Jakbym zginął, nie płaczcie

"Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy". To ostatnie słowa, które publicznie wypowiedział ks. Jerzy Popiełuszko przed męczeńską śmiercią 19 października 1984 roku.

Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jakbym zginął, nie płaczcie
"Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy". To ostatnie słowa, które publicznie wypowiedział ks. Jerzy Popiełuszko przed męczeńską śmiercią 19 października 1984 roku.

Jakbym zginął, nie płaczcie

Wrzesień był piękny tego roku. Ciepło, zielono, świeciło słońce, jakby wszystko budziło się do życia, a nie zmierzało ku jesieni. W Okopach było to widoczne jak na dłoni. Takie wrażenie miał też ks. Jerzy, który przybył do domu odwiedzić rodziców i trochę odpocząć. Ale nie było to takie proste.

Po pierwsze dlatego, że całą drogę był śledzony, nachalnie jechał za nim jakiś samochód. Gdy natomiast już dojechał do Okopów i przywitał się z rodziną, natychmiast zauważył, że wokół domu kręcą się esbecy. Było ich widać z okien pokoi. Spacerowali, robili zdjęcia, obserwowali, co się dzieje.

– Bałam się jak każda matka – wspomina pani Marianna. – Ale co było robić? Dałam go Kościołowi i nie mogłam go Kościołowi zabrać. Jeżeli Pan Bóg powołał go na służbę, to musiał Mu służyć wiernie. I do końca.

Kiedy ks. Jerzy wyjeżdżał z Okopów, nie wiadomo, czy miał świadomość, że więcej już tu nigdy nie wróci. W każdym razie powiedział do matki: „Mieliście, Matko, wiele dzieci i dobrze ich pilnowaliście. Ale ja mam więcej dzieci. I przyjdzie mi przed Bogiem rachunek zdać z ich pilnowania…”.

– Zostawił mi też do zaszycia sutannę – opowiada pani Marianna. – I nie wiem dlaczego, powiedział: „Odbiorę następnym razem albo najwyżej będzie mama miała na pamiątkę”. I trzymam ją na pamiątkę do dziś…

Wychodząc z domu, odwrócił się jeszcze na chwilę i spojrzał na ojca:

– Jakbym zginął, to tylko nie płaczcie po mnie! – dorzucił. I na zawsze opuścił rodzinne Okopy.

 

Jakbym zginął, nie płaczcie

 

Miał zginąć 13 października

Nadszedł 13 października 1984 r. Ks. Jerzy wracał z Gdańska, z kościoła św. Brygidy do Warszawy. Śledzili go Grzegorz Piotrowski, przyszły morderca ks. Jerzego, oraz dwaj inni funkcjonariusze MSW: Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala. Jechali za nim służbowym samochodem Fiat 125p. Jak się potem okazało, mieli ze sobą: 2 łopaty, 3 torby turystyczne, narzutę na tapczan, 2 worki jutowe i 2 worki z tworzywa sztucznego, 3 kominiarki, 2 pary rękawiczek i litr wódki. Przygotowali też plastry, nóż, kamienie do obciążenia worków, skarpety napełnione piaskiem. Piotrowski zaopatrzył się w służbową przepustkę, która zwalniała go z kontroli drogowej MO.

W pewnym momencie jeden z nich rzucił kamieniem w przednią szybę samochodu, w którym siedział ks. Jerzy. Ale kierowca Waldemar Chrostowski gwałtownie skręcił. I kamień nie trafił w samochód.

Pierwszy zamach na życie Popiełuszki nie powiódł się. Ale on już wtedy spodziewał się najgorszego.

 

Ostatnie spotkania

3 dni przed porwaniem, we wtorek 16 października, ks. Popiełuszko zjawił się w kurii warszawskiej.

– Wspomniał mi wtedy, że prymas zaproponował mu wyjazd na studia do Rzymu – mówił ks. Zdzisław Król. – Oznajmił mu wtedy: „Jeżeli tylko będziesz chciał, pojedziesz. Masz moje poparcie”.

Ale ks. Popiełuszko nie chciał. Wtedy też po raz pierwszy opowiedział kolegom księżom o niedawnym zamachu, jaki szykowano na niego, gdy jechał z Gdańska. Nigdy dotąd o podobnych wydarzeniach nie wspominał. Podobnie jak o przesłuchaniach Służby Bezpieczeństwa i pobycie w więzieniu. Mówił o tym wszystkim spokojnie, bez przerażenia, wydawało się, z dużą swobodą. W pewnym momencie popłynęły mu jednak z oczu łzy.

– Zrozumiałem, że to nie był tylko opis wydarzeń, zwykła relacja, ale swoisty rozrachunek z życiem – twierdził ks. Król. – Bardzo silnie przeżywał to, co mówił. Pamiętam również, iż wtedy z jego ust, gdzieś między wierszami, padło stwierdzenie, że stara się regularnie przystępować do spowiedzi. Kiedy analizuję to dzisiaj, z perspektywy lat, które upłynęły od tamtej chwili, wyraźnie widzę, że on przygotował się na śmierć. Gdy na przykład był u niego ktoś ze znajomych, Jurek nagle potrafił się zadumać. Patrzył na jakieś pamiątki i mówił: „Wiesz, gdy mnie zabraknie, pamiętaj, by dać to…” i wymieniał kogoś z przyjaciół. Jakby czytał w dalekiej przyszłości, że go tu nie będzie.

 

Źródło: Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu ks. Jerzego Popiełuszki

Ostatnie zdjęcie ks. Jerzego. Źródło: Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu ks. Jerzego Popiełuszki

Ale nie wiem, kiedy wrócę

Piątek 19 października 1984 r. był podobny do innych dni. Ciepło, słonecznie, choć powietrze już wyraźnie jesienne. Nic nie zapowiadało tragedii. Tylko ks. Jerzy od rana był jakiś nieswój. Po porannej mszy św. podeszła do ks. Jerzego dr Janiszewska i poprosiła, by zadzwonił do niej, jak tylko wróci z Bydgoszczy. Odpowiedział jej bez wahania: – Ale ja nie wiem, kiedy wrócę.

Potem poszedł do swego pokoju pożegnać się z ukochanym psem Tajniakiem. Kiedy ksiądz już wyszedł na schody, Tajniak nagle zaczął szczekać. Ksiądz wrócił do pokoju, by pożegnać się z nim po raz drugi…

 

Ostatnia msza w Bydgoszczy

Mimo że w Bydgoszczy ks. Jerzy zjawił się sporo przed mszą Św., na bydgoskich Wyżynach tłumy czekały już na jego przyjazd. Kiedy wybiła 18.00 i ks. Popiełuszko rozpoczął mszę, zapadła cisza. W powietrzu unosiła się atmosfera wielkiego misterium. Ludzie w skupieniu modlili się, niecierpliwie czekając na kazanie. Tymczasem ks. Jerzy kazania nie wygłosił. Poprowadził natomiast po mszy św. rozważania bolesnych tajemnic różańca.

– Trzeba było to słyszeć, kiedy kilkutysięczny tłum odmawiał Pozdrowienia Anielskie, a ks. Jerzy spokojnie prowadził rozważania poszczególnych tajemnic. Tak odmawianego różańca i przez tak wielu ludzi, szczególnie mężczyzn, w dotychczasowej historii tego kościoła nie było – podkreślał ks. Biniak.

Ks. Jerzy powoływał się na słowa papieża o zwyciężaniu zła dobrem: – Tylko ten może zwyciężyć zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i wzbogacanie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego, mówił o prawdzie i sprawiedliwości, o konieczności zachowania wierności prawdzie: – Zwyciężać zło dobrem – to zachować wierność Prawdzie.

Przypominał, że od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą: – Prawda jednak jest nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią, stąd też, jak powiedział zmarły prymas kard. Wyszyński: „Ludzi mówiących prawdę nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach”.

Ks. Popiełuszko podkreślał, że człowiekowi nie wolno stosować przemocy: – Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, to walki ludzkiej myśli. Najnędzniejsze i najkrótsze to walki przemocy.

 

W różańcowych rozważaniach na bydgoskich Wyżynach padły słynne już ostatnie publicznie wygłoszone słowa ks. Jerzego: – Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

Im więcej lat upływa od tamtej chwili, tym wyraźniej widać, jak wielką wagę miały te słowa, jak profetyczny charakter i jak bardzo stanowiły kwintesencję całego nauczania ks. Popiełuszki.

 

Dopięta sutanna

Wieczorem ks. Jerzy źle się czuł. Był zmęczony, ale też chory. Ktoś zaprowadził go na plebanię i dał termometr. Okazało się, że ma wysoką gorączkę. Księża z Bydgoszczy namawiali go, by tu przenocował, ale zdecydowanie odmówił. Tłumaczył, że rano powinien odprawić na Żoliborzu mszę św. I musi teraz wyjechać, by zdążyć.

Przed odjazdem z jakimś niezwykłym pietyzmem włożył z powrotem sutannę. Dokładnie, jakby symbolicznie, pozapinał wszystkie guziki, żartując, że sutanna nieraz już ochroniła kapłana i dlatego pojedzie w tym stroju.

Około godziny 21.00 Waldemar Chrostowski poszedł do garażu wyprowadzić samochód. Do drogi szykował się też jeden z zaufanych mężczyzn, Marek Wilk, który miał towarzyszyć księdzu w podróży do Warszawy.

Ks. Biniak relacjonuje dalszy przebieg zdarzeń: – Jak przewidywał plan powrotu, oba samochody miały razem jechać do Warszawy, ale nagle ks. Jerzy uznał to za zbyteczne, zwłaszcza że benzyna była wówczas na kartki i nie chciał nikogo naciągać na koszty. Przekonywał, że jeżeli nikt nie zatrzymywał ich, gdy jechali w tę stronę, to tym bardziej nie będzie zatrzymywał wracających do domu. „Pogoda jest piękna, szybko przelecimy do Warszawy” – powiedział, a myśmy mu ulegli, bo nic nie zapowiadało niebezpieczeństwa. Stanęło na tym, że drugi samochód pojedzie tylko jako pilot do rogatek i gdy wyprowadzi ich na drogę do Warszawy, wróci na Wyżyny. Dziś wiemy, że to był wielki błąd.


Fragment książki autorstwa Mileny Kindziuk “Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko” wydanej przez Axel Springer Polska sp. z o.o.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Milena Kindziuk

Milena Kindziuk

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych

Są jak służby specjalne. Wiele misji niebiańskich komandosów na zawsze pozostanie nieznanych, gdyż nie ujawniono ich na kartach Biblii.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych
Są jak służby specjalne. Wiele misji niebiańskich komandosów na zawsze pozostanie nieznanych, gdyż nie ujawniono ich na kartach Biblii.

29 września w Kościele Katolickim obchodzone jest Święto Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała. Początkowo istniały trzy odrębne święta: 29 września wspominano św. Michała, 24 marca św. Gabriela, a 24 października św. Rafała. Podczas reformy kalendarza kościelnego z dniem 14 lutego 1969 r. postanowiono, że ci trzej archaniołowie zostaną liturgicznie połączeni. W niniejszym artykule spróbuję przybliżyć nieco postać Michała, szczególnie popularnego wśród wszelkich służb mundurowych, a wcześniej uważanego za patrona rycerzy.

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych

Siedmiu wspaniałych

Pismo Święte nie podaje dokładnej liczby aniołów, wiemy jednak, że jest ich więcej, niż potrafimy sobie to wyobrazić. W Księdze Daniela czytamy o aniołach: „Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim” (Dn 7,10). Apokalipsa mówi z kolei o miriadach miriad i tysiącach tysięcy aniołów (Ap 5,11). Oczywiście nie należy brać dosłownie tych zawrotnych cyfr, mają one jedynie uzmysławiać, że liczebność aniołów przekracza ludzkie możliwości porachowania.

Aniołowie, jako wysłannicy Boga, są obecni na wielu stronach Biblii, a zarazem sprawie tych nadprzyrodzonych bytów Pismo Święte zachowuje tak wielką powściągliwość, że tylko trzech jest nam znanych z imienia.

Warto dodać, że według protestantów tych imion znamy jeszcze mniej, bo nie uznają oni za kanoniczną Księgi Tobiasza, której bohaterem jest Rafał. Zaś tenże Rafał, występujący przez większą część księgi incognito jako niejaki Azariasz, ujawnia w końcu tożsamość, mówiąc: „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15).

A zatem wśród bytów anielskich siedmiu jest szczególnie wyróżnionych i powołanych do pełnienia wyjątkowej służby. To właśnie oni zwyczajowo nazywani są archaniołami, aby podkreślić, że mają inny status niż reszta aniołów. Wczesnochrześcijański pisarz, którego nazywamy Pseudo-Dionizym Areopagitą (kim by naprawdę nie wiemy) uznał archaniołów jako jeden z chórów w niebiańskiej hierarchii.

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych

“Św. Michał walczy ze smokiem” – Jean Fouquet

Warto jednak zauważyć, że w Biblii nie znajdziemy nigdzie słowa „archanioł” w liczbie mnogiej. Pojawia się ono w tekstach biblijnych wyłącznie w Nowym Testamencie i to zaledwie dwa razy (sic!).

W 1 Tes 4, 16 jest zapowiedź, że: „Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej”; natomiast w Liście Judy archaniołem nazwany został Michał, którego Księga Daniela określa jako wielkiego księcia (hebr. sar – Dn 10, 1. 13. 21) i opiekuna narodu wybranego.

Niektórzy uważają, że przedrostek „arch” (znaczący „główny” lub „zwierzchni”) wskazuje właściwie na istnienie tylko jednego archanioła – zwierzchnika wszystkich bytów anielskich. Żydowski filozof z I wieku – Filon Aleksandryjski trzykrotnie używa słowa „archanioł”. Na przykład komentując sen Jakuba i wizję Boga na szczycie drabiny sięgającej do nieba (Rdz 28, 12-13) pisze: „Wizja ukazała stojącego na szczycie drabiny archanioła Pana: trzeba bowiem traktować go jako stojącego wysoko niczym woźnica rydwanu lub sternik na okręcie, tego który jest (…) ponad wszystkimi rzeczami widzialnymi i niewidzialnymi” (De somniis 1, 57). Niektórzy uważają, że dla Filona archaniołem jest właściwie sam Bóg, a raczej Logos.

W Nowym Testamencie archaniołem jest natomiast nazwany Michał, aczkolwiek w tradycji chrześcijańskiej przyjmuje się, że nie jest on jedynym archaniołem i że tytuł ten przysługuje przynajmniej tym siedmiu, którzy „stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”.

Czemu znamy z imienia tylko trzech archaniołów? Prawdopodobnie dlatego, że wiedza o innych archaniołach nie jest nam do niczego potrzebna. Ich Misje aniołów mają najczęściej charakter zakulisowy, dyskretny.

Aniołów można porównać do Secret Service. Są jak służby specjalne. Wiele misji niebiańskich komandosów na zawsze pozostanie nieznanych, gdyż nie ujawniono ich na kartach Biblii.

Aniołowie działają jednak przez cały czas, realizując Boże plany względem świata i ludzkości. A ci trzej znani nam z imienia są przedstawicielami całej rzeszy anonimowych pracowników niebiańskich służb. Obchodząc święto świętych archaniołów także im wszystkim (nie znanym z imienia) składamy wyrazy szacunku.

Armia Boga

Częstym określeniem Boga w ST jest zwrot PAN zastępów (Jahwe Cabaot). Występuje on w Starym Testamencie 276 razy (np. w 1 Krn11, 9; Ps 46,7-11; Iz 13,4; Jer11,22; 51, 33; Na 2,13; Ag 2,6). Przeciętny chrześcijanin niestety nie wie, co te frazy znaczą, choć słowo „Pan Zastępów” pojawia się także w Nowym Testamencie (w Rz 9,29 i Jk 5,4).

Słowo cabaot w j. hebrajskim jest to liczba mnoga od pojęcia oznaczającego wojsko, armię. Użycie tego słowa w liczbie mnogiej wskazuje na nieprzebrane tłumy lub wojska. W Starym Testamencie cabaot występuje zazwyczaj w stałym związku frazeologicznym z imieniem Boga. A więc Bóg (jak przystało na władcę) posiada swoje zastępy, swoje wojsko. Tak właśnie ukazani są w Biblii aniołowie. Są to wojownicy, żołnierze, tworzący Armię Boga (taki jest też tytuł filmu z Christopherem Walkenem o wojnie aniołów).

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych

Gdy Jezus została aresztowany powiedział do swojego ucznia, że Bóg Ojciec mógłby zesłać dwanaście anielskich legionów, gdyby tylko Syn Go o to poprosił, a przecież skądinąd wiemy, że wystarczył tylko jeden anioł, aby pobić 185 tyś. żołnierzy armii asyryjskiej, gdy ci oblegali Jerozolimę (2 Krl 19,35).

Apokalipsa wspomina o aniołach potężnych, otoczonych chmurami, z obliczem jak słońce, ze stopami jak słupy ogniste, wołających potężnym głosem, podobnym do ryku lwa. Niektórzy ludzie są przyzwyczajeni do wizerunków łagodnych aniołów z ckliwych oleodruków, ale mimo wszystko należy pamiętać, że duchy niebiańskie to z natury wojownicy i że, mówiąc o aniołach, mówimy o istotach, które Hebrajczycy wyobrażali sobie jako wojsko Boga. Aniołowie są Bożymi wojownikami, którzy służą w Jego armii. W tekście księgi Nehemiasza czytamy: “Ty, Panie jesteś jedyny. Ty uczyniłeś niebiosa, niebiosa niebios i całe ich wojsko; ziemię i wszystko, co na niej; morza i wszystko, co w nich. Ty ożywiasz to wszystko, a wojsko niebios oddaje Ci pokłon” (Ne 9,6).

Wódz Zastępów

Wojsko zawsze posiada pewną strukturę hierarchiczną. Także wojsko Boga posiada swojego dowódcę. Wiemy o tym z Księgi Jozuego: „Gdy Jozue przebywał blisko Jerycha, podniósł oczy i ujrzał przed sobą męża z mieczem dobytym w ręku. Jozue podszedł do niego i rzekł: «Czy jesteś po naszej stronie, czy też po stronie naszych wrogów?» A on odpowiedział: «Nie, gdyż jestem wodzem zastępów Pańskich (sar ceba JHWH ) i właśnie przybyłem». Wtedy Jozue upadł twarzą na ziemię, oddał mu pokłon i rzekł do niego: «Co rozkazuje mój pan swemu słudze?» Na to rzekł wódz zastępów Pańskich do Jozuego: «Zdejm obuwie z nóg twoich, albowiem miejsce, na którym stoisz, jest święte». I Jozue tak uczynił” (Joz 5, 13-15).

Jozue nie poznaje imienia tajemniczego wojownika, który jest dowódcą wojsk niebiańskich, ale my – w świetle informacji z pozostałych ksiąg biblijnych – możemy przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tym wodzem jest Archanioł Michał.

Michał to imię, które w języku hebrajskim oznacza dosłownie „Któż jak Bóg?” (mi ka El?). Pochodzenie imienia wiąże się z rozpowszechnioną wersją opowieści o buncie Lucyfera (najpotężniejszego z aniołów) i jego zwolenników.

Święty Alojzy Gonzaga pisał o Michale : „dla zasług wielkiego zapału w swej wierności Bogu został przez Niego naznaczony na księcia tych wszystkich aniołów, którzy są posyłani na ziemię. Św. Michał otrzymał tak zaszczytne imię (…), ponieważ jako możny Archanioł – podczas buntu pysznego Lucyfera (…) – nie mógł ścierpieć tak strasznej obrazy swego Pana i zapalony najgorętszą żarliwością, wykrzyknął «Któż jak Bóg? Któż jak Bóg?» (…). Chciał jakby orzec, że w całym niebie i wszechświecie nie ma nikogo, kto mógłby równać się z Bogiem” (A. Gonzaga, Świat aniołów, Kalwaria Zebrzydowska 2001, s. 19).

Zawołanie bitewne pod którym skupili się aniołowie wierni Bogu, miało stać się odtąd nowym imieniem anioła, który je wypowiedział, wzywając do walki z niebiańskimi rebeliantami. Jakie nosił imię wcześniej, nie jest nam wiadome, aczkolwiek niektórzy spekulują na ten temat przywołując różne anielskie imiona zwane z apokryfów (takie jak np. Sandalfon). Wszystko byłoby bardzo pięknie, tyle że takiej wersji buntu aniołów i historii wyniesienia Michała nie znajdziemy nigdzie w Biblii. Podstawą tego rodzaju refleksji jest oczywiście fundamentalny fragment z Apokalipsy św. Jana: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który zwie się diabeł i Szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9). Fragment ten kiedyś powszechnie odnoszono do prehistrycznego buntu aniołów u zarania dziejów świata, choć kontekst w sposób oczywisty wskazuje, że chodzi o pokonanie Szatana jako oskarżyciela, gdy po śmierci Jezusa na krzyżu utracił możliwość dalszego oskarżania ludzi i nie mógł już przebywać przed Bożym Trybunałem. Może jednak chodzi również o swoistą syntezę zmagań dobra i zła na przestrzeni wieków?

Co ciekawe w apokryficznym „Życiu Adama i Ewy” to Michał zwołuje aniołów i nakazuje im oddać pokłon człowiekowi, przeciwko czemu buntuje się Szatan, wszczynając rebelię, którą tłumi Michał z wiernymi aniołami (VitAdEv 14, 1-3). A zatem istniała także tradycja, według której Michał pełnił rolę zwierzchnika aniołów jeszcze przed buntem Szatana.

Święty Michał. Naczelny Dowódca Anielskich Sił Zbrojnych

“Trzej Archaniołowie” – Mistrz Pratovecchio ok. 1450 r.

“Książe” Izraela i Opiekun Kościoła

Pomijając te kwestie, z całą pewnością możemy powiedzieć, że jest on razem ze „swymi aniołami” zwycięzcą eschatologicznej walki z Szatanem. Z Listu Judy wiemy, że toczył spór z Diabłem o ciało Mojżesza (co może być symboliczną nazwą narodu wybranego) oraz, że jako Książe Izraela (opiekun narodu wybranego) udaremnił sprzeciw innych duchowych bytów, określonych jako książęta Persji i Jawanu, którzy nie chcieli, aby naród wybrany zakończył niewolę babilońską.

W Księdze Daniela Michał jest przedstawiony jako „jeden z pierwszych książąt” (ahad hassarim hariszonim – Dn 10, 13). Tytuł książę (sar) wskazuje na kogoś o wysokiej godności i władzy.

Michał jest opiekunem narodu wybranego, dlatego Gabriel mówi o nim „wasz książe” (sarkem – Dn 10,21). Tylko on może skutecznie pomóc w walce z księciem Persów, a więc przeciwstawić się, symbolizującej zło, potędze perskiej. Rola opiekuna i obrońcy jeszcze bardziej uwidacznia się w Dn 12, 1-3, gdzie został nazwany „wielkim księciem” (hassar haggadol) i „opiekunem synów twego narodu”. W wymyślonej przez Pseudo-Dionizego hierarchii jeden z anielskich chórów nosi miano książąt i odnosi się do opiekunów różnych narodów. Naród wybrany był szczególną własnością Boga, więc zaszczyt opieki nad nim przypadł właśnie Michałowi, najważniejszemu z aniołów.

Teraz nowym ludem Bożym jest Kościół, dlatego uważamy Michała za jego rzeczywistego opiekuna i obrońcę, bo choć „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18) nie jesteśmy wolni od ataków i zasadzek złego ducha. Wierzymy, że tej walce Archanioł towarzyszy Kościołowi, broniąc go i umacniając chrześcijan.

W „Potopie” (kiedyś była taka lektura szkolna) możemy przeczytać jak Pan Wołodyjowski objaśnia Kmicicowi: „Właściwie, to ja jestem Jerzy Michał, ale że święty Jerzy smoka tylko roztratował, a święty Michał całemu komunikowi niebieskiemu przewodzi i tyle już nad piekielnymi chorągwiami odniósł wiktoryj, przeto jego wolę mieć za patrona” (Henryk Sienkiewicz, Potop – T. I, rozdz. IX).

Trudno się dziwić Leonowi XIII, że po wizji demonów, które gromadziły się nad Wiecznym Miastem, aby je osaczyć i przeczuwając straszliwe ataki, jakich doświadczy Kościół w nadchodzącym XX wieku ze strony złych mocy, napisał specjalną inwokację do św. Michała, którą polecił rozesłać do wszystkich ordynariuszy świata, aby kapłani odmawiali ją wraz z wiernymi po każdej tzw. Mszy cichej (i tak też czyniono aż do reformy liturgicznej, którą przyniósł II Sobór Watykański):

Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwościom Złego Ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy. A Ty, wodzu niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >