszego rzut oka, bo zaświatu nie ma, nie ma co tracić czasu na wnikanie w kolejne warstwy bytu.

 

1280px-Nighthawks_by_Edward_Hopper_1942

Edward Hooper, Nighthawks (Nocne marki) – 1942

 

Gdybyśmy jednak spróbowali wnikać i napisać  historię samotności, nasza opowieść zaczęłaby się z pewnością w rajskim ogrodzie, który stracił swój blask w chwili, gdy pierwsi rodzice poczuli, że są nadzy, bez otuliny, jaką daje intensywna i całkowita obecność Boga. A gdyby ktoś chciał ułożyć także antologię osamotnienia okazałoby się, że najwięcej dzieł i świadectw pochodzi z czasów współczesnych. Historycy zaczną tłumaczyć, że kiedyś człowiek nie mógłby sam dać sobie radę, bo jedzenie i ubiór, opał na zimę i jakieś siedlisko, mógł zapewnić tylko wysiłek większej wspólnoty, rodzin, rodów, klanów i szczepów, odłączenie się od nich oznaczało śmierć z wielu różnych powodów i na rozmaite sposoby. Szczęśliwa czy nie, jednostka musiała trzymać się swoich, podporządkować się ogólnie obowiązującym regułom. A co z samotnością, zapyta dzisiejszy czytelnik, odczuwali ją, nie bolała? Co się działo, gdy ktoś w pustym pokoju odczuwał nagle, że jest nagi? Czy gdy było bardziej plemiennie i wspólnotowo samotność tak nie męczyła?

 

Męczyła, ale podejmowali próby powrotu, marzyli o utraconym świecie. Także miłość, odkrycie „drugiej połowy” ratowała na chwilę, by wrócić pytaniem „Samotność, cóż po ludziach?”

– Polki zeszły z drzew – przeczytałam kiedyś komentarz do informacji, że w Polsce jest pięć milionów singli. Jakby zapominając o wszystkich narzekaniach, obecnie indywidualizm jest trendy i cool, oznaką postępu. Rodziny i klany zastąpiła karta płatnicza. Teoretycy przekonują, że jest to wyższa forma organizacji życia, choć nie wiadomo, dlaczego tak cenny dla wielu ludzi jest brak więzi z bliźnimi. Może dlatego, że idealnie zamknięte w sobie osoby nie są w stanie łączyć się z połówkami. Być połówką to mieć brak, jakąś niezaspokojoną potrzebę. Można się domyślać, że to rodzaj samoobrony, zabezpieczenia żeby nikt nas nie skrzywdził, zranił, uzależnił, wyzyskał. Buchalteria indywidualisty, prowadzona z bezwzględną konsekwencją musi wykazać, że jesteśmy na plusie dzięki czujności i rozsądnej separacji od reszty gatunku, co jest ze wszech miar logiczne, więc także wskazane, bo nikt przecież nie pokocha nas tak, jak my sami siebie, nikt nie będzie wiedział, jak nas wynagrodzić, a poza tym nie będzie przeszkadzał. To jest efekt zejścia z drzew i porzucenia swych pierwotnych stron, odejścia i odcięcia, bo inni to zawsze problem i ból.

 

No dobrze, to skąd bierze się ból, który staje się nie do zniesienia, skoro pomysł na siebie jest tak doskonały? Dla tysięcy ludzi nie do zniesienia. Francuski pisarz, uznawany za skandalistę, bo pokazuje co się dzieje naprawdę i opisuje błąkające się bez celu jednostki, pozbawione jakby przeszłości, wykorzenieni tak bardzo, że sprawiają wrażenie, że nie mają nawet rodziców, bez jakichkolwiek korzeni i własnej historii, ale także bez jakichkolwiek horyzontalnych więzi, ten Francuz niemal krzyczy. Jest bezsilny, tak jak i jego bohaterowie, jedynie robi karczemne awantury, że człowiek dziś jest podwójnie osamotniony – nie tylko od zawsze, bo taka jego natura, ale podwójnie, bo kulturowo.

 

Girl_at_Sewing_Machine_by_Edward_Hopper

Edward Hooper, Girl at Sewing Machine (Dziewczyna przy maszynie do szycia) – 1921

 

Tak więc ten stary ból, który to się kuli jak potulne szczenię, to atakuje jak groźna bestia, nasza siostra samotność, przeżywamy dziś bez oparć i znieczulenia. Sami je odebraliśmy sobie lub pozwoliliśmy, żeby zrobili to inni. Staliśmy się nadzy, apatyczni, nie chcemy wracać do Ojca, bo nie wierzymy a poza tym zgubiliśmy i adres, i drogi.  Wylądowaliśmy w pustych, jaskrawo oświetlonych barach, na stacjach benzynowych, smutnych, bezosobowych, pozbawionych indywidualności tymczasowych pokojach, w świecie na wylot oczywistym, pozbawionym tajemnicy, nawet magii czy choćby jednej, krótkiej bajki. Nie wszyscy są w stanie to wytrzymać, większość się poddaje (właściwie dlaczego?), tylko nieliczni mają odwagę krzyczeć, że to ślepa uliczka.

 

We wczesnym dzieciństwie wydarzyło mi się coś jeszcze, przeżycie symetryczne, pochodziło z przeciwległych światów. W nadmorskim letnim ogrodzie nagłe poczucie obecności. Po latach, gdy próbuję to poukładać, tłumaczę sobie, że stało się tak z powodu lichoty ludzkiego materiału, który musiał być wzmocniony i wyposażony żeby do końca się nie zmarnował. Teraz wiem, że tylko ułamki sekundy odczucia tej Obecności porządkują świat, nadają sens. To jak błysk, po którym dalej jest ciemność i ciemność, ale ten jeden moment wystarczy żeby oswoić swoją siostrę samotność. Nawet gdy staje się dotkliwa i wszystko pustoszeje, pamięć o tej chwili łagodzi smutek. – To tylko ciemna dolina – mówię. Idę dalej, ale wiem, że kiedyś się skończy, że mnie opuści, bo wracam i będę tam, gdzie Obecny, ja, daleki potomek ludzkiej pary, która pierwsza poczuła samotność. Różnie można opisywać ten powrót. Najlepiej krótko – powrót w swoje strony.

 

wklejka_samulka

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >