ROZMOWY

S. Jolanta Olech: Jesteśmy jak współczesne kobiety pracujące

- Każda z nas jest kobietą, która chce spełniać swoje marzenia oraz żyć w miłości z Bogiem – opowiada matka Jolanta Olech, urszulanka, sekretarka generalna Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce. I dodaje: „jesteśmy jak współczesne kobiety pracujące, tylko kierujące się innym powołaniem”.

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Czy da się powiedzieć ile jest zakonów żeńskich w Polsce?

Matka Jolanta Olech: Jedynie z pewnym przybliżeniem. W Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce (to instytucja, która skupia wszystkie czynne zakony w naszym kraju) jest zarejestrowanych 105 zgromadzeń. Wiemy jednak, że w wielu diecezjach są małe wspólnoty sióstr, które przyszły do nas z bliższej lub dalszej zagranicy, np. z Meksyku czy Japonii. To małe wspólnoty, ale nie są w konferencji. Tych niezrzeszonych jest około 40. Można z pewnym przybliżeniem powiedzieć, że jest 140 – 150 różnych charyzmatów zakonnych reprezentowanych w Polsce.

 

Te charyzmaty są bardzo różne i różnie siostry rozwijają swoje talenty. Są też bardzo zaangażowane w dzieło ewangelizacyjne…

Tak, tego jest naprawdę dużo. Od około 150 lat Kościół dopuścił, że również kobiety zrzeszające się we wspólnotach zakonnych mogą prowadzić i włączać się w duszpasterstwo, pracę społeczną, ochronę zdrowia czy pracę wychowawczą. I tak w Polsce jest nas o wiele mniej zaangażowanych w te dzieła niż sióstr we Włoszech czy Francji. Jednak trzeba podkreślić, że różnych dzieł prowadzonych przez siostry i skierowanych na pomoc duchową czy materialną naszym współczesnym jest naprawdę dużo.

 

Różnych inicjatyw jest bardzo dużo. Często się śmiejemy, że robimy więcej niż jest to możliwe. To duża przestrzeń działania sióstr.

Na przykład?

Siostry prowadzą ponad 500 instytucji edukacyjnych – żłobków, przedszkoli, szkół wszystkich stopni. Pracują w 106 innych ośrodkach prowadzonych przez diecezję, organizacje czy prywatne instytucje. Swoją pracą obejmują ponad 60 tysięcy dzieci i młodzieży. Pracują na 22 uczelniach wyższych. Prowadzą internaty, akademiki, bursy. Prowadzą różne formy pracy opiekuńczo – wychowawczej: domy dziecka, ośrodki wychowawcze czy ośrodki socjoterapii. Takich placówek jest około 510, a świetlic środowiskowych ponad 170. Tą wyliczankę można długo kontynuować… Naprawdę tych różnych inicjatyw jest bardzo dużo. Często się śmiejemy, że robimy więcej niż jest to możliwe. To duża przestrzeń działania sióstr.

 

A czy są takie dzieła, o których mało słyszymy i możemy być zaskoczeni, że siostry tam pracują? Przeczytałam, że siostry zakonne pracują nawet w więziennictwie…

Tak! I jest tam nas coraz więcej. Jest na przykład praca o której się w ogóle nie mówi – próba pomocy kobietom, które zarabiają na życie na ulicy. Mamy taki zespół sióstr, który się nazywa Bakhita. To cała sieć Bakhita do Spraw Przeciwdziałania i Pomocy Ofiarom Współczesnych Form Niewolnictwa. Siostry te zachęcają nie tylko do modlitwy w intencji osób w ten sposób zepchniętych na margines życia. Starają się one również włączać w różne inicjatywy związane z przeciwstawianiem się handlowi i marginalizacji ludzi. Trzeba pamiętać, że mowa tu nie tylko o prostytutkach kobietach czy młodych chłopcach. To również niewolnictwo ukryte, którego jest ogrom. Współpracujemy z siecią międzynarodową założoną przez siostrę z Włoch. To bardzo trudna praca.

 

Jaka jest współczesna siostra zakonna?

To normalna kobieta, która chce dobrze żyć, realizować swoje marzenia i przede wszystkim pomagać innym. Chce coś sensownego ze swoim życiem zrobić – w tym zawarty jest cały wysiłek o charakterze duchowym. Bez osobistego związku z Chrystusem i pragnienia, by to On był tym, który inspiruje, pomaga, kieruje i chroni, a czasem i przytula – takie życie nie byłoby możliwe. To jednak inny charakter życia i pracy niż zwykłej kobiety. Choć wiele nas łączy.

 

Klasztory dzisiaj są te same co dawniej, ale nie takie same. Zmieniają się jeśli chodzi o relacje, o wybór pracy i metody działań.

Czy zakony zmieniają się na przestrzeni lat?

Tak. Jesteśmy wszyscy dziećmi naszych czasów. Urodzonymi w określonych środowiskach, charakterystyczną mentalnością i z tym przychodzimy do klasztoru. Dlatego też klasztory dzisiaj są te same co dawniej, ale nie takie same. Zmieniają się jeśli chodzi o relacje, o wybór pracy i metody działań. Ale troszczymy się o to, by zachować to, co jest fundamentalne i najważniejsze – relacje z Panem Bogiem i miejsce dla Pana Boga w naszym życiu. Reszta jest drugoplanowa – musimy się w jakiś sposób dostosowywać do potrzeb, mentalności i wyzwań jakie stawia nam współczesny świat.

 

Zakony mają problemy z powołaniami. Ale Pan Bóg ma swoje metody. Może On chce nas zmusić, byśmy pomyślały, czy to gdzie jesteśmy i jak działamy jest wystarczające. Może taka jest pedagogika Pana Boga.

Także jeśli chodzi o powołania?

Dzisiaj pod wpływem myśli teologicznej Kościoła – staramy się to robić w pracy z młodzieżą. Nie opowiadamy jakie jesteśmy wspaniałe i nie namawiamy „wstąpcie do naszego zakonu”. Ale każdemu młodemu człowiekowi mówimy: zastanów się do czego powołał Ciebie Pan Bóg i gdzie mogłabyś/mógłbyś to powołanie najlepiej przeżyć… bo przecież każdy z nas chce przeżyć swoje życie najlepiej jak to możliwe.

W ostatnich czasach, nie ukrywamy tego, zakony mają problemy z powołaniami. I niech mnie pani nie pyta: dlaczego? Bo to wie tylko Bóg. Czy to demografia? Świat współczesny? Mentalność? A może w nas jest coś takiego, co nie przebija się do świadomości młodych? Na razie patrzymy z niepokojem na to, co przeżywamy. Ale Pan Bóg ma swoje metody. Może On chce nas zmusić, byśmy pomyślały, czy to gdzie jesteśmy i jak działamy jest wystarczające. Bo być może On chciałby nas w innym miejscu…. Tak sobie myślę o naszych założycielach – szli tam, gdzie nikogo nie było. Ani państwo się nimi nie interesowało, ani nie było wkoło dobrych ludzi. A jednak pojawiały się powołania i powstawały klasztory. Może teraz też są takie miejsca, ale nie dojrzeliśmy jeszcze do tego, aby je dostrzec. Może taka jest pedagogika Pana Boga… Możemy tylko „gdybać”.

 

To na koniec siostrę zapytam – dlaczego warto wstąpić do zakonu? Tak z perspektywy siostry życia…

Ja wstąpiłam do zakonu – jak na tamte czasy – dosyć późno, miałam 27 lat. Myślę, że to dobre pytanie, tylko nie wiem czy jest na nie właściwa odpowiedź. Warto odkryć to, do czego nas Bóg powołuje. Ja akurat wtedy wiedziałam, chociaż broniłam się rękami i nogami, a moje środowisko nie wierzyło w to, że wytrwam w zakonie – że to jest moje miejsce. Nie łatwe, nie tylko złożone z samych wzniesień i radości, ale to było moje miejsce. Dziś u schyłku życia jak pytam siebie czy to było to – odpowiadam zawsze: tak! To kwestia powołania i popatrzenia na własne życie jako na powołanie. Dla jednych to życie rodzinne, dla innych to życie samotne w określonym kanonie wartości, a dla jeszcze innych – życie w zakonie. Świadectwem tego, że życie zakonne nie umiera jest to, że mimo iż tradycyjne zakony mają swoje problemy z powołaniami – to jednocześnie rodzą się nowe. Nowe formy, charyzmaty i nowi ludzie, którzy odnawiają życie zakonne i podchodzą do swojego powołania z ogromnym entuzjazmem. I to jest bardzo budujące!

 

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ – z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Przez ponad 10 lat w Radiu Plus w Gdańsku. Obecnie w Radiu Gdańsk. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Siostry od dzieci ulicy

Dziewczynka z opuchlizną głodową, której groził los dziecka ulicy - takie spotkanie natchnęło polskie siostry misjonarki w Kamerunie do budowy Centrum Dziecka w tym kraju. O budowie domu i tamtejszej codzienności rozmawiamy z s. Kolbeną Frąckiewicz, pasjonistką, misjonarką.

Polub nas na Facebooku!

Jak wygląda codzienność dzieci w Kamerunie?

S. Kolbena Frąckiewicz: Zależy czy jest to wioska czy miasto. W wiosce dzieci rano szukają wody, muszą przynieść wodę do domu, znaleźć drzewo na opał. Dzieci, które nie chodzą do szkoły, idą z mamą do pola, gdzie razem pracują. Te, które mają taką możliwość idą do szkoły i wracają z niej około godziny 17.00, a o 18.00 godzinie, gdy już jest ciemno, znów idą po wodę, jedzą wspólny posiłek. W wiosce, gdzie nie ma światła, często wspólnie bawią się na zewnątrz przy ognisku. W mieście są rodziny, które mają wszystko i mogą dać dzieciom wszystko co potrzeba – wykształcenie, rozrywkę. Ale są rodziny, gdzie dzieci bardzo cierpią, nie mogą się dobrze odżywiać, nie chodzą do szkoły, mają pragnienie zjedzenia cukierka, chleba. Cukierki są sprzedawane pojedynczo, kostka cukru pojedynczo, żywność można powiedzieć na sztuki, małe ilości, a mama przygotowuje cokolwiek, aby dziecko mogło coś włożyć do ust.

 

Jak zetknęłyście się z ich problemami?

We wrześniu 2012 roku zamieszkałyśmy w Yaounde, aby w Messasi pracować w szkołach. Zaczęłyśmy szukać stałego miejsca pod nową placówkę. Pan miał jednak inny plan. Znalazłyśmy nowe miejsce w dzielnicy położonej niedaleko od centrum miasta, ale bardzo się od niego różniącej. Gdy szukałyśmy tego terenu prosiłyśmy o znaki – czego Pan od nas chce. I wtedy przyprowadzono nam dziewczynkę, która miała opuchliznę głodową. Szukałyśmy dla niej miejsca pomocy i okazało się, że takiego nie ma. W tym samym czasie miało miejsce także inne zdarzenie, kiedy to chłopcy z ulicy wtargnęli do mojego samochodu i grożąc mi zabrali rzeczy. To był znak, że trzeba się zająć dziećmi, aby nie stały się dziećmi ulicy. By miały szkołę, okazję do znalezienia pracy. I stąd wzięła się myśl aby zbudować Centrum Dziecka.

 

Chcemy, aby była możliwość zbudowania szpitala z myślą o dzieciach, aby pomóc także matkom oczekującym na dzieci z różnymi trudnościami, chorobami.

Czym ono będzie się zajmować i jak będzie wyglądać?

Naszym pragnieniem jest najpierw zbudowanie zespołu szkół dla dzieci: przedszkola, szkoły podstawowej, średniej i wyższej, ale potrzeba nam do tego bardzo dużo środków finansowych. Jesteśmy w trakcie dokupienia terenu, bo obecny jest za mały. Chcemy, aby była możliwość zbudowania szpitala z myślą o dzieciach, aby pomóc także matkom oczekującym na dzieci z różnymi trudnościami, chorobami. Myślę, że uda nam się zrobić pomieszczenie na dole, gdzie miał być dyspenser dla młodych matek samotnie wychowujących dzieci, aby nauczyły się szycia, żeby również one znalazły środki do życia. Obecnie czekamy aż dotrą do nas zakupione w Polsce maszyny do szycia. Więc plany są duże, idzie to powoli w związku z brakiem finansów, ale myślę, że z czasem… nie można od razu stworzyć wszystkiego. To, co będzie możliwe, zaczniemy robić od razu.

 

Kto jest zaangażowany w budowę domu?

Bardzo dużo osób… (śmiech). Przede wszystkim siostry, nasze zgromadzenie i darczyńcy, których szukam wszędzie. Wiele osób nam pomaga, aby to dzieło powstało. Są zatrudnieni również Kameruńczycy. Za budowę odpowiedzialny jest inżynier z Kamerunu, który jest naprawdę oddany tej sprawie i daje z siebie wszystko, abyśmy mogły jak najszybciej tam zamieszkać. Otrzymałyśmy także fundusze na zrobienie studni głębinowej.

 

Nie możemy się przerażać sumami, po prostu każda złotówka jest ważna oraz modlitwa w tej intencji. Nie jesteśmy w stanie znaleźć funduszy, ale jeżeli się modlimy, to Pan Bóg znajduje ludzi, którzy mogą się podzielić swoim dobrem i to czynią.

Na jakim etapie jest budowa?

Dom jest w tej chwili w trakcie budowy, są fundamenty i dwa piętra, z tym, że parter nie jest jeszcze wykończony, nie mamy funduszy, abyśmy mogły tam już zamieszkać. Staramy się obecnie wykończyć pierwsze piętro. Następnie w planie jest dach i zorganizowanie właśnie na parterze miejsca dla dziewcząt albo małego dispenseru tymczasowego w oczekiwaniu na budowę szpitala.

 

Koszt zapewne nie jest mały…

Nie możemy się przerażać sumami, po prostu każda złotówka jest ważna oraz modlitwa w tej intencji. Nie jesteśmy w stanie znaleźć funduszy, ale jeżeli się modlimy, to Pan Bóg znajduje ludzi, którzy mogą się podzielić swoim dobrem i to czynią. Każda złożona ofiara, każda modlitwa, każde cierpienie złożone w tej intencji, w intencji misjonarzy jest bardzo ważne, i jest bardzo owocne. Bo to właściwie Pan Bóg znajduje fundusze, otwiera serca ludzkie przez naszą modlitwę.

 

W Kamerunie posługuje siostra już 34 lata. Jak znalazła się siostra na misji, jak wyglądały początki?

Moment przyjazdu do Kamerunu i same początki to było mocne bicie serca i dziękczynienie za to, że mogłam przybyć na misje, że spełnia się moje pragnienie serca. Szczęście, pomimo wszelkich trudności, które napotkałam. Były one związane szczególnie z nieznajomością języka francuskiego – znałam trochę język angielski. To była olbrzymia bariera braku możliwości porozmawiania z ludźmi, nie znałam ich tubylczego języka, ale mimo tego, że ludzie mówili “siostra tylko umie się uśmiechać a nie mówi”, nawiązywałam kontakty z ludźmi, prowadziłam katechezy, i zaczynałam moją pracę z dziećmi. To od nich nauczyłam się bardzo wiele, nawet mówić po francusku! To były początki – pragnienie aby poznać ludzi, aby im w jakiś sposób pomóc. To właśnie wtedy spędziłam pierwsze Boże Narodzenie na misjach.

 

Jak wyglądały pierwsze święta w Kamerunie?

To było w 1986 roku. Pierwsza Msza święta rano była odprawiana przez samego księdza biskupa pod drzewem mangowym. Później był wspólny obiad. Razem z siostrami przygotowałyśmy jasełka z dziećmi, zrobiłyśmy nawet skrzydełka dla aniołków. Ale chcę jeszcze opowiedzieć o Wigilii. Było tradycyjnie, po polsku – był opłatek, było wolne miejsce przy stole i kiedy zaczęłyśmy śpiewać kolędy po polsku, bo jeszcze po francusku dobrze nie potrafiłyśmy, wiele ludzi zaczęło pukać do drzwi, wchodzić i wszyscy siadali i cały dom był napełniony ludźmi, jak również innymi misjonarzami, którzy przyjechali razem z nami spędzić wigilię.

 

Ile sióstr posługuje na misji w Yaounde  i jakie są obszary waszej działalności?

W Yaounde w tej chwili nie mamy jako takiej pracy duszpasterskiej, dlatego, że trwa budowa. Wynajmujemy mieszkanie, w którym mieszkają siostry chodzące do szkoły, studiujące lub przygotowujące się do pracy. Więc wychodzą wcześnie rano na Mszę świętą, wracają gdzieś około godz. 17.00/18.00, uczestniczą we wspólnej modlitwie. Siostry mają kontakt z dziećmi w części anglofońskiej, gdzie włączają się w pracę duszpasterską. W tej chwili nasza praca to właśnie budowa Centrum Dziecka. Żeby je stworzyć, potrzeba środków. Gdy już będziemy na miejscu nowej placówki misyjnej, myślę, że jak najszybciej rozpoczniemy pracę z dziećmi, z młodzieżą, z kobietami, matkami samotnie wychowującymi dzieci.

 

Myślę, że dzięki temu Centrum ta dzielnica się zmieni nie tylko pod względem cywilizacji, ale również pod względem wiary, żeby zwiększyć wiarę w ludziach, i to ogromne zaufanie do Pana Boga.

Do jakich celów dąży wspólnota sióstr posługująca na misji? 

Do Kamerunu przybyłyśmy w 1986 roku, te 34 lata to dość duży okres czasu. Kamerun bardzo się zmienił. Yaounde, które było bardzo małym miastem, mimo, że było stolicą, obecnie jest to gigant, dosłownie gigant, gdzie jest trudno znaleźć teren pod budowę, gdzie prawie wszyscy ludzie z Kamerunu starają się mieć miejsce zamieszkania w stolicy. Samo nasze pierwsze miejsce, gdzie mieszkałyśmy to były sawanny, trawy. Obecnie niemożliwym jest znaleźć wolny teren. Sporo dzieci już chodzi do szkoły, szkolnictwo się zmieniło. Zaczynałam w przedszkolu w Bertoua z bardzo małą ilością dzieci, była ogromna walka o to, aby dzieci chodziły do przedszkola, szkoły podstawowej. Po latach widzę duże rezultaty. Przedszkole jest wciąż za małe, mimo, że przedszkoli jest coraz więcej, czyli świadomość rodziców zmienia się. Ci, którzy sami ukończyli już szkołę średnią, chcą żeby również ich dzieci kończyły, są to dobre znaki. Jeżeli chodzi o Yaounde, Kaélé ilość analfabetów jest bardzo duża, część dzieci chodzi do szkoły, jednak jest spora część dzieci, która nie chodzi. Trudności są bardzo złożone, myślę, że z powodu finansów, jak również potrzeby pracy z tymi ludźmi, przebywania i ciągłego uświadamiania potrzeby wszystkiego. Obecnie młodzież, która ukończyła studia nie znajduje pracy. Myślę, że za dziesięć lat naszej pracy, dzięki pomocy Bożej będziemy mieć już zespół szkół i to zmieni okolice. Bo nawet to, że rozpoczęłyśmy budowę naszego domu, że jest studnia, że jest woda już zmieniło nawet spojrzenie ludzi na nas. 

Najciężej zapracować na zaufanie…

Na początku ludzie nie chcieli, żebyśmy tam przybyły. Wiedzieli, że będą zmiany, jednak teraz już oczekują naszego przyjścia, i chcą żebyśmy przybyły. Myślę, że dzięki temu Centrum ta dzielnica się zmieni nie tylko pod względem cywilizacji, ale również pod względem wiary, żeby zwiększyć wiarę w ludziach, i to ogromne zaufanie do Pana Boga. Jest to miejsce gdzie były różne religie, sekty, myślę, że właśnie powstanie Centrum Dziecka sprawi, że ludzie nie tylko znajdą pracę, będą mogli odzyskać zdrowie i szkołę, wykształcenie, ale również pogłębią wiarę. Wiem, że po prostu to Centrum Dziecka jest to nasze wspólne dzieło, Polski razem z Kamerunem i z Włochami, z których również otrzymujemy dużą pomoc. Myślę, że wspólnie będzie możliwe zbudowanie tego Centrum Dziecka i zmiany jakości życia w tej dzielnicy.

 

 

Rozmowę przeprowadzili Krzysztof Piekarski oraz Oliwia Cechelt.
Opracowanie: Zofia Świerczyńska, Anna Druś/Stacja7


 

Działalność sióstr na misji w Kamerunie oraz budowę Centrum Dziecka można wspomóc finansowo poprzez wysłanie ofiary na konto: PKO BP S.A. 79 1020 1013 0000 0902 0112 1490

Zgromadzenie Sióstr Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa,
ul. Husarii 55/57, 02-951 Warszawa

Z dopiskiem:
1. Budowa Centrum Dziecka
2. Odżywianie
3. Adopcja na odległość (prośbę o adopcję należy kierować na e-maila: [email protected])

Można też odliczyć 1% od podatku KRS 0000331212 z dopiskiem: „Na budowę Centrum Dziecka w Kamerunie – K11”

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap