Nasze projekty
Tomasz Adamski

Katecheza parafialna – świetny krok abpa Górzyńskiego

Decyzję arcybiskupa Górzyńskiego, Koadiutora Archidiecezji Warmińskiej w sprawie szkolnej i parafialnej katechezy oceniam ze wszech miar pozytywnie i z optymizmem kibicuję jej realizacji

Reklama

Przypomnę, że Kuria Diecezjalna opublikowała komunikat, który ma być odczytany podczas mszy św. 30 sierpnia, a w którym arcybiskup informuje o nowej formule katechizacji szkolnej. Według tego programu uczniowie oprócz katechezy szkolnej w standardowym wymiarze godzin będą zobowiązani do pojawiania się na parafialnych spotkaniach. Na pytanie po co, odpowiada podział zasygnalizowany w zawiadomieniu.

Od 1 września szkolne lekcje religii w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych mają się skupiać na przekazywaniu wiedzy, na nauce treści. Formowanie religijne, liturgiczne, a przede wszystkim przygotowanie do przyjęcia sakramentów świętych ma zostać ze szkolnym nauczaniem zintegrowane przez proboszcza oraz przejęte przez duszpasterzy i parafialnych animatorów. Jak czytamy w komunikacie: Chodzi zatem nie tylko o przekazanie wiedzy o religii, co ma miejsce w szkole, ale i o wychowanie w wierze Kościoła oraz wtajemniczenie w jego istotę. Autor dodaje: Preferowane powinny być metody, które nie koncentrują się na przekazie treści intelektualnych, lecz na kształtowaniu umiejętności oraz wychowaniu liturgicznym i modlitewnym.

 

Reklama

Lecz droga obrana przez I Synod Archidiecezji Warmińskiej, który zasugerował takie rozwiązanie, jest trudna. Z dwóch powodów.

 

Katecheza parafialna - świetny krok abpa Górzyńskiego

Reklama

Po pierwsze, spotkania parafialne będą bardzo odległe od lekcji – nie będą mogły mieć wpływu na szkolną ocenę (nie prowadzą ich ci sami katecheci), co pomoże bagatelizować dyscyplinę. Ponadto skład grup personalnie będzie odbiegał od składu klas i – co szczególnie ważne na ponadgimnazjalnym etapie nauczania – będzie się odbywał w parafii zamieszkania, a nie jak szkolne rekolekcje, blisko szkoły. Synchronizacja z poszczególnymi placówkami może więc stanowić dla proboszcza – lub tego, na kogo sceduje on swój obowiązek – twardy orzech do zgryzienia. Tym bardziej, że jeśli sprowadzi się do comiesięcznych wieczornych spotkań, może spowodować, że grupa katechetyczna dubluje przyparafialne grupy formacyjne. Wtedy pojawi się na nich jedynie młodzież służąca już przy ołtarzu, należąca do oazy i innych grup. I nikt z zewnątrz.

 

Po drugie, problem mogą stanowić świeccy animatorzy – nieprzygotowani, bez misji kanonicznej mogą (choć oczywiście nie muszą) w krótkim czasie uczynić takie spotkanie stratą czasu i przykrym obowiązkiem. Piszę to z perspektywy doświadczeń Archidiecezji Katowickiej, gdzie od kilku lat w takiej formie funkcjonuje przygotowanie do sakramentu bierzmowania. I – pozostając delikatnym – nie wszędzie rozwiązanie to jest fortunne.

Reklama

 

Widzę jednak powody, dla których taka decyzja arcybiskupa jest krokiem jak najbardziej pożądanym.

 

Po pierwsze – zmianie ulegnie poziom. Jeżeli duszpasterze potraktują swój obowiązek poważnie, nie zrzucą jego realizacji na dobroduszną młodzież i nie powtórzą patologii, w których podręczniki do religii zastępują filmy lub zabawy na pobliskim boisku, szkolne lekcje religii zyskają cenną alternatywę. Odpowiedzialność jest jednak o wiele większa, bo w takich okolicznościach łatwiej ucznia zrazić do Kościoła. Ponadto rezygnacja z uczestnictwa z religii przyparafialnej jest łatwiejsza oraz praktycznie pozbawiona formalnych konsekwencji.

 

Katecheza parafialna - świetny krok abpa Górzyńskiego

Po drugie, ważniejsze – wierzę, że odpowiedzialne przeprowadzenie ucznia przez kilkanaście lat takiej katechizacji, poza wiedzą i umiejętnościami przekaże młodemu człowiekowi rzecz, wydaje mi się, kluczową: przekonanie, że wiara chrześcijańska nie wyraża się w hermetycznie zamkniętych czterech ścianach własnego poglądu, nie jest sprawą prywatną i ściśle wiąże się z Kościołem. Wiara wymaga, obliguje i nie ogranicza się do dwóch lekcji tygodniowo, a katolikiem nie jest się na pokaz lub z przymusu. To być może najcenniejsza lekcja.

 

Wreszcie po trzecie, najważniejsze i co – nie ukrywam – najmocniej mnie cieszy. Jeśli podział wykazany w komunikacie zostanie potraktowany przez twórców programu radykalnie, żadne utyskiwania na klerykalizację oświaty, propagandę i religijną indoktrynację dzieci nie będą miały logicznej racji bytu. W szkole przekazywana będzie sucha, szeroka wiedza o chociaż jednym z najważniejszych filarów europejskiej cywilizacji (filozofii greckiej i rzymskiego prawa wszak powszechnie się nie uczy), do czego przyszły wykształcony Europejczyk ma pełne prawo. Z kolei kształtowanie moralne, liturgiczne i ogólna formacja religijna zostaną przeniesione do salek. Dlatego ci, którzy chcą lekcje religii całkowicie wykluczyć z programu nauczania, stracą główny cel ataków.

 

I przy tej okazji warto się chwilę zatrzymać. Arcybiskup Górzyński przypomina fakt, który portale lewicowe nieszczególnie chętnie cytują – nauczanie religii w Polsce zawsze znajdowało się w wykazie szkolnych przedmiotów, nawet podczas zaborów.

 

Jedynym wyjątkiem były czasy rządów komunistycznych, kiedy przez ponad 30lat nie było katechezy szkolnej.  W tym kontekście daje sporo do myślenia.

 

Jak będzie, zobaczymy. Ale na papierze warmińskie rozwiązanie wygląda wcale nieźle i liczę, że jeśli poligon doświadczalny pozytywnie zweryfikuje pierwsze próby, na podobne regulacje zdobędą się inne diecezje.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite