video-jav.net

7 biblijnych kłamstw (?) paschalnych

Klimat w Polsce sprzyja powierzchownemu ateizmowi. To nie narzekanie i próba oceny, tylko stwierdzenie faktu, który jakoś za granicą zauważono, a u nas budzi to tylko podniosłe żachnięcia.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 Jaka jest różnica pomiędzy ateizmem powierzchownym, a zwykłym? Otóż na ten drugi może sobie pozwolić intelektualista, który na drodze swoich poszukiwań Boga mimo usilnych i uczciwych prób nie spotkał, wobec czego uznał za bardziej prawdopodobne nieistnienie niż istnienie Absolutu (nie mówiąc już o Trójjedynym, o Osobie). Ateista powierzchowny z kolei, to raczej jego karykatura – człowiek czytający głównie to, co mu udowadnia prawdę, którą – jak uważa – już dawno posiadł. Niedawno jedna z przedstawicielek tej frakcji napisała w rozmowie ze mną, że ateistką jest od poczęcia. Zdanie prowadzące do miliarda pytań, których tu roztrząsać nie ma miejsca, ale mamy chyba czytelny obraz.

Nie szukać. Już znalazłem.

Nie chodzi o wyśmiewanie, ale miewa to swój tragikomiczny wymiar, kiedy przy jakiejś kościelnej okazji, któryś z racjonalistów (tak się bowiem lubią określać – znów nie oceniam, a tylko relacjonuję) postanowi zarechotać nad bezsensownością świąt i ułomnością intelektualną katolików. Jednym z przykładów jest wielkanocny (a jakże!) wpis na blogu polskiateista.pl.

Nie jest to specjalnie potężne medium. Ot, przekonywanie przekonywanych do przekonań. Ale wątpliwości – które w większości można skutecznie rozwiać zaglądając po prostu do katechetycznych podręczników! – towarzyszą nie tylko małej trzódce niezainteresowanych katolicką odpowiedzią ateistów, ale też wielu wierzących. Dlatego warto zająć się biblijnymi (!) zarzutami, jakie wobec świąt wielkanocnych ma rzekomy polski ateista.

1. U Mateusza za srebrniki kupiono pole, a Judasz się powiesił, z kolei w dziele Łukaszowym zdrajca zostawia sobie pieniądze i "umiera od upadku na głowę".

Do skarbca świątynnego nie można było przyjąć pieniędzy zdobytych w sposób niegodziwy (zdrada może była dla świątynnych korzystna, ale na pewno nie godziwa). W takich sytuacjach pieniądze oddawano i nakłaniano do wydania na cel publiczny. Skoro Judasz ich nie przyjął – pole kupiono de facto w jego imieniu. Co do śmierci – przepraszam za obrazowość – trup wiszący za szyję nie trwa tak w nieskończoność. Prawdopodobnie ciało Judasza odnaleziono już w rozkładzie po upadku ze sznura. Stąd relacja Piotra przytaczana w Dziejach.

2. Wg synoptyków Jezus milczał u Piłata, a wg Jana wygłaszał teologiczne mowy.

Nie trzeba być biblistą, by dostrzec, że u Piłata Jezus milczy jedynie w narracji markowej i łukaszowej. Natomiast u Mateusza "przyznaje się" do bycia królem żydowskim. Oczywistą odpowiedzią są tutaj założenia redaktorskie poszczególnych autorów, które są rzetelnie omawiane w opracowaniach poszczególnych Ewangelii. Dzieło Janowe jako zdecydowanie późniejsze zawiera bardziej rozwiniętą teologię. Zresztą żaden z ewangelistów nigdy nie twierdził, że był protokolantem i kronikarzem w gruncie rzeczy intymnego przesłuchania, jakie przeprowadzał Piłat.

7 biblijnych kłamstw (?) paschalnych

3. Wg synoptyków kobiety stały z daleka, a w Ewangelii Janowej – pod krzyżem.

Tutaj również założenia redaktorskie św. Jana będą odgrywały swoją rolę. W Ewangeliach synoptycznych nie ma narracji o wzajemnym powierzaniu Matki uczniowi i ucznia Matce. Stąd pewnie konieczność wspomnienia o fizycznej bliskości umierającego Jezusa do Maryi i ucznia, której – co ciekawe! – nie przeczy żadna z ewangelii synoptycznych. Każda obok wzmianki o "dalekości" niewiast, wspomina, że "były tam" lub "przypatrywały się temu". Powstaje pytanie skąd mogły się przypatrywać, jeśli nie np. zza pleców zgromadzonego na górze motłochu? Nie ma zatem szczególnych wątpliwości, że niewiasty pojawiły sie na Golgocie.

4. Wg Marka i Mateusza uczniowie spotkali Jezusa w Galilei, wg Łukasza i Jana – w Jerozolimie; różna rola kobiet.

To nie do końca prawda. U Mateusza Jezus pokazuje się uczniom na górze w Galilei i utożsamia to wydarzenie ze wniebowstąpieniem. U Marka najpierw ukazuje się (nie licząc oczywiście niewiast, gdzie sprawa jest skomplikowana, ale sprowadza się do prostego wniosku, że we wszystkich Ewangeliach kobiety pierwsze doświadczyły pustego grobu) dwóm uczniom idącym do nieokreślonej wsi, a później wszystkim w Jerozolimie. U Łukasza podobnie, z tym, że wieś nazwana jest Emaus – również po tym wydarzeniu dwójka uczniów wraca do Jerozolimy, gdzie później Jezus ukazuje się Apostołom. U Jana kolejność jest odwrotna – najpierw ukazuje się w Jerozolimie, następnie w Galilei.

Widzimy tutaj pozorną niespójność również wynikającą z redaktorskich założeń i samej historii tekstu (np. dopisek o Galilei w Ewangelii Jana może pochodzić od jego ucznia). Jest oczywistym, że Mateusz w kontekście całej Ewangelii musi tak doniosłe wydarzenie umieścić na górze (Przemienienie, kazanie, samotne modlitwy). Stąd Jerozolima jako miejsce chrystofanii mogła nie być wystarczająco symboliczna. Zresztą – co pewnie jest tezą dość ryzykowną – Mateusz nie wspomina, że ukazanie się w Galilei było pierwszym.

Wystarczy pamiętać, że Ewangelia nie jest kroniką, aby wszystko zagrało.

7 biblijnych kłamstw (?) paschalnych

5. Synoptycy i Jan podają różne ostatnie przedśmiertne słowa Jezusa.

Akurat synoptyków dość łatwo jest pogodzić. Marek i Mateusz piszą o modlitwie Jezusa słowami psalmu i doszukiwaniu się w tym wzywania Eliasza na pomoc, późniejszym "zawołaniu donośnym głosem" i śmierci. Łukasz nie wspomina o modlitwie, za to jasno precyzuje treść wspomnianego zawołania, pisząc o jezusowym zawierzeniu Ojcu swojego ducha. Nie ma tu sprzeczności.

Sytuacja – jak zwykle – wygląda inaczej u Jana, który podaje słowa, o których pozostali Ewangeliści nie wspominają. Wynika to z widocznego już wcześniej zamysłu ukazania Chrystusa z innej perspektywy – nie jako sprawiedliwego cierpiącego za niewinność męczennika, ale jako kontrolującego z krzyża wydarzenia Mesjasza świadomego listy znaków, które muszą się wypełnić, nim umrze. Zaskakująco spokojne – w porównaniu do pozostałych narracji – stwierdzenie faktu ukazuje ten właśnie sens śmierci. Nie jest to relacja w znaczeniu współczesnych stenogramów, bo i nie taki jest cel Ewangelii.

6. Łukasz pisze o przyodzianiu Jezusa w purpurę, Mateusz się z tym nie zgadza, a reszta – nie wspomina.

Sprawa wygląda kompletnie inaczej. Mateusz i Marek piszą o nałożonych Jezusowi przez żołnierzy szkarłatnych/purpurowych szatach, które dano mu tylko w celu wyszydzenia, po czym zdjęto je ze skazańca i zwrócono mu jego ubranie na czas kaźni. U Jana również w takim płaszczu wyprowadzono Jezusa do ludzi po ubiczowaniu, ale pod krzyżem losy rzuca się już o jego własną tunikę. Hazardowy motyw pojawia się również u Łukasza, ale – co ciekawe – wcześniej Jezus zostaje wyśmiany w "lśniącym płaszczu", jaki dał mu Herod. Widzimy zatem, że zarzut jest bezpodstawny, a różne narracje można bez trudu połączyć.

7 biblijnych kłamstw (?) paschalnych

7. Różna ilość osób spotkanych w grobie Zmartwychwstałego w poszczególnych Ewangeliach.

Suche wyliczenia, którymi częstuje autor wpisu faktycznie wzbudzają konsternację, bo na pierwszy rzut oka nie zgadza się prawie nic. Próba uzgadniania ze sobą wszystkich narracji bywa karkołomna i rzadko ma sens, ale sprawa jest dość oczywista: niewiasty widzą anioły. Jan z Łukaszem mówią w liczbie mnogiej, Marek z Mateuszem mówią o jednym aniele. Dodatkowo Jan umieszcza pośrodku wydarzeń nierozpoznanego z początku przez Marię Magdalenę Jezusa. I tyle tzw. sprzeczności.

Spójności jest jednak dużo więcej – aniołowie (lub anioł) znajdują się w pustym grobie, wygląd opisywany jest spójnie przez wszystkich, przekonują o zmartwychwstaniu, ostatecznie niewiasty zawsze zanosiły tę nowinę i ewentualne polecenia do uczniów. Zatem jedyna wyraźna niezgodność to ilość aniołów. Pytanie, jak wielką siłę falsyfikowania tej narracji ma ten różny opis, pozostawiam otwarte.


Nie jestem biblistą. Powyższy tekst przeczytany przez specjalistę mógłby wzbudzić wzruszenie ramion, jako nijaki i ubogi w odpowiednie kontrargumenty. Ale to pokazuje, jak niewiele trzeba, by zadać kłam rzuconym z buńczuczną miną tezom, że jedna Ewangelia drugiej przeczy i że obie nie mają racji.

Mają. Wszystkie.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Lekcja pokory

Dlaczego papież obmył stopy osobie transseksualnej, która podczas liturgii przystąpiła do Komunii?

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Lekcja pokory

Papież Franciszek zdążył nas przyzwyczaić do tego, że wielowiekowe tradycje i przepisy liturgiczne traktuje z wielką swobodą. W krótkiej homilii przywołał sens zwyczaju mandatum – obmycia nóg: „A dziś, podczas tej Mszy św. Kościół chce, aby kapłan obmył stopy dwunastu osobom, na pamiątkę dwunastu apostołów”. Zmysł liturgiczny i teologiczny (pamiętając, że od starożytności w geście obmycia nóg przez Chrystusa widzi się ustanowienie sakramentów Eucharystii i kapłaństwa) wskazywał, że te 12 osób powinno być katolickimi mężczyznami. Franciszek od początku przeformułował znaczenie tego rytuału, umywając nogi również kobietom, a nawet nieochrzczonym. W tym roku zaskoczył tym, że wśród nich znalazła się osoba transseksualna.

Być sługą

Nie ukrywałem nigdy, że nie podoba mi się liturgiczna swoboda żadnego kapłana, a szczególnie papieża. Jednak gdy papież decyduje się na pewne gesty, nie mogę przejść obok tego obojętnie, nie zastanawiając się, co to może znaczyć dla mnie. Poruszająca była homilia, w której Franciszek wskazał na znaczenie obmycia, na to że Boża miłość jest w stanie zmyć każdą nieczystość, każdy grzech. Uderzyły mnie zwłaszcza zawstydzające słowa o tym, że mamy być niewolnikami miłości Bożej, ale też… niewolnikami bliźnich. Podczas katechezy o Triduum wygłoszonej w Wielką Środę papież powiedział: „Kiedy przystępujemy do Komunii Świętej, nie będąc szczerze gotowymi obmywać stopy jedni drugim, to nie rozpoznajemy Ciała Pańskiego”.

W moim Kościele widzę nie tylko pobożnych panów z mszalikami pod pachą czy niewiasty w mantylkach na głowie. Są tu też osoby, o których na co dzień się nie myśli – jak np. osoby transpłciowe, nieheteroseksualne, o innych poglądach czy sposobie życia. I bardzo się zawstydziłem widząc, jakie emocje wzbudziła we mnie myśl o umyciu nóg „tym innym”. Szczególnie, gdy spojrzałem na swoje, bynajmniej nie wzorowe życie. I mocniej zadudniło mi w uszach to Jezusowe „nie sądźcie!”

Transseksualizm

Bardzo mi głupio, że obrazek papieża umywającego nogi pedofilowi (którego mógł przecież spotkać w tym więzieniu) wzbudziłby we mnie mniej dziwnych emocji niż to obmycie nóg osobie transseksualnej.

Nie jestem lekarzem, mam bardzo ogólną wiedzę. O transseksualizmie pierwszy raz czytałem chyba przy okazji pochłaniania świetnych książek prof. Antoniego Kępińskiego, który jeszcze traktował problem jako pewną patologię zdrowia psychicznego, jakąś osobowość histeryczną. I nie przewidywał terapii korekty płci. Od jego czasów transpłciowości poświęcono wiele badań, stanowisko towarzystw psychologicznych i medycznych się zmieniało. Dostrzeżono przyczyny biologiczne, wskazuje się także dużo stałych motywów psychologiczno – społecznych, przewijających się przez historię życia osób transseksualnych.

Życie osób transseksualnych to dramat, z którego nie można kpić. Nie można go pogłębiać wykluczaniem ich. To nasi bliźni, wobec których też mamy być „dobrymi Samarytaninami”, którym mamy myć nogi i których mamy szanować i kochać.

W Kościele

Pierwszy raz teologowie pochylili się nad problemem transseksualizmu w roku 1984 na sympozjum w Watykanie. Nie skończyło się ono wypracowaniem oficjalnego stanowiska Kościoła. W roku 1991 Kongregacja Nauki Wiary odpowiadając na pytanie niemieckich biskupów o możliwość małżeństwa osoby transseksualnej po korekcie płci, stwierdziła, analizując konkretny przypadek, że sama operacja nie zmienia płci „biologicznej” i mielibyśmy do czynienia ze związkiem homoseksualnym. Nie jest chyba wciąż rozstrzygnięta kwestia, czy małżeństwo dwóch osób transseksualnych po korekcie płci (mężczyzny i kobiety), gdzie nie występuje impotencja, mogłoby być ważne. Innym problemem może być zakładana z góry niezdolność psychiczna takich osób do małżeństwa.

Analogiczny problem będą miały osoby po korekcie płci na męską, odczuwając powołanie do kapłaństwa – aktualne prawo kanoniczne cały czas będzie chyba traktowało je jak kobiety, a więc niezdolne do ważnego przyjęcia święceń.

Wydaje się, że Kościół nie uwzględnia bieżących wyników badań nauk (od antropologii po psychiatrię czy neurobiologię) nad płcią, a w proponowanej terapii (korekcie płci) widzi tylko grzeszne okaleczenie ciała.

Lekcja pokory

Jak żyć?

Tym bardziej może zaskakiwać wielkoczwartkowy gest Franciszka, który sprowokował do tych rozważań. Przecież osobie transseksualnej po korekcie płci spowiednik nie nakazałby operacyjnego powrotu do płci „biologicznej” jako świadectwa mocnego postanowienia poprawy…

Czy osoba transseksualna po korekcie płci może przystępować do Komunii? Pod jakimi warunkami?

A jakiej formy powinno się używać, zwracając się do osób transseksualnych? Takiej, na którą wskazuje płeć „biologiczna”, czy „odczuwana” bądź ta po korekcie? Czy zwracanie się w formie niezgodnej z płcią „biologiczną” nie oznaczałoby braku szacunku do tej osoby, albo nie stanowiłoby dla niej zgorszenia stanowiącego blokadę przed przyjęciem ewangelii i Kościoła? A może byłoby tylko utwierdzaniem jej w obiektywnym fałszu?

Czy osoby transseksualne w kościele parafialnym spotkałyby się z życzliwym przyjęciem? Czy nie zaczęlibyśmy swoich dzieci prowadzać na nabożeństwa w inne miejsca z lęku przed zgorszeniem? Czy mogą zostać rodzicami chrzestnymi? A może sami mielibyśmy opory przed podaniem im ręki po Mszy albo wspólnym zaangażowaniem się w parafialną akcję charytatywną?

Dookoła tematu transpłciowości mam dużo pytań i bardzo bym się cieszył, gdyby z Watykanu wreszcie przyszło jakieś spójne opracowanie poświęcone wszelkim problemom wokół gender. Być może gest Franciszka zmobilizuje teologów i duszpasterzy do pochylenia się nad problemem.

Nie wiem, co konkretnie Franciszek chce przekazać, umywając nogi w Wielki Czwartek kobietom, niekatolikom czy osobom transpłciowym. Jestem pewny, że mógłby to zrobić przy innej okazji, samemu służebnie podchodząc do katolickiej tradycji i przepisów liturgicznych. Ale osobiście w tym roku jestem wdzięczny papieżowi za ważną dla mnie lekcję pokory.

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >