video-jav.net

Kościelne rewolucje

Papież Franciszek znów zaskoczył? Tych, co Kościół znają z mediów, na pewno.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ludzie Kościoła mają sporo wad. Problem w tym, że one pozostają w mediach niezauważone, ponieważ to, co gazety i telewizje podają nam jako defekt prawie zawsze jest cnotą. Podobne pomieszanie z poplątaniem kwitnie w opisywaniu kościelnych norm.

Niestety takich już mamy ekspertów od Kościoła. Gdy piszą o pedofilii, nie pomyślą, by zajrzeć do prawa kanonicznego lub odpowiednich instrukcji. Gdy piszą o nadchodzącym wyborze przewodniczącego KEP wymieniają iksnaście nazwisk, które każdy przeciętny katolik przytoczy z pamięci bez szczególnego namysłu, a potem przyznają sobie ordery, że wśród niekończącej się litanii pojawiło się to właściwe. Gdy robią wewnątrzredakcyjny plebiscyt na Księdza Roku (piszę zupełnie serio!) to wygrywa akurat ten, który 8 miesięcy później zostaje suspendowany, a groźba tej kary przez ekspertów opisywana jest jako zagrożenie dyspensą (tu też serio).

Papież Franciszek znów zaskoczył. Udzielił ślubu żyjącym "na kocią łapę"donosi od rana natemat.pl. Gdzież zaskoczenie, gdzież rewolucja? Udzielanie ślubu parom żyjącym w konkubinacie jest przecież normalną praktyką Kościoła.

Mało tego! Kościół nieustannie wzywa do nawrócenia poprzez przyjęcie tego sakramentalnego daru. Tymczasem na tym gruncie to samo środowisko już za kilka miesięcy będzie pisało o odwiedzinach duszpasterskich w tonie relacji z wyłudzania haraczu. Ksiądz przyszedł i namawiał nas do sakramentu, którego nie chcemy przyjąć – taka będzie narracja.

I co ciekawe, parafialny klecha, który ośmieli się podnieść rękę na świętość konkubinatu, wolnych związków i całej reszty systemu praw bez obowiązków stanie się na kilka tygodni symbolem katolandu, państwa w państwie, które trzeba stłamsić, aby być nowoczesnym.

A tu Głowa Kościoła nie robi zgoła niczego innego i doczekuje się laurki. Wczorajsze wydarzenie po raz kolejny pokazało nowoczesne podejście papieża do kwestii obyczajowych – pieje z zachwytu Redakcja.

Jak bardzo jest to głupie wykazuje jeszcze jedna myśl – Co ciekawe, żaden z młodożeńców nie planował, że ślubu udzieli im sam Ojciec Święty (…). Większość narzeczonych miała już zarezerwowane daty ślubu w innych parafiach. Oznacza to mniej więcej tyle, że i bez rewolucyjnego papieża tych dwadzieścia par wstąpiłoby w sakramentalne związki po prawdopodobnie długim rozbracie z czystym serduchem. Ale co wolno wojewodzie…

Rewolucje są dla wielkich, a w parafiach przecież sami źli księża…

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Zbrodnie i gościnność

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Czy my bylibyśmy zdolni do pomocy na taką skalę?

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W święto Matki Bożej Siewnej, przy odpustowym stole, rozmawiałem z księdzem, który z racji zainteresowań naukowych i osobistej pasji często odwiedza chrześcijańskie Kościoły na Bliskim Wschodzie. W czerwcu, a więc zaledwie trzy miesiące temu, wrócił z Libanu. Przez te trzy miesiące gwałtownie zmieniło się oblicze świata, ale już w czerwcu trwała gehenna syryjskich i irackich chrześcijan. Trwa przecież od lat.

Chciałem tu napisać nie o tym, ilu naszych współwyznawców zostało przegnanych z poszczególnych krajów Bliskiego wschodu; nawet nie o przerażających statystykach dotyczących chrześcijan mordowanych na tamtym obszarze ziemi.

Dowiedziałem się od swego rozmówcy, ilu chrześcijan przegnanych wojną i nienawiścią religijną mogło pozostać na Bliskich Wschodzie. Zostali wprawdzie nie u siebie, ale bardzo blisko tego „u siebie” – konkretnie u wyznających tą samą wiarę sąsiadów zza granicy.

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Pisząc inaczej:

Czterech wyznawców Chrystusa zamieszkujących ziemię wcale nie łatwą, przygotowało gościnę dla jednego sponiewieranego i wydziedziczonego ze swej ojcowizny współwyznawcy.

Oczywiście, że niektórzy z nich mieli łatwiej, bo otwarli drzwi dla kuzynostwa czy znajomych własnej ciotki. Jasna rzecz, że waleni po głowach pałką idiotycznej poprawności niektórzy spośród nas mogą bezwstydnie żachnąć się: „Jak to współwyznawców? To tam już nie liczy się człowiek, tylko jego wiara, a Jazydów to nie przyjęli!” (naprawdę wyobrażam sobie, że możliwe jest u nas wypowiadanie takich bredni na głos).

Warto jednak przede wszystkim wobec takiego świadectwa, a myślę, że nawet znaku czasu, zreflektować się, co do naszej własnej zdolności do – nazwijmy to: gościnności i pomocy. Wcale nie tylko dlatego, że wymaga tego chwila obecna.

Także dlatego, że zasuwając przez życie, z głoszoną przez rządzących Polską, prędkością światła (10 lat świetlnych) możemy nie zorientować się, kiedy sami – całkowicie bezwiednie – staniemy się chwilowymi gospodarzami, a w lepszej wersji sąsiadami, dotychczasowych mieszkańców bardzo ciasnego Bliskiego Wschodu. Oni wcale nie ukrywają tego, że prą do szeroko pojmowanej Europy. Wcale nie przybywają tutaj wybierani według klucza sympatii do nas, czy znoszonego we własnych rodzinach ubóstwa. Wówczas nie będziemy mieć żadnego wpływu na wyznawany przez przybyszów światopogląd, uznawany i broniony świat wartości oraz przeżywaną energicznie wiarę.

Ksiądz, mój rozmówca, zadał mi pytanie o gotowość, a może tylko teoretyczną możliwość… okazania pomocy i gościnności, póki na to czas, ludziom, którzy wyznają takie same wartości, bardzo poważnie traktują i głęboko przeżywają tę samą wiarę, dobrze znają bliskowschodną kulturę i świetnie posługują się językiem arabskim.

Właściwe ich potraktowanie to nie tylko nasza powinność religijna, to raczej wielka szansa, w porze, kiedy nadciągają olbrzymie zagrożenia.

Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >