Kapłaństwo kobiet. Czemu nie?

Pomysł na kapłaństwo kobiet przypomina mi dyskusje inkulturatorów, którzy zastanawiali się, dlaczego materią Eucharystii nie może być placek ryżowy i np. sake, skoro w pewnych rejonach Azji są być może czytelniejszym znakiem niż biały opłatek z mąki i wino z wodą

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

W Polsce rzadko, ale co jakiś czas pojawiają się dyskusje na temat kapłaństwa kobiet i postulaty, by tradycyjne stanowisko Kościoła w tej kwestii zmienić. Ostatnio w tygodniku Wprost wywiad o kapłaństwie kobiet z Zuzanną Radzik przeprowadził Marcin Dzierżanowski (2/2015). Rozmowa jest tylko zasygnalizowaniem problemu – szukający ciekawych argumentów do dyskusji o kapłaństwie kobiet raczej się zawiodą. Teolożka opowiada, dlaczego w Kościele kobiet się nie wyświęca, dlaczego mało się już o tym dyskutuje: Jan Paweł II ostatecznie stwierdził, że Kościół nie ma władzy udzielać kobietom święceń. Nie była to jednak wypowiedź nieomylna (np. dlatego, że papież nie miał takiej intencji), więc dyskusja trwa. Jednak każda próba ordynowania kobiet kończy się automatyczną ekskomuniką. Zbyt głośne domaganie się święceń dla płci pięknej również raczej nie jest w Kościele mile widziane.

Ciekawa jest teza, jakoby mężczyźni nie chcieli dopuścić kobiet do kapłaństwa ze względu na władzę, jaka się z tym urzędem wiąże. Zuzanna Radzik uderzyła chyba w czuły punkt (przynajmniej mnie), bo rzeczywiście zabolało przypisanie tak niskich pobudek w teologicznej dyskusji i sugestia, że Ewangelia i Tradycja są przedmiotowo traktowane do walki o pozycję.

Kapłanka? Księżyna?

Pomysł ordynowania kobiet rozprzestrzenił się od połowy XIX wieku we wspólnotach protestanckich (w XX wieku również u mariawitów i niektórych starokatolików), znany już był jednak w chrześcijańskiej starożytności – kapłaństwo kobiet praktykowano w heretyckich wspólnotach pepuzjan czy kollyrydian.

Argumentów za kapłaństwem kobiet znaleźć można sporo. Przede wszystkim mamy tę samą godność dzieci Bożych. Jesteśmy przed Bogiem i wobec siebie równi, a w dodatku przez chrzest włączeni w to samo powszechne kapłaństwo. Święty Paweł pisze: Nie ma już przecież Żyda ani Greka, mężczyzny i niewiasty (Gal 3,28). Czy to sprawiedliwe, że można wyświęcić ważnie nawet nieletniego i niebierzmowanego chłopca, a wybitnej profesor teologii już nie?

Co prawda kapłan w czasie celebrowania Eucharystii występuje w imieniu Chrystusa, który jest mężczyzną, ale czy kobieta chrzcząca w nadzwyczajnych okolicznościach dziecko oraz udzielająca ślubu swojemu narzeczonemu również nie reprezentuje Syna Bożego?

To dokuczliwe, że o kobietach w Kościele – ich powołaniu, życiu, charyzmatach, seksualności – do końca świata mają decydować mężczyźni…

Czemu nie?

Jeśli kobiety wolą słuchać kobiet, niech posłuchają Maryi: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5).

Pan Jezus wybrał apostołów (mężczyzn, mimo że nie miał żadnych oporów przed traktowaniem kobiet na równi z przedstawicielami swojej płci, wbrew ówczesnym horyzontom społeczno-kulturowym), którzy z czasem rozeznali w sobie świadomość kapłańską.

Św. Paweł, biblijnie argumentując, nie zostawił złudzeń, jeśli chodzi o miejsce kobiety w liturgicznych celebrach (1Kor 14,34; 1Tm 2,11-13). Apostołowie pouczeni przez obiecanego Ducha Świętego, swój urząd, władzę i misję przekazali kolejnym wybranym (również mężczyznom). I tak już 2000 lat. Gdyby Duch Święty uważał, że Kościół (ta maskulinistyczna hierarchia) bezprawnie nie dopuszcza kobiet do święceń, czym urąga ich godności, z pewnością zainterweniowałby w typowy dla siebie sposób.

Nie ryzykować!

Wiadomo, że mężczyźni z pewnością mogą być podmiotem sakramentu święceń. Nawet, jeśli argumenty przeciw ordynacji kobiet nie są w pełni zadowalające i dyskusja wydaje się być wciąż otwarta, Kościół nie może pozwolić sobie na ryzyko ich wyświęcania, bo w tej chwili uważa, że po prostu nie ma takiej władzy (święcenia mimo prób nie będą miały miejsca).

Nawet jeśli znajdą się jakieś poważniejsze argumenty za – czy będzie istniała 100% pewność, że Kościół przez 2000 lat żył w błędzie i był głuchy na natchnienia Ducha Świętego?

Myślę, że nie i dlatego nie można będzie również wtedy ryzykować, że sukcesja apostolska i ważne sakramenty się gdzieś w Kościele rozpłyną, że wierni przez posłanie do nich kobiety w ornacie z racji obiektywnego braku święceń przez pomyłkę teologów będą pozbawieni sakramentów.

To mi przypomina dyskusje (i, o zgrozo, praktyki) inkulturatorów, którzy zastanawiali się, dlaczego materią Eucharystii nie może być placek ryżowy i np. sake, skoro w pewnych rejonach Azji są być może czytelniejszym znakiem niż biały opłatek z mąki i wino z wodą. Po prostu z Ewangelii wiemy, że był chleb i wino, z tradycji i historii wiemy, jaki chleb i wino, Kościół orzekł, że to jest pewna materia sakramentu Eucharystii i się z tym nie dyskutuje. Choćby jakiś biskup z najszczerszymi intencjami próbował konsekrować najpyszniejsze ciasto dyniowe i najszlachetniejszą whisky – nie uda mu się.

Argument z ciągłości teologicznej doktryny również jest istotny – nie można bagatelizować dystansu do pomysłu, który nigdy w Kościele nie był praktykowany, a więcej – był wyraźnie potępiany. Taką już w teologii katolickiej mamy metodologię, że bardziej niż zmieniająca się kultura, interesuje nas Ewangelia i Tradycja.

Wydaje mi się, że teologowi łatwiej byłoby uzasadnić związki jednopłciowe niż kapłaństwo kobiet. Antropologia teologiczna jest bardziej elastyczna i mniej zdogmatyzowana niż sakramentologia.

To nas łączy

Zdecydowanie zgadzam się z postulatami katolickich feministek, że kościelna administracja, katolickie uczelnie i instytucje są zbyt sklerykalizowane. Może problemowi niedoboru księży zaradziłoby, gdyby wszyscy kapłani zajmowali się rzeczami, do których zostali wyświęceni? Czy to ksiądz musi być np. dyrektorem instytucji charytatywnej?

Skoro już powstały narodowe episkopaty jako swego rodzaju platforma biskupów do rozmów, uzgadniania stanowisk duszpasterskich, etc., z masą dykasterii i ciał doradczych, zdecydowanie więcej miejsca mogłoby znaleźć się tam dla świeckich dowolnej płci. Jestem pewny, że tu z czasem nadejdą pozytywne zmiany.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Nie było miejsca. I nie ma

Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Jezus urodził się w stajni, bo swoi Go nie przyjęli. Nie było miejsca dla niego. W całym Betlejem. Był bezdomny. Wśród swoich. Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia.

Bo ilu z nas przyjmuje Go do domu, do serca każdego dnia? Ilu z nas zaprosi w Wigilie do stołu? Tak na serio. Wreszcie, ilu z nas nie widzi tych, których inni nie przyjmują? I zamyka oczy. Ilu z nas nie widzi w nich małego Jezusa? A przecież tam jest.

Serce rozdzierają historie dzieci, w których małego Boga widać najlepiej. Niewinne, bezbronne. Proszą o miłość. Kochają za darmo. I mimo wszystko. W Zakładzie Karnym w Krzywańcu odsiadują wyroki razem ze swoimi matkami. Choć nie zdążyły jeszcze zrobić niczego złego. Specjaliści zbadali, że tak jest lepiej. Dla dziecka i dla matki. Ona nie traci instynktu macierzyńskiego. I zwykle, choć nie zawsze, wraca do dziecka, kiedy już wyjdzie na wolność. Ono rozwija się lepiej niż dzieci, które musiały się rozstać z matkami na czas odbywania przez nie kary.

W Krzywańcu dzieci mogą być z matkami do trzeciego roku życia, w sytuacjach wyjątkowych sąd zgadza się, by zostały do czwartego. Te dzieci nie znają innego życia. Niektóre z nich urodziły się w więzieniu (w Grudziądzu jest porodówka). Kraty w oknach są dla nich czymś normalnym. Poranny apel, kolejka po jedzenie też.

Nie było miejsca. I nie ma

Pamiętam małego chłopca, o którym lata temu robiłam reportaż. Ciągle wyglądał przez zakratowane okno i podziwiał koparki pracujące na zewnątrz. Kiedy zapytałam jego mamę, jak myśli, kim jej syn zostanie w przyszłości, opowiedziała, że nie wie, ale może operatorem koparki… Chłopiec musiał rozstać się z mamą, bo miał już prawie cztery lata. Poszedł do rodziny zastępczej. Czekał na mamę. Ale ona po niego już nie wróciła. Mówiła, że kocha. I wróci. Ale nie wróciła. Siedziała za zabójstwo. Mówiła, że to był wypadek. Była wzorową więźniarką. Dobrą mamą. Patrzyła na syna z miłością. Coś się zmieniło.

Dla dzieci z Krzywańca czasami droga krzyżowa zaczyna się zaraz po narodzinach w stajni, w ubóstwie i chłodzie.

Kto choć raz je odwiedzi, już o nich nie zapomni. Ja nie umiem. Mam przed oczyma tego chłopca. Jego kolegów i koleżanki. Mimo, że w Domu Matki i Dziecka mają wspaniałe „ciocie”, brakuje im wszystkiego. Pampersów, ubranek, mleka, jedzenia w słoiczkach. Kto chciałby pomóc, znajdzie namiary na stronach Zakładu Karnego. Ich mamy dziękują cudami z drewna, czasami z włóczki. Piękne rzeczy.

Życzmy sobie w te Święta, żebyśmy chcieli być jak ta betlejemska stajenka. Dla małego Jezusa, dla wszystkich, których nigdzie indziej przyjąć nie chcieli.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >