video-jav.net

Uchodźcy i My. W imię Ojca!

Nie nasza to rzecz znać czasy i chwile, ale naszą rzeczą jest być świadkami Ojca. To ostatnie słowa, jakie skierował do nas Jezus, będąc jeszcze tu, na ziemi. To po to właśnie otrzymaliśmy od Niego moc, aby zawsze i w każdej sytuacji być Jego świadkami

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W imię Ojca, więc papież Franciszek zaapelował, by każda parafia przyjęła jedną rodzinę uchodźców. W imię Ojca diecezje natychmiast podjęły wyzwanie i zaczęły organizować realną pomoc. W imię Ojca też Caritas, często poniewierany i niedoceniany, zakasał rękawy, by wykorzystać cały mechanizm wielkiego serca, który stworzył na ratunek człowiekowi. W imię Ojca ludzie, którzy mają taką możliwość, zgłaszają już swoje mieszkania, miejsca pracy, środki do życia w Caritasie i innych instytucjach kościelnych po to, by pomóc.

Bo w imię Ojca, każdy Chrześcijanin, nie patrząc na status osoby, widzi po prostu człowieka.

Kościół nie robi tego dla zbicia kapitału politycznego, dla podjęcia stanowiska w sprawie, nie po to by zostać docenionym i robić sobie dobry PR. Nie dla uznania i dla zasług tego świata. Robi to, bo tak trzeba.

W mediach od tygodni trwała zagorzała dyskusja, przerzucano się stanowiskami, płomiennie podejmowano „kwestię”, ach jak bardzo dobierano argumenty, powoływano się na autorytety, na przykłady z historii, na porównania z najbardziej czarnymi jej kartami.

Jednak konkret, jedyna realna odpowiedź i pomoc przyszła (jak zawsze) ze strony Kościoła. I gdy tylko temat został przez Kościół podjęty, natychmiast też stał się jego obowiązkiem i odpowiedzialnością.  Wszyscy, którzy wykrzykiwali, że Kościół należy oddzielić od państwa, że nie ma się mieszać do polityki, do światopoglądu, do wychowania dzieci, do wspierania rodzin, budowania systemu wartości… jakoś tak szybko orzekli, że to właśnie obowiązkiem Kościoła jest pomoc uchodźcom. Nagle okazało się, że właśnie ten system wartości sprawdza się w każdej sytuacji kryzysowej. Gdy przyszła trwoga, wielu zwolennikom oddzielenia Kościoła od państwa ciężko jest zabrać się za konkretną pomoc,  w tym przypadku wolą patrzeć w stronę Kościoła, (nomen omen) święcie wierząc, że to Jego obowiązek. Tygodnik Newsweek ma nawet pretensje, że w oświadczeniu biskupów na ten temat:  Nie znalazły się żadne konkretne deklaracje. I, że: Episkopat zwraca uwagę, że główna inicjatywa i odpowiedzialność spoczywa na barkach władzy świeckiej, że Strona kościelna nie wyobraża sobie działania w tej materii na własną rękę, bez współpracy z władzami świeckimi (tytuł w “Newsweeku”: Kościół pomoże uchodźcom. Ale jeszcze nie wie jak)

shutterstock_239387248

My wiemy, że naszym obowiązkiem jest wspierać braci w potrzebie. Właśnie dlatego jesteśmy gotowi przyjąć ich pod swój dach, bo my mamy takiego Boga i taki plan na życie, który kieruje się miłością do drugich, biorąc za nich odpowiedzialność bez względu na to, kim są.

Kościół jest gotowy. Parafie mają już miejsca dla uchodźców. My już czekamy!

Jednakże Kościół nie może wziąć odpowiedzialności za decyzję, jaką w tej sprawie podejmie Państwo Polskie, ponieważ tylko ono jest (powinno być) w stanie zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. To Państwo Polskie musi podjąć decyzję, czy – jeśli już Kościół zorganizuje miejsca –  jest w stanie zaangażować się w pomoc w asymilacji i wdrożeniu uchodźców do życia w naszym kraju (Komunikat Prezydium Episkopatu Polski ws. Uchodźców).

Prawda jest taka, że mamy wszyscy wielki problem i nie da się już od niego odwracać wzroku i czekać aż sam się rozwiąże. Czas na decyzje. Na mądre rozwiązania. Na wzięcie odpowiedzialności za losy tych ludzi. I za nasz los.

W Polsce jest wielu ludzi dobrej woli, którzy w odruchu serca przyjmą uchodźców. Nie naszą rzeczą jest znać czasy i chwile, naszą rzeczą jest być świadkami Ojca… a rzeczą państwa jest zapewnienie jednej i drugiej stronie bezpieczeństwa.

My w imię Ojca przyjmiemy uchodźców, naszych braci, choć wyznających inną religię. W imię Ojca damy im schronienie, dach nad głową, przyszłość. W imię Ojca ugościmy ich u siebie…

Pytanie tylko, czy – jeśli to rozpocznie masową migrację, jeśli naszych braci będzie w Polsce więcej niż nas, jeśli spełnią się scenariusze o tym, że Europa stanie się muzułmańska – będziemy mogli liczyć na to, że jesteśmy w swoim domu bezpieczni. Na to, że nasi bracia będą pamiętać, że przygarnęliśmy ich  do siebie w Imię Naszego Ojca.

Przeczytaj także:


“Niech każda parafia przyjmie uchodźców”

Apel Papieża Franciszka


“Potrzeba naszej modlitwy i zaangażowania”

Episkopat w sprawie uchodźców


Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

I żyli długo i szczęśliwie

Prawdziwa miłość zawsze rozłożona jest na lata

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każdy z nas szuka miłości. Większość tej jednej, jedynej. Takiej na całe życie. Prawie każdy z nas był kiedyś zakochany. Łatwo jest się zakochać. Mamy za sobą wiele takich przeżyć, uniesień, emocji.

Problem polega na tym, że zakochanie, emocje, aromatyzowane świece, kłódki przypięte do mostu, wyprawy niespodzianki, motyle w brzuchu – są piękne, ale to nie miłość. Nie taka, którą niesie się przez całe życie, aż do Nieba.

Na początku wszystko jest piękne. Tak bardzo się staramy i tak bardzo jesteśmy doskonali w oczach tej drugiej osoby, że nie widzimy nawzajem swoich słabości. To, co czujemy, wydaje nam się sprawą życia i śmierci. Emocje są tak silne, że wielu ludzi nie bacząc na życie, jakie przed nimi się roztacza, już na tym etapie – jeśli coś idzie nie tak – odczuwa zawód tak wielki, że kończy się to dramatem.

I żyli długo i szczęśliwie

Tymczasem prawdziwa miłość zawsze rozłożona jest na lata. Kochać kogoś naprawdę i na zawsze oznacza kochać przede wszystkim jego słabości. Moc (chciałoby się powiedzieć moc miłości) w słabości się doskonali. Im bardziej niedomagamy, tym powinna być silniejsza.

Nie ma jednak złotego środka, recepty na miłość, choć wszędzie jest mnóstwo poradników. Nie da się zrealizować punktów z checklisty gwarantującej efekt: żyli długo i szczęśliwie. Gdybyśmy nawet odhaczyli jako zrealizowane wszystkie punkty, pt.: pozwól mu iść na mecz, daj jej więcej wolności, sprzątaj po sobie, pamiętaj o rocznicach, nie kłóć się o pieniądze, nie wydawaj za dużo, ale wyglądaj zawsze pięknie – nie dostaniemy certyfikatu “prawdziwa miłość” (Ballady i romanse. Zapowiedź).

Wszystkie analizy prowadzą do jednego wniosku. Potrzeba czegoś więcej. Nie da się zbudować prawdziwej miłości, jedności dwojga ludzi bez Boga, bez łaski, bez sakramentu. Tylko miłość małżeńska zawiera  tę całkowitość – mówi Jan Paweł II –  impulsy ciała i instynktu, siłę uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli. (Rozmowy z Janem Pawłem II. Miłość). Tylko w małżeństwie można szukać prawdziwej jedności dwojga ludzi. Tylko z Bogiem wprowadzonym w tę naszą sprawę będziemy w stanie przeżyć ze sobą całe życie, przetrwać wszystkie burze, sprawić, że nasza miłość z dnia na dzień będzie głębsza, piękniejsza, bardziej zrozumiała i… coraz bardziej romantyczna. Nawet po 20 czy 50 latach. (Nieporadnik małżeński)

Jeśli do naszej miłości nie zaprosimy Boga, zatrzymamy się na miłych słowach, czułych gestach i przyjemnej scenerii. A to nie wystarczy na długo. (Hymn o miłości. 7 kroków).

Człowiek został stworzony do miłości. Ale do tej pochodzącej od Boga (Benedykt XVI o miłości).

Jak kochać, żeby Kochać?

Zapraszam do numeru o miłości!

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >