Nasze projekty
Reklama
fot. Vatican Media

Sto dni to za mało

Po pierwszych miesiącach pontyfikatu Leona XIV trudno o ocenę. Przyczyna? Brak danych.

100 dni to umowny czas, po upływie którego można dokonywać oceny działań rządów, prezydenta, parlamentu. Nic dziwnego, że w momencie, gdy mija 100 dni pontyfikatu papieża Leona XIV, pojawiają się podsumowania.

Problem w tym, że w przypadku nowego papieża trudno o ocenę. Przyczyna? Brak danych. 

ZOBACZ>>> Konklawe-niespodzianka. Ks. Śliwiński: „Jest jeden klucz do tej tajemnicy”

Reklama

Jakby go nie było

Papież Franciszek zmarł cztery miesiące temu. Po jego pogrzebie cały świat w napięciu i ciekawości oczekiwał wyboru kardynałów podczas konklawe. Część opinii publicznej spodziewała się kontynuatora pontyfikatu Franciszka, inni stawiali na konserwatystę bliższego stylowi Benedykta XVI. W praktyce liczono na szybki wybór faworyta list papabili, kard. Parolina.

Niespodziewanego wyboru kardynałowie dokonali już w drugim dniu konklawe, 8 maja – wybrali kard. Roberta Prevosta, pierwszego Amerykanina na piotrowym tronie. Nowy papież przyjął imię Leon XIV. Mija właśnie 100 dni jego pontyfikatu. 100 dni i tak naprawdę nadal nikt nie wie, jak określić pontyfikat Leona. 

O dotychczasowym dorobku Leona XIV rozmawiałem z kilkunastoma osobami, w dużej mierze zaangażowanymi w życie Kościoła i zainteresowanymi działaniami Stolicy Apostolskiej. Wspólny mianownik wszystkich odpowiedzi: „trudno powiedzieć”. Jakby go nie było. Zdałem sobie niedawno sprawę, że mamy papieża, wiemy jak wygląda, wywołuje sympatię, ale nic o nim nie wiem – mówił jeden z nich.

Reklama

Młodzi reagują podobnie. Nawet ci, którzy byli na Jubileuszu Młodych i podczas Mszy św., którą papież dla nich odprawił. Spotkanie z papieżem było ważne, ale nie zdołali zapamiętać żadnego zdania, żadnego przesłania. Niektórzy mówią: wydarzenie miało rangę, ale nic z niego nie zostało. A przy Franciszku pamiętają od razu apel o „powstawanie z kanapy”.

I to jest pierwszy wniosek: papież Leon XIV nie wywołuje emocji ani reakcji. To nowość zwłaszcza dla katolików z Polski, jeśli porównamy to z trzema ostatnimi pontyfikatami. Jana Pawła II przyjmowaliśmy jak „naszego papieża”, Benedykta XVI – z szacunkiem wobec autorytetu osoby dźwigającej dziedzictwo swego poprzednika. Franciszek budził emocje, czasem pozytywne, częściej negatywne. Leon emocji nie wywołuje. Ale właśnie w tym niedostatku emocji niektórzy widzą wartość – po aktywnych latach Franciszka Kościół dostaje papieża cichego.

Brak danych

Jak na razie, nic nie wiemy o planowanych dokumentach – encyklikach, adhortacjach, konstytucjach. Nie było ani jednego konsystorza dla kreacji nowych kardynałów. Nie było też żadnej pielgrzymki papieskiej, mimo zapowiedzi wizyty w Turcji z okazji 1700-lecia soboru nicejskiego. Nie było też zmian w kurii rzymskiej, której obsadę odziedziczoną po Franciszku Leon XIV po prostu podtrzymał.

Reklama

Brak danych widoczny jest też w odniesieniu do Kościoła w Polsce. Jedyne dwie nominacje dokonane przez Leona dotyczą biskupów pomocniczych. Wciąż czekamy na obsadzenie ważnych stolic – Krakowa, Katowic, Koszalina. Ostatnia nominacja biskupa diecezjalnego miała miejsce 5 kwietnia, jeszcze za Franciszka.

Ten brak danych, to milczenie, a raczej spowolnienie, wydaje się taktyczne. Nie ma przemówień bez kartki, nie ma spontanicznych odpowiedzi na pytania dziennikarzy, które u Franciszka wywoływały lawinę interpretacji, a często wymagały sprostowań. Wszystkie wystąpienia – homilie, katechezy, komentarze do modlitwy Anioł Pański – są wcześniej przygotowane i odczytywane.

Czy to strategia nowego papieża? Wygląda na to, że tak. Uspokojenie sytuacji w Kościele, w którym wiele środowisk wyrażało brak zaufania wobec działań Franciszka, nawet jeśli merytorycznie nie były one sprzeczne z dotychczasową nauką Kościoła, było prawdopodobnie jednym z celów, które nakreślili już kardynałowie podczas Kongregacji Generalnych, zanim weszli do Kaplicy Sykstyńskiej. To nie znaczy, że kardynałowie nakazali to milczenie. Chodzi o to, że Leon XIV, Robert Prevost, po prostu taki jest. 

CZYTAJ>>> Pierwsze chwile pontyfikatu Leona XIV. Co wydarzyło się tuż po konklawe?

Sto dni i co dalej?

Ale czy chęć dokonania nawet cząstkowej oceny po 100 dniach pontyfikatu to nie przesada? A mówiąc konkretnie – kolejny przykład zastosowania modelu z życia politycznego, który w przypadku Kościoła nie ma znaczenia? Sto dni to kategoria polityczna – Kościół żyje innym rytmem.

Oto fakty. Pierwszą encyklikę Franciszek wydał 5 lipca 2013 roku. Był to 114 dzień jego pontyfikatu, ale – ważne zastrzeżenie – była to tzw. encyklika na dwie ręce, “Lumen fidei”, pisana wspólnie z jego poprzednikiem Benedyktem XVI. W rzeczywistości kończyła tryptyk Benedykta, czyli jego trzy encykliki dotyczące nadziei, miłości i wiary właśnie. Pierwszą “własną” encyklikę, Amoris Laetitia, Franciszek wydał po ponad dwóch latach od rozpoczęcia swego pontyfikatu. Pierwsza adhortacja, która okazała się w rzeczywistości programem całego pontyfikatu Franciszka, została ogłoszona 24 listopada 2013 roku, czyli w 256 dniu jego pontyfikatu.

Podobnie ma się rzecz z podróżami apostolskimi. Pierwszą z nich była podróż do Brazylii, na Światowe Dni Młodzieży, must-have dla każdego papieża. Był to 130 dzień jego pontyfikatu. W przypadku Leona XIV – ze względu na przypadający Rok Jubileuszowy – Światowe Dni Młodzieży przekształciły się w Jubileusz Młodych w Rzymie. Papież nie musiał nigdzie jechać, gościł młodych z całego świata w Wiecznym Mieście. Druga podróż apostolska Franciszka miała miejsce po 14 miesiącach od rozpoczęcia jego pontyfikatu. Jeśli potwierdzi się planowana na listopad podróż do Turcji (Nicea) i Libanu, będzie ona wcześniejsza. 

A kreacje kardynalskie? Franciszek po raz pierwszy zwołał konsystorz na styczeń 2014 roku, był to 10 miesiąc jego pontyfikatu. Leon XIV ma trudniej – kardynałów elektorów jest w tej chwili ponad 130. Jeśli liczba kardynałów ma oscylować wokół 120 (tak nakazuje Universi Dominici Gregis), to zgodnie z metrykami urodzin kardynałów elektorów pozwalającymi określić, kiedy który z nich osiągnie 80 rok życia, nowego konsystorza możemy spodziewać się dopiero jesienią przyszłego roku. Wiosną – jeśli Leon XIV zechce kontynuować “nadmiarową” politykę Franciszka w odniesieniu do liczby elektorów.

ZOBACZ TEŻ>>> Kiedy Leon XIV zwoła pierwszy konsystorz dla kreacji nowych kardynałów?

Inna miara

Pontyfikaty nie mogą podlegać ocenie w taki sposób, jak oceniamy parlamenty, rządy, prezydentów, premierów. To dzieje się wolniej. Zapomnieliśmy o tym, że tak samo było w wypadku pontyfikatów Jana Pawła II, Benedykta XVI, nawet Franciszka. W analogicznym czasie, w 2013 roku oceny dotyczące Franciszka były równie powierzchowne: przypominano jego rzekome słowa o końcu karnawału, wypowiedziane jeszcze tuż po konklawe, wspominano, że zamieszkał nie w Pałacu Apostolskim, lecz w Domu św. Marty, mówiono o jego “charyzmacie”, zakładając jego przyszłe mgliste reformy i pytając tylko, czy Franciszek zdoła je przeprowadzić. Reformy te powstawały raczej w głowach komentatorów, bo Franciszek – jak można było przeczytać w jednej z analiz niemieckiego dziennika – “zafascynował świat”. 

Ten sam brak danych, naturalny dla pontyfikatów po zaledwie 100 dniach ich trwania, mamy i dziś. 

Trudno o konkretną ocenę. To czas co najwyżej do dzielenia się wrażeniami. Mowa tu o stroju chóralnym, do którego wrócił Leon XIV już wtedy, gdy pokazał sie po raz pierwszy wiernym po dokonanym wyborze. Ale czy to coś mówi? Nie. Można badać homilie i przemówienia, ale wyciąganie z tych wystąpień wniosków rzutujących na plany pontyfikatu jest krótkowzroczne. W naturalny sposób jedni odczytają z nich więcej, a nawet za dużo, inni mniej. Jedni będą widzieć dowody na jego liberalizm, inni poświadczą, że Leon XIV sprząta po Franciszku. 

Sto dni Leona XIV nie mówi nam jeszcze nic o przyszłości Kościoła ani o kierunku, jaki przybierze ten pontyfikat. Na pewno mówi coś ważnego o nas samych: że przyzwyczailiśmy się do mierzenia wszystkiego miarą natychmiastowych efektów i szybkich ocen. Z góry widzimy już coś, czego jeszcze nie widać. Jedyny konkret, jaki się na razie wyłania, jest właśnie ten: mniejszy brak emocji niż ten, który wywoływali jego poprzednicy.

Tymczasem Kościół żyje innym rytmem – na pewno nie stu dni. To, co dziś wydaje się brakiem danych, za kilka lat może się okazać początkiem długofalowej drogi. Dlatego na oceny Leona XIV trzeba poczekać – i uczyć się cierpliwości wobec historii, która w Kościele dojrzewa powoli.

Konklawe

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas