Nasze projekty

Św. Bazyli i Św. Grzegorz: specjaliści od Świętej Trójcy

Obaj pochodzili ze świętych rodzin, których krewni zostali wyniesieni na ołtarze. Oni sami poznali się w szkole, gdzie zaprzyjaźnili się na całe życie. 2 stycznia wspominamy w liturgii św. Bazylego Wielkiego i św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupów i doktorów Kościoła.

Reklama

Byli rówieśnikami – urodzili się w 329 r. i oboje pochodzili z niezwykłych rodzin, których członkowie zostali po śmierci wyniesieni do chwały ołtarzy. W domu Bazylego świętymi zostali ogłoszeni ojciec i matka, brat i babka. W domu Grzegorza – babka, brat i siostra. Ojciec Bazylego był retorem w Cezarei Kapadockiej, ojciec Grzegorza – biskupem. Obaj poznali się na studiach wyższych, prawdopodobnie w Konstatynopolu. Tam przyjęli chrzest mając po 28 lat i tam zaprzyjaźnili się mocno.Tam też zafascynowali się naukami Orygenesa i życiem pustelniczym. Z inicjatywą życia mniszego pierwszy wystąpił Bazyli. Na terenie dzisiejszej Turcji, nad rzeką Iris założył pierwszą pustelnię. Wkrótce dołączył do niego także Grzegorz. 

Razem sporządzili wówczas zestaw najcenniejszych fragmentów pism Orygenesa (Filokalia). Tam również Bazyli zaczął pisać swoje Moralia i zarys Asceticon, czyli przyszłej reguły bazyliańskiej, która miała ogromne znaczenie dla rozwoju wspólnotowej formy życia zakonnego na Wschodzie.

Obaj po wyświęceniu najpierw na kapłanów, potem na biskupów, mocno zaangażowali się również w zwalczanie poglądów ariańskich wśród chrześcijan. Ich nauki i wyjaśnienia dały podwaliny pod dogmat o Trójcy Świętej. To dzięki Bazylemu i Grzegorzowi doksologia „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu” ma swoje obecne brzmienie. Zastąpiła wcześniejszą „Chwała Ojcu, przez Syna w Duchu Świętym.

Reklama
Reklama

Tak św. Grzegorz z Nazjanzu pisał o Tajemnicy Wcielenia:

„Bóg był zawsze, jest i będzie, a raczej „jest” zawsze. „Był” i „będzie”, to odcinki czasu naszego i przemijającej natury, a „On jest” zawsze, i tak sam się nazywa, gdy przemawia na górze do Mojżesza. Albowiem całe bytowanie skupił w sobie i posiada je bez początku i bez końca, jak jakieś niezmierzone i nieograniczone morze bytu, przekraczające wszelkie pojęcie czasu i natury. Można Go wyobrazić tylko myślą, i to zbyt niewyraźnie, i do pewnego stopnia, nie przez ujęcie Jego natury, lecz dzięki Jego przymiotom, zbierając coraz to inne wyobrażenia w jakieś jedno odbicie prawdy, które pierzcha, nim się je schwyta, i ucieka, nim się je pomyśli. O tyle rozświeca ono kierowniczą część naszej duszy, i to tylko oczyszczoną, o ile szybkość nie zatrzymującej się błyskawicy oświeca mrok, moim zdaniem w tym celu, by przez uchwytność pociągało ku sobie – gdyż to, co jest zupełnie nieuchwytne, nie budzi nadziei i odstręcza od starania – a przez nieuchwytność przejmowało podziwem, i żeby podziwiane, bardziej było upragnione, upragnione oczyszczało, a oczyszczające – czyniło podobnymi do Boga. Gdy zaś staniemy się takimi, aby już z jako bliskimi obcował – tu mowa moja porywa się na coś zuchwałego – Bóg z Bogami zostaje zjednoczony i przez nich poznawany, może o tyle, o ile już zna poznawanych. Bóstwo jest więc nieskończone i trudne do zbadania, a to tylko z niego można w ogóle pojąć, że jest nieskończone, choćby ktoś sądził, że z powodu niezłożoności natury albo jest zupełnie nieuchwytne, albo zupełnie uchwytne. Badalibyśmy bowiem, czym jest, będąc prostej natury. Przecież niezłożoność nie stanowi Jego natury skoro i naturą istot złożonych nie jest to, że są złożone.” (Mowa 38, Na Boże Narodzenie)

Przeczytaj również

     

    Reklama
    Reklama

     

    Reklama

    Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

    Najciekawsze artykuły

    co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

    Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

    ARTYKUŁY POWIĄZANE

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
    Reklama
    WIARA I MODLITWA
    Wspieraj nas - złóż darowiznę