Nasze projekty
Brygida Grysiak

Miłosierdzie z zaskoczenia

Bóg lubi nas zaskakiwać. Szuka prześwitów na drodze do naszego serca. Czasami pokazuje nam te prześwity tam, gdzie sami byśmy ich nigdy nie znaleźli

Reklama

Miałam Przyjaciela. Ciągle Go mam. Choć umarł dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. Po heroicznej walce z rakiem. Niektórzy z Was Go znali. To ojciec Krzysztof Syrek, pallotyn. Kiedy po leczeniu w Monachium wracał do Polski, razem z rodziną i specjalistyczną ekipą medyczną, spotkał kobietę – uroczą, oddaną swojej pracy, która potem powiedziała, że wspólna z Krzyśkiem podróż z Monachium do Rybnika była dla niej podróżą życia. Dlaczego?

Krzysiek był już słaby. Lekarze w Niemczech zrobili wszystko, co mogli. A nawet więcej. Wracał do Polski, żeby umrzeć w domu. Wiedział to. Ona też wiedziała. Był pogodzony. „Cały Twój”. Cierpiał bardzo. Długie miesiące. Nigdy nie zapomnę Mszy Świętej, którą odprawiał w swoim pokoju. Tracił oddech. Ale odprawiał dalej. To było dla Niego ważne. Najważniejsze. Potem nie mógł już odprawiać Mszy. Ale ani na chwilę nie zapomniał o tym, że jest księdzem, szafarzem Bożego Miłosierdzia, które nas wyprzedza. Kiedy ta kobieta dowiedziała się, że ma na pokładzie księdza, zachęcona rozmową, zaczęła opowiadać mu swoje trudne życie. On od początku szukał w nim prześwitu, szansy na pojednanie z Bogiem, na czułość przebaczenia, na nowy początek. I znalazł. Powiedział jej o „spokoju”, który może odnaleźć w konfesjonale. I o tym, jak Komunia Święta odmienia życie. Zobaczył łzy radości. Słyszałam, że taki widok to najpiękniejsze chwile w życiu kapłana. Wierzę na słowo.

Reklama
Reklama

krzysztof_syrek
Ksiądz Krzysztof Syrek | fot. archiwum rodzinne

Krzysiek umarł półtora miesiąca później. We wtorek. Byłam u niego w niedzielę. Kiedy opowiadałam, jak pomyliłam pociągi, chciał się roześmiać, ale sił wystarczyło Mu tylko na uniesienie kącika ust. I błysk w oku. Dużo.

Reklama
Reklama

Było w nim tyle radości. Odchodził powoli, a ja patrzyłam i słuchałam, jak kończy się – tu na ziemi – proste, pokorne, dobre życie. Szafarza Bożego Miłosierdzia. Teraz już wie, a my jeszcze nie wiemy, ilu takim, jak tamta kobieta – pokazał prześwit do Boga. Ten sam, którego Bóg – z pomocą takich jak Krzysiek – bez wytchnienia szuka.


Polecamy: 

Reklama

Chrześcijaństwo jest religią darmo otrzymanego przebaczenia. Nie-ludzka logika Boga wciąż zderza się z naszą, każącą nam traktować religię przede wszystkim jako życie zgodne z nakazami, wypełnione ascezą i dążeniem do doskonałości. Tego samego wymagamy od innych. Skoro my tyle poświęcamy, inni też powinni.

W takim ujęciu bezwarunkowe miłosierdzie staje się przejawem słabości i taniego sentymentalizmu. Nie dla Boga.

Enzo Bianchi, charyzmatyczny założyciel i przeor Wspólnoty Monastycznej z Bose pokazuje w swoich medytacjach, że życie Ewangelią to życie skandaliczną miłością Boga. Innej drogi nie ma. I w tym nasza nadzieja.

Książka dostępna na Dobroci.pl, sklepie Stacji7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite