video-jav.net

Pycha, która odbiera godność

Pycha, z grubsza rzecz ujmując, ma jednak coś z kulinariów: pozwala karmić się własną, często jedynie domniemaną, nadprzeciętnością i cudzą krzywdą.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeżeli miałbym wymienić rzeczy, które wybitnie podnoszą mi ciśnienie to poza wchodzeniem po schodach na dziesiąte piętro i meczami reprezentacji Polski musiałbym wspomnieć o znęcaniu się nad słabszymi. I nieważne czy byłoby to kopanie bezbronnego szczeniaczka, popychanie klasowej prymuski czy – znane z amerykańskich filmów – wsadzanie głowy szkolnego chórzysty do toalety. Mało powiedzieć, że wykorzystywanie swojej przewagi do upokorzenia innej osoby jest niechrześcijańskie. Jest po prostu niemęskie i, moim zdaniem, zarezerwowane dla moralnych miernot.

Jednak czymś, co działa na mnie jak brak zmiennego obuwia na woźnego w gimnazjum jest naśmiewanie się z ludzkiej biedy. Tak, tej materialnej.

Nie jestem socjalistą i wcale nie uważam, że ludzie z urzędu powinni mieć dóbr po równo. Jestem katolikiem i myślę raczej w kategoriach “każdemu według tego, co mu się należy”. A tam, gdzie ta chlubna teoria – niestety – rozmija się z praktyką staram się zaradzać na miarę moich sił i możliwości: biorąc czynny udział w akcjach charytatywnych czy pomagając swoimi umiejętnościami albo środkami. Tego uczy mnie Kościół i to uznaję za dobre.

Myślę, że nie trzeba tłumaczyć, że na całym świecie godne wynagrodzenie za dobrze wykonywaną pracę nie jest wcale taką oczywistością. Że jest sporo rodzin, których codzienne życie to zamartwianie się o chleb na stole, o buty na zimę, o podręczniki do szkoły i, nie daj Panie Boże, podstawową opiekę medyczną.

Pycha, która odbiera godność

Dlatego tym bardziej w dziki gniew wprowadzają mnie wszystkie akty szyderstwa z tego powodu, czy to otwarte, czy też zakamuflowane.

Z moich obserwacji wynika, że najczęściej dopuszczają się ich tak zwani “nowobogaccy” – ludzie, którzy najprawdopodobniej do tego, co w sensie materialnym, posiadają doszli bez własnego wysiłku, bez swojej ciężkiej pracy, tak zwanym “pozytywnym zrządzeniem losu”. Ci są pierwsi do obśmiewania warunków mieszkalnych innych ludzi, do szydzenia ze staruszków, którzy od świtu stoją pod sklepem, żeby kupić rybę w promocji oszczędzając przy tym 5zł albo buty za połowę ceny. Budując swoje ego, podkreślając własną pozycję nie podejmują się refleksji nad tym, dlaczego inni są w stanie za kilka złotych odebrać sobie nieco godności. Karmią się cudzą nędzą i niedostatkiem wymieniając się przy okazji żartami – niskich lotów – o “cebulactwie” i “polaczkach”.

I jakkolwiek brzydzę się takimi praktykami, i gardzę takim podejściem do biedy chciałbym ich autorom życzyć z całego serca: obyście nigdy nie szli spać z pustym żołądkiem.


Pycha, która niszczy godność



Nasze roszczenia



Nieczystość cudza



Zazdrość (wkrótce)



Chleb to ty szanuj (łakomstwo)


Gniew (wkrótce)



Lenistwo (wkrótce)


Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Czyszczenie z chrześcijan

Za cichym przyzwoleniem świata Irak staje się cmentarzyskiem chrześcijaństwa. W ciągu minionej dekady z Iraku wyemigrowało ok. miliona chrześcijan.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przed wybuchem pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w irackim Mosulu było 400 tys. chrześcijan. Ich liczba zmniejszyła się do zaledwie 100 tys. w 2003 r. Na początku czerwca br. w tym mieście żyło ok. 35 tys. wyznawców Chrystusa. Obecnie nie ma ani jednego. Islamscy dżihadyści nie zatrzymują się. Czyszczą z chrześcijan kolejne irackie miasta i wioski.

zdj.  Official U.S. Navy Page

Akcja prowadzona jest według ściśle przygotowanego scenariusza. Najpierw członkowie Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu, którzy na początku czerwca br. ogłosili powstanie islamskiego kalifatu w Iraku i Syrii i zapowiedzieli zdobycie Rzymu, zaczęli znaczyć domy chrześcijan i należące do nich sklepy, zakłady, stragany. Następnie wprowadzili przymusowy podatek od niewiernych. Musiał go nowym władcom zapłacić każdy niemuzułmanin. Kwota 450 dolarów miesięcznie – najlepiej płatna w złocie – dla większości była nie do przeskoczenia.

Kolejne ultimatum brzmiało: przechodzisz na islam albo giniesz. Islamiści byli bezwzględni. Wyznawcom Chrystusa w Mosulu dali dwudziestoczterogodzinne ultimatum na zrealizowanie swych roszczeń po czym, jak zapowiedzieli „między wami a nami będzie tylko miecz”.

Po raz pierwszy od prawie dwóch tysiącleci w Mosulu nie sprawuje się Eucharystii. Na kościołach, w miejscu zniszczonych krzyży, powiewają czarne flagi kalifatu. 45 świątyń przerobiono na meczety i siedziby dżihadystów. Domy chrześcijan i należące do nich sklepy, czy inne dobra oddano w posiadanie ludziom wiernym kalifatowi. Iracka agencja informacyjna szacuje, że na wygnaniu chrześcijan z Mosulu i okolicy dżihadyści zarobili ponad 8 mln dolarów. Jest to równowartość przejętych domów, zakładów pracy, zapasów zgromadzonych w magazynach oraz zarekwirowanego bydła. Nota bene w ciągu ostatniej dekady w Iraku zniszczono 118 chrześcijańskich kościołów.

Świat wydaje się nie wiedzieć jak sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. Padają słowa potępienia. Powiedziano o „zbrodniach przeciwko ludzkości” i „dokonywanym ludobójstwie”.Na tym się jednak skończyło. A dżihadyści tylko zacierają uzbrojone przez Zachód ręce, przygotowując się do antychrześcijańskich czystek w kolejnych miastach. Brakuje konkretnych działań, tak samo jak brakowało ich przez wcześniejsze lata, gdy na naszych oczach dokonywała się eksterminacja irackich chrześcijan.

Interes ekonomiczny bierze górę. Lepiej nie zadzierać z Arabią Saudyjską, Katarem czy Turcją… Chrapka na ropę naftową wygrywa z prawami człowieka.  A i przemysł zbrojeniowy rządzi się swoimi prawami. Wielu naiwnie wierzyło, że Mosul będzie pierwszym i ostatnim akordem islamskiej ofensywy. Jakże grubo się mylili.

Islamiści wkroczyli już na Równinę Niniwy i nawet do irackiego Kurdystanu, który dotąd był spokojną oazą dla tysięcy uciekinierów. Chronili się tam nie tylko prześladowani chrześcijanie, ale również muzułmańscy szyici, którzy uważani są przez sunnickich dżihadystów za wrogów kalifatu oraz yazydzi.

Działania członków kalifatu są radykalne i mają przyczynić się do islamskiego panowania i wprowadzenia prawa szariatu. Dla ludzi myślących inaczej w kalifacie nie ma po prostu miejsca. Stoimy w obliczu największych prześladowań jakie przetoczyły się przez Irak w ostatnich dziesięcioleciach. Jeśli świat im nie zapobiegnie, kraj ten stanie się cmentarzyskiem chrześcijaństwa.

Czyszczenie z chrześcijan

Iraccy chrześcijanie mają większe prawa do swych domów i ziemi, niż my muzułmanie. Mieszkali tu bowiem przed islamem i przed przybyciem plemion arabskich – mówi iracki pisarz Younis Tawfik. – Iraccy chrześcijanie wnieśli wielki wkład w rozwój kraju, byli bardzo ofiarni, nie szczędzili sił dla naszej ojczyzny. Najwięksi pisarze, artyści, lekarze, naukowcy, byli chrześcijanami. Potrafili oni docenić kulturę arabską.Pierwsze nowoczesne słowniki języka arabskiego i pierwsze badania nad kulturą arabską były dziełem właśnie wschodnich chrześcijan – dodaje islamski intelektualista.

Iracka lekcja jest szkołą wierności do końca. Chrześcijanie w Iraku potrzebują naszej pomocy, ale dają też całemu Kościołowi wspaniałe świadectwo wierności – mówi kard. Philippe Barbarin. Wraz z delegacją episkopatu Francji powrócił on właśnie z Iraku. Pojechał zapewnić tamtejszych chrześcijan o solidarności Kościoła. Na miejscu spotkał się z niewiarygodnym świadectwem wiary. „Wszyscy chrześcijanie zostali wygnani i to w sposób bardzo brutalny – mówi kard. Barbarin. – Ogłoszono w meczetach, że za 48 godzin w Mosulu nie ma prawa znajdować się ani jeden chrześcijanin. «Mosul nie jest waszym miastem, wasz dom nie jest już waszym domem…»

Chrześcijanie uciekają. Po drodze napotykają żołnierzy, którzy pytają się ich o wiarę, mówią, że mieli zostać muzułmanami. Wszyscy przyznają się do Chrystusa. Nikt nie wyparł się wiary. Kiedy pomyślimy, że Piotr zaparł się Jezusa w godzinie męki… Oni teraz przeżywają swoją pasję, a nie zaparli się. Ani jeden”.

Chrześcijan wypędzano z domów; nie pozwalano im zabrać niczego wartościowego a jeśli nawet komuś udało się coś przemycić ograbiano ich z tego na kolejnych punktach kontrolnych. Każdy taki punkt kontrolny to ubliżanie chrześcijanom, naigrywanie się z ich wiary w Jezusa. Islamiści niszczą nawet ich dowody osobiste w których wpisana jest religia, tak jakby przez ich podarcie chcieli unicestwić wyznawców Chrystusa. Nie patrzą na wiek, chorobę, każą zdejmować buty i boso gnają uciekinierów w kierunku Kurdystanu.

Czyszczenie z chrześcijan

– Świat o tym nie chce dziś pamiętać, ale my jesteśmy częścią Iraku, Syrii, Libanu: nas chrześcijan tu nie importowano, żyjemy tu od dwóch tysiącleci i mamy prawo być traktowani jak obywatele tych krajów – mówi syryjsko-katolicki patriarcha Antiochii Ignacy Józef III Younan. Właśnie ten hierarcha przyjechał do Rzymu, by poinformować Franciszka o tragedii irackich chrześcijan. Dzień po ich rozmowie papież głośno upomniał się o wyznawców Chrystusa. – Nasi bracia są prześladowani, są wyrzucani, muszą opuścić swe domy, bez możliwości zabrania niczego! Zapewniam te rodziny i te osoby o mej bliskości i o stałej modlitwie. Wiem jak bardzo cierpicie, wiem, że zostaliście odarci ze wszystkiego – mówił Franciszek na Anioł Pański.

Teraz papież prosi wszystkie parafie i wspólnoty katolickie, by w sposób szczególny modliły się za prześladowanych chrześcijan i mobilizowały swe wspólnoty lokalne, by im pomóc. Żyjący w tym kraju od prawie dwóch tysięcy lat chrześcijanie z kolei proszą świat, by pomógł im zostać na ich ziemi. Nie chcą emigrować. Chcą pozostać na swej ziemi i na niej godnie i spokojnie żyć.

„Potrzebujemy, by nas ktoś przyjął, ale przede wszystkim potrzebujemy, by ktoś nam pomógł pozostać na tej ziemi” – mówi patriarcha Grzegorz III Laham.

Zwierzchnik melchickich katolików jasno podkreślił, że z jednej strony chodzi o zwalczanie terroryzmu i muzułmańskiego radykalizmu, a z drugiej – o rezygnację z dozbrajania stron konfliktu. „Byłoby to lepsze, niż robienie z nas uchodźców czy litowanie się nad nami” – podkreśla melchicki patriarcha. Kto emigruje, traci swe korzenie. „Niejednokrotnie zanurzając się społeczeństwo kraju w którym przyszło mu żyć, zapomina swój język, zatraca tradycyjne wartości, tradycje. Uchodzący chrześcijanie tracą wszystko. I nawet jeśli żyjemy w ogromnych trudnościach, Zachód nie jest dla nas przysłowiowym rajem” – mówi chaldejski patriarcha Luois Sako.

Iraccy chrześcijaninie nie ukrywają zawodu bierną postawą Zachodu. „Niektórzy nas wspierają, zdecydowana większość jest jednak obojętna. Bardziej przejmują się meczem piłki nożnej, niż tragedią, która wyniszcza Irak czy Syrię” – mówi patriarcha Sako.

Jeśli nic się nie zmieni, takich cmentarzysk chrześcijaństwa jak Mosul będzie coraz więcej.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >