Dlaczego encyklika o ekologii?

Nie cichną komentarze: "Powinien przypominać o odwadze wiary i wskazać na przykład męczenników naszych czasów, oddając im cześć." "Powinien zareagować na kryzys liturgiczny, marazm ekumeniczny." "Niech pisze o ojcostwie, rodzinie, wychowaniu." "Ale ekologia?"

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Wielu, szczególnie bardziej konserwatywnych katolików, nie patrzy z zadowoleniem i zaufaniem na temat, któremu papież Franciszek poświęcił swoją najnowszą encyklikę. Ekologia wydaje się przecież czymś nieistotnym, papież powinien pisać o doktrynie, utwierdzając braci w wierze.

W homilii, w pogadance, może nawet katechezie, albo w społecznych encyklikach tak przy okazji – jak do tej pory robili papieże – jeszcze by przeszło. Ale encyklika? Najważniejszy papieski dokument?

Słyszałem te głosy od pierwszych zapowiedzi ekologicznej encykliki Franciszka i przyznam, że raczej mnie bawiły. Może przede wszystkim dlatego, że kojarzę tematy encyklik poprzednich papieży. Spójrzmy chociażby, jak istotnym dla całego Kościoła sprawom poświęcał swoje np. Pius XII: o rocznicy niepodległości Portugalii (Saeculo Exeunte Octavo), cztery encykliki o potrzebie modlitwy za pokój, o modlitwie za naród węgierski dotykany zamieszkami (Luctuosissimi Eventus), o pokój w Polsce i na Wschodzie po zamieszkach poznańskich (Laetamur Admodum), o Andrzeju Boboli (Invicti athletae Christi) czy o środkach masowego przekazu (Miranda Prorsus). Pius XII był tak płodny, że od 28 X do 5 XI 1956 r. wydał aż 3 encykliki!

Dlaczego encyklika o ekologii?

Dlaczego ekologia? W części teologicznej papież jasno odpowiada na to pytanie – bo dla chrześcijan wierzących w Stwórcę, wierzących w Boga wcielonego, jest ona po prostu naturalna. Pierwszy sobór watykański sformułował dogmat o możliwości poznania Boga z dzieł stworzonych. Świat jest więc niczym Pismo Święte i Tradycja – przez jego porządek i piękno przemawia do nas Bóg. Świat jest słowem Boga, którego nie można bezcześcić.

Temat tej encykliki cieszy mnie przede wszystkim dlatego, że widzę w niej ogromny potencjał ewangelizacyjny. Zauważmy, że w przeciwieństwie do ostatnich takich papieskich dokumentów, na stronie tytułowej nie wypisano adresatów. O nich Franciszek wspomina dopiero w treści: o wszystkich ludziach dobrej woli.

Temat ekologii sprawi, że poza chrześcijanami i pewną gromadką zaangażowaną w dialog międzyreligijny, chętnie sięgną po nią osoby niewierzące, że trafi do instytucji zajmujących się środowiskiem, będzie dyskutowana na spotkaniach państwowych komisji, ONZ i wszelkich „zielonych”. A tam, poza wieloma treściami kojarzonymi z broszurek Greenpeace'u, znajdą dobrą nowinę o Stwórcy, który z miłości stworzył świat i wszedł w jego historię.

O wewnętrznym życiu Trójjedynego Boga. O Jezusie Zbawicielu świata, który działa w Kościele przez sakramenty. Który szczególnie obecny jest w Eucharystii. I właśnie w tym sakramencie „stworzenie odnajduje swoje największe wywyższenie”. Czy to nie pociąga? Nie prowokuje do pytań, dociekań? Jestem pewny, że te treści będą pracowały w umysłach wielu, a Duch Święty zbierze bogaty plon.

Poza potencjałem ewangelizacyjnym, papież rozprawia się z pewnymi ideologicznymi nurtami w ekologii, antychrześcijańskim antropocentryzmem, czy ślepą niekonsekwencją nie dostrzegających sprzeczności w zajmowaniu się przyrodą z pominięciem człowieka. Jak można troszczyć się o życie, przymykając oko na mordowanie nienarodzonych dzieci? Jak można zabiegać o ginące gatunki, nie dostrzegając ludzi z marginesu, biednych i prześladowanych? Jak można być wrażliwym na handel zwierzętami, gdy cały czas na świecie ma miejsce handel ludźmi?

Dlaczego encyklika o ekologii?

Komentatorzy obawiający się np., że encyklika uderzy w polską gospodarkę czy ulega jakimś aspektom ekologicznych ideologii, wskazują iż to nie jest dokument nieomylny. Jak odpowiedziałby na to Pius XII?

Nie wolno też sądzić, że treści Encyklik nie wymagają same przez się uległości, skoro w nich Papieże nie sprawują swej najwyższej władzy nauczania. Uczą one bowiem na podstawie zwyczajnego posłannictwa Urzędu Nauczającego, do którego również odnoszą się słowa: "Kto was słucha, mnie słucha" ( Łk 10,16). Najczęściej też to, co Encykliki wykładają i uwydatniają, już skądinąd należy do doktryny katolickiej. Jeśli zatem Najwyżsi Pasterze w wypowiedziach swych orzekają, po uprzednim zbadaniu, o kwestii dotąd swobodnie dyskutowanej, dla wszystkich jest jasne, że z woli i intencji Papieży sprawa ta nie może być odtąd przedmiotem wolnej dyskusji między teologami. [Humani Generis].

Być może niektórzy się zaniepokoili, spieszę więc z ulgą – spokojnie, dalej będzie można dyskutować o globalnym ociepleniu czy etycznych obowiązkach pracodawcy. Papież Franciszek sam zresztą zaapelował o to, by Kościół mógł stanowić przestrzeń dla naukowców do niezideologizowanej dyskusji, szczególnie że sam często nie ma tu podstaw do definitywnych rozwiązań.

Ta encyklika to naprawdę dobry tekst. Gorąco apeluję, żebyśmy podeszli do niej z życzliwością. Śmiało dyskutujmy, szukajmy aplikacji treści w naszej rzeczywistości, ale nie pozwalajmy sobie na krytykę nieprzemyślaną, niekonstruktywną i bazującą przede wszystkim na emocjach.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Papież Franciszek. Mistrz gestów

Papież Franciszek nie jest rewolucjonistą. Nie jest mesjaszem lewicowych postulatów. To oczywiste dla każdego rozgarniętego obserwatora rzeczywistości, że antywatykański anarchizm papieża jest maską dorobioną mu przez media.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Sprzedaje się obraz, sprzedają się emocje. Wiedzą o tym wszyscy dziennikarze, blogerzy, wiedzą również watykaniści. I wielką zagwozdkę mieli np. przy Benedykcie XVI, którego trudno było zamknąć w jakimś łatwo przyswajalnym dla czytelnika lub widza schemacie. Ratzinger to teolog, profesor, człowiek, do którego pasuje głównie książka, a to się nie sprzedaje, bo jest nudne. Z Franciszkiem zadanie jest zdecydowanie dużo łatwiejsze.

Oczywiście nie świadczy to źle o trwającym pontyfikacie. Zależy mi tylko na pokazaniu medialnego sposobu funkcjonowania, a ten polega na znalezieniu konkretnej, budzącej emocje cechy i eksponowaniu jej, czasem nad wyraz karykaturalnie. M.in. dlatego Jan Paweł II to częściej "ten od kremówek" niż "ten od Evangelium Vitae". Ot, signum temporis.

W tym systemie Jorge Bergoglio jako prostoduszny, uczciwy człowiek idealnie wpasowuje się w medialną koniunkturę na papieża, który zrobi porządek z Kościołem, zaprowadzi rewolucję na miarę XXI wieku i uczyni z największej religii świata ideologię mniej zaściankową. I znów – to nie wina papieża, który z chwilą objęcia urzędu po prostu pozostał sobą. Ale warto czytać między wierszami i konfrontować opinie z faktografią.

Jakiż to z papieża Franciszka rewolucjonista, jeżeli po prawie 30 miesiącach pontyfikatu nie doczekaliśmy żadnej rewolucyjnej zmiany? W perspektywie wyczekiwanego i wieszczonego przez media przewrotu, który miał zliberalizować podejście Kościoła do antykoncepcji, do rozwodników w ponownych związkach, do homoseksualistów i mniejszości seksualnych oraz zajrzeć księżom  do przepastnych kieszeni, decyzje takie, jak zwołanie Rady Kardynałów i liczne nominacje kardynalskie dla biskupów spoza Starego Kontynentu wypadają wybitnie blado.

Jeżeli papież Franciszek jest rewolucjonistą to najbardziej opieszałym w dziejach. Człowiek, który wyznał, że czuje, iż jego pontyfikat będzie krótki, czeka ponad dwa lata i wciąż nic nie zapowiada radykalnego spełnienia lewicowych wróżb co do jego osoby.

Papież Franciszek. Mistrz gestów

Kim zatem jest papież Franciszek, skoro żadna przylepiona mu na ślinę maska nie chce się zbyt ściśle trzymać jego twarzy? Na to pytanie uczciwej odpowiedzi udzieli dopiero historia, ale z jedną szczególną cechą zaryzykować możemy już dziś: papież Franciszek jest mistrzem gestów i wymowności.

Przypomnijmy sobie te wszystkie zdjęcia i relacje: papież Franciszek przytula chorego zdeformowanego przez nieuleczalną chorobę, zabiera dwójkę dzieci na przejażdżkę papamobile, odmawia modlitwę przy murze w Betlejem, robi sobie selfie z młodzieżą… Wszystko to czyny mniejszego lub większego kalibru, ale wiele mówią o sposobie komunikowania Franciszka. Lepiej przez przykład niż przez słowa.

W miniony weekend w Sarajewie papież znów pokusił się o wymowny gest – ucałował dłonie prostego kapłana torturowanego i bitego do nieprzytomności podczas wojny w Bośni i Hercegowinie. Dla mnie osobiście jest to akt wyjątkowy i szczególnie poruszający. Nie dlatego, że nigdy dotychczas nie miał miejsca (przeciwnie: wystarczy zobaczyć z jaką czcią zwracali się papieże do wyznawców i męczenników już w starożytności), ale dlatego, że pokazuje pokorę papieża w innej tonacji niż medialne karykatury, które ze zwykłych czynności robią kontrast między Franciszkiem, a jego poprzednikami.

Papież skłania głowę przed wyznawcą, którego nie złamały prześladowania i który przebaczył swoim katom. Nie ma dla mnie wymowniejszego drogowskazu danego światu, w którym co kilka minut chrześcijanin ginie za wiarę, a żyjące miliony poddawane są aksamitnemu prześladowaniu.

I tylko szkoda, że większość mediów nie dostrzega wagi tego znaku.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >