video-jav.net

Polski kapucyn o napadzie na misję w RŚA: to prawdziwa apokalipsa

„To była prawdziwa apokalipsa ognia; oenzetowskie siły pokojowe nie stanęły w obronie bezbronnej ludności”. Tak w rozmowie z włoskim pismem Tempi o. Robert Wnuk OFM Cap opisuje atak 60 uzbrojonych po zęby muzułmańskich rebeliantów na miasto Bocaranga w Republice Środkowoafrykańskiej i tamtejszą misję kapucynów

Polub nas na Facebooku!

Po pierwszych, szczątkowych informacjach o czterogodzinnej napaści, 18 zabitych i dziesiątkach rannych dochodzą kolejne szczegóły.

 

Podkreśla się, że atak był tym większym zaskoczeniem, iż północno-zachodni rejon kraju, gdzie leży Bocaranga, uważany był dotąd za stosunkowo spokojny, w przeciwieństwie do wschodu, który pozostaje wciąż w rękach rebelii.

 

„Po tym, jak usłyszałem kule uderzające w bramę naszej misji, wyszedłem naprzeciw napastnikom. Oczywiście bałem się, ale pozostanie w pokoju na nic by się nie zdało. Liczyłem, że przyszli przede wszystkim kraść, i tak też było” – opowiada polski misjonarz od 15 lat pracujący w tym kraju. Z misji zrabowano pieniądze, komputer, telefony i motocykl. „Apokalipsa ognia trwała cztery godziny i przez ten czas z oenzetowskiej bazy sił pokojowych MINUSCA, gdzie jest 10 tys. żołnierzy, nikt nam nie przyszedł z pomocą. Pojawili się, jak już było po wszystkim, mówiąc ludziom, że zadbają o ich bezpieczeństwo. Jednak tym żołnierzom nikt już nie ufa” – podkreśla kapucyn.

 

„Celem ataku było zniszczenie ekonomii naszego miasta i zepchnięcie ubogiej ludności do jeszcze większej nędzy” – uważa misjonarz. Zniszczono 30 sklepów i spalono dwie ciężarówki. Ludzie schronili się na sawannie. Noc wciąż spędzają w buszu bojąc się, że oprawcy jeszcze powrócą. Instytucje państwa, poza stołecznym Bangi, nigdzie nie działają, nie obowiązuje żadna władza. „Nikt nam nie pomaga. Kobiety rodzą w buszu, bez najmniejszej opieki. Sytuacja jest dramatyczna” – mówi polski kapucyn.

 

Zapewnia jednocześnie, że mimo napiętej sytuacji misjonarze zostaną przy cierpiącej ludności. „Nasza obecność dodaje im odwagi i nadziei, a dzwon bijący codziennie na Anioł Pański jest znakiem tego, że nie są sami” – podkreśla o. Wnuk.


RV / Bangi

Katolicka Agencja Informacyjna

Demonstracja w Delhi na rzecz uwolnienia porwanego księdza

Uczestnicy protestu pragnęli wpłynąć na rząd federalny, by podjął działania celem przywrócenia wolności indyjskiemu salezjaninowi ks. Tomowi Uzhunnalilowi, uprowadzonemu 4 marca 2016 r. w Jemenie

Polub nas na Facebooku!

W poniedziałek 6 lutego setki ludzi wzięły udział w demonstracji zorganizowanej w Delhi przez diecezję Faridabad i indyjski Kongres Katolicki. Przybyli też na nią do stolicy parlamentarzyści ze stanu Kerala na południu Indii.

 

Ordynariusz Faridabadu abp Kuriakose Bharanikulangara, który wcześniej pracował w watykańskiej dyplomacji, wyraził w czasie manifestacji ubolewanie, że jak dotąd nie widać, by władze cokolwiek robiły w tej sprawie.

 

W ubiegłorocznym Wielkim Poście w prasie i Internecie pojawiło się wiele informacji na temat porwanego ks. Toma Uzhunnalila. Jego porywacze, najprawdopodobniej przedstawiciele ISIS, mieli planować jego ukrzyżowanie w Wielki Piątek. Niektóre media twierdziły nawet, że wyrok wykonano. Przed Bożym Narodzeniem w mediach społecznościowych pojawiło się jednak wideo, na którym widać brodatego mężczyznę podającego się za porwanego ks. Toma, który błaga rząd indyjski i papieża o pomoc w uwolnieniu go. Skarżył się przy tym, że nikt nie podejmuje rozmów na ten temat z jego porywaczami.

 

Ks. Tom Uzhunnalil był kapelanem zamordowanych w 2016 roku w Adenie przez islamskich terrorystów sióstr misjonarek miłości św. Matki Teresy.


(KAI/RV) / Delhi / S7

Katolicka Agencja Informacyjna