Prosta historia

Poznać dziecko, to jak odkryć tajemnicę. Niby nic bardziej fascynującego niż odkrywanie tajemnic, a z jakiegoś powodu dorośli tych akurat wydają się wcale nie ciekawi. Idą na łatwiznę, powtarzając banał, że nikt nie zna ich dziecka lepiej. Nawet nie zauważają, kiedy przestają z nim rozmawiać, bo wiedzą lepiej czego ich dziecko chce, co myśli i co czuje.

Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

– Każde dziecko jest tajemnicą. Nauczyłam się tego w AKADEMII, kiedy spotkałam Kasię, moją pierwszą uczennicę – opowiada Renia, studentka pedagogiki, wolontariuszka AKADEMII PRZYSZŁOŚCI. Do AKADEMII trafiła przypadkiem. Wcześniej zajmowała się głównie sobą: studia, praca w sklepie odzieżowym. Któregoś dnia spotkała koleżankę, która właśnie wracała ze spotkania ze „swoim dzieckiem”. Całą drogę opowiadała o swojej Martynce, o tym czego się dziś uczyły i o sukcesie wpisanym do indeksu. Renia patrzyła na koleżankę z podziwem. – Pamiętam jej twarz, była taka radosna. Poczułam, że robi coś wyjątkowego, pozazdrościłam jej. Chyba to dostrzegła, bo powiedziała: zobacz, jak masz w życiu dobrze. Kochający rodzice, chłopak, studia. Podziel się tym z kimś. Możesz zrobić coś dla innych. Nie odpowiedziałam. Ale długo to za mną chodziło. Wieczorem podjęłam decyzję. Pomyślałam, że zmarnowałam tyle czasu, szukając szczęścia, a nie zauważyłam, ile szczęścia sama mogę komuś dać. Zgłosiłam się, przeszłam rekrutację, szkolenie i zostałam wolontariuszką Kasi – wspomina Renia.

Jej pierwsze spotkanie z uczennicą nie było łatwe. Wiedziała od swojego lidera, że Kasia jest nieśmiała, na pytania odpowiada „tak” lub „nie”. Nie patrzy w oczy. Ma dysleksję i trudno jej się uczyć. Choć pedagog szkolna mówi, że jest zdolną dziewczynką, tylko nie wierzy w siebie. I rzeczywiście, na początku Kasia robiła wszystko, o co poprosiła ją Renia, każde zadanie z polskiego czy twórczą zabawę. Ale Renia czuła, że Kasia trzyma ją na dystans. Cała wiedza pedagogiczna i teorie wychowania wzięły w łeb. Trzeba było po prostu przestać wkładać Kasię w jakiś schemat. Popatrzeć na nią jak na osobę, która ma swoje zdanie, swoje potrzeby, swoje marzenia – ale opowie o nich tylko temu, komu zaufa. I kto będzie chciał słuchać. Przez kilka spotkań Renia słuchała. Najpierw milczenia. Potem krótkich odpowiedzi. – Pamiętam, że szukałam w sobie, co robię źle. Uspokoił mnie ekspert – psycholog pracująca w AKADEMII. Uświadomiłam sobie raz jeszcze to, co usłyszałam na szkoleniu: że nie da się budować z kimś relacji na siłę, na swoich warunkach. Potrzeba czasu. Jeśli drugi człowiek zobaczy w nas gotowość do słuchania, w końcu zacznie do nas mówić. – I tak się stało – opowiada Renia.

Prosta historia

Tuż przed świętami, to było ich czwarte spotkanie. Renia zaproponowała, by zrobiły razem kartkę świąteczną. Już wcześniej odkryła, że Kasia lubi rysować. Kartka była piękna. Kolorowa. Z szopką i Gwiazdą Betlejemską. Renia patrzyła z zachwytem. Wtedy Kasia wstała i powiedziała: – To dla pani. Pani jest wyjątkowa. Wesołych Świąt. Renia była w szoku. Odruchowo zaprzeczyła, że jest wyjątkowa. – Pani jest wyjątkowa, bo tylko pani chce mnie słuchać. Renia nie wiedziała co powiedzieć. Kiedy zdziwienie minęło poczuła, że to jest ten moment – moment, w którym Kasia pokazała, że jej ufa. Moment, w którym otworzyła się przed nią, w którym podzieliła się, co sprawia jej przykrość. „Tylko Pani chce mnie słuchać” – te słowa dźwięczały jej w uszach. Zapytała Kasię, dlaczego tak myśli? Po chwili milczenia Kasia zaczęła mówić. Okazało się, że mama nigdy nie pytała jej o zdanie. Kiedy kupowały kurtkę na zimę – to mama decydowała, w której jej córka najładniej wygląda. To mama zapisała ją do Domu Kultury na darmowe lekcje gry na pianinie, mimo że Kasia grać nie chciała. Podobnie było z dofinansowanymi półkoloniami – nie zapytała o zdanie. Dziewczynka opowiadała o tym z rezygnacją. – Chciałabym, żeby kiedyś zapytała, czego ja chcę.

Kilka miesięcy później Kasia rozpłakała się na zajęciach. – Mama powiedziała, że pójdę do ósemki, bo ta szkoła jest najbliżej domu. A ja nie chcę! Wszystkie moje koleżanki idą do gimnazjum w centrum. Nie chcę być sama w nowej szkole. Reni trudno było tego słuchać. Długo rozmawiały o tym, jakie mogą być powody decyzji mamy i co Kasia może zrobić. Dziewczynka nie chciała rozmawiać z mamą. Twierdziła, że mama nie potraktuje jej poważnie. W końcu Renia wyjęła kartkę: – Napisz do mamy list. Napisz to, co chciałabyś jej powiedzieć. Z początku Kasia patrzyła na kartkę bez przekonania, ale po chwili zaczęła pisać. Renia nie mogła doczekać się kolejnych zajęć. Chciała usłyszeć, co się wydarzyło, kiedy mama przeczytała list. Kasia weszła do klasy z neutralną miną, ale po chwili uśmiechnęła się. – Pójdę do ósemki. Mama nie zmieniła zdania. Ale powiedziała, że mnie przeprasza. I że nie powinna była decydować za mnie. Że chciała dobrze. Dziękuję Pani za wszystko… Te słowa Renia zapamiętała na całe życie. Wydawało jej się, że nic wielkiego nie zrobiła. Myliła się. Dzieci potrzebują, by ich słuchać, by pytać o zdanie, szanować poglądy i emocje. Rodzice czasem boją się tego, że dziecko zacznie nimi „rządzić”. Ale przecież wysłuchać dziecka czy zapytać o zdanie nie oznacza pozwolić mu decydować o wszystkim. Nawet trudne dla dziecka decyzje są łatwiejsze do przyjęcia, kiedy się o nich rozmawia. Żeby coś zaakceptować – trzeba to zrozumieć. Żeby poznać dziecko – trzeba zechcieć je usłyszeć.

Anna Wilczyńska

Anna Wilczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Nie chcę Bożego Narodzenia

"Myśl o rodzinnej wigilii tego roku wzbudzi we mnie poczucie winy. Udam, że cieszy mnie prezent, interesuje rozmowa przy stole i że zupa jest wyjątkowo smaczna. Tylko gdzie jest osoba, która zawsze ją dla nas przygotowywała?"

Joanna
Maleńka
zobacz artykuly tego autora >

Być może i ty usłyszysz takie słowa. I jeszcze takie: "Nie wiem, po co żyję. Będę się starał przyjąć prawdę, że Bóg jest miłością, chociaż nie jestem pewien, czy On jest dla mnie kimkolwiek. Będę próbował, bo mówią, że to jest prawda i powinienem w nią uwierzyć. Ale moja jest inna: Jego miłość mnie rozczarowała. Dał czego nie chciałem, a odebrał, czego pragnąłem najbardziej. I zostawił samego. Kiedy pytam dlaczego?, słyszę: Bóg tak chciał. Ale to dla mnie żadna odpowiedź."

Kiedy podobne pytania zadaje ktoś teoretycznie, jakoś łatwiej odesłać go do książek albo do "kogoś mądrzejszego". Kiedy jednak takimi myślami dzieli się  przyjaciel, który stracił kogoś bliskiego – mamę, żonę, babcię, przyjaciółkę – ktoś, kogo dobrze znamy, i kogo kochamy – inaczej brzmią, innej odpowiedzi się domagają. Ktoś taki pyta: jak sobie poradzić z takim myśleniem?

A my przeszukujemy wiedzę, własne doświadczenie, prześwietlamy podstawy swojej wiary w poszukiwaniu odpowiedzi. Tak bardzo pragniemy, aby w życiu tej osoby znów była może nawet nie radość od razu, ale przynajmniej nadzieja. Przeszywa serce, kiedy przyjaciel zwierza się i tak:  "Tak, oto Pan Bóg przyjdzie, ale niestety tego roku nie do mnie. I nie dlatego, że nie ma dla Niego miejsca w moim domu lub nawet sercu, ale dlatego, że kogoś w nim tak bardzo zabraknie i miejsca będzie boleśnie za dużo. Dlatego nie chcę Bożego Narodzenia. Nie takiego. Bo spojrzę na żłóbek i poczuję ból z powodu śmierci, w chwili, gdy powszechnie świętuje się zwycięstwo życia. Myśl o rodzinnej wigilii wzbudzi we mnie poczucie winy”.

Nie chcę Bożego Narodzenia

Hm… i co powiedzieć komuś, kto dzieli się tym, bo nie chce udawania, już jest nim zmęczony. Co powiedzieć? Może nie warto pytać, jeśli już uznałeś, że te pytania nic dla Boga nie znaczą, a odpowiedzi, jakie dostajesz w Kościele, nie są żadnymi odpowiedziami, bo zbyt dalekie, nie przynoszą ulgi. Może faktycznie takiego Boga lepiej o nic nie pytać. Lepiej nie, bo taki Pan Bóg nie istnieje. Ani w Kościele ani nigdzie indziej. Nic więc dziwnego, że nie odpowiada. W Kościele istnieje taki Pan Bóg, który przyszedł jako dziecko. Wybrał najdziwniejszy sposób komunikowania się z człowiekiem, oddał mu się całkowicie, narażając na cierpienie, odrzucenie, zwykłe życie – ale zrobił to, pragnąc być bliżej nas. Pragnąc dać się poznać. A przecież tylko komuś kogo znamy, jesteśmy w stanie zaufać.

Zaufanie jest trudne, ale jest jedyną sensowną odpowiedzią na takie pytania. To zaufanie, że każda odpowiedź zostanie mi udzielona, bo ten który jej udziela mnie kocha. Skąd o tym mogę wiedzieć? Nie z katechizmu, ale poznając go osobiście – przez medytację, modlitwę, danie mu swojego czasu. Ktoś powiedział, że żywa wiara rodzi się wtedy, kiedy mamy wrażliwość na cierpienie i kiedy zauważamy piękno. Wystarczy, aby zapragnąć. Święty Hieronim pisał, że bez znajomości Ewangelii nie sposób znać Chrystusa. Będziemy szukać Go po omacku, nie czytając Słowa Bożego, a tylko błądząc przez swoje emocje, przeżycia i wątpliwości. A one  mogą przestać być ciężarem a stać się tym, czym są – skarbem – kiedy będziesz się starał przeżyć je inaczej. Oczy pełne łez niewiele widzą, cierpienie koncentruje nas na samych sobie – największy wysiłek warto uczynić, by odwrócić wzrok od siebie, aby zobaczyć tego, który JEST i który nie kłamał mówiąc: "Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, a miłość moja nie odstąpi od ciebie" (Iz 54, 10). Uwierzyć nawet nie tyle w Niego, co Jego słowom. Zaufać działaniu tego, który tak kocha jak to zapowiedział.

W Chrystusie jest każda odpowiedź, Chyba najdobitniej ten paradoks ujął św. Jan od Krzyża: „Przez to jedno Słowo powiedział nam wszystko naraz. I nie ma już nic więcej do powiedzenia (…) To bowiem, o czym częściowo mówił dawniej przez proroków, wypowiedział już całkowicie, dając nam Wszystko, to jest Syna. (…) Zatem jeśliby ktoś pytał Boga albo pragnął od Niego jakiś widzeń czy objawień, postąpiłby nie tylko błędnie, lecz również obraziłby Boga, nie mając oczu utkwionych w Chrystusa, całkowicie, bez pragnienia jakichś innych nowości”.

Większą tragedią od tego, że kogoś spotyka śmierć, z którą nie można się pogodzić, jest to, że zbyt łatwo można zgodzić się na smutek, pustkę i samotność. Obrazić na Boga i zamknąć na Niego, uznając, że milczy, że jest nieżyciowy, i że nie jest Wszechmogący. Można tak o Nim myśleć, jeśli się Go w ogóle nie zna.

W życiu jest tak, że nie zwierzamy się byle komu. Nie oczekujemy pomocy od przypadkowej osoby – zwracamy się najczęściej do tych, których znamy i którym ufamy. Może więc warto zastosować te same kryteria wobec Boga, i zanim ogłosimy Jego bezsilność i milczenie – najpierw Go poznać, usłyszeć, przyjrzeć jaki jest. Nie jest dobrze rozmawiać o takich rzeczach z nieznajomym.

Joanna Maleńka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Joanna
Maleńka
zobacz artykuly tego autora >