video-jav.net

Franciszek. Papież od A do Z

Papieża Franciszka cytuje się bardzo łatwo. Jest mówcą innego rodzaju, niż jego poprzednicy, których koniecznie trzeba przytaczać akapitami. Argentyńczyk to chodzący bon mot, człowiek-hasło

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

I byłoby to plusem wyłącznie dodatnim, gdyby nie miało – jak niemal wszystko – swojej drugiej, ciemniejszej strony. Trudno tu obarczać jakąkolwiek winą papieża, ale ten styl wypowiedzi to woda na młyn mediów, które za punkt honoru przyjęły sobie dezinformowanie czytelników (swoją drogą brak słów komentarza na ten proceder). Warto zdawać sobie z tego sprawę.

Teksty internetowe “czyta się” najczęściej poprzestając na tytule. Właśnie dlatego ich przekaz rzadko jest w pełni zgodny z treścią tekstu. Zainteresowani tytułem czytają pierwszy, czasem ostatni akapit, ale tylko nieliczni zadają sobie trud przeczytania więcej niż 500 słów i inwestują w nieznaną treść cenne minuty swojego życia. Trudno szacować, jaki odsetek czytelników uległ już skrajnej manipulacji w sprawie nauczania papieża Franciszka na podstawie tytułów, ale to bardzo dobry temat na osobne badanie.

W każdym razie można bezpiecznie przyjąć, że ta metoda jest skuteczna. Przeinaczyć w artykule słowa Wikariusza Chrystusa i dodatkowo zniekształcić sam artykuł tytułem można bardzo łatwo.

Wszyscy znamy słowa papieża mówiącego o bólu, jaki sprawia mu widok księdza w najnowszym modelu samochodu. Ten apel o świadome zubożenie i obniżenie rozbuchanych standardów życia wśród duchownych obiegł media w tempie ekspresowym i przez długie miesiące funkcjonował jako definicja nowego papieża. Papieża ubogiego. W równie błyskawicznym czasie (w tytułach aspirujących do poważnych, choć niektóre dawno przestały nimi być) dopisano do tych słów narrację, że księża mają przestać się wozić samochodami i powinni je oddać biednym. Gazeta Wyborcza przytoczyła nawet – dla wzmocnienia przekazu – papieski żart, że duchowni powinni poruszać się rowerem. Na podstawie jednego hasła, którego wcale nie trzeba było przekłamywać, zbudowano prawdziwą legendę.

Pope_Francis_Malacanang_7

Problem w tym, że Franciszka – jak to zwykle – zacytowano tylko do połowy. Część wypowiedzi nadająca się do szczucia i utylitarnego wykorzystania została łatwo przemielona. O dalszej zapomniano.

A przecież kolejnym zdaniem papieża było jasne stwierdzenie, że samochody mieć można i że są potrzebne. Można by napisać, że media nie potrafią przytaczać słów w kontekście, gdyby nie to, że doskonale wiedzą, co robią. Świadomie cytują papieża od A do M, może w przypływie dobroci do O. Nigdy do Z.

Dosłownie kilka dni temu papież zaapelował o przyjęcie rodzin uchodźców przez każdą z parafii. Gazety, które z przymiotnika parafialny czyniły przez lata synonim żenady i zaściankowości prześcigały się w owacjach, zaczęły rozliczać biskupów z dekalogu i znajomości dogmatu o papieskiej nieomylności. Słowa klucze, czyli rodzina i uchodźcy, zostały sprowadzone do postulatu niekontrolowanego otwarcia granic imigrantom i stworzenia im kulturowych i religijnych enklaw, co – jak można się domyśleć – stoi na antypodach intencji Franciszka. Ta manipulacja nie byłaby aż tak prosta, gdyby 10 miesięcy temu papież został przez niekatolickie media rzetelnie zacytowany po przemówieniu w Parlamencie Europejskim, w którym głosił transcendentalną godność człowieka i zaproponowanie imigrantom własnej tradycji kulturowej, a co za tym idzie chrześcijaństwa. Niestety z półgodzinnego przemówienia w mediach pozostało tylko hasło porównujące Europę do bezpłodnej babci. Papież znów godny cytowania tylko wyrywkowo, od A do K.

Ale gdyby apel o przyjęcie uchodźców przez parafie został przeczytany w kontekście tego przemówienia, szumu by nie było. A jak wiemy, nie chodzi o informację, a o szum.

Zresztą zupełnie podobną sytuację mieliśmy dosłownie chwilę później. Papież w Roku Miłosierdzia pozwolił – przepraszam za słowo – szeregowym duchownym na rozgrzeszanie winnych aborcji i ten wyjątkowy, ale prosty w interpretacji komunikat przerósł poziom rzetelności dziennikarzy piszących o reformie, prawdziwej bombie i bardziej ludzkiej twarzy Kościoła, co z rzeczywistością miało wspólnego – przyznajmy – niewiele.

Swoją drogą ciekawe, że bardziej ludzka twarz Kościoła zawsze okazuje się być twarzą relatywizującą wszelkie zło i skandującą niczym kibic: nic się nie stało! Jeżeli Kościół będzie bardziej ludzki tylko wtedy, gdy zacznie kibicować grzechowi, trzeba go koniecznie odczłowieczyć.

Papież swoją decyzją nie stworzył precedensu, nie zrewolucjonizował konfesjonałów, nie ominął przepisów, ale… zrealizował je. Podobnie jak proboszcz lub biskup udzielający dyspensy nie wyraża pogardy dla prawa kościelnego, ale je urzeczywistnia. Tymczasem decyzja Franciszka znów odczytana została tylko do losowo wybranej litery alfabetu, bez kontekstu, tworząc dezinformacyjną wydmuszkę. Celowo.

I tak dzień po dniu niczego nieświadomy papież jest coraz to większym rewolucjonistą. Historia będzie się kiedyś z tego śmiać.

Oby.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dziel i rządź. Wyborcza o Kościele

Często zostaję postawiony przed - w istocie bardzo sensownym - pytaniem. Jeżeli, jak twierdzę, polskie media specjalnie przekłamują nauczanie papieża, jaki jest ich cel?

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Odpowiedzi na to pytanie jest bardzo dużo, bo i trudno, by tak zorganizowana, systematyczna kampania miała służyć jednemu tylko zamysłowi. Co więcej, pewnie część intencji stanie się dla nas jasna dopiero w przyszłości. Ale jeśli miałbym wytypować jeden zysk, jaki media bezsprzecznie zyskują dzięki tym działaniom, byłoby to antagonizowanie polskiego duchowieństwa (ze szczególnym naciskiem na Episkopat) i papieża Franciszka. Prowadzi to do zamętu i wzbudzenia niechęci Polaków do rodzimych biskupów. A od niechęci do nieposłuszeństwa droga jest krótka i prosta.

W miniony weekend Gazeta Wyborcza – ta sama, która gorąco kibicowała ks. Lemańskiemu w jego nieposłuszeństwie i braku pokory – wytyka domniemane nieposłuszeństwo wobec papieża polskim księżom, diakonom, profesorom i po prostu katolikom wieszcząc – cytuję – schizmę w polskim Kościele. Osią sporu w rodzinie ma być sprawa uchodźców, których papież nakazał bezwarunkowo przyjmować, a polscy duchowni stawiają temu apelowi opór.

I nie chodzi nawet o to, że przed europejskim kryzysem imigracyjnym Wyborcza na każdy przejaw buntu wobec Watykanu zareagowałaby skrajnie euforycznie. Rzecz w tym, że obie strony kłótni to projekcja daleka od rzeczywistego obrazu.

Zacznijmy od tego, że papież nakazał przyjmować rodziny uchodźców, a protesty duchownych dotyczą imigrantów zarobkowych. Różnica między nimi jest kolosalna i niedostrzeganie jej już na wstępie uniemożliwia sensowną dyskusję o realizacji apelu Franciszka. Tymczasem za taką spostrzegawczość obrywa się jednemu z diakonów, który prawdopodobnie zupełnie nieświadomie stał się pierwszą jaskółką polskiej schizmy. Wyborczej nie obchodzi, że zgodnie ze słowami diakona, papież nakazał przyjęcie przez katolickie parafie rodzin, które uciekają z piekła na ziemi – cytuję – ku nadziei na życie, innymi słowy: przed śmiercią, ale nie przed biedą. Wyborcza widzi tylko stygmatyzowanie potrzebujących i diagnozuje je u duchownego z emfazą.

shutterstock_313389746

Zresztą słuszność jego interpretacji papieskiej prośby potwierdził sam Franciszek przyjmując kilka dni temu pierwszą, czteroosobową rodzinę na terenie Watykanu. Są to Syryjczycy z Damaszku. Katolicy obrządku melchickiego.

Przy sprawie wyżej wspomnianego diakona, jako symptomatycznej dla całego tekstu, pozwolę się na chwilę zatrzymać. Relacja Wyborczej jest taka, że diakon lży najdonioślejszymi obelgami uchodźców i konfrontowany z cytatem z Ewangelii Mateusza wypada nad wyraz blado. Wystarczy jednak dotrzeć do źródła, aby zobaczyć, że Wyborcza cytuje umieszczony na jednym z portali artykuł, który polega na… rozgraniczeniu potrzebujących uchodźców od podszywających się pod nie band, które autor określa niewybrednie jako dzicz. Poznający ten tekst z drugiej ręki, dzięki kłamliwej relacji, nie mają prawa poznać prawdy i żyją w przekonaniu, że diakon Kościoła Katolickiego zionie nienawiścią do potrzebujących.

Powyższy obraz niech pozostanie symbolem całego artykułu. Od dalszego cytowania i prostowania innych manipulacji powstrzymam się z braku miejsca, czasu i przede wszystkim sensu, bo w tym tekście szukamy odpowiedzi na zupełnie inne pytanie.

Teza artykułu jest dość prosta: radykalizm ewangeliczny reprezentuje w zasadzie tylko Franciszek. Polscy biskupi, choć oficjalnie mu przytakują, w rzeczywistości zajmują się jałowymi interpretacjami i zagłaskiwaniem sumień. A ponieważ ryba psuje się od głowy, niżej postawieni polscy duchowni nie mają oporu wygłaszać własnych, ponoć sprzecznych z Watykanem i ostatnim Soborem, opinii o muzułmanach.

Cel jest jasny – skłócenie wiernych, pokazanie polskiego Kościoła, jako niestabilnej, odległej od Rzymu permutacji katolicyzmu. Manipulowanie słowami i zamaszyste przekreślanie znaku równości między poszczególnymi duchownymi i osobami Kościoła, a Franciszkiem, jest ku temu krokiem śmiałym, ale szczegółowo zaplanowanym. Co ciekawe, podobne próby opierające się o identyczny schemat miały miejsce również za pontyfikatu Benedykta XVI. Prawie 5 lat temu, wypowiedź papieża kontrowersyjną, bo niuansującą zakaz antykoncepcji mechanicznej, media przekręciły i natychmiast zaczęły się domagać od polskich biskupów złagodzenia wymogów etyki seksualnej. W przypadku Papieża Polaka było to o wiele trudniejsze.

Skłóceniu podporządkowane jest w narracji o Kościele niemal wszystko. Warto przypomnieć sytuację sprzed roku, kiedy w okolicach Synodu o Rodzinie przeprowadzono kampanię wskazywania, kto jestfranciszkowy i popycha do przodu Kościół, a kto z papieżem wspólnego ma niewiele i będzie postęp hamował. Arcybiskup Gądecki, który pół roku wcześniej został Przewodniczącym KEP, zapracował sobie w marcu na podobną laurkę, ale na październikowym Synodzie stracił ją jako wstecznik. W tym samym czasie idolem publicystów z Czerskiej został kardynał Schönborn, który na Synodzie mówił… to samo, co abp Gądecki. Pomieszanie z poplątaniem. Zamęt w stanie czystym.

Dziel i rządź to prosta zasada. Istnieją środowiska, które opracowały ją do perfekcji. I tylko żal, że ze szkodą dla Kościoła i czytelników, okłamywanych – jak we wstępie – że w Polsce pogarda kipiczęsto z ambon, choć żaden z cytatów nie pochodzi z homilii.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >