Nasze projekty

Indie. ŚDM mówimy TAK

Barwny strój, żywe spojrzenie, śniada karnacja – nietrudno odgadnąć, że Sita pochodzi z Indii. Ale przede wszystkim - tak jak każdy z nas, ona również ma historię do opowiedzenia

Reklama

Mieliśmy okazję poznać Sitę osobiście dzięki spotkaniu w Sekretariacie Misyjnym Jeevodaya w Warszawie,  który wspiera Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych w Indiach.

Jako małe dziecko, Sita doświadczyła ciepła i miłości. To za sprawą pracowników ośrodka Jeevodaya, który przyjął małą Sitę i otoczył ją opieką godną najlepszego domu. Jeevodaya [wym. dżiwodaja], dzieło ks. Adama Wiśniewskiego i siostry Barbary Birczyńskiej to miejsce, gdzie opiekę i wykształcenie znajdują setki indyjskich dzieci. To tu znajdują azyl dzieci z rodzin dotkniętych trądem oraz osoby opuszczone.

Reklama
Reklama

Sita

Już od najmłodszych lat wyciągała pomocną dłoń do potrzebujących wsparcia – jak choćby młodszych koleżanek i kolegów z ośrodka. Przyjaźnie zawiązane wtedy, trwają do dziś. Zresztą, nie należy tu mówić o koleżankach. Raczej o siostrach. Jak to? Otóż mieszkańcy Indii bardzo rzadko zwracają się do siebie po imieniu. Zamiast tego, nazywają siebie nawzajem „wujkiem”, „ciocią”, „bratem”, „siostrą”, „mamą”… Każdy otrzymuje niejako miejsce w ich rodzinie.

Reklama
Reklama

swietowanie2

Scena

Reklama

Siedzimy przy stole w budynku Sekretariatu przy ul. Młodnickiej. Oprócz Sity, są z nami p. Anna Sułkowska, kierownik Sekretariatu i p. Małgorzata Smolak, wolontariusz w Jeevodaya. „Ana didi” – mówi Sita, wskazując ruchem głowy na p. Annę w trakcie swojej opowieści. „Gosa didi” – to z kolei p. Małgorzata. „Didi, czy mamy imbir?” – pada od Sity pytanie w czasie przygotowywania obiadu, skierowane d p. Małgorzaty. Didi oznacza „starsza siostra”.  „Situś” – druga strona nie pozostaje dłużna w afekcie w języku polskim.

Prowadzimy rozmowę po polsku. Nasza rozmówczyni sporadycznie zerka proszącym wzrokiem ku p. Annie lub Małgorzacie, by znaleźć trafne słowo lub upewnić się co do gramatyki. Po raz pierwszy Sita odwiedziła Polskę w 2007 roku. Przybyła tu wtedy, by studiować język angielski. To za sprawą „mami” – mamy, czyli dr Heleny Pyz, która od lat kieruje Jeevodaya w Indiach. Trzy lata później wróciła do Indii, gdzie kontynuowała studia i jednocześnie uczyła  w szkole w Jeevodaya języka angielskiego oraz matematyki.

Początkowo Sita czuła się w Polsce zagubiona. Po polsku umiała tylko liczyć i znała garść podstawowych słów. Była zdana na możliwość porozumienia się z Polakami po angielsku. „W ogóle nie chciałam jeść… tylko jadłam lody” – tak wyglądał początek pobytu Sity w Polsce. Była wówczas mroźna zima. „Tęskniłam za Indiami” – przyznaje. Jednak z czasem, Sita poczuła się lepiej. „Ludzie mi pomagali. Zaczęłam powoli poznawać język polski” – opowiada.

IMG_2935

W maju tego roku Sita znów przybyła do Polski. Towarzyszyła swojej młodszej przyjaciółce o imieniu Sneha jako opiekunka. Sneha trafiła do ośrodka Jeevodaya jako niemowlę, znaleziona na drodze. Potrzebowała pilnej pomocy – doznała urazu głowy, miała złamane kości czaszki i potężnego krwiaka w okolicy ciemieniowej. Jej rodziców nie znaleziono. W Jeevodaya otrzymała dom i opiekę, w tym medyczną. Jednak w miarę upływu lat, mimo przeprowadzonych wcześniej zabiegów stało się jasne, że będzie potrzebna kolejna operacja. W tym celu Sneha przybyła do Polski w towarzystwie Sity.

Sita towarzyszyła dziesięcioletniej Snesi w szpitalu. „Nie spałam całą noc. Martwiłam się, czy wszystko będzie dobrze ze Snehą” – opowiada Sita o czasie po operacji. Ku radości Sity, operacja była udana i Snesia miała się dobrze. Niedawno Sneha wróciła do Jeevodaya.

Z kolei Sita pozostała w Polsce, dzięki czemu możliwe było między innymi to spotkanie, o którym opowiadamy. Byłoby zwyczajnie niepraktyczne, aby Sita wracała teraz do Indii, bo już za dwa tygodnie rozpoczynają się Dni w Diecezjach. Światowe Dni Młodzieży, Dni w Diecezjach – przez większość swojego życia Sita nie miała pojęcia, co to za inicjatywy. Podobnie większość młodzieży w Indiach czy też w Jeevodaya. Jednak za sprawą projektu „Dni Młodych bez granic” Sita i jej przyjaciele nie tylko wiedzą już dobrze, czym są Światowe Dni Młodzieży, ale będą w nich uczestniczyć – grupa liczy 21 osób.

Stało się to możliwe dzięki zaangażowaniu osób związanych z Jeevodaya, przede wszystkim dzięki pracy Sekretariatu Jeevodaya w Warszawie, prowadzonym przez nich zbiórkom oraz dzięki darczyńcom. Wychowankowie  ośrodka haftowali m. in. barwne chusty „I love Jeevodaya”, które następnie były rozprowadzane jako cegiełki w Polsce.

Gdy zorganizowano spotkanie, na którym młodzież z Jeevodaya dowiedziała się o Dniach Młodzieży, rozpoczęły się przygotowania. „To będzie Wasze dzieło, to Wy kierujecie przygotowaniami” – mówiła p. Małgorzata do swojego syna chrzestnego z Jeevodaya. „Mami, ale ja nie mam pojęcia, co mamy robić w ramach tych przygotowań…” – wyznał Abishek. „Zastanów się. Czy wszystko jest dla Ciebie jasne, czy może masz jakieś pytania. Coś, na co chciałbyś poznać odpowiedź?” – nie ustawała. Bez wahania przyznał, że owszem, ma.

swietowanie3

Przygotowania do ŚDM w Jeevodaya

Są zbudowane wokół pytań i tematów, które nurtują młodych. Spotkania odbywają się co dwa tygodnie i są intensywną, duchową pracą we wspólnocie. W szkole młodzi ludzie, którzy przygotowują się do wyjazdu o Światowych Dniach Młodzieży czy Kościele katolickim niczego nie usłyszą – lekcje katechezy są niedozwolone przez indyjskie prawo. Dlatego edukacyjne działania odbywają się poza szkołą – w kościele, w salach, domach, na zewnątrz…

Zakupiono angielskie „YouCat”-y. Do tego Katechizm Kościoła Katolickiego w języku hindi. Pismo Święte jest stale obecne na spotkaniach. Jak konkretnie  wyglądają przygotowania do Światowych Dni Młodzieży w Jeevodaya? Na razie powiemy tylko, że robią wrażenie i całkowicie zmieniły perspektywę młodych katolików (lecz nie tylko) z Jeevodaya.

Kto nas odwiedzi?

Jayantri – dziewczyna, która trafiła do Ośrodka w wieku 4 lat, zupełnie wygłodzona, o wadze noworodka. Ochrzczona świadomie już w wieku dorosłym. Kto jeszcze? Yanina. Skąd takie imię? Powiemy kolejnym razem. Przyjazd do Polski pozwoli jej spełnić marzenie odwiedzenia pewnego miejsca, które jest dla niej niezwykle ważne. Małżeństwo Franciszka i Klary (imiona przyjęte przez młodych chrześcijan na  chrzcie, który odbył się przed ślubem). Te historie opowiemy przy następnej okazji.

„O każdej osobie moglibyśmy opowiadać” – mówi Anna Sułkowska. Nie pozostawia wątpliwości, że za śniadymi twarzami przybyszy z Indii, którzy wkrótce nas odwiedzą, kryje się bogactwo ludzkich doświadczeń i niezwykłych historii.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę