ZE ŚWIATA

Tragedia w Bejrucie oczami świadków

Przepełnione szpitale, ranni wysyłani do sąsiednich miast, liczenie i poszukiwanie ofiar oraz dramatyczne straty dla i tak ubogiego państwa - to wszystko wstępny bilans gigantycznej eksplozji, jaka miała miejsce wczoraj wieczorem w stolicy Libanu, Bejrucie. Śledzimy relacje świadków i osób związanych z tym miastem.

Polub nas na Facebooku!

Ze wstępnych ustaleń wynika, że był to tragiczny wypadek, spowodowany nieostrożnością pracowników portu. Od 2013 r. składowano w nim zarekwirowane przez służby celne 2750 ton silnie wybuchowego azotanu amonu (saletry). Zaprószony najprawdopodobniej przez spawaczy pożar najpierw objął sąsiedni skład sztucznych ogni, następnie dotarł do worków z saletrą, która gwałtownie wybuchła, zmiatając z powierzchni ziemi cały port i znajdujące się tam składy i sąsiednie budynki. Fala uderzeniowa była tak duża, że wybiła szyby w oknach budynków oddalonych o kilka kilometrów, a wybuch odnotowały sąsiednie stacje sejsmiczne. Wybuch pozbawił dachu nad głową aż 300 tysięcy osób. Minimum 100 zginęło, ponad 4 tys. zostało rannych. Kraj zmaga się z wielkim kryzysem gospodarczym, ma hiperinflację, najwyższy na świecie wskaźnik liczby uchodźców na głowę mieszkańca, kryzys dostaw prądu i napiętą sytuację społeczno-polityczną.

Natychmiast ruszyła pomoc, zwłaszcza od Międzynarodowego Czerwonego Krzyża oraz od Caritas, działającej na miejscu. Zbiórkę w Polsce prowadzą już Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej oraz Caritas Polska. O pomocy na miejscu opowiada pracownica Caritas Polska:

 

 

Ks. Przemysław Szewczyk z klasztoru umiejscowionego kilka kilometrów od portu też doświadczył skutków fali uderzeniowej. Nie ucierpiał, ale opowiada, jak to wyglądało od strony mieszkańca Bejrutu.

 

 

Na Twitterze pojawił się film, na którym uchwycono moment eksplozji. To fragment transmisji Mszy świętej, która w tym czasie odbywała się w jednym z kościołów. Transmisja była zorganizowana dla wiernych, którzy ze względu na epidemię nie mogli przyjść na mszę osobiście.

 

 

Krzysztof Noworyta przemierzał piechotą Liban niecały rok wcześniej. W swojej relacji popielgrzymkowej (przeczytaj) opowiadał o zachwycie nad tym krajem, jego pięknem fizycznym, duchowością, ludźmi. Gdy usłyszał o wczorajszym wieczornym wybuchu w pierwszej chwili pomyślał, jak wielką tragedią jest nie tylko utrata pięknego portu, ale przede wszystkim utrata całych zapasów środków do walki epidemią COVID-19.

Pierwsze, o czym pomyślałem, gdy dowiedziałem się o tym wybuchu, to czy to był atak czy wypadek. W Libanie niewiele trzeba, aby zaiskrzyło wojną, więc w całym nieszczęściu to „szczęście”. Niemniej to duża tragedia, poważne straty w ludziach, zniszczony główny silos zbożowy Libanu oraz magazyn z zapasami sprzętu na potrzeby walki z pandemią, co wobec katastrofalnej sytuacji ekonomicznej Libanu jest bardzo groźne. Do tego zniszczony port, infrasturktura, milionowe straty. Dziś wiemy, że spawacze, pracujący przy magazynie, wywołali eksplozję silosów z azotanami. Opary dotarły aż do oddalonego o 100 km Damaszku, co pokazuje, jak wielki zasięg miał ten wybuch.

 

Krzysztof Noworyta wyjaśnia też, że całkowicie naturalne jest to, że teraz w pierwszej kolejności Libańczycy wzywają i proszą o pomoc św. Szarbela.

To ich teraz najważniejszy święty, pierwszy z trójki świętych, których tam najbardziej celebrują. Wzywają go nie tylko chrześcijanie, ale również muzułmanie i ludzie niewierzący. Więc jeśli gdzieś pojawiają się straty, ranni i zabici, to Szarbel będzie tym uchem igielnym, przez które będą kierować wszystkie prośby. W samym mieście oczywiście teraz wszystko jest jednak w rękach służb ratunkowych, to jest potężna operacja logistyczna, ugasić pożar w porcie, zadbać o uporządkowanie i odbudowę zniszczonych części miasta. Całe szczęście Liban nie jest zostawiony sam sobie, więc jest nadzieja, że nadejdzie szybko pomoc międzynarodowa i jakoś staną na nogi.

 

Liban to ostoja chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. Pochodzą stąd niezwykli święci: Szarbel, Rafka, Nimatullah al-Hadrini i bł. Stefan. O ich pomocy świadczą nie tylko katolicy, ale i ludzie innych wyznań, a także osoby niewierzące. W najwyższych górach Libanu znajduje się Wadi Qadisha – Dolina Święta. To miejsce, które jest żywym świadectwem obecności chrześcijan w tej części świata. Opowiada o nim o. Mariusz Wójtowicz, karmelita bosy, który odwiedził Liban w ubiegłym roku.

 

 

os, ad/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Na czas pandemii zamienił habit na fartuch lekarski

- To była naturalna decyzja, którą poparli moi przełożeni. Jako ksiądz mogłem wspierać też chorych sakramentami. Było to ogromnie ważne” – mówi o. Andrea Dovio. Franciszkanin przed wstąpieniem do zakonu pracował jako lekarz, dlatego po wybuchu koronawirusa zgłosił się do pomocy w szpitalu w Regionie Piemontu, jednym z miejsc najbardziej dotkniętych epidemią we Włoszech.

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Dovio odkrył kapłańskie powołanie jako 32-latek, gdy pracował jako lekarz nieopodal Turynu. Dzięki jednemu z pacjentów zafascynował się Biedaczyną z Asyżu i postanowił przywdziać franciszkański habit. – Doświadczyłem ogromu Bożego Miłosierdzia i do dziś staram się nim dzielić z innymi. Miłosierdzie to konkretne czyny, także pomoc chorym – podkreśla zakonnik.

Po wybuchu pandemii zauważył, że jego pomoc lekarska jest bardzo potrzebna, dlatego nie zastanawiał się długo nad zgłoszeniem się do jednego ze szpitali. – Myślałem też o własnej śmierci, ponieważ kiedy trafiłem na oddział mówiło się już o ponad 50 lekarzach zmarłych na koronawirusa. Zrozumiałem wtedy, że życie w strachu nie jest życiem, jest nim oddanie siebie na służbie innym, nawet płacąc najwyższą cenę – mówi.

Franciszkanin – jak podkreśla – odkrył na oddziale jeszcze mocniej Eucharystię oraz słowa, które każdego dnia wypowiada jako kapłan. – Wspaniałym świadectwem była dla mnie praca innych lekarzy i pielęgniarek, którzy totalnie oddali się na służbę potrzebującym, wiedząc, że każdego dnia narażają swe życie. Ja jako zakonnik jestem sam, oni mieli rodziny, dzieci, a mimo to z oddaniem służyli. W tej kryzysowej sytuacji odkryłem w sobie nieznane pokłady siły, ale przede wszystkim doświadczyłem łaski płynącej od Boga i Jego ogromnej opatrzności – dodaje.

vaticannews, kh/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap