Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

"Bóg Cię kocha, niezależnie od tego, co zrobiłeś" - to najważniejsze przesłanie, jakie przekazał o. John Baptist Bashobora. Skromny, czarnoskóry ksiądz z Ugandy znowu przyciągnął tłumy na Stadion Narodowy w Warszawie. Ponad 40 tysięcy ludzi wzięło udział w II rekolekcjach "Jezus na Stadionie".

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Tłumy ciągnęły na warszawski stadion od samego rana. W 2013 roku, podczas pierwszych takich rekolekcji, trybuny były zapełnione po brzegi. I choć tym razem zostało jeszcze dużo wolnych miejsc, ponad 40 tysięcy ludzi spragnionych modlitwy, zgromadzonych w jednym miejscu, robi wrażenie. Na płycie, w miejscu, w którym zawsze jest murawa, miejsca były zajęte przede wszystkim przez chorych i rodziny z dziećmi. Trybuny przez pozostałych. W miejscu, gdzie zwykle jest bramka, stało podwyższenie zwieńczone wielką, złotą koroną. To pod nią przygotowane było miejsce dla księży, biskupów i o. Bashobory.  

Z daleka ugandyjski ksiądz wyglądał jak mała kropka. Ale dzięki potężnym telebimom podwieszonym pod dachem stadionu i nagłośnieniu każdy mógł spokojnie oglądać, słuchać rekolekcji i uczestniczyć w modlitwie. I właśnie to jest magnesem tych rekolekcji. "Jest tu modlitwa wielu tysięcy ludzi. Dla nas, ludzi w kościele, bardzo potrzebne jest wydarzenie, które będzie nas umacniało w wierze. W szczególny sposób święty Jan Paweł II pokazał to podczas Światowych Dni Młodzieży, kiedy gromadził młodych ludzi w jednym czasie i w jednym miejscu, by zobaczyli, jak ważna jest wspólna modlitwa: ja modlę się za ciebie, ty modlisz się za mnie" – mówi nam ks. Tadeusz Aleksandrowicz, który przyjechał z posługą duszpasterską.

Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

Do spowiedzi przez wiele godzin ustawiały się  długie kolejki. Gdzieniegdzie widać było pojedynczych kapłanów, do których podchodzili pojedynczy ludzie prosząc o spowiedź. Podczas konferencji wygłaszanej przez o. Johna, na stadionie panuje cisza. Wszystko zmienia się w chwili rozpoczęcia wspólnej modlitwy. W górę wędrują ręce, tłum faluje. Jedni mają zamknięte oczy, inni wpatrują się w telebimy.

"Jest lepiej niż na meczu piłki nożnej! Czuć tutaj Ducha, a serce się raduje. Zaprosiłem moją rodzinę. Oni też ogromnie przeżywają to wydarzenie. Tu widać, że ludzie się modlą, tu jest żywa wiara. Ludzie traktują poważnie to, co się tu dzieje. A śmiechy to radość wlana przez Ducha Świętego. Przecież w życiu chodzi o miłość, radość, a reszta to poboczne rzeczy, które nam towarzyszą" – opowiada swoje wrażenia Jan, z Międzyrzecza Podlaskiego. Jak dodaje, nawet chwila wystarczy, by zmienić człowieka: "Jak Pan Bóg chce przemienić czyjeś serce, to wystarczy jedno słowo."  

Uśmiechnięta, młoda dziewczyna, Magda z podwarszawskich Marek zaskakuje nas porównaniem: "Lubimy takie eventy religijne, to jest zupełnie coś innego niż msza święta w normalnym kościele" – opowiada. Przyjechała tu drugi raz, razem z mamą. "To jest prawdziwe spotkanie z Bogiem. Tutaj weselisz się, wstajesz, tańczysz, czujesz Ducha Świętego. Podczas modlitwy czułam bliskość Boga: że Bóg jest, opiekuje się nami, że nad nami czuwa. Wokół nas były śmiechy, nasza rodzina była z nami i oni też się śmiali. To jest dowód na istnienie Boga. Bóg jest wśród nas. Często opowiadam moim znajomym o tym, co tutaj się dzieje – oni są zafascynowani. Zarażam ich wszystkich wiadomościami, które stąd przynoszę. Wierzą mi".

Bashobora na Stadionie. Uwielbienie na całego!

Rzeczywiście podczas modlitwy słychać śmiechy. Najpierw jeden. Potem kolejne. Echo rozprowadza je po stadionie. Jakaś kobieta, kilka krzesełek od nas, wpada w konwulsje. Śmieje się nieprzerwanie. Rzuca nią w przód i w tył. Człowiek, który chciałby udawać, nie byłby wstanie wykonywać takich ruchów. Kobieta śmieje się niepohamowanie, ale ma zamknięte oczy. Tutaj nikogo to nie dziwi. Ludzie obok niej mają wyciągnięte ręce w górę. Modlą się spokojnie.

Ktoś, kto widzi to pierwszy raz mógłby się przestraszyć. Ale to najzupełniej normalne reakcje podczas bardzo głębokiej modlitwy. Kuba i Paweł, studenci Politechniki Wrocławskiej przyjechali na rekolekcje z o. Bashoborą po raz pierwszy. Zachęciła ich mama Pawła: "Chciała nam pokazać coś innego, niż Msza w kościele. Warto było przyjechać" – mówi Kuba. A jego kolega dopowiada: "Podczas modlitwy wokół nas słychać było energiczne śmiechy, ludzie bawili się, weselili.  Widzieliśmy coś takiego po raz pierwszy – na początku było zdziwienie, ale potem zrozumieliśmy, że to jest śmiech uwielbienia. Zaraźliwy!" – opowiadają ze … śmiechem. "Jeśli ktoś chce przeżyć coś innego, niż cotygodniowa Msza, bliżej poznać Boga – zachęcamy, by przyjechał".  


Ciotka postawiła przed małym, czarnoskórym chłopcem, miskę owsianki. Chłopiec, zanim zjadł, modlił się i zrobił znak krzyża. Miska się rozpadła. Owsianka się rozlała. Zatruta owsianka… Mały John Babtist Bashobora miał umrzeć tak jak jego ojciec. Otruty. Za rodzinną tragedią stała ciotka. To ona najpierw otruła ojca Boshobory a potem próbowała zamordować młodego Johna. Prawdę wyznała dopiero, gdy Bashobora przyjmował święcenia kapłańskie. Poprosiła go o wybaczenie. I mimo, że dramat był ogromny, ojciec John przebaczył. Tak rodził się kaznodzieja, charyzmatyk, rekolekcjonista z Ugandy.


"Pytamy się: Dlaczego jest w nas lęk? Lęk przed drugim człowiekiem? Odpowiedź jest prosta: utraciliśmy naszą jedność z Bogiem. Ona daje nam miłość. (…) Tylko relacja z Bogiem może nas wyzwolić z lęku" – mówił do ponad 40 tysięcy katolików ugandyjski ksiądz. I przypomniał coś, o czym rzadko mówi się we współczesnym świecie. "Wąż wprowadził zamieszanie w ludzkość. Szatan przebrany za sprytnego węża ukradł serca ludzkości. Teraz Bóg, który kocha nas miłością stałą i wieczną, pragnie byśmy zostali odbudowani. Bóg Cię kocha, niezależnie od tego, co zrobiłeś. (…) Bóg nas wezwał, by nas zachęcić, żebyśmy jak Dawid byli nieustannymi uczniami emocji i pragnień Boga. Serca Boga".  

Po co to wszystko? Po co abp Henryk Hoser i diecezja warszawsko-praska po raz kolejny wynajmują Stadion Narodowy i organizują rekolekcje? Trójka młodych ludzi z Kielc – dwie dziewczyny i chłopak – ze śmiechem mówią w prosty sposób: "Po co tu przyjechaliśmy? Uwielbiać Jezusa!!"  


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Miłość – trudna sprawa. Wywiad z o. Benedyktem Pączką

O miłości do bliźniego i przebaczaniu mordercom - z ojcem Benedyktem Pączką, kapucynem, misjonarzem który alarmował świat o wojnie w Republice Środkowoafrykańskiej (RCA) - rozmawia Patrycja Michońska-Dynek

Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Foto: Sławomir Dynek CogitoMedia

Ojciec Benedykt Pączka OFMCap w habicie afrykańskim

Czy księdzu wypada mówić o miłości?

Pewnie, że tak! Przecież został stworzony przez Boga z miłości. Ksiądz też jest człowiekiem, też ma uczucia – Bóg tak nas stwarza. Dlatego może mówić o miłości, o tym, jaka powinna być, co tak naprawdę znaczy to słowo. Warto się nad tym zastanowić.

Pojawiają się zarzuty, że wy – księża – wypowiadacie się na tematy, na których się nie znacie. To nie wasza "działka"…

Czy trzeba być lekarzem, żeby wypowiadać się o chorobie serca? Myślę, że nie trzeba założyć rodziny, żeby się móc o tej rodzinie wypowiadać. Ludzie się do mnie zwracają, często spotykam się z nimi w konfesjonale – pojawia się tu mnóstwo spraw związanych z rodziną, z dziećmi, małżeństwem i również z miłością. Także seksualną. Wielokrotnie przychodzą do mnie kobiety albo mężczyźni i pytają: "Proszę ojca, co ja mam zrobić? Jest duży problem między nami". Często mówię, że nie wiem, bo nie żyję w małżeństwie, ale podpowiadam, gdzie szukać pomocy: są specjaliści, pary, które mogą pomóc.

Czas na fundamentalne pytanie: czym jest miłość?

To górnolotnie zabrzmi… Wczoraj przyszedł do mnie ktoś, kto powiedział, że nie czuje Boga. Nie czujesz Boga? Idź do kościoła i popatrz na krzyż. To jest Bóg. Nie znajdziesz większego znaku niż ten, który został nam dany. Jeżeli mam powiedzieć, czym jest dla mnie miłość – to jest właśnie TO. Oddanie życia. Jeśli ksiądz wstępuje w szeregi kleru, czy zakonnik do zakonu – to powinien oddać życie za Chrystusa. Jeśli kobieta czy mężczyzna decydują się zawrzeć związek małżeński to także powinni za siebie umierać – tak, jak Chrystus umarł za nas na krzyżu.

Mówiąc o umieraniu Ojciec używa chyba przenośni?

Mówię także o fizycznym umieraniu – miłość to przecież codzienne wyniszczanie siebie. To nie jest zbieranie profitów tylko dawanie. Dziś świat tego nie chce rozumieć, ale w rodzinie realizujesz się w tym, że się dla kogoś wyniszczasz.

A nie jest tak, że nam się jednak coś  w tej miłości należy? Chcę czerpać, otrzymywać, rozwijać się!

Kiedy popatrzymy na miłość w aspekcie chrześcijańskim, to musimy spojrzeć na Chrystusa. Co Mu się należało? Był Synem Boga i należało mu się wszystko, ale On nic nie wziął. On się wyniszczył, dał się opluć i ukrzyżować. Umarł. Powiedział do nas, że jeśli chcemy być Jego uczniami, to musimy na Niego patrzeć i Go naśladować. To jest super! To jest pociągające!  Nie chodzi o to, żeby się w życiu nachapać przyjemności. Miłość jest czymś, czego nie widzisz, a mimo to możesz ją komuś ofiarować. 

Miłość - trudna sprawa. Wywiad z o. Benedyktem Pączką

Czy europejskie pojęcie miłości różni się od tego, co Ojciec obserwuje w Afryce?

Bardzo się różni. My w Europie mamy uczucia, mamy relacje z ludźmi. Afryka tego nie ma… Bardzo rzadko widzi się, że kobieta i mężczyzna idą trzymając się rękę. Nie wiem, czy można w ogóle wyobrazić sobie sytuację, że mężczyzna zaprasza dziewczynę na kolację albo para umawia się na randkę. Tam raczej od razu przechodzi się do rzeczy… (śmiech). Dziecko, rodzina.  W Afryce akcent miłości przekierowany jest na dzieci: są oznaką płodności, bogactwa i tego, że Bóg ci błogosławi.

Rozmawiamy o miłości między kobietą a mężczyzną, a ja chciałabym jeszcze nawiązać do innych relacji: w Republice Środkowoafrykańskiej, między innymi na misji Ngaoundaye wiele razy dochodziło do dramatycznych sytuacji, kiedy wasza misja, wasza i sąsiednie wioski były napadane i grabione… Ginęli ludzie. Żyliście w strachu. Czy jest tu miejsce na miłość do oprawców – do ludzi, którzy przynoszą zagrożenie, którzy przynoszą śmierć?

To jest bardzo trudny temat. Kiedy przez kilka długich miesięcy przeżywaliśmy te trudne sytuacje, jeden z moich współbraci napisał do mnie: "Benek, głoś im Ewangelię". A ja się zastanawiałem, jak to robić, kiedy nie możesz nawet głową ruszyć, jak przychodzą na twoją misję. To jest strasznie ciężkie  – kochać swoich nieprzyjaciół… Wybaczać im, kiedy ktoś ci zabił żonę albo dziecko. Czy taki człowiek wybaczy? Myślę, że nie. On nie jest na takim poziomie wiary… Jeśli chcemy głosić Ewangelię prześladowcom, to często musimy pogodzić się z porażką, a  czasem – z oddaniem życia. Być może nawet nic nie zdążysz powiedzieć, a ktoś przyjdzie do ciebie i cię zabije. Myślę, że to jest miłość, za którą trzeba będzie oddać życie.

Mimo tego zagrożenia nie opuścił Ojciec swojej wioski, swojej misji.

Ta siła przyszła z zewnątrz. Czułem się bardzo silny. Nie miałem żadnych zwątpień. Myślałem, w jaki sposób zmobilizować opinię publiczną. Wiele osób z Polski się za nas modliło – szły różance, adoracja, komunia święta. Byliśmy bardzo silni. I kiedy strzelano do nas i wokół nas, trzymaliśmy się razem jako wspólnota i szliśmy do przodu.    

Co Ojciec czuje do ludzi, którzy was napadali?

Nie potrafię tego określić…

Ale mówi Ojciec codziennie: odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom?

Tak. I pamiętam przy tym cały nasz strach i ucieczki. Na dalszą metę jest tu element przebaczenia, ale on jest strasznie trudny. Ja mogę przebaczyć, ale myślę też o tych, którzy stracili kogoś bliskiego… Jeśli ci zabiją męża czy dziecko – jaką ty musisz mieć wiarę, żeby wybaczyć? To nie bierze się od tak po prostu… Modlimy się o to przebaczenie, bo przecież nie chcemy żyć w nienawiści. Ale to takie trudne…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Benedykt Pączka OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >