Boże Narodzenie ocalone

Choć to początek lata, mamy dobrą wiadomość zimową: Boże Narodzenie zostało ocalone. Przynajmniej na razie. Próba sprowadzenia tego święta tylko do choinki i karpia, Bogu dzięki się nie udała. Co będzie dalej – zależy od każdego z nas

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Tak wyglądają sezonowe święta w elementarzu, który został zaprojektowany dla dzieci pierwszych klas podstawówek.

 

Na obrazku ojciec z córką kupują upominki. Dziewczynka martwi się o pana Cyryla, który jest samotny i stary, więc pyta tatę, czy zostanie zaproszony do ich domu. Tylko z jakiej okazji, co się dzieje, jaki powód i dlaczego nagle wszyscy zaczynają się starać?

Tego się nie dowie pierwszoklasista, za to będzie musiał odpowiedzieć na kilka pytań. Jak pomóc samotnym i starszym, co to jest dobry uczynek? I niech się młody podpyta, czy wszyscy obchodzą święta, bo może są tacy, co nie obchodzą? A gdy już się dowie, że nie wszyscy, niech drąży temat i zbada sprawę świętowania w innych krajach.

Boże Narodzenie ocalone

Maleńka czytanka a tak brzemienna w skutki. Dzieci się nie dowiedzą, po co to wszystko, za to zrozumieją, że sezonowe święto zimowe polega na otrzymywaniu upominków, jedzeniu karpia i pierogów, zaproszenia samotnego znajomego.

Dowiedzą się także, że jest czymś względnym, bo są tacy, którzy nie obchodzą Bożego Narodzenia, ale są też tacy, którzy mają zupełnie inne święta, więc dla nich to także nie jest okazja do ucztowania. Prawda, że pięknie?

 

Ale spokojnie, na razie Boże Narodzenie zostało odbite, bo zaprotestowało kilkadziesiąt tysięcy osób, które słały listy do MEN-u żeby natychmiast je przywrócić. Ministerstwo obiecało, że fraza „święta Bożego Narodzenia” zostanie w czytance użyta, ale i tak nie wiadomo, jak to zostanie zrealizowane, bo trzeba będzie się nieźle nagimnastykować, żeby opracować kompromis między wartościami lokalnymi i globalnymi.

 

Skoro wszystko kończy się tak pomyślnie, czemu się czepiam? Ano dlatego, że ta czytanka to fragment większej całości.

Nasza cywilizacja funduje sobie amnezję i szkolna czytanka świetnie ten trend ilustruje. Bo elementarz to sprawa bardzo poważna. To nie tylko a, b, c, nauka alfabetu, ale początek wprowadzenia w kulturę. A każda kultura, jak twierdzą uczeni, to system unikalnych znaków, zrozumiałych wyłącznie dla członków konkretnej wspólnoty narodowej.

 

Weźmy taką „obronę Częstochowy”. Każdy Polak w mig łapie, o co chodzi rozmówcy, który tak mówi. Albo „dulszczyzna”. Też nie trzeba Polakowi tłumaczyć. Mistrzem takiego porozumienia z rodakami był Jana Paweł II, który krótkim fragmentem poezji, odniesieniem do historycznego zdarzenia, potrafił nieskończenie wiele swoim słuchaczom przekazać. Gdyż wszyscy czytali literackie utwory, uczyli się historii i po prostu wiedzą. Wiedzą też, że myśl i uczynki od ponad tysiąca lat kształtuje Osoba, której narodziny obchodzą w gronie najbliższych w ostatnim tygodniu grudnia.

 

I jeśli tego zabrakło w czytance, można mieć obawy, że dalej też nie będzie lepiej, a autorzy podręczników i poloniści nie przekażą dzieciom owego a, b, c naszej kultury, bo z jakiegoś względu im nie pasuje.

fot. Christiaan Briggs

Co możemy zrobić, gdy poczujemy, że ktoś wszczął prace nad naszą zbiorową amnezją?

 

Bardzo cenię postawę ludzi, którzy wciąż przypominają o potrzebie pozytywnego przekazu i dawania świadectwa.

Nic nie zastąpi fascynacji pięknem Boga, nie ma mocniejszych argumentów i gorliwszych kazań od pokazania Jezusa tym, którzy Go nie znają lub Mu się sprzeciwiają.

Ale wchodząc w dyskusję, co ma dzisiaj robić chrześcijanin, świadczyć czy się sprzeciwiać, powiedziałabym, że należy stosować komplementarnie obie metody. Trzeba pamiętać, co jest najważniejsze; szukać Pana Boga, więzi, która przemienia nas w świadków. Ale, gdy wyczujemy nadchodzące niebezpieczeństwo, na przykład narzucenia zbiorowej amnezji – protestować, słać listy, brać udział w marszach. I pamiętać, że jeśli nie jest to podbudowane gorącą modlitwą, jeśli nie jest to efekt głębokiej więzi z Bogiem, staniemy się szybko zgorzkniałymi i agresywnymi dewotami, antyświadkami, jak wytykają – i słusznie – kaznodzieje duchowni i świeccy.

A na koniec o soczewicy

Autorzy elementarza i urzędnicy ministerialni lubią podkreślać, że jest on darmowy. Nie jest to informacja prawdziwa, bo tak jak nie ma darmowych obiadów, nie ma też darmowych podręczników. Ktoś za nie musiał i zapłacić i sprawą oczywistą jest, że tak jak zawsze i niezmiennie, płacimy za elementarz my, płatnicy podatków. Ale badania wykazały, że ponad 70 proc. ankietowanym bardzo się to rozwiązanie podoba. Z jakiego powodu? Braku Bożego Narodzenie czy „darmowości”?

Czuwanie, które zalecał nam nasz Pan, jest niezbędne do końca świata. Bo jeśli pozwolimy się zwieść rzekomo darmową miską soczewicy, może okazać się, że na dłuższą metę utraciliśmy całe nasze bogate, życiodajne dziedzictwo.

Boże Narodzenie ocalone



Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Zaraz będę

Chłód dezodorantu jeszcze utrzymuje gęsią skórkę na ciele. Ostatnie krople wody nie wyschły na dopiero co umytej twarzy. Powinienem być jakieś 8 kilometrów stąd. Dzwoni telefon.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Artykuł jest częścią cyklu “5 spraw, które powiedzą ci czy jesteś uczciwy”.


“Tak, tak. Już jadę. Zaraz będę” – ściemniam. Przecież nie ma takiej opcji: fizycznej, metafizycznej, technicznej, żadnej. Doskonale o tym wiem, ale mimo to z wielką pewnością siebie mówię “zaraz będę”.

Niektórzy twierdzą, że “zaraz” to taka duża zarazka i choć moja definicja jest nieco inna to to “zaraz” w dalszym ciągu nie pasuje do kontekstu. Przecież autobusem nie dojadę w 15 minut (górna granica mojego “zaraz”) do centrum. Po co więc ta cała szopka?

Nie wiem po co to mówię. Przecież te słowa nie mają siły sprawczej – nie teleportuję się do miejsca, w którym powinienem być już od dziesięciu minut. W żaden sposób nie uspokoi to osoby, która na mnie czeka – wręcz przeciwnie, gdy to “zaraz” przeciągnie się do trzydziestu minut to wściekłość na spóźnialskiego będzie jeszcze większa.

Dlaczego posiłkujemy się takimi małymi kłamstewkami?

“Zaraz będę”, “zaraz wyrzucę śmieci”, “już jadę”, “za moment”, “już kończę”…

To chyba najgłupsza forma nieuczciwości. Przecież za moment wyda się, że ściemnialiśmy. Dodatkowo to, wydawałoby się, malutkie kłamstwo przyzwyczaja nas do życia w większym kłamstwie. Otwiera furtki fałszu, podpowiada nam, że wszystko jest w porządku, że wszystko jest jak należy.

Wcale nie jest w porządku. I nie chodzi już tutaj o spóźnienie (chociaż o tym też można sporo napisać), ale o to, że nie jesteśmy szczerzy. A szczerość to podstawa uczciwości.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >