Potężna eksplozja w Bejrucie. Libańczycy proszą o pomoc św. Szarbela

Potężna eksplozja wstrząsnęła Bejrutem we wtorkowe popołudnie. Przyczyna wybuchu na razie nie jest znana. Chrześcijańscy przywódcy w Libanie wezwali do modlitwy, a libański premier Hassan Diab ogłosił, że środa będzie dniem żałoby w całym kraju.

Polub nas na Facebooku!

Eksplozja wywołała pożary i zniszczyła budynki na terenie miejskiego portu oraz spowodowała zniszczenia w całym mieście. Według najnowszych informacji zginęło co najmniej 25 osób, a nawet 2500 zostało rannych. W internecie pojawiły się filmy pokazujące wybuch, a później kolejne, na których widać zniszczone samochody i rozbite okna w budynkach.

Zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie zwracają się w tym trudnym czasie w o pomoc do św. Szarbela, pochodzącego z Libanu. – On nie ma żadnych geograficznych ani religijnych ograniczeń. Kiedy ludzie proszą – odpowiada – zapewnił o. Louis Matar, rektor sanktuarium św. Szarbela. Znajduje się ono na terenie klasztoru, w którym przez prawie 20 lat mieszkał ten maronicki mnich i pustelnik. Każdego roku przybywa tu około 4 milionów pielgrzymów, zarówno chrześcijan jak i muzułmanów. W księdze cudów przypisywanych świętemu, która prowadzona jest w klasztorze, znajduje się wiele świadectw złożonych przez muzułmanów, którzy za wstawiennictwem św. Szarbela doświadczyli łaski.

 

 

vaticannews, kh/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Polska misjonarka z Aleppo: nawet w czasie wojny nie było takiego głodu

Potężny kryzys ekonomiczny dobija Syryjczyków wykończonych prawie dekadą wojny. Głód zagląda w oczy kolejnym rodzinom, a pomoc międzynarodowa coraz bardziej słabnie. - Myśleliśmy, że najgorsze już za nami, jednak nawet w czasie wojny nie było takiego głodu – alarmuje siostra Brygida Maniurka. Polska misjonarka ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi pracuje w Aleppo. Przeżyła tam praktycznie całą wojnę, w tym kilkumiesięczne oblężenie miasta, które zostało obrócone w gruzy.

Polub nas na Facebooku!

Misjonarka wskazuje, że Syryjczycy z każdym dniem coraz bardziej tracą nadzieję na lepszą przyszłość. Wzmagająca się bieda i głód to teraz największe wyzwania. Ludzie nie mają już żadnych oszczędności, a znalezienie pracy graniczy z cudem. Za zgodą naszych ofiarodawców wszystkie programy pomocy humanitarnej przekierowaliśmy na zakup paczek żywnościowych i lekarstw – mówi Radiu Watykańskiemu siostra Maniurka.

– Ogromny kryzys gospodarczy sprawia, że wojna i koronawirus zeszły na drugi plan. Nie widzę, żeby ludzie się bardzo bali zakażenia, ponieważ ich myśl zaprzątnięte są myśleniem o tym, jak przeżyć. Kościół na ile może włącza się w pomoc choć niestety z zagranicy napływa coraz mniej pomocy – mówi polska misjonarka.

Po trzymiesięcznym zamknięciu w domach z powodu pandemii parafia św. Franciszka z Asyżu zorganizowała dla dzieci i młodzieży półkolonie w małych grupach. – Zapisało się 600 dzieci, każdego dnia przychodziła grupa 200-osobowa. Połowa miała zajęcia w pomieszczeniach parafialnych, druga część szła np. pograć w piłkę. Bardzo potrzebowali tego powrotu do normalności. Naszym celem było to, by dzieci fizycznie odreagowały stres i długie zamknięcie, duży nacisk kładliśmy też na dożywianie. Każdego dnia dzieci otrzymywały posiłek, bo wiemy że rodziców naprawdę nie stać by mogły najeść się do syta. Dwa razy w tygodniu staraliśmy się też zapewnić mięso, na które od wielu miesięcy Syryjczyków już nie stać – dodaje.

W Aleppo nie spadają już pociski, jednak proces odbudowy wciąż się nie rozpoczął. Ludzie tracą nadzieję. – Wiele projektów pomocowych od lat realizowanych jest dzięki wsparciu Polaków, proszę byście dalej o nas pamiętali – apeluje do rodaków siostra Maniurka.

Franciszkanka podkreśla, że sytuacja w Aleppo jest taka, jak w czasie wojny i  “nic się nie odbudowało poza prowizoryczną reparacją mieszkań, żeby ludzie mieli jakiś dach nad głową” – Minęło kilka lat od zakończenia walk w naszym mieście, a wciąż nic się nie dzieje. To odbiera ludziom nadzieję, od wielu osób słyszę, że żałują, iż jednak nie wyemigrowali – mówi ze smutkiem siostra Maniurka.

Nowym zjawiskiem – jak podkreśla – od kilku miesięcy jest wzrost samobójstw głównie wśród ojców rodzin, którzy nie widzą wyjścia z sytuacji i nie są w stanie zapewnić rodzinie środków potrzebnych do życia. – Bardzo proszę, by o nas nie zapominać, by pamiętać, że choć w tym czasie pandemii przeżywamy swoje trudności, to na świecie jest ktoś bardziej potrzebujący niż ja, ktoś w o wiele trudniejszej sytuacji – mówi franciszkanka.

kh/KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap