кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Po co nam taki gościu?

Jakiś czas temu zaproponowałem, aby do udziału w pewnej adresowanej do młodych debacie poświęconej tematyce wewnątrzkościelnej zaprosić Szymona Hołownię. „Po co nam taki gościu?” – skrzywił się jeden z organizatorów.

ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Ksiądz wie, gdzie on się lansuje? Po tych wszystkich wrogich Kościołowi mediach. Z TVN-em na czele!”.

Debata się odbyła przy nikłym udziale tak zwanej grupy docelowej. A mnie utkwiło w pamięci pytanie, które wtedy usłyszałem. I wraca co jakiś czas, gdy z jakiegoś powodu nazwisko Szymona Hołowni pojawia się na medialnych czołówkach.

Pytanie wcale nie jest głupie ani wydumane. Bo w rzeczywistości jest to pytanie, czy potrzebujemy w Kościele katolickim w Polsce pewnego typu ludzi i czy, jeśli już ich mamy, potrafimy ich zagospodarować i włączyć w misję, którą zlecił nam Jezus.

Czy jako wspólnota wiary potrzebujemy kogoś, kto dwa razy podchodził do życia zakonnego, ale nie wyszedł poza nowicjat? A potem został ratownikiem medycznym oraz udzielał się w fundacji „Pomoc Maltańska”?

Albo po co nam taki gościu, który jest wystarczająco profesjonalnym człowiekiem mediów, aby móc pracować w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku Polska”, „Ozonie”, „Rzeczpospolitej”? Który z równym powodzeniem może publikować w „Kulturze Popularnej”, „Machinie”, „Przewodniku Katolickim”, „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, może być stałym felietonistą wspomnianego już „Newsweeka” czy „Wprostu”?

Po co nam taki gościu?

W dodatku gościu jest w stanie prowadzić audycje w regionalnym Radiu Białystok, katolickiej sieci radiowej VOX FM lub w ponadregionalnym, muzyczno-informacyjno-lifestyle’owym Radiu PiN.

Umie też poprowadzić własny program w publicznej telewizji. Potrafi być dyrektorem programowym należącej do jednego z potentatów rynku telewizyjnego Religia.tv i robić tam własne tokszoły.

Stację ogląda niejeden z duchownych katolickich w kraju, ale się do tego publicznie nie przyznają raczej, za to nie brak w części katolickich środowisk sugestii, że to przedsięwzięcie mocno podejrzane i dla Kościoła niezbyt pożyteczne, a nawet groźne. Jakby tego było mało, nadaje się również do tego, aby w prywatnej, komercyjnej TVN współprowadzić cieszący się dużą oglądalnością program „Mam talent”.

Toż to robota dla zwykłych celebrytów!

Czy Kościół katolicki w Polsce potrzebuje umiejących się poruszać w mainstreamie celebrytów?

Jak się uważnie przyjrzeć, można odkryć, że robiąc opisaną wyżej karierę, napisał osiem książek, których tematem jest wiara, chrześcijaństwo, Kościół itp.

Niektóre z nich, jak „Kościół dla średnio zaawansowanych”, „Tabletki z krzyżykiem” czy „Bóg. Życie i twórczość” zostały przez młode i średnie pokolenie czytelników zaliczone do tak zwanych „kultowych”. (Choć ja przy tej trzeciej trochę się wynudziłem. Może dlatego, że akurat nie księża z dwudziestoletnim stażem byli jej adresatami?)

Jest też pytanie, czy Kościołowi katolickiemu w Polsce jest potrzebny gościu, który dwukrotnie dostał prestiżowego Grand Pressa, przy czym raz za wywiad z księdzem (Jerzym Szymikiem).

Dostał też Nagrodę Ostre Pióro, wśród laureatów której znaleźli się na przestrzeni lat m. in. Monika Olejnik, Elżbieta Jaworowicz, Grzegorz Miecugow, Tomasz Wróblewski, Witold Gadomski, Marek Król, Wiktor Legowicz, Janina Paradowska, Krzysztof Skowroński, Jan Pospieszalski.

Ma też katolicką nagrodę Ślad im. bp. Jana Chrapka i Wiktora publiczności. Studenci dali mu MediaTora w kategorii NawigaTor.

Jednym słowem pytanie dotyczy człowieka sukcesu, który odnosi go zasadniczo w środowiskach Kościołowi niezbyt przychylnych, czyli medialnych, mainstreamowych. W dodatku nie ukrywa tam swojego katolicyzmu. Nie dystansuje się od nauczania Kościoła w trudnych kwestiach. Nie omija tych tematów.

W związku z powyższym musi podejmować decyzje, jak wiele paskudnych, prowokacyjnych, antykościelnych okładek świeckiego tzw. tygodnika opinii, w pewnym sensie „firmować” obecnością swojego nazwiska pod zamieszczonym wewnątrz felietonem.

Musi też czytać o sobie, że jest „załganym pseudoliberalnym, pseudodoktrynalnym, dwie piersi ssącym, liberalnym katolikiem, kuriozalnym dwulicowcem, asekurantem i oportunistą, od którego lepszy jest jasno zdeklarowany katolicki ajatollah, bo nie stoi w szpagacie pomiędzy i pośrodku w czasach ostrych podziałów i ostrej walki”.

Musi także, jako stały współpracownik kolejnego tygodnika, z jego łamów dowiadywać się, że powinien wiedzieć, iż ma pisać zgodnie z redakcyjną linią w sprawie in vitro, a jak nie, to drukowany nie będzie i już.

Moim zdaniem opisywany gościu ma jedną fundamentalną wadę. Praktycznie w polskiej rzeczywistości katolicko-kościelnej występuje pojedynczo.

Jest jeden.

Dlatego nie trzeba wiele wysiłku, aby go z mainstreamu relegować i zepchnąć do niszy.

Pozostaje jednak pytanie, czy Kościół katolicki w Polsce, nasza wspólnota wiary, może i powinna pozwolić, aby tego rodzaju gościu siedział w niszy.

Czy możemy sobie pozwolić na to, aby nie mieć w mainstreamie nikogo, kto potrafiłby powiedzieć: „Jestem w tym, co robię profesjonalistą. I jestem katolikiem, który nie udaje, że nim nie jest”?

ks. Artur Stopka

ks. Artur Stopka

Ks. Artur Stopka, dziennikarz, który został księdzem i... pozostał dziennikarzem. Od września 1992 do 30 października 2008 był redaktorem "Gościa Niedzielnego", w którym pełnił funkcje kierownika działu religijnego oraz szefa edycji katowickiej. W 2001 stworzył portal Wiara.pl, którego był szefem do roku 2008. Pracował też w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Publicysta, współpracujący z różnymi pismami. W latach 2009 - 2011 pełnił funkcję rzecznika archidiecezji katowickiej. Od 2007 wspólnie z Piotrem Czakańskim prowadzi w radiu eM program "Siedem dni w internecie". Ma tam również cotygodniowy felieton oraz poranne autorskie przeglądy prasy.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

Organizacja aborcyjna drugim największym klientem reklamowym Facebooka

Planned Parenthood - organizacja pozarządowa, prowadząca w USA największą liczbę klinik aborcyjnych wydała w ciągu minionych 2 miesięcy aż 188 tys. dolarów na reklamy w serwisie Facebook, promujące jej działania. To drugi największy klient reklamowy tego serwisu w USA.

Polub nas na Facebooku!

Najwięcej na reklamy na Facebooku wydał prezydent Donald Trump – było to w ciągu 2 miesięcy, od maja 2018 r. aż 274 tys. dolarów. Raport w tej sprawie opublikowali badacze New York University, bazując na danych dostarczonych przez sam Facebook. Było to możliwe dzięki temu, że właśnie od maja 2018 r. właściciele tego najpopularniejszego serwisu społecznościowego zaczęli archiwizować informacje o swoich reklamowych klientach i umieszczać je w publicznie dostępnych bazach danych. Krok ten wymusiła opinia publiczna po aferze dotyczącej wpływania poprzez reklamy na Facebooku na wyniki wyborów USA.

– Prowadzenie płatnych kampanii na Facebooku jest ukierunkowanym i opłacalnym sposobem dotarcia do liczącego aż 2,4 milionów grona naszych pacjentów i 12 milionów naszych zwolenników – powiedziała magazynowi New York Times Erica Sackin, rzeczniczka prasowa Planned Parenthood. Dodała, że reklamy dotyczyły zarówno promocji działań ich 56 oddziałów w całych USA, jak i “postów alarmujących o zagrożeniach związanych z zakusami administracji prezydenta Trumpa próbujących odbierać obywatelom dostęp do opieki zdrowotnej”.

Planned Parenthood jest największym w USA operatorem klinik aborcyjnych z największą roczną liczbą zabiegów usunięcia ciąży. W 2014 r. było to aż 324 tys. Zajmuje się również promocją środków antykoncepcyjnych i edukacją seksualną młodzieży. Jest dotowana ze środków publicznych USA.

Raport dotyczący wydatków na reklamy poprzez Facebook zbadał łącznie 449 największych amerykańskich podmiotów wykupujących kampanie reklamowe w tym serwisie. Spośród nich 210 stanowiły organizacje lewicowe, 124 – prawicowe, a 115 było neutralnych politycznie.

Do raportu odnieśli się także sami przedstawiciele Facebooka mówiąc, że znakomicie pokazuje on cel, w jakim tego typu dane zostały publicznie udostępnione.

ad, New York Times/Stacja7

Brytyjska minister wzywa Kościół do zmiany nauczania

Penny Mordaunt, brytyjska sekretarz stanu ds. międzynarodowego rozwoju, spotkała się z przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglią. Przekonywała go, że Kościół katolicki powinien zmienić nauczanie dotyczące stosowania środków antykoncepcyjnych.

Polub nas na Facebooku!

Jak informuje brytyjski dziennik The Telegraph, minister Mordaunt użyła m.in. argumentu mówiącego o tym, że każdego dnia 800 kobiet umiera z powodu powikłań ciążowych i połogowych. Argumentowała, że szerszy dostęp do środków antykoncepcyjnych “złagodziłby ten problem”. Podczas spotkania w Watykanie, Mordaunt przekonywała, że przywódcy religijni powinni zmienić swoje “głębokie przekonania i postawy”, aby umożliwić kobietom szerszy dostęp do “prokreacyjnej opieki medycznej”.

W rozmowie z The Telegraph polityk podsumowała swoje spotkanie z abp Vicenzo Paglią i abp Paulem Gallagherem, sekretarzem ds. relacji z państwami watykańskiego Sekretariatu Stanu. Mówiła o potrzebie pomocy młodym kobietom, narażonym na utratę życia i zdrowia, m.in. w związku z niedostateczną dostępnością środków antykoncepcyjnych.

“Kościół katolicki może nam w tym pomóc, a moim apelem było, aby pomógł nam w ratowaniu życia, zwłaszcza młodych matek” – mówiła.

Jej wystąpienie zbiegło się w czasie z jubileuszem 50-lecia ogłoszenie encykliki “Humanae Vitae” papieża Pawła VI, która porządkowała nauczanie Kościoła m.in. w kwestii antykoncepcji. Jak przypomina Catholic Herald, w ubiegłym miesiącu blisko 500 księży z Wielkiej Brytanii podpisało się pod dokumentem wyrażającym wdzięczność za zawarte w encyklice nauczanie i podtrzymującym całkowity sprzeciw przeciwko sztucznej antykoncepcji.

“Jako księża, pragniemy poprzeć, w 50. rocznicę Humanae Vitae tę szlachetną wizję miłości życiodajnej, jak zawsze nauczał Kościół i jak ją rozumiał. Wierzymy, że prawdziwa “ludzka ekologia”, ponowne odkrycie dróg natury i szacunku dla godności ludzkiej, są kluczowe dla przyszłości naszego narodu: zarówno katolików, jak i nie-katolików. Proponujemy ponowne odkrycie Humanae Vitae, nie tylko w wierności Słowu Bożemu, ale jako klucz do uzdrowienia i trwałego rozwoju naszego społeczeństwa” – napisali w dokumencie brytyjscy księża.

KAI/ad

Mało znane anegdoty o Janie Pawle II

Podczas pielgrzymki 1999 r. w Licheniu Papież opowiadał, że kiedy wjeżdżał do sanktuarium, okrzyki ludzi „Witaj w Licheniu” skojarzyły mu się z „Witaj, ty leniu!”. Poznajcie przezabawne historie z Janem Pawłem II w roli głównej.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

PRZYSTOJNIAK

Podczas wizytacji jednej z podhalańskich parafii przejęta z wrażenia gaździna pomyliła się, wygłaszając tekst powitania kardynała Karola Wojtyły i zamiast zatytułować go „nojdostojniejsym”, powiedziała „Witojcie nom nojpszystojniejsy księze kardynale”. On zaś spojrzał na nią z filuternym błyskiem w oku i odparł:

– No, coś w tym jest!


JEDNAK NIE UKRADŁ

Podczas jednej z narciarskich wypraw w rejon Kasprowego Wierchu kardynał Wojtyła został zatrzymany przez czeskie Wojsko Ochrony Pogranicza. Jeden z żołnierzy ze zdumieniem przeglądał dokumenty, podane przez kardynała, w końcu krzyknął z oburzeniem:

– Czy zdajesz sobie sprawę, komu ukradłeś papiery, ty durniu? Trzeba będzie cię zamknąć!

Kardynał próbował tłumaczyć, ale żołnierz był nieprzejednany:

– Kardynał na nartach? Myślisz, że jestem idiotą?

Kiedy po chwili sprawa się wyjaśniła, zdumiony Czech rozpływał się w przeprosinach.


WYSTARCZAJĄCO UCZCIWY KARDYNAŁ?

Podczas jednego ze spotkań w krakowskiej kurii kardynał Wojtyła wspomniał, że niebawem wybiera się do Rzymu. Słysząc to jeden z księży powiedział dość głośno:

– Żeby tak znalazł się jakiś uczciwy ksiądz, który przywiózłby mi z Rzymu kilka różańców dla moich chorych…

Słysząc to, kardynał odpowiedział z uśmiechem:

– A czy zdaniem księdza ja byłbym wystarczająco uczciwy?


OSTROŻNOŚĆ

Pierwszą audiencję generalną nowy Ojciec Święty zakończył słowami:

– Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać!


CUD!

W czasie środowej audiencji w styczniu 1979 roku Ojciec Święty przemawiał jak zwykle także w języku polskim. Ponieważ rozentuzjazmowani Włosi także to przemówienie przerywali gromkimi oklaskami, papież skomentował z uśmiechem:

– O, stał się cud: widać, że wszyscy Włosi rozumieją po polsku. To jakby nowe Zesłanie Ducha Świętego!


JESZCZE NIE WSZYSCY…

25 lutego 1979 roku papież przybył do rzymskiej parafii Matki Boskiej Częstochowskiej. Na spotkaniu obecni byli pielgrzymi z Polski. Papież przywitał wszystkich serdecznie po polsku, po czym przechodząc na włoski oświadczył:

– Teraz to, co powiedziałem, muszę przetłumaczyć na włoski, ponieważ jeszcze nie wszyscy z tu obecnych nauczyli się języka polskiego.


CESARZOWA CHIŃSKA

W szwajcarskiej klinice przebywał na leczeniu przyjaciel Papieża, bp Andrzej Deskur. Pewnego dnia Ojciec Święty postanowił do niego zadzwonić. Kiedy dodzwonił się do szpitala, poprosił o połączenie z pokojem księdza biskupa. Dociekliwa telefonistka zapytała:

– A kto mówi?

– Papież! – Padła krótka odpowiedź. Panienka na moment zaniemówiła, ale szybko pozbierała się i odpowiedziała rezolutnie:

– Z pana taki papież, jak ze mnie cesarzowa chińska!

Gdy wszystko wyjaśniono, chciano podobno zwolnić z pracy ową kobietę, ale papież natychmiast się za nią wstawił, gdyż – jak sam wyznał – „setnie się ubawił”.


KATOLIK

Podczas jednego ze spotkań z wiernymi Papież podał rękę pewnej Amerykance. Ta, uszczęśliwiona, zaczęła mu opowiadać, że kiedyś należała do sekty protestanckiej, ale katolicyzm ją urzekł i jest przekonana o prawdziwości wiary katolickiej. Po chwili Papież przerwał jej potok słów, mówiąc z uśmiechem:

– Mnie pani nie musi przekonywać, ja jestem katolikiem!


TRUDNY JĘZYK POLSKI

Wielu watykańskich dostojników podjęło próbę nauczenia się – niełatwego przecież – języka polskiego. Jeden z nich spotkawszy kiedyś Papieża na korytarzu zagadnął:

– Jak się czuje piesek?

Papież spojrzał na niego zdumiony, po czym z uśmiechem odparł:

– Hau, hau!


BEZ KOLEJKI

Pomiędzy beatyfikacją a kanonizacją o. Maksymiliana Marii Kolbego minęło zaledwie 11 lat. Krótko przed uroczystością papież miał to skomentować:

– Rzadko się zdarza, aby błogosławiony tak szybko awansował na świętego. Ale ponieważ o Kolbe całe życie się spieszył, to trzeba było go załatwić poza kolejką.


„MOGĘ WSTAĆ!”

W czasie pierwszej pielgrzymki do Niemiec w 1980 roku dziennikarz zapytał Jana Pawła II, czy zgadza się ze stwierdzeniem, że zbyt mało czasu poświęcił na rozmowy z protestantami.

– W Moguncji mogę wstać o dwie godziny wcześniej, ażeby z nimi rozmawiać, ale czy oni też wcześniej wstaną? – odpowiedział Papież.


PAPIEŻENIE

Jan Paweł II do odwiedzającego go polskiego księdza:

– Poczekaj chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.


PAPIEŻ I ZAKONNICE

Podczas jednego ze spotkań z siostrami zakonnymi Papież stwierdził:

– Bardzo was cenię i lubię, ale schodzę wam z drogi, bo wy najchętniej rozerwałybyście papieża na sztuki. A mnie się jeszcze do relikwiarza nie spieszy…

Innym razem w hiszpańskiej Avili, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił:

– Te siostry, które ślubowały milczenie, hałasują tu najgłośniej!


HYMN

Podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych Polonia amerykańska wielokrotnie witała Papieża głośnym śpiewem „Sto lat”. Za którymś razem Papież stwierdził:

– Jeżeli będziecie ciągle to śpiewali, to Amerykanie pomyślą, że to polski hymn narodowy!


JUŻ NIE TAKI PORZĄDNY

W czasie jednego z pierwszych spotkań z młodzieżą pod „papieskim oknem”w Krakowie Ojciec Święty stwierdził:

– Kiedy tutaj dawniej byłem, byłem całkiem porządnym człowiekiem. Nigdy nie wyłaziłem na okna. A teraz co się ze mną stało?


NOWA LITURGIA

W czasie drugiej pielgrzymki do ojczyzny Papież odwiedził Górę św. Anny. Uczestniczył tam w nieszporach, przerywanych wielokrotnie przez oklaski, a zakończone spontanicznym śpiewem „Sto lat”. Papież rzecz jasna wykorzystał sytuację:

– Chodziłem na nieszpory od dziecka, potem jako kapłan je odprawiałem, ale te są pierwszymi, podczas których śpiewa się „Sto lat”. Czyżby to jakaś nowa liturgia?

A gdy wierni zaczęli skandować „Zostań z nami”, odpowiedział:

–  Zostałbym z wami, ale bardzo ciężko byłoby przenieść Bazylikę św. Piotra!


(Historie przytoczono częściowo z książki ks. Kazimierza Pielatowskiego „Uśmiech Jana Pawła II, wyd. Hlondianum 1991).

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

4 pomysły na ślub z myślą o gościach

W przygotowaniach ślubu warto pomyśleć o tym, że goście, którzy na niego przyjdą, powinni także godnie i świadomie przeżyć Eucharystię.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Miałam szczęście być już na tak wielu ślubach, że z czystym sumieniem mogę polecić kilka sprawdzonych pomysłów, które pomogą gościom ślubnym dobrze przeżyć Mszę, a oni sami z pewnością to docenią. Są to pomysły do zrealizowania w każdej, jak sądzę, parafii, nie wymagają praktycznie nakładu kosztów, ale wymagają poświęcenia im czasu i uwagi. A przede wszystkim odwagi, by w przygotowaniach nie zatracić Tego, co najważniejsze w ślubie kościelnym – Pana Boga.

 

1. Spowiedź przed Mszą

Spójrzmy prawdzie w oczy – bywa różnie. Goście przybywają z daleka, a może ślub będzie dla nich okazją do zobaczenia dawno niewidzianej mszy. Jeśli narzeczeni decydują się na ślub kościelny, jest to znakiem, że Pan Bóg jest dla nich ważny i to z Nim chcą rozpocząć swoją małżeńską przygodę. Idąc krok dalej – powinno być ważne dla nich także to, by goście, których zapraszają do udziału w ślubie, mogli się za nich modlić z czystym sercem i w pełni uczestnicząc we Mszy, czyli z możliwością przyjęcia Komunii w intencji nowożeńców.

Ksiądz nie powinien robić kłopotu, gdy się go poprosi, by przed ślubem na pół godziny usiadł w konfesjonale. Warto także możliwość spowiedzi zasygnalizować wcześniej gościom, czy to przy zaproszeniach, czy przed Mszą.

 

2. Znane pieśni

Temat śpiewów na ślubach jest o tyleż dyskusyjny, co szalenie prosty. Nawiążę tu do poprzedniego punktu – jeśli decydujemy się na ślub kościelny, respektujemy zasady, jakimi rządzi się liturgia, a zatem wybieramy na ślub pieśni liturgiczne. Kilkadziesiąt propozycji pieśni możecie znaleźć tutaj razem z playlistą.

Warto zadbać o to, by chociaż 2-3 pieśni na ślubie goście mogli wykonać, modląc się za nowożeńców. Jest ogrom pieśni liturgicznych o miłości, które pięknie wykonane mogą wzruszyć tak samo jak słynne “Alleluja” Cohena czy “Twoja miłość jak ciepły deszcz”. Wybór znanych pieśni, a takimi będą popularne pieśni kościelne, to także ukłon w stronę gości, którzy chętniej włączą się w psalmowe “Skosztujcie i zobaczcie” niż nawet najbardziej pięknie i koncertowo wykonane “Gdy drogi pomyli los zły”. Swoją drogą to smutne w tak pięknym dniu zakładać, że coś pójdzie nie tak, nie mówiąc już o tym, że w tym zdaniu wyraża się przekonanie, że to “los” kieruje życiem człowieka.

 

3. Śpiewniki

Ten pomysł wiąże się z poprzednim. Nawet najbardziej znane pieśni nie są znane w całości, a wierzcie, że Wasi goście – przynajmniej w części – chętnie je zaśpiewają. Warto więc pomyśleć o wykorzystaniu kościelnego rzutnika lub przygotowaniu śpiewnika. O tę kwestię można śmiało poprosić organistę lub zespół, który będzie dbał o śpiewy. Śpiewniki można rozłożyć na ławkach – nie zapomnijcie poprosić kogoś ze znajomych o pomoc w zebraniu ich po ślubie!

Warto też pamiętać, że jeśli samemu się w scholi nie śpiewa i żadnych znajomych w scholi się nie ma, to jeszcze nie znaczy, że trzeba koniecznie wynająć zespół lub profesjonalnych śpiewaków. Można zapytać o zaśpiewanie scholę z sąsiedniej parafii, schole z kościołów akademickich podejmą się z radością takiej posługi – a Wy będziecie spokojni, że zrobią to ze smakiem i pięknie.

 

4. Dekoracja z umiarem

Absolutnie nie bronię przepychu. Ale widziałam już kobiety ściągające płatki róż, które w iście szaszłykowym stylu znalazły się na obcasach, gdy ich właścicielki kroczyły po puszystym dywanie obsypanym kwiatami oraz gości wywracających się o piękne, białe szarfy, którymi opleciono ławki. Nie wspomnę o wywróconych świecznikach i wosku rozlewającym się po podłodze czy nie daj Boże wymuskanych kreacjach.

Podczas Mszy goście powinni mieć możliwość skupienia się na… Mszy – na tym, co się dzieje na ołtarzu. Warto więc umożliwić im to poprzez dekorację, która nie będzie ich rozpraszać i nie zmieni ślubu w festyn.

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Franciszkanie zapraszają dzieci do Niepokalanowa

Mali rycerze i małe damy dworu będą uczestniczyć w II Ogólnopolskim Spotkaniu Dzieci, na które ojcowie franciszkanie zapraszają 15 września do Niepokalanowa. Dzieci proszone są o przebranie się w stroje rycerzy i dam dworu.

Polub nas na Facebooku!

Spotkanie, zorganizowane wspólnie z redakcją Małego Rycerzyka Niepokalanej, odbędzie się w Niepokalanowie po raz drugi. Rozpocznie je Msza św., której będzie przewodniczyć biskup Antoni Długosz. Potem odbędzie się “Rycerskie Popołudnie” z licznymi atrakcjami dla najmłodszych. Zaplanowano m.in. zwiedzanie Niepokalanowa, gry i konkursy z nagrodami, szlaki sprawnościowe, tańce dworskie oraz zabawy integracyjne. W programie jest również pasowanie prawdziwym mieczem na Rycerzyka Niepokalanej, co – jak podkreślają organizatorzy – jest zawsze dla dzieci wielkim przeżyciem. Wydarzenie uświetni koncert dziecięcego zespołu Mały Chór Wielkich Serc pod przewodnictwem o. Piotra Kleszcza OFMConv.

Pomysłodawcy wydarzenia tłumaczą genezę jego powstania.

– Gdy w ubiegłym roku świętowaliśmy 100-lecie założenia Rycerstwa Niepokalanej i przybywało do nas wiele rodzin, zwracali uwagę, że podczas naszych uroczystości tak wiele dzieje się dla dorosłych, ale nic dla dzieci. Ta myśl była iskrą, która rozpaliła serca wielu ludzi, którzy podjęli inicjatywę zorganizowania spotkania dla dzieci. I tak 16 września 2017 r. Niepokalanów zgromadził dzieci z całej Polski – małych rycerzy Niepokalanej, czytelników „Małego Rycerzyka Niepokalanej” i wszystkich, którzy zapragnęli tego dnia przez wspólną modlitwę, śpiew i zabawę włączyć się w to spotkanie – mówi s. Julia Maria Koczot, redaktor naczelna Małego Rycerzyka Niepokalanej.

Ubiegłoroczne spotkanie spotkało się z dużym zainteresowaniem rodzin z dziećmi, przybyło ok. 600 osób. Wielu zainteresowało się później wstąpieniem w szeregi Rycerstwa Niepokalanej – organizacji, która powstała w 1917 roku z inicjatywy ojca Maksymiliana Kolbego.

Stacja7 jest patronem medialnym II Ogólnopolskiego Spotkania Dzieci w Niepokalanowie.

mg/Stacja7

Żeby mi to było ostatni raz!

Czyli 5 rad praktycznych i jedna najważniejsza od Ojca Leona dla narzeczonych.

Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Miłość jest “wywoływaczem”, a sakrament “utrwalaczem”. Z Bogiem jesteśmy w stanie przetrwać wszystkie trudności, Jego siła jest bardzo wielka.

Błogosławiłem wiele małżeństw i obserwuję dzisiaj, jak te związki się układają. Niektóre lepiej, inne gorzej. Z perspektywy 65 lat kapłaństwa mogę powiedzieć, że bez Pana Boga małżeństwo jest bardzo wielkim ryzykiem.

Uważam, że trzeba się Go dobrze trzymać, oprzeć cały związek na łasce Bożej i wtedy można mieć nadzieję, że słowa: “nie opuszczę cię aż do śmierci” będą dotrzymane.

Wiem, że powołanie do małżeństwa jest inne niż powołanie do zakonu, bo ja jako zakonnik, choć nie jestem pewien, czy moja miłość jest doskonała, to Pan Bóg jest zawsze bez zarzutu. A w małżeństwie, w związku z ludzką niepewnością? Po jednej i drugiej stronie jest słabość, dlatego ważny jest sakrament. Bo miłość jest “wywoływaczem”, a sakrament “utrwalaczem”.

Często zdarza mi się spotykać katolików, którzy mówią, że z Bogiem są w stanie przetrwać wszystkie trudności, Jego siła jest bardzo wielka, dlatego zawierzenie Bogu i siedmiu sakramentom to podstawa.

 

Rady praktyczne

 

1. Ubierz się porządnie, nie pokazuj pleców

Sprawy przyziemne, które sprawiają, że ten dzień jest najpiękniejszy są także ważne. Osobiście mam radę dla panny młodej: ubierz się porządnie, nie pokazuj pleców. Widziałem kiedyś sympatyczną Niemkę, która wychodziła za mąż za polskiego katolika. Dekolt miała pod szyję, rękaw długi, a suknia tak piękna, że wyglądała jak księżniczka. Na weselu była już w wersji luźniejszej. Ale w kościele suknia wyrażała szacunek do miejsca, w którym zawarty został sakrament. Zachęcam więc wszystkie panny młode: w Kościele pokaż się w pięknej sukni, godnej tej uroczystości. Na goliznę będzie jeszcze czas po ślubie.

 

2. Sami wybierzcie czytania

Doradzam, aby tak właśnie przebiegała uroczystość. Od dobrego stroju, po to co najważniejsze dla duszy.

Druga rzecz to Liturgia Słowa, ważne jest, żeby małżonkowie sami powiedzieli księdzu jakie mają być czytania i ewangelia, bo to nadaje kierunek na całe życie. Z takich najbardziej popularnych czytań piękny jest oczywiście hymn o miłości z listu św. Pawła. Do tego można powiedzieć świetną homilię. Zdarzało mi się też, że panna młoda czytała Pieśń nad pieśniami i zaśpiewała psalm. Takie momenty są wzruszające.  (tu mozna dać link do naszej listy czytań.

 

3. Włączcie rodzinę

Ważne jest, kiedy rodzina włącza się w Liturgię Słowa, bo nie zawsze nowożeńcy potrafią opanować wzruszenie.

 

4. Komunia

Bardzo istotna jest komunia pod dwiema postaciami. To niezwykłe przeżycie.

 

5. Nie stresujcie się

Ostatnia praktyczna rada: by małżonkowie się nie stresowali, bo co zrobią i tak będzie bardzo dobrze.

 

I NAJWAŻNIEJSZE!

Pamiętajcie! Żeby mi to było pierwszy i ostatni raz! Rozumiecie?

 

Tego z całego serca życzę!

 

Leon Knabit OSB

Leon Knabit OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

Masz niepotrzebny strój komunijny? Podaruj go dzieciom ze Wschodu

Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie ogłosił zbiórkę niepotrzebnych strojów pierwszokomunijnych, które chce przekazać dzieciom z krajów byłego Związku Radzieckiego. Zbiórka odbywa się w Warszawie i trwa do skutku.

Polub nas na Facebooku!

Potrzeba co najmniej 200-300 sztuk alb, komży i garniturów pierwszokomunijnych.
Zdaniem prowadzącego zbiórkę ks. Leszka Kryży, dyrektora Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie duże znaczenie dla obdarowanych będzie miało miejsce pochodzenia strojów, które dostaną.
– Na Wschodzie pierwsze Komunie odbywają się przez cały rok, nie tylko – jak w Polsce – w maju. Dzieci będą mogły czuć się wyjątkowo, zakładając odświętne ubrania, a do tego będzie im bardzo miło, że dostały taki prezent od dzieci z Polski – mówi ks. Kryża w rozmowie z Radiem Watykańskim.

Dary można przynosić do Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie przy Skwerze Kard. S. Wyszyńskiego 6, który jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 10-15.

mg/Stacja7

Czytania + pieśni na ślub [POBIERZ]

Dla przygotowujących mszę z sakramentem małżeństwa przygotowaliśmy kilka zestawów czytań z propozycjami pieśni, dobranymi tematycznie do Liturgii Słowa.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeśli nie wiesz, jakie czytania chcesz usłyszeć na swoim ślubie, skorzystaj z gotowych zestawów, którze przygotowaliśmy. Wybraliśmy 6 propozycji układu czytań wraz z pieśniami, które dobrze sprawdzą się na Mszy. Propozycje zestawów dobraliśmy tematycznie. Wybierz temat, który jest Ci najbliższy!


PRZYJAŹŃ


JEDNOŚĆ


ŚWIADECTWO


PRZYKAZANIE


BŁOGOSŁAWIENI


OBIETNICA


Wszystkie czytania proponowane na ślub znajdziesz tutaj, a propozycje pieśni tutaj.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Dla zestresowanych narzeczonych

A więc chcecie się pobrać, hmm? Jest to w równym stopniu okazja do składania gratulacji i wyrazów współczucia, więc przyjmijcie jedno i drugie.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Współczucie ogarnia mnie nie na myśl o małżeństwie, broń Boże. Po prostu po trzynastu latach wciąż pamiętam niektóre z… eee… ożywionych dyskusji na tematy organizacyjne. Ślub i wesele to delikatna rzeczywistość, ponieważ uruchamia festiwal marzeń i pragnień u wielu osób (dziewczyna, chłopak, jej rodzice, jego rodzice, jej przyjaciółka, jego siostra…). A naprawdę rzadko się zdarza, żeby wizje tak szerokiego grona były spójne. Lojalność wobec rodziny i przekonanie, że „wesele jest dla gości” walczy w narzeczonych z własnymi pomysłami i oczekiwaniami – najczęściej kończy się na mniej lub bardziej kulawym kompromisie. Co jestem w stanie serdecznie doradzić, to sporządzenie zawczasu – we dwoje – trzystopniowej listy rzeczy pożądanych na Waszym ślubie i weselu. Dla ułatwienia wyobraźmy sobie hipotetyczną parę, Zosię i Zenka, którzy już swoją listę mają, i ustalili co następuje:

1. Bezwzględnie i bezdyskusyjnie będą:

▪ ślub i wesele w mieście (wykluczamy wszelkie zajazdy na uboczu)
▪ wesele na maksymalnie 60 osób
▪ zaprzyjaźniony celebrans.

2. Bardzo chcemy, żeby były:

▪ zespół, a nie DJ
▪ ślub w kościele akademickim
▪ książki zamiast kwiatów.

3. Miło, żeby były, ale możemy negocjować:

▪ połowa gości spoza rodziny (nasi znajomi)
▪ kwartet smyczkowy w kościele
▪ nasz wyjazd w podróż poślubną w połowie imprezy, w stylu amerykańskim.

Warto się zabrać za listę w ścisłym gronie dwuosobowym, żeby wstępne awantury mieć już za sobą, kiedy pójdziecie rozmawiać z rodzicami. Serio, przywyknijcie do występowania jako wspólny i niewzruszony front, to jest postawa kluczowa na resztę waszego życia.

 

Równie ważna, albo i ważniejsza jest druga lista: rzeczy i zachowań niepożądanych podczas uroczystości. Przykładowy spis autorstwa naszych fikcyjnych nupturientów wyglądałby tak:

1. Bezwzględnie i bezdyskusyjnie nie będzie:

▪ zabaw oczepinowych
▪ dekoracji z balonów,
▪ potwornych przyśpiewek rzekomo ludowych.

2. Bardzo nie chcemy, żeby były:

▪ wódka
▪ biała długa suknia z welonem
▪ powitanie z tłuczeniem kieliszków przed salą.

3. Nie lubimy, ale możemy negocjować:

▪ obecność średnio lubianych wujków
▪ siedzenie przy jednym długim stole zamiast kilku okrągłych
▪ oficjalny pierwszy taniec.

Zasada jest ta sama – najpierw omawiacie we dwoje, potem dyskutujecie z innymi. I stoicie murem za sobą nawzajem.

 

 

Niezależnie od tego, ile czasu i energii poświęcicie na organizację wielkiego dnia, na pewno i na sto procent coś pójdzie nie tak. Jak mawiają bracia neoni, trzeba mieć pokój na tę sytuację; nic się nie stanie, naprawdę nic, jeśli manikiurzystka się spóźni (albo, jak ja, zapomnicie ją umówić i pójdziecie do ślubu z własnoręcznie a krzywo obciętymi paznokciami). Drobne wpadki są nieuchronne, a żeby uniknąć większych katastrof bardzo przydaje się poproszenie o pomoc organizacyjną kogoś ogarniętego i nie aż tak przejętego. Przytomna koleżanka dopilnuje poszczególnych elementów układanki, a wy zajmiecie się tym, co naprawdę ważne.

Cały ten wstępik służył tylko uśpieniu waszej czujności, ot, kolejny lajfstajlowy artykuł. A ja chcę powiedzieć coś naprawdę istotnego: nie dajcie się wrobić w przekonanie, że to jest najważniejszy dzień waszego życia i od jego powodzenia zależy reszta wspólnej drogi. Otóż gucio prawda, ślub i wesele niczego nie determinują. Gdybyż to było takie proste – idealny ślub równa się idealne małżeństwo, przyłóż się i dobrze wybierz kościół, tort, sukienkę i muzykę, a gwarantujemy ci sto lat w szczęściu. Tak nie jest.

Dlatego proszę i nalegam – w tygodniach i miesiącach przedślubnych myślcie nie kategoriami „dieta i solarium na TEN WIELKI DZIEŃ”, a raczej „czy to jest na pewno ten człowiek, z którym chcę spędzić te tysiące małych dni”. Nie wyobrażajcie sobie siebie dwojga sunących główną nawą kościoła i odjeżdżających ku zachodzącemu słońcu. Wyobrażajcie sobie siebie za pięć albo dziesięć lat, niekoniecznie w dramatycznych okolicznościach, ale takich zwykłych, do bólu zwykłych. Czy na pewno chcę pić kawę poranną z tą właśnie osobą – przez resztę życia? Czy jestem w stanie zawezwać na świadków i orędowników wszystkich Świętych, bo moje szczere i prawdziwe pragnienie jest właśnie takie – całe życie razem?

Jeśli nie – nie róbcie tego. Po prostu. Odwołanie albo odłożenie ślubu może być trochę stresujące, ale nie warto kłaść na szali własnego szczęścia albo nie daj Boże fałszywie przysięgać tylko dlatego, że sala już zarezerwowana i zaliczka wpłacona. Dzień ślubu powinien być najgorszym, a nie najlepszym dniem małżeństwa, początkiem linii wznoszącej, a nie wielkim finałem wszystkiego, co w związku było fajne, fascynujące, romantyczne i niezwykłe. Z ukochanym człowiekiem nawet najbardziej zwyczajne okoliczności stają się niezwykłe, to wszystko jest w głowie i w sercu. Dlatego patrzcie nie na okoliczności, a na siebie nawzajem, głęboko w oczy.

 

 

Jeśli macie wątpliwości – idźcie w góry. Nie znam lepszego sposobu na ujawnienie prawdziwej osobowości, ukazanie całej prawdy o sobie niż wędrówka po górach, która generuje wysiłek, często jakiś rodzaj niebezpieczeństwa, brak wygód. Moją opinię podzielał z całą stanowczością śp. Ojciec Joachim Badeni, więc nie to, że tak sobie wymyśliłam.

Góry pomagają w ogóle na wszystko – na stres przedślubny, na hałas, niekończące się telefony od matki, wątpliwości i tłum doradców. Idźcie we dwoje, przewłóczcie się przez -naście kilometrów i spójrzcie na siebie – urąbanych, spoconych, zgrzanych albo zmokłych – a będziecie wiedzieli, czy o to wam chodzi: czy chodzi wam o siebie nawzajem.

Z całego serca Wam życzę, żeby tak było i żebyście nie musieli odwoływać tych rezerwacji. Żeby piękny dzień ślubu był najmniej pięknym ze wszystkich, które czekają na was w przyszłości.

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Ślub krok po kroku. Co, gdzie, kiedy [PORADNIK]

Przygotowanie ślubu i wesela to nierzadko dla narzeczonych duże wyzwanie. Ten poradnik pomoże zorientować się, gdzie i jakie dokumenty powinno się złożyć, kiedy odbyć kurs przedmałżeński i przedślubną spowiedź.

Beata Chojnacka
Beata
Chojnacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Poniższa instrukcja dotyczy ślubu konkordatowego. Jest ogólna i dotyczy sytuacji standardowych, w których nie potrzeba dodatkowych dokumentów i pozwoleń do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. W pozostałych przypadkach, np. ślub z niekatolikiem lub osobą, która była wcześniej w innym związku formalnym, potrzebne informacje otrzymacie w kancelarii parafialnej.

W poszczególnych diecezjach mogą istnieć różnice, co do dokumentów potrzebnych do zawarcia małżeństwa oraz form katechizacji przedślubnej. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie internetowej duszpasterstwa rodzin Waszej diecezji.


ROK PRZED ŚLUBEM


Ustalenie terminu ślubu

Zgłaszacie się do kancelarii parafialnej. Podczas spotkania z duszpasterzem, które ma charakter zapoznawczy, ustalacie datę ślubu oraz dostarczenie niezbędnych dokumentów do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego.

Oczywiście “rok przed ślubem” to termin umowny. Jeśli macie możliwość wcześniej zaplanować datę ślubu, możecie to zrobić wcześniej. Jeśli do ślubu macie mniej niż rok, niech spotkanie z księdzem będzie jednym z pierwszych kroków w przygotowaniach. Przemawiają za tym zwyczajne względy organizacyjne, może się okazać że mając już salę, zespół i fotografów umówione na konkretny dzień i godzinę, nie macie możliwości wzięcia ślubu w danym kościele, ponieważ już odbywają się tam inne śluby.

 

Kurs przedmałżeński

O kursie przedmałżeńskim należy pomyśleć na rok przed ślubem. Celem kursu jest przygotowanie narzeczonych do świadomego złożenia przysięgi małżeńskiej i dalszego życia rodzinnego oraz owocnego przeżycia liturgii sakramentu małżeństwa.

  • Na kurs przedmałżeński zgłaszacie się do parafii obecnego miejsca zamieszkania.
  • Po rozpoczęciu katechezy przedmałżeńskiej spotykacie się 3 razy z doradcą rodzinnym w parafialnej poradni rodzinnej.

3 MIESIĄCE PRZED ŚLUBEM


Spisanie protokołu przedślubnego

Odbywa się w kancelarii parafialnej aktualnego miejsca zamieszkania narzeczonej lub narzeczonego. Przed spisaniem protokołu musicie zaopatrzyć się w kilka dokumentów:

● dowody osobiste

● świadectwa chrztu

By taki dokument uzyskać, trzeba pojechać do swojej parafii chrztu. W przypadku, gdy chrzest i bierzmowanie miały miejsce w tej samej parafii, adnotacja o bierzmowaniu powinna znajdować się w metryce chrztu. W  innych sytuacjach trzeba pobrać świadectwo bierzmowania z parafii, w której sakrament ten był udzielony.
Jeśli byliście ochrzczeni (albo jedno z Was) w parafii, gdzie będzie spisywany protokół – nie trzeba wcześniej zaopatrywać się w taki dokument.

Świadectwo chrztu jest ważne zwyczajowo przez 3 miesiące, a dokładnie: musi być ważne w dniu ślubu. W niektórych przypadkach dopuszcza się ważność 6 miesięcy. Po przekroczeniu wskazanego terminu, metryka chrztu nie stwierdza już stanu wolnego. Zaświadcza tylko o przyjętych sakramentach.

● zaświadczenie z Urzędu Stanu Cywilnego

W Urzędzie Stanu Cywilnego należy pobrać 3 kopie stwierdzające Wasz stan wolny do zawarcia małżeństwa. Te dokumenty potrzebne są w celu zawarcia tzw. ślubu konkordatowego, czyli ze skutkiem cywilnym. Są ważne 6 miesięcy od daty wydania, muszą być aktualne w dniu ślubu. Dokument ten nie jest potrzebny, gdy związek cywilny został już zawarty, wówczas przedstawiacie akt zawarcia związku cywilnego.
Zaświadczenie możecie uzyskać w dowolnym Urzędzie Stanu Cywilnego w Polsce, niezależnie od zameldowania. Do wystawienia zaświadczeń potrzebne są dowody osobiste oraz opłata skarbowa, którą na ogół wnosi się w kasie danego Urzędu (nie ma konieczności przedkładania odpisu aktu urodzenia).

● świadectwo uczestnictwa w katechizacji przedślubnej

czyli inaczej zaświadczenie o ukończeniu kursu przedmałżeńskiego. Nie zastępuje go ukończona katecheza w szkole średniej.

● świadectwo z poradni rodzinnej

Narzeczeni powinni odbyć 3 spotkania w poradni rodzinnej. Jeśli te spotkania są zaplanowane jeszcze po terminie spisania protokołu, zaświadczenie o odbytych spotkaniach w poradni rodzinnej można donieść po ich zakończeniu.

W przypadku, gdy chcecie zawrzeć sakrament małżeństwa poza parafią zamieszkania, po dopełnieniu wszystkich formalności, powinniście otrzymać dokument uprawniający do zawarcia ślubu w innej parafii, tzw. licencję z parafii zamieszkania do załatwienia wszystkich formalności w parafii ślubu (po uzyskaniu zgody parafii ślubu). W przypadku, gdy sakrament ma błogosławić ksiądz pochodzący nie z parafii, w której będzie odbywał się ślub, dla niego powinna zostać przygotowana tzw. delegacja.

 

Zapowiedzi

Informacja o zamiarze zawarcia małżeństwa będzie podana do wiadomości publicznej, dlatego parafia podaje komunikat, czyli zapowiedzi w parafiach zamieszkania narzeczonych. Zapowiedzi ogłasza się przez wywieszenie informacji na tablicy ogłoszeń parafialnych przez 8 dni (dwie niedziele i tydzień między nimi), bądź odczytanie ich podczas ogłoszeń parafialnych w kolejne 2 niedziele lub dni świąteczne nakazane. Celem zapowiedzi jest potwierdzenie Waszego stanu wolnego i wykluczenie ewentualnych przeszkód do zawarcia sakramentu małżeństwa.

 

Spowiedź przedślubna

Do spowiedzi przedślubnej przystępujecie przynajmniej dwukrotnie. Pierwsza spowiedź może odbyć się po spisaniu protokołu przedślubnego. W sytuacjach wyjątkowych duszpasterz może zadecydować o jednej spowiedzi bezpośrednio przed ślubem. Przy przystąpieniu do sakramentu pokuty i pojednania należy poinformować kapłana, że jest to spowiedź przedślubna. W niektórych parafiach istnieje zwyczaj, że spowiednik potwierdza odbycie spowiedzi na karteczce, którą otrzymaliście w kancelarii.


PO ŚLUBIE


Akt ślubu

Po udzieleniu sobie sakramentu małżonkowie podpisują akt zawarcia małżeństwa. W akcie podpisują się również świadkowie – warto przypomnieć im, by zabrali ze sobą dowody osobiste.

Następnie ksiądz z parafii, w której odbywał się ślub, zobowiązany jest przekazać dokument o zawarciu ślubu do urzędu stanu cywilnego.

 

Beata Chojnacka

Beata Chojnacka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata Chojnacka
Beata
Chojnacka
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego zaprosiliśmy na ślub 500 osób

Najbardziej zależało nam, by tego dnia jak najwięcej osób przyjęło w naszej intencji Komunię Świętą. Zapraszaliśmy wszystkich, z którymi chcieliśmy przeżyć te piękne chwile. Kiedy pod koniec mszy stanęliśmy na stopniach prezbiterium, by przekazać kilka ogłoszeń, mogliśmy zobaczyć ten tłum. Bo tak trzeba to nazwać – na naszym ślubie było niemal 500 osób.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przynajmniej kilka razy w tygodniu słucham nagrań śpiewów z naszej mszy ślubnej. Jest do czego wracać, a z każdym tym powrotem cieszę się, że właśnie Msza Święta była dla nas tego dnia najważniejsza. Wszystkie przygotowania zaczęliśmy od ustalenia terminu z proboszczem parafii, później szukaliśmy kursu przedmałżeńskiego. Na kilka miesięcy przed ślubem mieliśmy już wybrane pieśni i czytania. Postanowiliśmy też zaangażować w przygotowanie Liturgii rodzinę i przyjaciół.

Bardzo nam zależało, żeby zaprosić na tę mszę jak najwięcej osób. Osobiście, telefonicznie i pocztą  szukaliśmy każdej okazji, by nawet daleko mieszkającym znajomym dać znać, że zapraszamy ich do uczestniczenia w tym ważnym dla nas dniu. Co ciekawe nikt nie pogniewał się, że nie zapraszamy osobiście, a raczej słyszeliśmy “cieszę się, że o mnie pomyśleliście”, “dziękuję za zaproszenie, bardzo chętnie się pojawię”.

Nieskromnie powiem, że była to chyba jedna z najliczniejszych ślubnych mszy, w których uczestniczyłam. Ku naszemu zaskoczeniu i ogromnej radości kościół był pełen. Wielu z naszych gości przyjechało naprawdę z daleka, nawet kilkaset kilometrów. Niektórzy bardzo mnie zaskoczyli, wiedziałam, że są zajęci, w trakcie służbowego wyjazdu albo trudno im o transport z maleńkim dzieckiem. A mimo to byli. Ich obecność i modlitwa były dla nas najlepszym prezentem. I trzeba przyznać, że to duchowe wsparcie czuliśmy bardzo mocno, bo spodziewaliśmy się stresu, a pierwsze, co nam zapadło w pamięć to niesamowity spokój. Stojąc przed ołtarzem czuliśmy, że mamy dobre plecy.

Prosiliśmy naszych przyjaciół i znajomych o modlitwę jeszcze na długo przed ślubem. Było dla nas jasne, że choćbyśmy się prześcigali w najlepszych pomysłach organizacyjnych i choćbyśmy najlepiej wszystko zaplanowali, bez wsparcia “z góry”, tylko ludzkimi siłami po prostu tego nie dźwigniemy. Wzruszyli nas pewni nasi znajomi, którzy zrobili swego czasu listę narzeczonych, za których się modlą, od kiedy dowiedzą się o zaręczynach. Czy to nie piękne?

Do dziś jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy tego dnia byli z nami. Modlimy się za nich i dziękujemy Panu Bogu, że dał nam spotkać tak dobrych ludzi. To też dla nas nie lada motywacja, by o innych narzeczonych i świeżo zaślubionych pamiętać w modlitwie – jesteśmy przekonani, że to najlepsze, co można im podarować.

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego Google-Doodle pokazują dziś głowę księdza?

Google Doodle czyli rysunkowa postać nazwy znanej wyszukiwarki przestawia w dniu 17 lipca 2018 ks. Georgesa Lemaître - belgijskiego kapłana i astronoma, który sformułował teorię Wielkiego Wybuchu.

Polub nas na Facebooku!

W ten sposób wyszukiwarka chce uczcić jego 124. urodziny. Wersja Doodle z ks. Lemaîtrem wyświetla się domyślnie w 11 krajach, m.in. Belgii, Francji, Rumunii, Wielkiej Brytanii, Islandii, Chile, Indiach czy Australii. W Polsce, jeśli nie wyświetli się domyślnie, można ją odnaleźć tutaj>>

Ks. Georges Lemaître był profesorem fizyki na Katolickim Uniwersytecie w Leuven. Zaproponował on teorię, która głosi, że wszechświat nieustannie rozszerza się z jednego pierwszego punktu. Nazwał to “hipotezą pierwotnego atomu” lub “Kosmicznego jaja”. Sformułował także to, co później stało się znane jako “prawo Hubble’a” i “stała Hubble’a” dwa lata przed Edwinem Hubble’em.

Google Doodle to zabawna kreacja nakładana na logo popularnej wyszukiwarki najczęściej dla uczczenia ważnych wydarzeń, osób lub okoliczności.

mr/Stacja7