video-jav.net

15 sekund po śmierci

15 sekund po… Przedmiotem 3 odcinka serii pt. Siła umysłu ( tv Planete ) uczyniono badania neurologów i psychiatrów nad fenomenem śmierci klinicznej. W programie pokazano lekarzy, naukowców i pacjentów. Celem rzetelności dziennikarskiej przedstawiono dwa spojrzenia na temat „życia po życiu”. Jeden z doktorów obstawał przy tym, że ta „statystyczna” 1/3 ludzi, którzy opuścili swoje ciało, miała halucynacje. Że wszystko wydarzyło się w mózgu, uruchomiły się endorfiny […]

Polub nas na Facebooku!

15 sekund po…

Przedmiotem 3 odcinka serii pt. Siła umysłu ( tv Planete ) uczyniono badania neurologów i psychiatrów nad fenomenem śmierci klinicznej. W programie pokazano lekarzy, naukowców i pacjentów. Celem rzetelności dziennikarskiej przedstawiono dwa spojrzenia na temat „życia po życiu”. Jeden z doktorów obstawał przy tym, że ta „statystyczna” 1/3 ludzi, którzy opuścili swoje ciało, miała halucynacje. Że wszystko wydarzyło się w mózgu, uruchomiły się endorfiny czyli hormony szczęścia i dlatego ci ludzie opisywali potem swoje „wrażenia”. W programie poddano takie tezy rzetelnej analizie. Okazało się, że:

Około 15 sekund po zatrzymaniu serca, mózg przestaje być aktywny. Czyli „nie działa”. Więc to, co się zdarzyło, nie miało charakteru „mózgowego”. Potwierdza się więc, że mózg to jeszcze nie umysł…

Przeżycia tych ludzi zmieniły ich życie. Wielu przestało się bać śmierci. Wielu było szczęśliwych, niektórzy przestraszeni. Autorzy programu zauważyli także, że w wielu przypadkach doszło także do samouleczeń tych ludzi. Jeden z mężczyzn odzyskał władzę w dłoni. Miał ją wykrzywioną i niesprawną przez … 60 lat!

Przedstawiono kobietę niewidomą od urodzenia. Zaczęła widzieć gdy… umarła i opuściła własne ciało. Po prostu szok. Ona nie mogła sobie tego wyobrazić, bo nigdy wcześniej nie widziała. „Stamtąd” widziała lekarzy, którzy ją ratowali, czytała w ich myślach a także… zobaczyła swoich bliskich zmarłych.

Wnioski naukowców kończą program. Z jednej strony informują, że podejmują kolejne badania, na szeroką skalę i okres 5 lat ( np. umieszczają w pomieszczeniach znaki, o których pacjent na pewno nie wie ), z drugiej przyznają, że „nasze rozumienie świadomości należy od nowa zdefiniować”. Jednym z ostatnich komentarzy jest to, że religie, które mówią o życiu „po..” mają rację.

Oczywiście, w ramach politycznej poprawności, nie mówi się o chrześcijaństwie, ani o Ewangelii, w których możemy znaleźć słowa, że dla Boga wszyscy żyją, że jest On Bogiem żywych, nie umarłych ( np. Łk 20.38 ) Ale to nic. Być może dziś, w technicznych czasach, przekaz naukowy równie dobrze przemówi do naszych dusz.

Czy czcić „świętego Chlora?“

9. marca 1989. o trzeciej w nocy, w Białymstoku, nieopodal mojego rodzinnego osiedla, wykoleił się pociąg przewożący ciekły chlor. Wychowałem się w sąsiedztwie tej linii kolejowej, przebiegającej z ZSRR na zachód (czyli do NRD).

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pamiętam tłukące się z hukiem w środku nocy czterdziestowagonowe składy wyładowane czołgami i aksamitną ciszę, która zapadała, gdy oddalały się w stronę dworca Białystok Fabryczny.

Praktykowana od wczesnego dzieciństwa namiętność do liczenia wagonów dała solidne podstawy mojej późniejszej trói z matematyki, na oznaczeniach radzieckich cystern przewożących materiały niebezpieczne uczyłem się cyrylicy oraz podstaw chemii.

Mówiło się: „o, dziś szedł propan butan“ gdy pasek na cysternach był czerwony. Związki siarki to pasek brązowy. Nie pamiętam już, co oznaczał pasek żółty, zielony to z pewnością był chlor.

W pociągu, który wypadł wtedy z szyn cystern z chlorem było w sumie dwanaście, cztery sturlały się po nasypie, w każdej było około pięćdziesięciu ton zabójczego płynu. Wszystko to odbywało się ze dwa kilometry od mojego domu, a mimo to – o dziwne czasy, gdy nie było TVN24 – rano normalnie poszedłem do szkoły, w której dopiero około jedenastej powiedziano nam, że wszyscy mają zostać w budynku i iść na najwyższe piętro (bo chlor ściele się po ziemi i zabija wszystko na co trafi). Gdyby choćby jedna z cystern rozszczelniła się liczba ofiar mogłaby iść w setki.

Czy czcić „świętego Chlora?“

Cysterny jednak ocalały. A jako, że zdarzenie miało miejsce w parafii Miłosierdzia Bożego, w pobliżu kaplicy przy której długie lata mieszkał spowiednik siostry Faustyny, ks. Michał Sopoćko, ogłoszony chwilę wcześniej Sługą Bożym, uznano, że od katastrofy zachowało miasto jego wstawiennictwo oraz samo Miłosierdzie Boże.

W miejscu katastrofy postawiono pomnik – krzyż z napisem „Jezu Ufam Tobie“ i opisem zajścia, odtąd co roku w marcu odbywają się pod nim obchody, są władze, biskupi i sztandary. Miejscowa ludność albo się w nie włącza dziękując za cudowne ocalenie, albo krytykuje twierdząc, że nie będzie się modlić z okazji zbiegów okoliczności albo fachowości strażaków pożarnych, nazywając te uroczystości złośliwie „obchodami świętego Chlora“.

Pytanie: czy to, że cysterna się nie rozszczelniła, choć mogła (ale nie musiała), to już specjalna boska interwencja? Rozumiem – gdyby chlor jednak wyciekł, a nikt mimo to nie zginął – ewidentny cud, zawieszenie praw natury.

Czy czcić „świętego Chlora?“

bł. Michał Sopoćko

Analogiczna sytuacja: samolot wpada w uskok wiatru, zlatuje pół kilometra w dół, ale odzyskuje stabilność. Mogła być tragedia, a nie było. Uznajemy to za cudowne ocalenie dwustu osób? Albo – jadę autem, jakiś kretyn wylatuje mi na czołówkę, udaje mi się minąć go poboczem. Jak to zakwalifikować? Za każdym razem czcić pomnikiem?

W mojej ocenie to co stało się w Białymstoku cudem jednak chyba nie było, bo żeby tak stwierdzić, trzeba by mieć pewność, że wyciek byłby tu jak amen w pacierzu. Moim zdaniem nie ma sensu jej szukać (ani na płaszczyźnie nauk o kolei, ani na płaszczyźnie ducha).

Ja na swoje prywatne potrzeby nazywam to zdarzenie momentem szczególnej ekspresji Bożej Opatrzności. Znam dobrze te chwile, gdy robię straszne głupoty a następnie czuję jak ktoś mnie z nich za uszy wyciąga. Najczęściej otwierając mi oczy na możliwe moich działań skutki.

Na tym odcinku torów (dwukilometrowym) po którym codziennie jechała jakaś bomba było kilka pęknięć szyn, siedemset spróchniałych podkładów a 70 proc. śrub było niedokręconych.

Powtarzam: szanuję tych, co zmysłem wiary wyczuwają, że byłby wybuch, ale Bóg zlitował się i przerwał reakcję łańcuchową złych zdarzeń. Ja jednak działania Bożego szukam tu pięć minut wcześniej.

Nie widzę anioła dokręcającego zawór post factum. Widzę wypadek którego Opatrzność nie powstrzymała ultrainterwencją, by pokazać, co może się stać, gdy zawczasu nie dokręcę w swoim życiu jakiejś ważnej śrubki.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >