video-jav.net

Duch Święty ma “power”! Polak nawrócił Chinkę w samolocie

Czy można nawrócić Chinkę, która nie zna polskiego, gdy umie się mówić tylko... po polsku? Dla Ducha Świętego nie ma nic niemożliwego!

Polub nas na Facebooku!

Witek Wilk, popularny ewangelizator pochodzący z Górnego Śląska, otwarcie przyznaje, że posługuje się tylko językiem polskim. W czasie jednej z jego podróży udało mu się porozmawiać na pokładzie samolotu o Jezusie Chrystusie z Chinką, która nigdy nie uczyła się naszego rodzimego języka.

Duch Święty udzielił w tej sytuacji “dwustronnego” daru języków. Posłuchaj, tej wspaniałej historii.

Równość czy sprawiedliwość – o co walczyłby Jezus?

Jaki ustrój popierałby Jezus? Czy byłby socjalistą czy kapitalistą? I czy w ogóle takie pytania mają sens?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W kręgach amerykańskich protestantów niektórzy chrześcijanie, przed podjęciem decyzji (także tych dotyczących kwestii politycznych, czy gospodarczych) stawiają sobie pytanie „What would Jesus do?”, próbując wyobrazić sobie Jego hipotetyczne zachowanie w danej sytuacji. Uczynił to również – jak pamiętamy – poseł John Godson (były pastor zielonoświątkowy Kościoła Bożego w Chrystusie), który doszedł do wniosku, że gdyby Jezus zasiadał w polskim parlamencie, to udzieliłby wotum zaufania dla rządu, ponieważ… przebaczył jawnogrzesznicy.

Dla mnie stawianie pytań, jak postąpiłby Jezus, wydaje się nieco absurdalne, bo na ogół ludzie, udzielają sobie wówczas takich odpowiedzi, jakie chcieliby usłyszeć i jakie im najbardziej odpowiadają.

Innymi słowy, próbują potwierdzić SWOJE wybory, twierdząc, że tak samo uczyniłby Jezus. No cóż… Na podstawie Biblii, przy odrobinie fantazji, można wyprowadzić bardzo konkretne wskazówki, na kogo głosować (wszak Bóg „miłuje prawo i sprawiedliwość” – Ps 33,5) oraz jak uprawiać politykę („Niech nie wie lewica, co czyni prawica” – Mt 6, 3). Teraz oczywiście żartuję, ale właśnie z podobną „egzegezą” kojarzy mi się wnioskowanie, jaki ustrój popierałby Jezus, na jaką partię by głosował, komu udzielałby wotum zaufania oraz czy byłby socjalistą, czy też raczej kapitalistą. Próby wtłaczania Jezusa w systemy, które powstały ok. 2000 lat później, są rozważaniami czysto abstrakcyjnymi, bo Jezus nie mieści się w żadnym z systemów politycznych, a wszystkie tego typu wnioski należy uznać co najmniej za nieuprawnioną nadinterpretację.

Jezus socjalista?

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Istniały już teorie socjalistyczno-socjalne, tłumaczące powstanie chrześcijaństwa walką klas i widzące w Jezusie symbol wyzwoleńczych oczekiwań uciskanego ludu oraz dążeń do przemiany swojego losu. Tak to ujmował chociażby Karl Kautsky w książce „Poprzednicy współczesnego socjalizmu”.

W teoriach marksistowskich Jezus albo w ogóle nie istniał, albo był postrzegany jako pierwszy komunista. Trudno się temu dziwić skoro w PRL-u widziano zapowiedź socjalizmu nawet w fakcie, że „Piast był kmieciem”

W teoriach marksistowskich Jezus albo w ogóle nie istniał, albo był postrzegany jako pierwszy komunista. Trudno się temu dziwić skoro w PRL-u widziano zapowiedź socjalizmu nawet w fakcie, że „Piast był kmieciem”.

Środowiska lewicowe bardzo często podejmowały próby oderwania Jezusa od kontekstu religijnego i uczynienia z niego rewolucjonisty o socjalistycznych poglądach. Kilka lat temu Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”, stwierdził na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że „lewica jest nieodrodnym dzieckiem chrześcijaństwa”, co oczywiście nie przekreśla marksistowskiego poglądu, że religia jest jak opium dla ludu.

W Nowym Testamencie znajdziemy przecież liczne wypowiedzi Jezusa nakazujące jałmużnę, wsparcie ubogich, „dawanie każdemu, kto prosi” czy wzywające do wyzbywania się dóbr. Podobnych cytatów jest wiele, czy jednak świadczą one o słuszności socjalistycznych rozwiązań gospodarczych? Czy rzeczywiście ten, którego tak wielu uważa za Zbawcę Świata miał lewicujące poglądy?

Czy dokonania socjalistycznej Europy są zgodne z nauczaniem Jezusa, czyli tego, który wywarł ogromny wpływ na historię całej ludzkiej cywilizacji?

Przypomnijmy, że socjalizm to doktryna gospodarcza postulująca upowszechnienie świadczeń socjalnych i podporządkowanie gospodarki kontroli społecznej (poprzez instytucje państwowe, samorządowe, korporacyjne lub spółdzielcze). Jezus uczył, abyśmy pomagali innym, ale dobrowolnie – z dobroci naszego serca i bez przymusu. Socjaliści nakładają zaś podatki, i w ten sposób wszyscy przymusowo zrzucają się na świadczenia socjalne (nie wspominając o biurokracji i innych kwestiach związanych z rozdzielaniem pieniędzy).

Choć Jezus wielokrotnie zachęcał do jałmużny, dzielenia się z bliźnimi i nieprzywiązywania się do dóbr materialnych, to nigdy nie twierdził, że państwo powinno odbierać jednym i dawać drugim.

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w pierwszych gminach jerozolimskich, pod kierownictwem Jakuba, faktycznie organizowano życie w sposób, który interpretuje się czasem jako przykład wczesnochrześcijańskiego komunizmu:

Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne (…) Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby (Dz 4,32-35).

Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że była to inicjatywa spontaniczna i dobrowolna, odzwierciedlająca wczesnochrześcijański entuzjazm, z jakim podjęto wezwanie Chrystusowe. Możemy tu dostrzegać system organizacji życia oparty na wspólnocie duchowej z biednymi, w którym nie chodziło wcale o zniesienie własności prywatnej, bo pozbywanie się własnego mienia nie stanowiło warunku wstąpienia do wspólnoty. Duch chrześcijański otwierał po prostu serca, dłonie i skarbce. Należy też zauważyć, że z tego pomysłu dość szybko się wycofano, bo pojawiły się nadużycia, o czym świadczą chociażby słowa św. Pawła: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli (2 Tes 3,10-12).

Czy Jezus potępiał bogatych?

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Bogaty młodzieniec, który pytał, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne, usłyszał odpowiedź Chrystusa, aby – jeśli chce być doskonałym – sprzedał wszystko co ma, rozdał ubogim i poszedł za Nim, zdobywając w ten sposób skarb w Niebie. Wówczas młodzieniec odszedł zasmucony, gdyż miał wiele posiadłości, co Jezus skomentował słowami: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego (Mt 19, 24n por. Mk 10, 24n, Łk 18, 24n).

Oczywiście wiemy, że wielbłąd nigdy nie zdoła się przecisnąć przez otworek w igle do szycia, niektórzy uważają jednak, że Jezus nie posłużył się aż tak skrajną hiperbolą, gdyż miał na myśli ciasną i niską bramę w murach Jerozolimy, przez którą z trudem przedostawały się objuczone wielbłądy i którą nazywano właśnie „Uchem igielnym”. To łagodzi nieco radykalizm wypowiedzi Jezusa. Nie powiedział wcale, że bogaty człowiek nie będzie zbawiony, ale że bogactwo może to utrudnić.

Co mówi Pismo?

W Piśmie Świętym trudno znaleźć fragment, w którym potępia się bogatych wyłącznie za to, że mają dużo pieniędzy

W Piśmie Świętym trudno znaleźć fragment, w którym potępia się bogatych wyłącznie za to, że mają dużo pieniędzy. Słowa: Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie (por. Łk 6, 24-25), odnoszą się do ludzi, którzy nie myśleli o życiu wiecznym, tylko o przesadnym powiększaniu swojego majątku i podczas życia na ziemi gardzili ubogimi, niewrażliwi na ludzką krzywdę.

O tym samym mówi przypowieść o bogaczu i Łazarzu, bo bogacz znalazł się w Gehennie nie dlatego, że był bogaty, ale dlatego, że gardził żebrakiem i nigdy nie dał mu jałmużny. Nie chodzi więc o stan portfela, ale o to, jakie mamy podejście do pieniędzy. Bogactwo staje się problemem, kiedy zaczyna być bożkiem i celem samym w sobie, bo nie można służyć równocześnie Bogu i Mamonie (Mt 6, 24). Jezus pokazywał, co jest naprawdę ważne i tak należy rozumieć słowa: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie serce twoje (Mt 6, 19-21). Słowa, aby nie gromadzić skarbów na ziemi oczywiście nie mają na celu zakazu ich gromadzenia, tylko pokazanie właściwej hierarchii ważności.

Czy Jezus był liberalnym-kapitalistą?

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Janusz Korwin Mikke, spytany kiedyś o poglądy Jezusa, w długim wywodzie uzasadniał, że jeśli chodzi o kwestie gospodarcze Jezus był oczywiście liberałem

Janusz Korwin Mikke, spytany kiedyś o poglądy Jezusa, w długim wywodzie uzasadniał, że jeśli chodzi o kwestie gospodarcze Jezus był oczywiście liberałem i popierał rozwiązania wolnorynkowe oraz kapitalizm, czyli system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji, wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i usługami oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami.

Jednym z ulubionych fragmentów biblijnych dla głosicieli tezy, że Jezus był zwolennikiem kapitalizmu, jest przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30), w której właściciel kapitału powierza go swoim trzem sługom. Ci działają na własny rachunek, ale ryzykują oszczędnościami swego pryncypała (jak nie przymierzając maklerzy). Wynagrodzeni są zaś według osiągniętej stopy zwrotu. Ci słudzy, którzy pomnożyli powierzony im majątek zostali pochwaleni, a nie ten, który dokonał jego zamrożenia. Przypowieść kończy się naprawdę szokującymi słowami: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane i będzie miał w nadmiarze. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane nawet to, co ma.

Niektórzy uważają, że ta przypowieść to wielka pochwała wolnej inicjatywy, podejmowania ryzyka, inwestowania i akumulacji kapitału – czyli cech typowo kapitalistycznych. Ba, niektórzy twierdzą wręcz, że dążenie do zwiększenia swojego bogactwa, wiedzy, czy komfortu życiowego jest wpisane w podstawy chrześcijaństwa, stanowiąc jedno z Bożych przykazań – oczywiście z zastrzeżeniem, aby nie odbywało się to kosztem innych, czyli „po trupach”.

Istnieje także opinia, że Jezus popierał opcję wolnorynkową, gdzie praca jest warta tyle, ile właściciel umówił się zapłacić

Istnieje także opinia, że Jezus popierał opcję wolnorynkową, gdzie praca jest warta tyle, ile właściciel umówił się zapłacić, a nie tyle, aby zadowolić ówczesny odpowiednik związków zawodowych. W przypowieści o pracownikach w winnicy właściciel umówił się z robotnikami na dniówkę w wysokości jednego denara. Później jeszcze kilkakrotnie wychodził na rynek, zatrudniając kolejnych bezrobotnych, bez podania konkretnej stawki. Gdy przyszło do wypłaty, każdy pracownik otrzymał denara, czyli tę samą, z góry umówioną stawkę, niezależnie od czasu, który przepracowali. Oczywiście ci, którzy pracowali najdłużej narzekali na niesprawiedliwość społeczną. Właściciel-kapitalista odpowiedział im jednak: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? (…) Czy mi nie wolno uczynić ze swoim życiem, co chcę?.

Nie ma tu nic o „godnej płacy” czy wypłacie na zasadzie „każdemu według zasług”. Każdemu wypłacono tyle, ile zostało uzgodnione w kontrakcie zawartym na wolnym rynku. Na tym polega przecież swoboda umów. Nota bene ten sam tekst niektórym kojarzy się raczej z czymś zupełnie odwrotnym, to znaczy z nieformalną zasadą obowiazującą w PRL-u: Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy.

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

W każdym razie egzegeci pokroju Korwina Mikke, wydają się zapominać, że w przypowieściach o talentach i o winnicy Jezusowi chodziło o kwestie zbawienia, a nie promowanie jakiegoś konkretnego systemu gospodarczego. Biblia nie jest bowiem podręcznikiem praw ekonomii. Chrystus przyszedł na świat, aby nas zbawić, a nie, aby uczyć biznesu i sposobu negocjowania umów. Jego przypowieści to alegorie, które odnosiły się po prostu do codziennych, dobrze znanych słuchaczom zjawisk, aby łatwiej było im zrozumieć, czym jest zbawienie ofiarowane przez Boga.

Biblia o sprawiedliwości społecznej

Oczywiście Biblia, której sednem jest pokazanie historii zbawienia i miłości Boga do człowieka, mówi także o sprawiedliwości społecznej, uczciwej płacy i godności pracy. Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które płynie z ust Pańskich, co nie zmienia faktu, że tego chleba przecież też potrzebuje. Praca jest fundamentalnym powołaniem człowieka i nie powinna być środkiem do upodlenia, choć w konsekwencji grzechu pierworodnego stała się czymś uciążliwym. Biblia akcentuje także potrzebę odpoczynku i to właśnie starożytnym Hebrajczykom zawdzięczamy wprowadzenie jednego dnia w tygodniu wolnego od pracy. „Wolne soboty” zostały w Izraelu usankcjonowane religijnie i nikogo, nawet niewolnika, nie wolno było wówczas zmuszać do pracy, co w świecie starożytnym było absolutnym ewenementem.

Na niesprawiedliwość społeczną byli szczególnie wrażliwi prorocy, którzy potępiali wyzysk, korupcję i wykorzystywanie pracowników

Na niesprawiedliwość społeczną byli szczególnie wrażliwi prorocy, którzy potępiali wyzysk, korupcję i wykorzystywanie pracowników. Bóg bardzo często w Biblii nakazuje troszczyć się o biednych i potrzebujących, zwłaszcza o wdowy i sieroty (Pwt 10,18; 24,17; 27,19). Oprócz ogólnych wskazań, prawo żydowskie przewidywało zresztą bardzo konkretne rozwiązania.

Księga Wyjścia zawiera przepis o roku szabatowym (23,10-12), który oznaczał odpoczynek ziemi przez zaniechanie jej uprawy co siedem lat, dając wówczas ubogim prawo do korzystania z płodów ziemi. Przez sześć lat będziesz obsiewał ziemię i zbierał płody, a siódmego pozwolisz jej leżeć odłogiem i nie dokonasz zbioru, aby mogli jeść ubodzy z twego ludu, a resztę zjedzą dzikie zwierzęta (Wj 23,10-11).

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Innym przykładem opcji na rzecz ubogich było darowanie długów, mające miejsce co siedem lat w roku szabatowym. Każda praca wymagała wynagrodzenia i to natychmiast: Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy obcy, o ile jest w twoim kraju, w twoich murach. Tegoż dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem (Pwt 24,15-16).

Zatrzymanie zapłaty robotnikowi było, jak widać uważane za jedno z najcięższych przestępstw. Wierzyciel, dla zabezpieczenia pożyczki, był uprawniony do przyjęcia w zastaw jakichś przedmiotów, ale nie wolno było „komornikowi” wchodzić do domu dłużnika, aby tam wybrać przedmiot do zajęcia w zastaw (Pwt 24, 10-11). Tylko dłużnik miał prawo wybrać odpowiednie przedmioty, wynosząc je wierzycielowi, nie mówiąc już o tym, że pod żadnym pozorem nie wolno było zajmować w zastaw przedmiotów niezbędnie potrzebnych do życia lub pracy, np. kamieni młyńskich, czyli żaren (Pwt 24,6), używanych codziennie do mielenia mąki, ani odzienia wdowy (Pwt 24,17). Jeżeli dłużnik musiał zastawić swoje wierzchnie odzienie, wówczas wierzyciel zobowiązany był oddać je przed zachodem słońca, aby na noc służyło za okrycie (Pwt 24, 12-13; Wj 22,25). Przepisy te oraz wiele innych wypływały z faktu braterstwa i poczucia wspólnoty. W praktyce jednak wyglądało to różnie.

Pułapka utopijnych marzeń

Słowa „Ody do radości” (Ode „An die Freude”), rozbrzmiewające na unijnych szczytach, także wspominają o braterstwie: Jasność twoja wszystko zaćmi, złączy, co rozdzielił los. Wszyscy ludzie będą braćmi tam, gdzie twój przemówi głos!. W niemieckim oryginale zresztą jest sugestia, że to powszechne braterstwo pod wpływem radości już się urzeczywistniło („Alle Menschen werden Brüder”). Słowa hymnu są piękne i wzruszające, ale jakże odległe od codziennego doświadczenia. Bo nie łudźmy się! Mimo deklarowanego braterstwa, nie udało się nam wykorzenić niesprawiedliwości, ucisku i biedy. Ale w sumie, nie powinno to dziwić, bo człowiek nie jest w stanie (i nigdy nie będzie w stanie) stworzyć Raju na ziemi!

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

katolicka nauka społeczna, dając pewne ogólne, fundamentalne wskazówki, wywiedzione z Biblii i odnoszące się do godności ludzkiej, równocześnie odnosi się z rezerwą do wszystkich typów ustroju, krytykując wszelkie społeczne i polityczne ideologie

Warto zauważyć, że katolicka nauka społeczna, dając pewne ogólne, fundamentalne wskazówki, wywiedzione z Biblii i odnoszące się do godności ludzkiej, równocześnie odnosi się z rezerwą do wszystkich typów ustroju, krytykując wszelkie społeczne i polityczne ideologie: zarówno komunizm, socjalizm, kapitalizm, jak i liberalizm.

Wszystkie one zostały w jakimś momencie potępione przez dokumenty wydawane przez różnych papieży w różnych okresach historycznych. Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie elementy zawarte w tych ideologiach są złe, ale chodzi o to, że ŻADEN ustrój istniejący na ziemi nie przyniesie nigdy sprawiedliwości, wiecznej szczęśliwości i świetlanej przyszłości. Jest to po prostu niemożliwe. Wszelkie takie próby podejmowane przez samozwańczych zbawców ludzkości prowadziły w konsekwencji do jeszcze większego zniewolenia, do terroru i totalitaryzmu, albo przynajmniej do głębokich patologii, jakich doświadczaliśmy chociażby w PRL-u, co dobrze zilustrował w swoich filmach Bareja.

Pokusa politycznego mesjanizmu

Powróćmy do Jezusa, którego, jak wspominałem niektórzy chcą ubrać w kostium socjalisty, a inni liberała. Prawdziwy i jedyny zbawiciel ludzkości odrzucił wszystkie królestwa świata, które zaproponował mu Szatan podczas ich pogawędki na pustyni. Diabeł próbował przekonać Syna Bożego, aby zrealizował marzenia ludzi, aby strącił z tronu cezara i rozpoczął sprawiedliwe rządy nad ludzkością. Jezus odrzucił jednak pokusę mesjanizmu politycznego. A pokusa była silna – stworzyć idealne królestwo na Ziemi, w którym nie będzie głodnych, cierpiących, wykorzystywanych, w którym zapanuje sprawiedliwość społeczna i powszechny dobrobyt. Dlaczego tak uczynił? Bo wiedział, że to się nie uda!

Jego Królestwo nie jest z tego świata, choć może być w ludzkich sercach

Z uporem wyjaśniał uczniom, że Jego Królestwo nie jest z tego świata, choć może być w ludzkich sercach. A jednak byli ludzie, którzy wierzyli, że takie Królestwo nastanie na ziemi. Dosłowna interpretacja 20 rozdziału Apokalipsy zaowocowała pojawieniem się nauki zwanej millenaryzmem (łac. mille „tysiąc”), zakładającej nastanie na ziemi (jeszcze przed Dniem Sądu Ostatecznego) tysiącletniego okresu dobrobytu i szczęśliwości pod panowaniem Chrystusa i apostołów. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza jednak wyraźnie: oszustwo Antychrysta ukazuje się w świecie za każdym razem, gdy dąży się do wypełnienia w historii nadziei mesjańskiej, która może zrealizować się wyłącznie poza historią przez sąd eschatologiczny. Kościół odrzucił to zafałszowanie Królestwa, nawet w formie złagodzonej, które pojawiło się pod nazwą millenaryzmu (KKK 676).

W wydanej niedawno książce Leszka Kołakowskiego Jezus ośmieszony znajdziemy mocne zaakcentowanie faktu, iż (w przeciwieństwie na przykład do marksizmu) rdzeniem chrześcijaństwa pozostaje doświadczenie nieuleczalnej słabości człowieka. Nie powinno ono być oczywiście usprawiedliwieniem dla całkowitej bierności i rezygnacji, ale chrześcijaństwo może dzięki niemu realistycznie patrzeć na wszelkie utopie i próby stworzenia na ziemi idealnego ustroju: Można bowiem usilnie się starać i można walczyć o to bez końca, by zmieniać w warunkach ludzkiego istnienia wszystko, co zmienić można, a przy tym wiedzieć, że absolut jest nieosiągalny, że pewna organiczna ułomność ludzkiego istnienia nie podlega naprawie, że obecne jest w nas niedołęstwo fundamentalnie związane z samą skończonością ludzką. Jezus powiedział na przykład: Biednych zawsze mieć będziecie (J 12, 8). Nie roił mrzonek o zaprowadzeniu na ziemi Raju, ani o tym, że na świecie znikną głód, ubóstwo i niesprawiedliwość.

Równość czy sprawiedliwość - o co walczyłby Jezus?

Dlaczego Jezus nie walczył z niewolnictwem?

Jest rzeczą znamienną, że Jezus nie dążył na przykład do zniesienia niewolnictwa, choć z naszego punktu widzenia to takie nieludzkie, aby jakiś człowiek był własnością innego człowieka! Niewolnikiem można było wówczas zostać z powodu długów, stając się jeńcem wojennym, bądź rodząc się jako niewolnik. Teraz nie mieści się to w głowie.

Jezus nie przyszedł jednak zmieniać jakichkolwiek ustrojów, czy nawet systemu niewolniczego, ale przyszedł zmienić człowieka, jego serce i umysł.

Także św. Paweł nie uważał faktu posiadania niewolników za coś nagannego. Po prostu akceptowano ten element zastanej rzeczywistości jako coś oczywistego. Za naprawdę wstrętne i nie do przyjęcia Apostoł uważał tylko porywanie ludźmi i handel nimi, umieszczając ten ohydny proceder wśród takich czynów, jak zabójstwo własnego ojca i matki (1 Tm 1,10). Natomiast niewolnictwo jako takie, nie budziło wcale oburzenia. W Nowym Testamencie znajdziemy nawet zalecenia, że obowiązkiem niewolników jest uległość, pracowitość, uczciwość i posłuszeństwo wobec swych panów (Ef 6,5-8; Kol 3, 22-24; Tt 2,9-10).

Święty Paweł twierdził, że jeśli niewolnicy-chrześcijanie mają chrześcijańskiego pana, w żadnym razie nie mogą uważać się za zwolnionych z tego powodu z obowiązku posłuszeństwa (1 Tm 6,1-2). Właścicielom niewolników św. Paweł nakazywał zaś, aby ich łagodnie i sprawiedliwie traktowali (Ef 6,9; Kol 4,1). Święty Paweł polecił nawet wrócić zbiegłemu niewolnikowi Onezymowi do jego właściciela Filemona, zaopatrując go w list, zawierający prośbę o przebaczenie i przyjęcie go na powrót do domu, jak pisze Apostoł: już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. Obaj bowiem – niewolnik i jego pan – byli wyznawcami Chrystusa. Nie wzywał jednak Filemona, aby prawnie wyzwolił Onezyma i nie pouczał, że niewolnictwo jest czymś złym. Wczesny Kościół nie występował przeciwko instytucji niewolnictwa, ale za to chrześcijanie wpajali wszystkim nawróconym zasadę nowego braterstwa w Chrystusie, co po latach, w naturalny niejako sposób, przyczyniło się także do zniesienia niewolnictwa. To pokazuje dobitnie, że wszelkie zmiany należy zaczynać przede wszystkim od siebie.

chrześcijanie wpajali wszystkim nawróconym zasadę nowego braterstwa w Chrystusie, co po latach, w naturalny niejako sposób, przyczyniło się także do zniesienia niewolnictwa. To pokazuje dobitnie, że wszelkie zmiany należy zaczynać przede wszystkim od siebie

Królestwo Boże przybliżamy nie przez obalanie ustrojów, ale przez zmianę swojego myślenia i swojego własnego stosunku do drugiego człowieka. Dlatego Matka Teresa z Kalkuty, zapytana przez dziennikarza, co musi zmienić się w Kościele, odpowiedziała po prostu: „Ty i ja”.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >