video-jav.net

Służba na szczeblach kariery

Czy szef, przełożony, menedżer w firmie może nie tyle rządzić, co służyć i czy wezwanie papieża Franciszka z ŚDM do „bycia „bohaterami służby” może być drogowskazem także dla zawodowego życia? Usłyszawszy to pytanie w pierwszym momencie zareagowałem jak pies Pawłowa.

Konrad Ciesiołkiewicz
Konrad
Ciesiołkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przecież papież mówił do nas o naszym zaangażowaniu w Kościele w świecie, aktywności w społeczeństwie, a nie w biurze – pomyślałem sobie. Po chwili zrozumiałem i i poczułem wstyd, o którym za moment. Tak, jak Ewangelia nie dotyczy tylko tak zwanego „czasu wolnego”, tak i słowa następcy św. Piotra dotykają całego naszego życia. Każdej sytuacji i każdego kontekstu. Myślę, że w sposób szczególny dotyczą osób pracujących zawodowo, a wybitnie tych, którzy przewodzą innym w pracy, będąc ich przełożonymi:kierownikami, dyrektorami i prezesami. Przecież w pracy spędzamy sporą część swojego życia.

Od kilkunastu lat pracuję zawodowo z różnymi zespołami jako przełożony i niewielu znam „szefów” (i nie tylko szefów), którzy angażują się w swoją pracę tylko 8 godzin dziennie. Zazwyczaj jest to więcej, znacznie więcej. A skoro tak jest i skoro Bóg postawił nas w takim miejscu, to warto przyznać przed sobą, że wzywa nas też do uświęcenia tego czasu. Myślę, że zaraz po rodzinie to druga kluczowa przestrzeń uświęcenia i ewangelizacji.

 

write-593333_1920

 

Co powiedział Franciszek?

Papież Franciszek na Jasnej Górze mówił, że Bóg przychodzi w małości i pokorze, bez imponujących manifestacji i triumfalizmu. „Pragnienie władzy, wielkości i sławy, pragnienie to jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie […]” – przestrzegał. Zaznaczył jednak przy tym, że „Pan nie utrzymuje dystansów, ale jest bliski i konkretny, jest między nami i troszczy się o nas, nie decydując o nas i nie zajmując się kwestiami władzy”. Ludziom Kościoła, a więc nam, przypomina, że jesteśmy powołani, by słuchać, angażować się i stawać się bliskimi, dzieląc radości i trudy ludzi, by „Ewangelia była postrzegana bardziej spójnie i przynosiła większe owoce: przez pozytywne promieniowanie, poprzez przejrzystość życia”. Za przykład stawia nam Maryję, matkę Jezusa, mistrzynię rozważania w sercu, cierpliwości, łączenia ludzi, pokory i słuchania. Ona uczy nas „unikania arbitralnych decyzji i szemrań w naszych wspólnotach”. Nie jest władczynią i głównym bohaterem, ale Matką i służebnicą.

Na zakończenie Drogi Krzyżowej na krakowskich Błoniach kolejny raz Franciszek skonfrontował nas z ewangeliczną listą uczynków miłosierdzia. „W obliczu zła, cierpienia, grzechu, jedyną możliwą odpowiedzią dla ucznia Jezusa jest dar z siebie, a nawet dar własnego życia, na wzór Chrystusa – to jest postawa służby. […] Pan ponownie zaprasza was, byście stawali się aktywnymi bohaterami służby, pragnie uczynić was konkretną odpowiedzią na potrzeby i cierpienia ludzkości; chce abyście byli znakiem Jego miłosiernej miłości dla naszych czasów! Aby wypełnić te misję, wskazuje On wam drogę osobistego zaangażowania i poświęcenia samych siebie: jest to Droga Krzyżowa […] Droga Krzyżowa nie jest sadomasochizmem – jest jedyną, która zwycięża grzech, zło i śmierć […].”

 

laptop-1280536_1920

 

Jak jest?

Już wspomniałem. Pierwszy odruch na te słowa – zbyt wielkie przesłanie, by sprowadzać je do szarości pracy zawodowej. Druga reakcja – wstyd. Wstyd wynikający z pierwszego odruchu, który jest oczywistym mechanizmem obronnym. Franciszek na każdym kroku powtarzał, że Ewangelia jest konkretem, że Bóg oczekuje konkretów, że intelektualizowanie wiary nie jest wiarą. Wstyd wynikał też z konfrontacji z własną praktyką. Jak mały i słaby się czuję, kiedy konfrontuję się z tak mocnym powołaniem do służenia i dawania świadectwa. Konkretnie tu gdzie jestem, w tej firmie, przy tym biurku, w tym budynku przy konkretnej ulicy w Warszawie, w tym, a nie innym open-space, z tymi ludźmi, w konkretnych okolicznościach i bardzo konkretnych trudnościach. Kiedy zamiast miłości czuję po prostu złość, zamiast kochać – najzwyczajniej nie lubię, unikam, uciekam od zaangażowania w relacje. Jak słabo wypadam, kiedy muszę podejmować decyzje personalne, znając wiele niełatwych okoliczności z życia ludzi, wyciągać konsekwencje, kiedy wypowiadam niesprawiedliwe komentarze, wykonuję polecenia, z którymi nie zawsze się zgadzam, jestem krytykowany – głośno i wprost – przez szefów, a w zaciszu pokojów – przez swoich współpracowników.

Jak mały jestem, kiedy wykazując się często (z ludźmi i dzięki ludziom) ponadprzeciętną sprawnością realizuję tak zwane cele biznesowe nie na 100, ale na 200 %, kiedy górę bierze chęć bycia chwalonym i podziwianym, a bożek sukcesu odbija się cierpieniem najbliższej rodziny i przyjaciół. Jak mały jestem, kiedy widzę, że mierniki efektywności, tak potrzebne do rozwoju człowieka i organizacji, zamieniają się w cele same w sobie, a mądre i oparte na badaniach teorie zamiast być podpowiedzią, stają się w rynkowej praktyce ideologiami.

Miejsce pracy to przecież także stolica plotki. W jednej ze swoich pierwszych nauk z Domu Św. Marty Franciszek mówił, że plotka jest łamaniem V Przykazania „Nie zabijaj”. Sam wiem, jak słowo może ranić, a przecież złe słowo przełożonego może zabić dosłownie, zabić zawodowo. Jakże często tak właśnie się dzieje, także w moim własnym życiu. Odnajduję się w pełni w cytacie cenionego przez Franciszka i innych papieży rabina, Abrahama Johsui Heschela: „Wymieniliśmy świętość na wygodę, wierność na sukces, miłość na władzę, mądrość na informację, tradycję na modę”.

Stąd właśnie poczucie wstydu. Jednak Franciszek w Roku Miłosierdzia podkreśla, że wstyd jest ważny. Jest łaską, bo wynika z pokory i może prowadzić do Boga. Może. Jeśli zaangażujemy się w konkret służenia, a nie wybierzemy drogę lizania swoich ran i bierności, prowadzącej do duchowego narcyzmu i czerpaniu chorej przyjemności z goryczy.

 

workplace-1245776_1920

 

Styl działania

W mojej skromnej i całkowicie subiektywnej ocenie, postawa służby jest możliwa, choć nie da się jej przecież zadekretować. Jest jednak bardziej procesem niż wydarzeniem. Ocena naszych starań nie należy do nas. Nie wyobrażam sobie odpowiedzi na pytanie “Czy służysz swoim ludziom, czy może nimi rządzisz?”, w inny sposób niż co najwyżej „Staram się”, „Wychodzi różnie”, „Często nie umiem”. W tym względzie warto po prostu słuchać ludzi. Najlepiej, kiedy wyjdziesz z pokoju.

Jako seminarzysta u Jezuitów, Jorge Bergoglio podlegał swoistej nauce, którą dzisiaj w języku korporacyjnym, nazwalibyśmy przyjmowaniem trudnej informacji zwrotnej. Polegała ona na tym, że seminarzysta stawał lub siadał na środku sali, a jego koledzy dalsi i bliżsi mówili o nim, co myślą. Głównie, co im się nie podoba. Dzisiejsza psychologia i standardy zarządzania mają inny charakter i dość krytycznie odniosłyby się pewnie do takiej praktyki, gdyby ją wyjąć z kontekstu. Niemniej Jorge Bergoglio doświadczył w tym, co słyszał, wiele prawdy o sobie. Prawdy, którą można utkać ze zlepków tego, co myślą i mówią o nas inni, co sami myślimy o sobie i głębokiego przekonania, że jesteśmy kochani przez Boga. Bezwarunkowo. Słuchanie innych pozwala nam nie odlecieć w samouwielbienie.

Także pierwszym kierunkiem jest bez wątpienia słuchanie. Aktywne słuchanie oznacza akceptację dla drugiej osoby, otwartość na to, co ma do powiedzenia, nieustanną chęć zrozumienia i współodczuwania. Słuchanie nie dotyczy tylko jednego zmysłu, ale wymaga zaangażowanej obserwacji, angażuje wszystkie nasze zmysły. Przecież słuchanie oznacza także czytanie dynamiki zachowań zespołu, tego, co jest mówione i dostrzeganie tego, co celowo nie jest mówione, gestów, kodów zachowań, ludzkich lęków i słabości. Żeby móc słuchać trzeba mieć czas. W świecie, który cierpi na chroniczny brak czasu, to trudne. Jednak to warunek konieczny postawy służebnej. Zaangażowanie w relacje i życie ludzi nie będzie możliwe dopóki będziemy w pełni skupieni na sobie i swojej karierze.

Kolejnym elementem jest nieocenianie człowieka, a wyłączne skupianie się na konkretnych zachowaniach i projektach, co do których można mieć nawet bardzo krytyczny stosunek i w uczciwości należy mu o tym mówić. Dzięki temu podejściu unikamy poniżania osoby. Co do zasady jest to jedna z zasad zarządzania ludźmi powszechna w dużych organizacjach. Jest ona kulturową konsekwencją ewangelicznej i bezwarunkowej miłości bliźniego. Tak samo jak poszanowanie dla różnorodności w odniesieniu do wieku, płci, doświadczeń, wyznania, przekonań politycznych, stanu zdrowia, etc. Mądrze zarządzana różnorodność daje ogromne owoce. Moim zdaniem to także może być przełożenie Ewangelii na język korporacji. Jako metoda – powszechnie przyjmowana. Z praktyką, która zawsze zależy od nas, bywa różnie.

 

people-woman-coffee-meeting

 

Kiedy myślę o postawie służby przełożonego, to przychodzą mi na myśl jeszcze dwa skojarzenia. Pierwsze to poradniki dwóch wybitnych amerykańskich doradców w zakresie przywództwa: Johna Maxwella i nieżyjącego już Stevena Coveya. Obaj wyraźnie odwołują się do swojej chrześcijańskiej formacji. Obaj nauczają, że bycie liderem oznacza przewodzenie innym. Każdy z nas, a szczególnie przełożeni wpływają na innych. Uświadomienie sobie związanej z tym odpowiedzialności jest kluczowe dla poczucia służby. Maxwell przedstawia świadomość rozwoju lidera w formie odwróconego trójkąta, oznaczającego, że im wyżej pniesz się w organizacji, im większe masz uprawnienia, więcej ludzi ci podlega, masz większą władzę formalną, im więcej praw, tym mniej ci wolno. Samoograniczanie jest miarą jakości służby człowieka.

To dla mnie kwintesencja dotycząca stylu służby w życiu zawodowym. Papież nie da nam gotowej instrukcji, bo każdy z nas jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Życie każdego z nas, a także jego zawodowe konteksty są zupełnie inne. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, do czego prowadzi tak potrzebna służba w miejscu pracy – do budowania wspólnoty. Tak – ludzie postawieni w jednej rzeczywistości, ze swoimi radościami i troskami, sympatiami i antypatiami są powołani do budowania wspólnoty. Społeczność, komórka, wydział, czy departament, to tylko powierzchowny podział w strukturze instytucji. Wezwanie do tworzenia wspólnoty ludzi, którzy przecież nie z przypadku pracują w jednym miejscu i czasie należy do każdego chrześcijanina, szczególnie do chrześcijańskich liderów. Na koniec, myślę sobie, że służba, o której rozmawiamy to proces nieustannego starania się. I własnie z tych starań będziemy rozliczani.


Konrad Ciesiołkiewicz – wraz z żoną, Brygidą Grysiak, jest ambasadorem ŚDM w Krakowie; zawodowo związany od lat z międzynarodową korporacją.

Konrad Ciesiołkiewicz

Konrad Ciesiołkiewicz

Wraz z żoną, Brygidą Grysiak, jest ambasadorem ŚDM w Krakowie; zawodowo zarządza obszarem społecznej odpowiedzialności biznesu w jednej z międzynarodowych korporacji w Polsce

Zobacz inne artykuły tego autora >
Konrad Ciesiołkiewicz
Konrad
Ciesiołkiewicz
zobacz artykuly tego autora >
ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Gdzie pojedzie papieski fotel?

Gdzie trafią rzeczy po Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie? Chodzi o te najbardziej wyjątkowe rzeczy: ołtarz „Światło Pojednania i Pokoju”, papieski fotel czy krzyż z Błoni. Postanowiliśmy to sprawdzić!

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fotel Papieski

Pamiątka po Światowych Dniach Młodzieży – fotel papieski – jest w kościele Matki Bożej Częstochowskiej przy ul. Wernera 57 na Kapturze w Radomiu. Chodzi o fotel  na którym siedział Papież Franciszek w Tauron Arenie. Jest dębowy. Znajdują się na nim słowa: „Błogosławieni Miłosierni” oraz logo ŚDM. Został zamówiony przez Rycerzy Kolumba. Takie fotele są dwa! Identyczny – jak poinformował Stację7 Radosław Mizera z Radia Plus Radom – trafi do Waszyngtonu, do Narodowego sanktuarium św. Jana Pawła II. Radomska świątynia jest obecnie w trakcie budowy. Jak powiedział Radosław Mizera „po zakończeniu prac fotel zostanie ustawiony w prezbiterium”.

 

Krzyż na Błoniach

Wokół krzyża, który był ustawiony na czas Światowych Dni Młodzieży na Błoniach było w ostatnim czasie głośno. Grupa krakowian chciała by został on tam na stałe. Miałby upamiętnić wizyty w tym miejscu trzech papieży. Jednak władze miasta do całej sprawy podchodzą sceptycznie. Krzyż został zdemontowany. Co będzie z nim dalej? Rozmowy trwają.

 

image-15025

 

Papieskie auto – Golf Sportsvan

Papież do dyspozycji podczas Światowych Dni Młodzieży miał cztery auta. Golf Sportsvan został wystawiony na aukcję charytatywną. Nadwozie w tym aucie jest nieco dłuższe oraz wyższe od standardowej wersji. Samochód jest bardzo przestronny. Papież jeździł nim w podstawowej wersji wyposażenia – Trendline. Aukcja w ramach projektu #Misericordes krakowskiej Caritas będzie trwała na stronie we4charity.com do końca miesiąca. Pieniądze zostaną przeznaczone na zakup specjalnych karetek, tzw. mobilnych klinik.

 

Tramwaj papieski

Każdy może przejechać się tramwajem którym podczas ŚDM jeździł po Krakowie papież Franciszek. Tak zwany „Krakowiak” jest dość dobrze widoczny – ma charakterystyczne biało-żółte barwy. Dodatkowo widać na nim logo ŚDM oraz hasło „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” w wielu językach.
Na jakiej trasie go spotkamy? Jak informuje Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Krakowie tramwaj można spotkać na linii nr 52, 50 oraz 4. A weekendy również na trasie składów nr 24.

 

Ołtarz „Światło Pojednania i Pokoju”

28655832625_10925ac227_k

fot. EpiskopatNews/flickr

 

Ołtarz przed którym modlił się papież Franciszek w czasie sobotniego czuwania do 21 sierpnia jest u księży pallotynów w Krakowie. Docelowo trafi do Kibeho w Rwandzie. Jak informuje Katolicka Agencja Informacyjna ma tam powstać Międzynarodowe Centrum Modlitwy o Pokój, w ramach prowadzonego przez Stowarzyszenie „Communita Regina della Pace” dzieła „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”. Teraz Najświętszy Sakrament wystawiony na tym ołtarzu można adorować codziennie od godz. 7.30 do 18.00 w parafii Matki Bożej Pocieszenia przy ul Bulwarowej w Krakowie.

 

Samochód przewożący symbole ŚDM

Jak informuje diecezja radomska „po 600 dniach i przejechaniu ponad 60 tysięcy kilometrów samochód, który przewoził symbole Światowych Dni Młodzieży trafił do Radomia”. – Samochód-kaplica został poświęcony przez bp Henryka Tomasika w grudniu 2014 roku i od tego czasu służył jako pojazd do transportu po polskich diecezjach ikony Salus Populi Romani oraz Krzyża Papieskiego – symboli Światowych Dni Młodzieży – mówi Otylia Brendel, koordynator sekcji medialnej ŚDM Radom. Obecnie samochód stoi przy duszpasterstwie w Radomiu. Fiata ducato, który służył jako samochód-kaplica przekazał anonimowy przedsiębiorca i jemu też samochód zostanie zwrócony. Właściciel również zapowiedział sprzedaż samochodu na aukcji.

 

13940080_1240556915955175_342814807_o

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >