ROZMOWY

Biskup Grzegorz “od głoszenia Chrystusa”

Wezwanie z tabliczki, która widnieje na Krzyżu ŚDM, aby iść i głosić Jezusa, umarłego i zmartwychwstałego, chcę uczynić treścią swojego biskupiego zawołania i jednocześnie treścią swojej biskupiej posługi w Kościele - mówi ks. Grzegorz Suchodolski, nominowany dziś na nowego biskupa pomocniczego diecezji siedleckiej

Polub nas na Facebooku!

Dorota Abdelmoula (KAI): Bardzo często Ksiądz odwołuje się w swoich wypowiedziach do Ewangelii z dnia. Dziś padają w niej słowa Jezusa do uczniów: „Pokój Wam” (J 14,27). Słowa, które rzucają światło na dzisiejszą nominację?

Ks. Grzegorz Suchodolski: Ewangelia jest dla mnie zawsze bardzo ważna, nie tylko w głoszeniu, ale również w przyjmowaniu woli Bożej. Ale zanim przejdę do dzisiejszej, chcę wspomnieć Ewangelię czytaną dziewięć dni temu, kiedy zadzwonił do mnie Nuncjusz Apostolski, obwieszczając mi wolę Ojca Świętego. To był Wielki Wtorek i wtedy Ewangelia mówiła o zdradzie Judasza i zapowiadała zaparcie się Piotra. Ten tekst Ewangelii odczytuje jako takie pierwsze wezwanie do pokory i do prośby o modlitwę, bo każdy z nas jest człowiekiem słabym, każdy ma jakieś wady, grzechy, a też, mówiąc tak kolokwialnie, czasami „woda sodowa uderza do głowy” jeśli ktoś przyjmuje jakiś urząd. I tutaj myślę, że ta Ewangelia z Wielkiego Wtorku, z dnia tej jeszcze takiej nieoficjalnej ale już informacji od Nuncjusza, każe mi z wdzięcznością podejść do tego daru wybrania, a jednocześnie z wielką pokorą i prośbą o modlitwę.

Natomiast istotnie Ewangelia, z dnia dzisiejszego, 16. kwietnia, mówi o wydarzeniu, kiedy Jezus ukazuje się uczniom, najpierw przynosi im dar wewnętrznego pokoju i kiedy pyta ich: dlaczego bojaźliwi jesteście, dlaczego jesteście zmieszani? Oto Ja jestem, dotknijcie się Mnie. Te słowa są odpowiedzią na te wszystkie takie lęki, które towarzyszą początkowi tej posługi. I myślę, że to potwierdzenie, że Jezus żyje i że przychodzi sam, nawet mimo drzwi zamkniętych i mówi: Dotknijcie się mnie, oto Ja jestem – przynoszą pokój. Na pewno te słowa będą dla mnie wielkim umocnieniem i nadzieją. Nie jestem przecież sam, jestem Jego uczniem i Jego apostołem.

 

Ksiądz Biskup wybrał na swoje motto słowa: „Głosić Jezusa Chrystusa”. Dlaczego akurat te słowa?

– Szukając motta, moje myśli bardzo szybko pobiegły w stronę Krzyża Światowych Dni Młodzieży, który Ojciec Święty Jan Paweł II podarował młodym całego świata. Pamiętamy, że na tym krzyżu zamieścił wezwanie aby „iść i głosić całemu światu, że tylko w Jezusie umarłym i zmartwychwstałym jest Zbawienie i Odkupienie”. Właśnie to wezwanie z tej tabliczki, która widnieje na Krzyżu ŚDM, aby iść i głosić Jezusa, umarłego i zmartwychwstałego, chcę uczynić treścią swojego biskupiego zawołania i jednocześnie treścią swojej biskupiej posługi w Kościele diecezji siedleckiej i we wszystkich wymiarach posługi Kościołowi do której będę posłany.

 

 

Z ŚDM jest Ksiądz Biskup związany od lat: uczestniczył we wszystkich od Paryża aż do Panamy. Skąd taka wierność tym spotkaniom?

– Myślę, że każdy ma jakiś swój charyzmat. U mnie ta miłość do młodego Kościoła była już obecna na etapie seminarium, młodzieńczej formacji oazowej… Później, na pierwszej parafii, troska o ludzi młodych, ministrantów, o scholę, o oazę o Krucjatę Wyzwolenia Człowieka sprawiła, że kroki mojego kapłaństwa były kierowane ku młodym. I z młodzieżą właściwie przeżyłem te 32 lata z czego 21 lat w Krajowym Biurze Organizacyjnym ŚDM, w międzyczasie będąc przez 10 lat duszpasterzem akademickim w Siedlcach, przez 6 lat diecezjalnym duszpasterzem młodzieży w diecezji siedleckiej. Także dlatego, że moim mistrzem był i jest bp Henryk Tomasik, zawsze też kojarzony z młodzieżą. Pochodzimy z tej samej łukowskiej parafii. Przy tym samym źródle chrzcielnym zostaliśmy wszczepieni w Kościół i później właśnie wiele, wiele lat wspólnej współpracy zarówno w diecezji jak i w Sekretariacie Episkopatu Polski. Więc, jak mówią, czym skorupka za młodu przesiąknie… Ale ŚDM, to także moja to głęboka potrzeba serca: bycia nadal z młodymi, towarzyszenia im. Zwłaszcza w dzisiejszych trudnych czasach, gdy tak wielu jest pogubionych i szuka kogoś, kto by im towarzyszył.

 

Często mówi Ksiądz Biskup że kapłaństwa i Kościoła powszechnego uczył się od trzech papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Nominacja biskupia zostaje ogłoszona w roku 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II, a diecezjanie za jego wstawiennictwem modlili się o wybór biskupa pomocniczego…

– Jan Paweł II jest jedynym kanonizowanym świętym, z którym miałem możliwość spotykać się, rozmawiać, spożywać u niego posiłek i razem z nim się modlić. Zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i jako kapłan i, szerzej, jako człowiek. Nie ma dnia, bym nie wzywał jego wstawiennictwa dla mojej posługi w tych rolach, w których przeżywam moje kapłaństwo. Wierzę, że ta nominacja, to jego dar z Góry. Być może dar także dla duszpasterstwa młodzieży – bo jest ona owocowaniem tego czasu, który spędzałem z młodymi ludźmi. I jestem wdzięczny Janowi Pawłowi II za to, że pozwolił mi być tak blisko siebie i uczył kochać posługę wśród młodych. Jego współpracownikiem był kard. Stanisław Ryłko, przewodniczący ówczesnej Papieskiej Rady ds. Świeckich, z którym dane mi było przeżywać największą liczbę ŚDM. Dlatego moja wdzięczność biegnie też w jego stronę i w stronę wspomnianego już bp. Henryka Tomasika.

 

A czego przez te lata Ksiądz Biskup nauczył się od młodych ludzi?

– Nauczyłem się tego, że oni bardzo chcą służyć i brać odpowiedzialność za różne posługi w Kościele i społeczeństwie. I bardzo sobie cenię tę wieloletnią współpracę nie tylko z duszpasterzami młodzieży w poszczególnych diecezjach, ale właśnie z ludźmi młodymi, zarówno w centrach ŚDM w polskich diecezjach, jak i w samym Krajowym Biurze Organizacyjnym ŚDM. Miałem szczęście do bardzo dobrych współpracowników, którzy pragnęli tych nowych obszarów posługi i nauczyłem się dzielić z nimi odpowiedzialnością, pracą i przede wszystkim współpracować, aby to było wspólne dzieło. Nie: Kościół dla młodych, ale Kościół z młodymi, w którym my, duchowni powinniśmy towarzyszyć, aby dać im to, czego bez nas nie mogą otrzymać, czyli Jezusa w sakramentach świętych, w przepowiadaniu Słowa Bożego. Ale kształt tego duszpasterstwa zawsze nakreślali młodzi. I myślę, że tak będzie nadal.

 

 

A czy jest coś, czego młodzi „oduczyli” Księdza Biskupa?

– Ciekawe pytanie (śmiech)! Być może tego, że nie ma się do końca prywatności. Że mój dom jest nie tylko moim, ale że każdy ma do niego otwarte drzwi. I mam nadzieję, że teraz w tym nowym wymiarze nowej posługi Pan Bóg nie zamknie mnie w czterech ścianach, ale, że nadal pozwoli wstawać z kanapy i otwierać drzwi mojego domu młodym.

 

Przez ostatnie lata tym domem była dla Księdza Biskupa parafia katedralna w Siedlcach. Wiele godzin spędza tam Ksiądz w konfesjonale, kancelarii parafialnej, na wizytach duszpasterskich. Jakie wyzwania duszpasterskie rodzą się z tych doświadczeń?

– Papież Franciszek, kiedy był w Polsce, powiedział do księży biskupów, że parafia jest ciągle aktualna. Było to Krakowie w 2016 r. I naprawdę jestem przekonany, że żywotność Kościoła w Polsce ciągle bazuje na żywotności Kościołów lokalnych i wspólnot parafialnych. Dlatego bardzo się cieszę, że w swoim 32-letnim życiu kapłańskim dwukrotnie byłem proboszczem. Najpierw w niewielkiej parafii Matki Bożej Królowej Polski w Kopciach, a teraz w parafii katedralnej pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Siedlcach. To pokazuje, że moje kapłaństwo nie jest tylko kapłaństwem „zza biurka”, choć przylgnął do mnie najpierw tytuł dyrektora KBO, a potem „dyrektora-seniora”. Najbardziej się cieszę, że mogłem i mogę posługiwać żywym wspólnotom w Kościele i to doświadczenie jest dla mnie bardzo mocne.

Widzę niestety dużo instrumentalnego traktowania wiary i Kościoła przez wiele osób. Nawet pół-żartem mówiłem po sześciu miesiącach posługi w katedrze, że, o ile na początku odmawiałem Sekwencję do Ducha Świętego idąc do konfesjonału, czy na ambonę, to po kilku miesiącach zacząłem jeszcze bardziej przywoływać Ducha Świętego idąc na dyżur do kancelarii parafialnej, prosząc o Jego światło i prowadzenie. Bo tam wiele osób przychodzi coś „załatwić”, „kupić” – tak, jakby nawet sakramenty były towarem. I myślę, że tu jest wielkie pole do ewangelizacji, która jest potrzebna i młodemu pokoleniu i pokoleniu rodziców. Na to trzeba zwracać baczną uwagę. Tym bardziej, że młodzi, z którymi pracowałem, to dziś osoby dorosłe, które odkryły i realizują swoje życiowe powołania. Dorastałem razem z nimi i wiem, jak bardzo na różnych etapach życia potrzebują Bożego Ducha i codziennego towarzyszenia.

 

Jakie zatem wyzwania widzi Ksiądz Biskup dziś przed Kościołem w Polsce, zwłaszcza w diecezji siedleckiej?

– Zostałem nominowany na biskupa pomocniczego diecezji siedleckiej, więc Ojciec Święty Franciszek posyła mnie by wspierać biskupa siedleckiego Kazimierza. I ten program, który ksiądz biskup nakreślił dla naszej diecezji już w poprzednich latach, kiedy obchodziliśmy 200-lecie istnienia, i których kontynuacją są misje ewangelizacyjne prowadzone w każdej parafii – to jest jeden z bardzo ważnych wymiarów mojej posługi w diecezji.
Natomiast odnosząc się do obecnej sytuacji w naszym kraju i szerzej, widzimy, jak potrzeba dobrej katechezy. Wiele osób, zwłaszcza w czasie ograniczeń nie radzi sobie z nowymi sposobami uczestniczenia w liturgii i przeżywaniu jej. I często są to osoby „najpobożniejsze”, takie, które bardzo często przychodzą do kościoła i zawsze są dla nas wsparciem, a obecnie same go tak bardzo potrzebują. Taka katecheza, chociażby o posłuszeństwie, została zapomniana. Łatwiej jest być pobożnym, niż posłusznym. I myślę, że ten temat trwania w jedności Kościoła – to jest duże wyzwanie, które wymaga przemyśleń, refleksji, ale potem też konkretnych zastosowań i nauczania. Zwłaszcza dla liderów grup, czy to diecezjalnych, czy parafialnych.

 

Księże Biskupie, przyjęło się mówić potocznie, że mamy biskupów „od pielgrzymek”, „od młodzieży”, „od ewangelizacji” itp. – nie tylko ze względu na powierzone funkcje, ale osobisty charyzmat. Biskup Grzegorz Suchodolski będzie od…?

– Od głoszenia Jezusa Chrystusa, umarłego i zmartwychwstałego i od niesienia tej prawdy wszystkim, z miłością.

 

Rozmawiała: Dorota Abdelmoula-KAI/ad

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

ROZMOWY

Czas chleba

"Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie." – mówi Emilia Wesołowską, prezes Fundacji Ambulans z Serca, pracownik socjalny Schroniska Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w Warszawie.

Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Schronisko Caritas dla osób bezdomnych przy ulicy Żytniej w środku Warszawy, w środku Polski. Widać stąd kondycję ludzką wyraźniej niż z wielu innych miejsc – bo to bezbłędny radar społeczny. Kilka chwil temu zakończyło się codzienne rozdawanie posiłków dla ubogich. Wokół dziedzińca stała kilkuset osobowa milcząca kolejka ludzi zachowujących przepisową odległość. Wstrząsające było nie tylko to, że odbierali jedynie po pół chleba, ale też to, że wśród nich byli zwykli, niewyróżniający się niczym ludzie. Radar wskazuje, że zaczyna się czas chleba.

Z Emilią Wesołowską, prezesem fundacji Ambulans z Serca, pracownikiem socjalnym Ośrodka, rozmawia Paweł Kęska.

 

Paweł Kęska: Od dawna rozdajecie pomoc żywnościową, co się zmieniło w ciągu ostatniego miesiąca?

Emilia Wesołowska: W ostatnich dwóch tygodniach pojawiają się osoby, które do tej pory pracowały, mają mieszkanie, ale straciły dochód umożliwiający zakup żywności. Przychodzą też zapytać o mleko, makaron, cukier. Nie mamy tych produktów, a potrzeby wzrastają. To co mnie wewnętrznie coraz bardziej uderza to to, że częścią historii koronawirusa zaczyna być opowieść o ludziach głodu. O ludziach, którzy będą głodować. Rozmawiając między organizacjami o prognozach i obawach, temat głodu pojawia się coraz częściej. Chodzi i o ludzi niezaradnych, ale i o tych, którzy żyli utrzymując się z umów-zlecenie, którzy nie mają rodzin albo nie mogą ich utrzymać. Którzy nie odłożyli środków na przetrwanie takich momentów w życiu. Zastanawiamy się jak ten problem rozwiązać. Musimy się zmagać z dwoma problemami – z problemem wirusa i z problemem głodu wśród osób, które potraciły pracę.

 

Mówiliśmy o ludziach, którzy przychodzą po pomoc z miasta. A jak się zmieniło życie tego miejsca w ciągu czterech tygodni, odkąd rozpoczęła się kwarantanna?

Tu mieszka sto pięćdziesiąt osób doświadczających bezdomności. Pamiętam sytuację po około dwóch tygodniach, kiedy przychodnie zaczęły inaczej funkcjonować. Mieszkańcy mówili, że od tygodnia nie biorą leków i nie wiedzą co zrobić, bo nie mają recept. Przychodnie są często w innych częściach miasta, a oni nie mogą jeździć komunikacją publiczną, szczególnie ci starsi i schorowani.

Drugi trudny moment był wtedy, kiedy dostaliśmy informację, że będziemy pracowali w schronisku w zmniejszonym składzie bo część osób przechodzi na pracę w domu. Na 150 osób jest nas teraz tylko czwórka, zdumiewa mnie, że tak w ogóle się da… Czasem się zastanawiam, czy ich nie narażam, ale jeśli byliśmy z nimi kiedy nie było epidemii, to tym bardziej powinniśmy być z nimi teraz. Sytuacja na świecie jest bardzo trudna, ale to ci ludzie są w najtrudniejszych sytuacjach.

Jeszcze trudniejszy moment był wtedy, kiedy ograniczono działalność jadłodajni, łaźni, magazynu odzieżowego. Ludzie potracili w jednym momencie cenne wsparcie. Codziennie 250 osób przychodziło do nas na gorący posiłek, na zupę. Dziś ci ludzie dostają suchy prowiant, czasem już tylko chleb. Świadomość, że to wszystko tak wygląda i przez miesiące nie będzie wyglądało tak jak kiedyś, zostawia w moim sercu i w duszy głęboki ślad…

 

Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

Słowo “Żytnia” kojarzy mi się z chlebem żytnim. W Ewangelii jest napisane o uczniach z Emaus, że poznali Jezusa po łamaniu chleba. To jest czas trudu, ale może to być też czas miłosierdzia, czas chleba…

Kiedy system upada, to upada na barki ludzi, na relacje międzyludzkie. Teraz jest czas ludzi i czas relacji. Pomimo tak trudnej sytuacji przychodzą momenty radosne. Kilka dni temu przyjechał pan Marcin Roch, właściciel restauracji “Bazarek Rocha”. Sytuacja jego firmy jest poważnie zagrożona. Prawdopodobnie będzie musiał ją zamknąć. Przywiózł nam produkty, które miał. 200 jajek, mleko, kilkadziesiąt litrów oleju, mnóstwo serów, mięsa. Ludzkie serca mają dziś szansę zbudować coś wspaniałego jeśli tylko będziemy otwarci na to, żeby się dzielić, ale musimy przyjąć to, co przychodzi do nas z pokorą. To co nas spotyka to czas niesamowitej nauki. Nauki o pokorze, o cierpliwości, o miłosierdziu.

 

Kryzysy zawsze powodowały, że to co sztuczne, drugorzędne traciło wartość, a wzmacniało się to, co naprawdę istotne – czyli relacje międzyludzkie, solidarność, miłosierdzie. Co zrobić, żeby wziąć udział w przemianie świata na lepsze?

Najważniejsza w tej chwili jest uważność i otwartość. Nie bądźmy obojętni. Rozglądajmy się wokół siebie. Niekoniecznie musimy wspierać organizacje. Wystarczy rozejrzeć się czy sąsiad w bloku nie potrzebuje naszej pomocy. Może to jest właśnie ktoś, kto stracił pracę i jest zupełnie zagubiony. Proste rzeczy, proste odruchy serca będą miały dziś największe znaczenie. Chodzi nie tylko o żywność i o pomoc w różnych czynnościach – chodzi o siłę i o nadzieję. Większość naszych mieszkańców to osoby starsze, chore na choroby przewlekłe, w tym choroby płuc. Jeśli wirus przyjdzie na Żytnią i zaatakuje pierwszą osobę, to sytuacja będzie niezmiernie trudna. Mimo to ludzie potrafią cieszyć się słońcem, wiosną, teraz przygotowują święta, robią ozdoby świąteczne, malują jajka, tworzą.

 

Z czym Ci się kojarzy słowo chleb?

Kojarzy mi się z rodziną, z bliskością, z tym, że ważny jest drugi człowiek. Dzielenie chleba to jest coś tak ważnego, coś tak podstawowego, coś z czym nie powinniśmy dyskutować. To mnie dziś najbardziej boli, że ci ludzie nie mają chleba. Że to, co zawsze było w nadmiarze i każdy, kto przyszedł na Żytnią jeszcze niedawno, obojętne o której godzinie to zasada była jedna – chleb jeśli chcesz – zawsze dostaniesz. A dziś. Te kilkaset osób, które dziś widzieliśmy… Przysłuchiwałam się stojąc przy koszu. Każdy pochylając głowę, odbierając chleb, mówił dziękuję – to brzmi inaczej niż do tej pory. W ludziach jest lęk. Z taką pokorą i z taką wdzięcznością – prostą, zwykłą – mam rzadko do czynienia. To trudne i piękne doświadczenie.

 


Wywiad ukazał się na antenie Radia Warszawa

 

Paweł Kęska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paweł
Kęska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap