Po co nam taki gościu?

Jakiś czas temu zaproponowałem, aby do udziału w pewnej adresowanej do młodych debacie poświęconej tematyce wewnątrzkościelnej zaprosić Szymona Hołownię. „Po co nam taki gościu?” – skrzywił się jeden z organizatorów.

ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

„Ksiądz wie, gdzie on się lansuje? Po tych wszystkich wrogich Kościołowi mediach. Z TVN-em na czele!”.

Debata się odbyła przy nikłym udziale tak zwanej grupy docelowej. A mnie utkwiło w pamięci pytanie, które wtedy usłyszałem. I wraca co jakiś czas, gdy z jakiegoś powodu nazwisko Szymona Hołowni pojawia się na medialnych czołówkach.

Pytanie wcale nie jest głupie ani wydumane. Bo w rzeczywistości jest to pytanie, czy potrzebujemy w Kościele katolickim w Polsce pewnego typu ludzi i czy, jeśli już ich mamy, potrafimy ich zagospodarować i włączyć w misję, którą zlecił nam Jezus.

Czy jako wspólnota wiary potrzebujemy kogoś, kto dwa razy podchodził do życia zakonnego, ale nie wyszedł poza nowicjat? A potem został ratownikiem medycznym oraz udzielał się w fundacji „Pomoc Maltańska”?

Albo po co nam taki gościu, który jest wystarczająco profesjonalnym człowiekiem mediów, aby móc pracować w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku Polska”, „Ozonie”, „Rzeczpospolitej”? Który z równym powodzeniem może publikować w „Kulturze Popularnej”, „Machinie”, „Przewodniku Katolickim”, „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, może być stałym felietonistą wspomnianego już „Newsweeka” czy „Wprostu”?

Po co nam taki gościu?

W dodatku gościu jest w stanie prowadzić audycje w regionalnym Radiu Białystok, katolickiej sieci radiowej VOX FM lub w ponadregionalnym, muzyczno-informacyjno-lifestyle’owym Radiu PiN.

Umie też poprowadzić własny program w publicznej telewizji. Potrafi być dyrektorem programowym należącej do jednego z potentatów rynku telewizyjnego Religia.tv i robić tam własne tokszoły.

Stację ogląda niejeden z duchownych katolickich w kraju, ale się do tego publicznie nie przyznają raczej, za to nie brak w części katolickich środowisk sugestii, że to przedsięwzięcie mocno podejrzane i dla Kościoła niezbyt pożyteczne, a nawet groźne. Jakby tego było mało, nadaje się również do tego, aby w prywatnej, komercyjnej TVN współprowadzić cieszący się dużą oglądalnością program „Mam talent”.

Toż to robota dla zwykłych celebrytów!

Czy Kościół katolicki w Polsce potrzebuje umiejących się poruszać w mainstreamie celebrytów?

Jak się uważnie przyjrzeć, można odkryć, że robiąc opisaną wyżej karierę, napisał osiem książek, których tematem jest wiara, chrześcijaństwo, Kościół itp.

Niektóre z nich, jak „Kościół dla średnio zaawansowanych”, „Tabletki z krzyżykiem” czy „Bóg. Życie i twórczość” zostały przez młode i średnie pokolenie czytelników zaliczone do tak zwanych „kultowych”. (Choć ja przy tej trzeciej trochę się wynudziłem. Może dlatego, że akurat nie księża z dwudziestoletnim stażem byli jej adresatami?)

Jest też pytanie, czy Kościołowi katolickiemu w Polsce jest potrzebny gościu, który dwukrotnie dostał prestiżowego Grand Pressa, przy czym raz za wywiad z księdzem (Jerzym Szymikiem).

Dostał też Nagrodę Ostre Pióro, wśród laureatów której znaleźli się na przestrzeni lat m. in. Monika Olejnik, Elżbieta Jaworowicz, Grzegorz Miecugow, Tomasz Wróblewski, Witold Gadomski, Marek Król, Wiktor Legowicz, Janina Paradowska, Krzysztof Skowroński, Jan Pospieszalski.

Ma też katolicką nagrodę Ślad im. bp. Jana Chrapka i Wiktora publiczności. Studenci dali mu MediaTora w kategorii NawigaTor.

Jednym słowem pytanie dotyczy człowieka sukcesu, który odnosi go zasadniczo w środowiskach Kościołowi niezbyt przychylnych, czyli medialnych, mainstreamowych. W dodatku nie ukrywa tam swojego katolicyzmu. Nie dystansuje się od nauczania Kościoła w trudnych kwestiach. Nie omija tych tematów.

W związku z powyższym musi podejmować decyzje, jak wiele paskudnych, prowokacyjnych, antykościelnych okładek świeckiego tzw. tygodnika opinii, w pewnym sensie „firmować” obecnością swojego nazwiska pod zamieszczonym wewnątrz felietonem.

Musi też czytać o sobie, że jest „załganym pseudoliberalnym, pseudodoktrynalnym, dwie piersi ssącym, liberalnym katolikiem, kuriozalnym dwulicowcem, asekurantem i oportunistą, od którego lepszy jest jasno zdeklarowany katolicki ajatollah, bo nie stoi w szpagacie pomiędzy i pośrodku w czasach ostrych podziałów i ostrej walki”.

Musi także, jako stały współpracownik kolejnego tygodnika, z jego łamów dowiadywać się, że powinien wiedzieć, iż ma pisać zgodnie z redakcyjną linią w sprawie in vitro, a jak nie, to drukowany nie będzie i już.

Moim zdaniem opisywany gościu ma jedną fundamentalną wadę. Praktycznie w polskiej rzeczywistości katolicko-kościelnej występuje pojedynczo.

Jest jeden.

Dlatego nie trzeba wiele wysiłku, aby go z mainstreamu relegować i zepchnąć do niszy.

Pozostaje jednak pytanie, czy Kościół katolicki w Polsce, nasza wspólnota wiary, może i powinna pozwolić, aby tego rodzaju gościu siedział w niszy.

Czy możemy sobie pozwolić na to, aby nie mieć w mainstreamie nikogo, kto potrafiłby powiedzieć: „Jestem w tym, co robię profesjonalistą. I jestem katolikiem, który nie udaje, że nim nie jest”?

Wesprzyj nas
ks. Artur Stopka

ks. Artur Stopka

Ks. Artur Stopka, dziennikarz, który został księdzem i... pozostał dziennikarzem. Od września 1992 do 30 października 2008 był redaktorem "Gościa Niedzielnego", w którym pełnił funkcje kierownika działu religijnego oraz szefa edycji katowickiej. W 2001 stworzył portal Wiara.pl, którego był szefem do roku 2008. Pracował też w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Publicysta, współpracujący z różnymi pismami. W latach 2009 - 2011 pełnił funkcję rzecznika archidiecezji katowickiej. Od 2007 wspólnie z Piotrem Czakańskim prowadzi w radiu eM program "Siedem dni w internecie". Ma tam również cotygodniowy felieton oraz poranne autorskie przeglądy prasy.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

Jutro Niedziela – XVI zwykła A

Życica z wyglądu podobna jest do zboża. Zło to świetna imitacja dobra

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Znajdujemy się w środku konfliktu. Wystarczyła jedna noc, jeden głęboki sen, by spokojne pole zamieniło się w pole walki. Chwila nieuwagi i chwast zaczyna dusić pszenicę. To bezpardonowa walka o wieczność. Wszystko rozstrzygnie się dopiero przy końcu świata, ponieważ Bóg wierzy, że chwast może jeszcze stać się pszenicą, daje nadzieję, że po występkach przyjdzie nawrócenie.

Trzeba wielkiej ostrożności, by odróżnić dobro od zła, które jest jego znakomitą imitacją.

Święty Paweł pociesza, że jesteśmy przeznaczeni do chwały. Nie zostaliśmy sami na polu walki, wspiera nas Duch Święty, który przychodzi z pomocą naszej słabości.

Wystarczy tylko nie zasnąć.

 

NALEŻY WIEDZIEĆ


SZESNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA • Rok A • KOLEKTA: Modlimy się, abyśmy zawsze pełni wiary, nadziei i miłości, zawsze wiernie zachowywali przykazania Boże CZYTANIA: Księga Mądrości 12,13.16-19 Psalm 86, 5-6.9-10.15-16 List do Rzymian 8,26-27 Ewangelia wg św. Mateusza 13,24-43

 

CHMURA SŁÓW


CHWAST (9) – to słowo najczęściej usłyszymy w Liturgii Słowa tej niedzieli. Równie częste są  WSZYSTKO (8) i “wszyscy”. Aż siedem razy pojawia się PRZYPOWIEŚĆ (7) oraz rzeczywistość, którą przypowieści Jezusa próbują nam przybliżyć: KRÓLESTWO (6) niebieskie. Częste występowanie czasownika POSIAĆ (5) oraz rzeczownika NASIENIE (5) podpowiada, że i tym razem w Liturgii Słowa mowa o przypowieści, w której główną rolę odgrywa ziarno. Sześć razy padnie słowo PAN – w odniesieniu do Boga lub gospodarza z przypowieści.

Jutro Niedziela - XVI zwykła A

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

Czytanie z Księgi Mądrości

(Mdr 12,13.16-19)

Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie osądziłeś niesprawiedliwie. Twoja bowiem moc jest podstawą Twej sprawiedliwości, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz wobec tych, co nie wierzą w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo tych, co ją znają. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy móc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien miłować ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.

Oto Słowo Boże

[01][02]

 

PIERWSZE CZYTANIE

Hymn o mądrości • Mdr 12,13.16-19

KSIĘGA: MądrościAUTOR: anonimowy mędrzec • CZAS POWSTANIA: czasy hellenistyczne, I w. przed Chr. • KATEGORIA: literatura mądrościowa


Dawniej księga nazywana była “Mądrością Salomona” – uważano bowiem, że to właśnie król Salomon, postać stojąca u początków literatury mądrościowej Starego Testamentu, był jej autorem. Jednak szczegółowe badania językowe nad księgą dowiodły, że autorem księgi jest prawdopodobnie zhellenizowany Żyd żyjący w Aleksandrii. Są też teorie mówiące o tym, że pierwsza część dzieła powstała w Palestynie.

W tradycyjnym podziale Starego Testamentu umieszczona jest w grupie siedmiu ksiąg dydaktycznych. Dzieli się na 3 części: • pierwsza część (rozdziały 1-5) mówi o Mądrości kierującej życiem człowieka • druga (rozdziały 6-9) to hymn pochwalny na cześć upersonifikowanej Mądrości, ukazanej tu niemal jako osoba • trzecia zaś (10-19) skupia się na roli, jaką Mądrość Boża odgrywa w historii Izraela.

Usłyszymy fragment z trzeciej części Księgi Mądrości – o sądzie Bożym i karze przychodzącej na tych, którzy opuszczają drogi Pana. Według autora kara podyktowana jest zawsze miłością, ogranicza ją Boża łagodność, a jej celem jest nawrócenie i dobro człowieka.

 

JESZCZE O PIERWSZYM CZYTANIU


Sens kary. W podobny sposób, w jaki Mądrość Boża prowadzi człowieka po ścieżkach Prawdy i szczęścia (Mdr 1-5), ta sama Mądrość kieruje także losami narodów (Mdr 10-19). W rozdziale 12 Księgi Mądrości słyszymy część hymnu pochwalnego na cześć Bożej Mądrości, która ocala sprawiedliwych od Adama do Mojżesza i wędrujących z nim dzieci Izraela (Mdr 10-12). W trakcie tej wędrówki Bóg karze Egipcjan w taki sposób, w jaki oni zgrzeszyli przeciw Jego woli. I tak:

• za utopienie synów Izraela woda zamienia się w krew (11,7)

• za czczenie dzikich zwierząt (11,15-12,27) spada na nich plaga żab i szarańczy (16,9.14)

• cześć oddawana żywiołom ściąga na Egipcjan ich niszczycielską siłę (16,15-16)

• za zgaszenie światłości Prawa zostają ukarani ciemnością (17,9)

• za zbrodnie i śmierć Izraelitów spotkała ich śmierć (18,8; 19,5).

Kara spadająca na Egipt to uniwersalny obraz tego, jak Boża Mądrość postępuje z każdym człowiekiem –  daje mu doświadczyć konsekwencji jego mylnych wyborów i buntu. Równocześnie kara Boża jest zawsze równoważona Bożym miłosierdziem i miłością do życia: Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! (Mdr 11,24.26). Przez karę Bóg wzywa do nawrócenia, do rozpoznania jego obecności w świecie i odwrócenia się od bałwochwalstwa. Objawia swą  potęgę w tym, że ostatecznie oszczędza swoje stworzenie, sądzi je łagodnie i rządzi nim z wielką wyrozumiałością, gdyż pragnie tylko jego szczęścia.

 

TWEETY


Mędrzec o miłosierdziu Bożym: Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Psalmu

(Ps 86,5-6.9-10.15-16a)

REFREN: Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy

Ty, Panie, jesteś dobry i łaskawy, pełen łaski dla wszystkich, którzy cię wzywają. Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją i zważ na głos mojej prośby.

Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone † i Tobie, Panie, oddadzą pokłon, będą sławiły Twe imię. Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda, tylko Ty jesteś Bogiem.

Ale Ty jesteś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia, do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny. Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną.

[01][02]

 

PSALM

Nakłoń ucha! Ps 119, 57.72.76-77.127-130

PSALM 119AUTOR: lewitaCZAS POWSTANIA: powygnaniowy


 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian

(Rz 8,26-27)

Bracia:

Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.

Oto Słowo Boże

[01][02]

DRUGIE CZYTANIE

Nowe życie Rz 8,26-27

KSIĘGA: List do Rzymian · NADAWCA: św. Paweł · SKĄD: Korynt · DATA: 57-58 r. · ADRESACI: mieszkańcy Rzymu


Kolejny fragment Listu do Rzymian, którego treść wydaje się tematycznie niezależna od pozostałych części Liturgii Słowa. Przypomnijmy: Paweł pisze do wspólnoty znajdującej się w stolicy imperium, w Rzymie, w sercu antycznego świata – i  głosi jej ewangelię. Rzym ma być kołem zamachowym dla głoszonej przez Pawła nowiny o usprawiedliwieniu z wiary w Chrystusa.

Fragment, który usłyszymy, pochodzi z ósmego rozdziału. Paweł opisuje tu Ducha – Dawcę nowego życia: wcześniej pisał, że • przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela to pierwszy konieczny krok ku temu, aby stać się wolnym (Rz 7,25) • Nowe życie jest jednak na początku podobne do małego ziarna, które musi rosnąć i się rozwijać. Tym, który daje wzrost, jest właśnie Duch. Jeśli otwieramy się na jego obecność, On czyni nas własnością Boga (Rz 8,9-11) • Potem Paweł napisze, że Duch prowadzi nas i przekonuje, że jesteśmy synami Bożymi (Rz 8,14-17), modli się w nas (Rz 8,26), współdziała we wszystkim dla naszego dobra (Rz 8,28) i ostatecznie prowadzi do zbawienia (Rz 8,29-30).

Zaledwie dwa wersety niosą ważną treść. Mówią o roli Ducha Świętego, który modli się za nas.

 

JESZCZE O PIERWSZYM CZYTANIU


Modlitwa chrześcijanina obarczona jest ludzką słabością i ignorancją. Mali male petimus – mówi św. Augustyn: Jesteśmy źli i źle się modlimy.

Kiedy nasze prośby dotykają rzeczy drugorzędnych lub kiedy ogrania nas zniechęcenie i nie potrafimy się już modlić, z naszych serc podnosi się jęk, westchnienie Ducha Świętego, niemożliwa do oddania ludzkimi słowami modlitwa, która płynie do Ojca. Duch wstawia się za nami, aby wypełniła się w nas wola Boża. Duch wspomaga także naszą modlitwę, aby to, o co prosimy, zaowocowało naszym dobrem i szczęściem.

 

TWEETY


Św. Paweł o wsparciu Ducha: Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangelii wg św. Mateusza

(Mt 13,24-43)

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”». Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach». Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata». Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!»

Oto Słowo Pańskie

[01][02]

 

EWANGELIA

Trzy przypowieści • Mt 13,24-43

EWANGELISTA: św. Mateusz • CZAS POWSTANIA: po 70 r.

KATEGORIA: parabola • MIEJSCE: Galilea • CZAS: 30-33 r. • KTO MÓWI: Jezus  • SŁUCHACZE: tłumy


Przypomnijmy: na zakończenie tzw. trzeciej księgi ewangelista Mateusz umieszcza siedem przypowieści, w których ukryte są tajemnice Królestwa niebieskiego: • o siewcy • o kąkolu • o ziarnku gorczycy • o zaczynie • o skarbie • o perle • o sieci. W zeszłym tygodniu wysłuchaliśmy pierwszej z nich. Dziś kolejne.

Przypomnijmy również, że przypowieść (parabola) polega na zakodowaniu prawdziwych znaczeń innymi słowami, wyrażeniami łatwymi do zapamiętania, używanymi przez słuchaczy w codzienności. Jednak ich odkodowanie nie przysparza trudności – a jeśli tak, wyjaśnia je sam Jezus – tak jak dziś “odkoduje” przypowieść o chwaście. Trzy są powody, dlaczego Jezus mówi w przypowieściach: • Jezus uczy przez historie jak prawdziwy rabin, nauczyciel • wersja “odkodowana” byłaby trudna do zapamiętania przez słuchaczy, którzy byli prostymi, niepiśmiennymi ludźmi • kolejna odpowiedź – Jezus przekłada tajemnice Królestwa na prosty język codzienności, żeby uświadomić słuchającym, że Królestwo rzeczywiście jest wśród nich: że Bóg ukrywa się w tym świecie.

Tym razem wysłuchamy aż trzech przypowieści (lub jednej, jeśli ksiądz wybierze krótszą wersję Ewangelii): o chwaście, o ziarnku gorczycy oraz o zaczynie. Podobnie jak zeszłotygodniowa przypowieść o siewcy, przypowieść o chwaście jest również wyjaśniona przez samego Jezusa (dłuższa wersja Ewangelii).

 

TRANSLATOR


Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł (Mt 13,25) • w oryginale drobne różnice: wróg dosiewa życicę (tak brzmi botaniczna nazwa rośliny – patrz JESZCZE O EWANGELII) po środku zboża (w przeciwieństwie do chwastu, dobre zboże nie jest nazwane)

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast (Mt 13,26) • dokładnie: a kiedy zakiełkowało źdźbło i owoc uczyniło

Słudzy Pana przyszli i zapytali go (Mt 13,27) • w oryginale: niewolnicy

Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy (Mt 13,29) • dosłownie: Nie, byście zbierając chwasty, nie wykorzenili razem z nimi zboża.

 

JESZCZE O EWANGELII


Warto zwrócić uwagę na trzy aspekty Jezusowej przypowieści o chwaście:

Po pierwsze Zostaliśmy w tym świecie wrzuceni w środek konfliktu • Spokojne pole zamienia się w pole walki, chwast dusi pszenicę. Chcemy tego czy nie, w tym świecie toczy się bezpardonowa walka o wieczność.

Po drugie • Podczas tej walki Bóg pozwala na zbyt wiele (a przynajmniej tak się wydaje) • Śpi, kiedy przychodzi nieprzyjaciel. Czy coś wymyka się Bogu spod kontroli? • Noc w przypowieści oznacza raczej porę, w której zasypiamy my, ludzie. Wówczas wkracza do akcji Zły. Podobnie jak w Edenie, i jak podczas kuszenia Jezusa, jest blisko. Zaczyna działać w odpowiednim momencie.

Po trzecie • Kiedy słudzy przychodzą, aby namówić pana do wyrwania chwastu, ten powstrzymuje ich •  Skąd ten strach i po co to ociąganie? Czy pan nie wie, jak szkodliwe jest zielsko, które zabiera wodę, przestrzeń i życiodajne składniki jego pszenicy? • Chwast, o którym tu mowa, niektórzy identyfikują z życicą roczną. Jest to rodzaj trawy łudząco podobny do pszenicy, mają nawet splątane korzenie. Rozdzielić i rozpoznać można je dopiero podczas żniw.

Pan zapowiada, że przyjdzie moment, kiedy chwast i pszenica zostaną oddzielone. Bóg w tej historii nie jest bierny, troszczy się o wszystkich swoich synów. Tym, którzy ulegli Złemu, daje jeszcze czas na nawrócenie. Tu kończy się dosłowna interpretacja przypowieści, a zaczyna coś, co wykracza poza ziemską logikę. Bóg żywi niewytłumaczalną, wręcz naiwną, niewiarygodną nadzieję. Wierzy, że ci, którzy dziś są chwastem, mogą jeszcze stać się pszenicą. Przypadki Zacheusza, Marii Magdaleny i wiele innych pokazują, że to możliwe. A zatem Pan cierpliwie czeka.

 

WERSJE


• Przypowieść o chwaście znajduje się tylko u Mateusza

• Przypowieść o ziarnku gorczycy w niemal podobnym brzmieniu umieszczają również Łukasz (Łk 13,18-19) i Marek (Mk 4,30-32)

• Przypowieść o zaczynie w identycznej formie znajduje się w ewangelii Łukasza (Łk 13,20-21)

 

CZY WIESZ ŻE…


Chwast z przypowieści – w rzeczywistości życica – w dawnych tłumaczeniach była kąkolem. Jednakże tłumacze Biblii Tysiąclecia zdecydowali się nie używać precyzyjnej nazwy. Dlaczego?

• W czasie powstawania trzeciego wydania kierownikiem Urzędu do Spraw Wyznań był minister Kazimierz Kąkol. Według jednej wersji, aby uniknąć jakiejkolwiek sugestii odnośnie do nadzorującego cenzurę ministra, zdecydowano się zamienić wyraz “kąkol” na bardziej ogólny – “chwast”. Według innej, było zgoła inaczej: minister Kąkol, widząc, że “kąkol” zamieniono w przekładzie na “chwast”, próbował nie dopuścić do ukazania się tego wydania.

Ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna. Rezygnacja z dotychczas stosowanego wyrazu “kąkol” w czasie rządów ministra Kąkola mogła wydawać się bardzo znacząca…

 

TWEETY


Jezus o sobie: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli

Jezus o miłości Bożej: Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa

 

1/5
Sąd Ostateczny, Rogier van der Weyden, 1448-1451 r., Hôtel-Dieu, Francja
2/5
Sąd Ostateczny, 1550, klasztor bukowiński, Voronet
3/5
Sąd Ostateczny, Hans Memling, 1470, Muzeum Narodowe, Gdańsk
4/5
Sąd Ostateczny, Frans Francken Młodszy, 1606, kol. pryw.
5/5
Pokłon Trzech Króli, Gentile da Fabriano, 1423, Galeria Uffizi, Florencja
poprzednie
następne

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Niezwykła historia Apelu Jasnogórskiego

Apel jasnogórski jest wieczorną modlitwą kierowaną do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła. Można go przeżywać indywidualnie, w rodzinie lub w większej wspólnocie. Apel sprawowany jest szczególnie uroczyście – jako odrębne nabożeństwo maryjne – na Jasnej Górze, codziennie o godzinie 21.00. Piękna jest jego geneza.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Kapitan Władysław Polesiński, pilot, podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „Zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie, a po tym, jak wysiadł – samolot eksplodował. Było to o godzinie 21.00.

Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało. Okazało się, że właśnie tego dnia o godzinie 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

Kapitan Władysław Polesiński – wcześniej skłócony z Panem Bogiem – nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację – „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską. W tej historii upatruje się genezy Apelu Jasnogórskiego.

 

Ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich podczas okupacji. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia. To ks. Cieślak ułożył słowa: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”.

W tym samym czasie o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorną modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

Po II Wojnie Światowej Apel pojawił się na Jasnej Górze. Kiedy kard. Wyszyński przebywał w więzieniu, w roku 1953, 8 grudnia, jeden z ojców paulinów – o. Polikarp Sawicki – zapoczątkował odmawianie Apelu codziennie o 21.00 w intencji uwolnienia prymasa Wyszyńskiego. Kiedy po trzech latach komuniści wreszcie go uwolnili, on sam pokochał tę modlitwę. Kiedy tylko mógł, osobiście prowadził ją na Jasnej Górze.

Potem pokochał Apel krakowski kardynał, Karol Wojtyła.

 

Ta tradycja trwa do dzisiaj. Każdego wieczoru o 21.00 w kaplicy Cudownego Obrazu wierni gromadzą się na Apelu, zaczynając go od śpiewu “Bogurodzicy”. Naspenie śpiewany jest trzykrotnie Apel oraz prowadzona jest modlitwa różańcowa. Na koniec udziela się modlącym błogosławieństwa.

Apel transmitowany jest drogą internetową, radiową i telewizyjną. Dzięki temu codziennie może w nim uczestniczyć duchowo każdy chętny. Apel został też przełożony na sześć języków. Tekst łaciński apelu przygotował Marian Plezia i brzmi następująco: Maria, Regina mundi, Maria, Mater Ecclesiae, Tibi assumus. Tui memores. Vigilamus!

 

Św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki na Jasną Górę w 1983 r., ukazał szczególnie polskiej młodzieży, że apel jest programem i wezwaniem skierowanym do każdego Polaka i Polki. Podkreślił on również, jak bogate treści ewangeliczne mieszczą się w tych zwięzłych słowach: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!

“Słowa: Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam są wyznaniem miłości, którą pragniemy odpowiedzieć na miłość, jaką jesteśmy odwiecznie miłowani. Są one zarazem wewnętrznym programem miłości. Miłować – to znaczy: być przy Osobie, którą się miłuje i nosić Ją w sercu. Czuwać – to znaczy być człowiekiem sumienia i czuć się odpowiedzialnym za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska”


Ciekawostki w cyklu “Jasna Góra z bliska” piszemy w oparciu o materiały od jasnogórskich paulinów, wydane przez nich książki oraz informacje zawarte na stronie www.jasnagora.pl


Zobacz więcej ciekawostek w cyklu “Jasna Góra z bliska”!

Kolejne teksty będą ukazywać się w środy i soboty.
Zapraszamy!

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Z KRAJU

Góra św. Anny: „Masz talent!” – odbyło się XXI Święto Młodzieży

Pod hasłem: „Masz talent!” odbyło się w czwartek na Górze św. Anny Święto Młodzieży, w którym uczestniczyło około 550 osób. Wśród zaproszonych gości był m.in. Darek Malejonek, Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów i pisarka Małgorzata Nawrocka

Bp Paweł Stobrawa podziękował za obecność młodzieży na Górze św. Anny w czasie wakacji, choć to czas na przemierzanie górskich szlaków, wypoczynek na nadmorskich plażach lub zwiedzanie ciekawych zabytków świata. „Wasza obecność jest w pierwszym rzędzie wyrazem waszej wiary, poszukiwania bezpiecznych dróg życia i odkrywania talentów, którymi Bóg obficie was obdarza” – zaznaczył.

 

Opolski biskup pomocniczy przyznał, że zdaje sobie sprawę jak niełatwo odnaleźć się młodemu człowiekowi w dzisiejszych skomplikowanych czasach pełnych chaosu i pogubienia wartości. „Z jednej strony mamy wiele możliwości kontaktu ze światem, propozycji i szans, a z drugiej strony tyle zagubienia, samotności, zła. Jakże często nie dajemy sobie rady z problemami codziennego życia, łatwo gubimy hierarchię wartości i trudno nam przeciwstawić się pokusom. Moc, by nie zagubić się w życiu i siłę do wytrwania w dobrym szukajmy u Jezusa” – zachęcał.

 

Hierarcha podpowiedział młodym, że skuteczną pomocą w pokusach jest Boża łaska i potęga objawionego słowa Bożego, a przede wszystkim przykład samego Pana Jezusa. „Nie wszystkie głody, pragnienia można zaspokoić chlebem powszednim, wartościami materialnymi. W objawionym słowie słyszymy, że nie zawsze warto i nie wolno ryzykować życia, uczciwości, wiary chrześcijańskiej, godności, zaufania najbliższych, by rzucić się głową w dół w przepaść grzechu, bo Bóg nie pośle aniołów, by z tego, co człowiek dobrowolnie wybrał, teraz ratować. Choćby obiecywano nam wszystkie królestwa świata i całe bogactwo, to nie wolno nam upaść na ziemię i niewolniczo oddawać pokłony, które byłyby poniżeniem godności wyniesionej z sakramentu chrztu świętego i sprzeniewierzeniem się zasadom wiary” – przestrzegł.

 

Jeden z organizatorów, o. Kamil Tymecki OFM przekonywał, że aby odkryć swój talent, trzeba wsłuchiwać się w głos Boga, który mówi w naszym sercu. „Próbujemy poprzez tegoroczne Święto Młodzieży pokazać młodemu człowiekowi, że każdy z nas ma talent, bo jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy. Zamysłem Boga było obdarzenie nas talentami, a z naszej strony potrzeba tylko otwartości serca, aby te dary odkryć i rozwijać. Uświadamiamy młodym, że współcześnie wysoka kultura osobista i życzliwość też jest talentem. Ponadto, młodzież rozwija na „Górce” talenty muzyczne, plastyczne czy kulinarne” – wymienił.

 

Znany raper – ks. Jakub Bartczak, który także uczestniczył w tegorocznym Święcie Młodzieży, swój największy talent odkrył w momencie, gdy zdał sobie sprawę, że Bóg uratował mu życie. „Chodzi mi oczywiście o wiarę i relację z Bogiem. A inne talenty odkrywa się w ciszy, gdy Bóg podpowiada, jak to wykorzystać w mądry sposób. Mam też specyficzną zdolność do układania piosenek, występów na scenie, wyrobiony flow i nie brak mi pomysłów. A moją pasję i dar udało mi się przełożyć na ewangelizację” – podkreślił.

 

Karolina z Dobrodzienia na Święcie Młodzieży przybyła na to wydarzenie po raz piąty. Za każdym razem przyciąga ją tu niezapomniana atmosfera. „Jest czas na zabawę, modlitwę, skupienie się. Uświadomiłam sobie, że talenty to nie tylko zdolności matematyczne czy muzyczne, ale coś więcej. Każda zaleta może być talentem. Odkryłam zamiłowanie do fotografii, a także talent jakim jest dyskrecja i umiejętność cierpliwego słuchania” – wyznała.

 

Z kolei Donata z Lisowic trzeci raz przyjechała na „Górkę”, bo czuje się tutaj jak w domu. „Najbardziej lubię wieczorne nabożeństwa, ich niepowtarzalny klimat, bez nadmiernej powagi. Czuję, że tutaj przybliżam się do Boga i na nowo nawiązuję z Nim relację. Mogę to doświadczenie potem przekazywać znajomym w swoim środowisku” – dodała.

 

Mariusz ze Szczecina przyjechał natomiast na Górę św. Anny po rekomendacji koleżanki, która podsumowała Święto Młodzieży jako dobrą zabawę połączoną z byciem z Panem Bogiem. „Pierwszy raz spotkałem się z takim energicznym, rozrywkowym podejściem kapłanów do młodzieży. To taki zdrowy balans między powagą duszpasterza a zabawą. Skończyłem studia informatyczne, ale odkryłem tutaj także talent organizacyjny i komunikacyjny” – podsumował.

 

Pierwsze Święto Młodzieży na Górze św. Anny odbyło się w po powodzi w 1997 roku. Podobne spotkania młodych, organizowane przez franciszkanów, odbywają się także w Wołczynie i Kalwarii Pacławskiej. W planie każdego dnia znajdą się: Eucharystia, praca w grupach, konferencje, spotkania z gośćmi oraz wieczorne koncerty. W spotkaniu mogą uczestniczyć młodzi ludzie po II klasie gimnazjum. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie www.swietomlodziezy.com.


hh / Opole

Katolicka Agencja Informacyjna

“Dziękuję Ci, Jasnogórska Mamo!”

Przemek urodził się z poważną chorobą nóg. Przez długi czas musiał nosić gips, a jedyną nadzieją na odzyskanie sprawności była operacja. Jego mama zawierzyła go Pani Jasnogórskiej. Wierzy, że to Ona ją natchnęła i doprowadziła do uzdrowienia dziecka.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

“Mam na imię Przemek. Urodziłem się 4 czerwca 1983 roku. Moja mama miała wtedy już 39 lat, byłem dzieckiem z drugiego jej małżeństwa. Miałem się nie urodzić, ponieważ organizm mojej mamy nie bardzo mnie chciał. Narobiłem jej tyle kłopotu! Moja mama była jednak bardzo dzielna i bardzo religijna. Nie posłuchała lekarza i podjęła ryzyko, by mnie urodzić.

Radość z przyjścia na świat nowego człowieka nie trwałą długo, została przyćmiona moim kalectwem. Urodzilem się z wadą nóg – nie mogłem zginać stóp, z różnymi powikłaniami. Mama musiała mnie wozić do zakładania i zmiany gipsu. To jeszcze nic, bo lekarze pocieszali mamę, że gdzieś po czterech latach przeprowadzą operację i może będę mógł chodzić. Najgorsze było to, że nie dawałem jej chwili wytchnienia. Spałem tylko wtedy, gdy trzymała mnie na rękach i gdy mocno w nią wtulony słyszałem bicie kochającego mnie serca. Już wtedy wiedzialem, że to jest jedyne serce, które mnie kocha. Dlatego, kiedy mama chciała mnie położyć, krzyczałem wniebogłosy, darłem się nieznośnie, aż wzięła mnie z powrotem na ręce.

Czasem płakaliśmy razem, ja nie wiem dlaczego, a ona z przemęczenia i załamania. A tato? No cóż, najwidoczniej nie pokochał mnie, bo powiedział mamie, że to małżeństwo było pomyłką i odszedł. Szkoda, bo tak bardzo chciałbym mieć tatusia jak inni chłopcy. Ale wybaczam mu, bo i mama mu wybaczyła i nigdy nie uprzedzała mnie do niego.

Na moje pierwsze święta Bożego Narodzenia bardzo wystraszyłem mamę, gdy wypadłem z wózka – miałem wtedy pół roku. Nogi miałem w gipsie, więc to cud, że się wtedy nie powyłamywały z bioder.

Mama poleciła mnie Matce Bożej Jasnogórskiej i, jak twierdzi, to Ona dała jej natchnienie, aby już nie zakładać mi ponownie gipsu, lecz całymi godzinami masować moje uszkodzone stopy. Zrobiła to bez konsultacji z lekarzem. Potem zawiozła mnie na Jasną Górę. Otrzymała tam oliwę z lamp i wosk ze świec płonących przed Cudownym Obrazem. Ufając w dobroć Matki Bożej zastosowała to “lekarstwo”, które okazało się całkowicie skuteczne. Uspokoiłem się, już tak nie krzyczałem i nie musiałem być poddany zapowiedzianej operacji. To cud za przyczyną Matki Bożej Jasnogórskiej!

Często z mamą bywamy teraz na Jasnej Górze, raz nawet pielgrzymowaliśmy tam 9 dni. To było wspaniałe. Dziś jestem ministrantem i bardzo lubię służyć do Mszy Świętej. Nie sprawia mi żadnej trudności wstawanie o 5 rano, aby zdążyć na dyżur do kościoła odległego o 3 kilometry.

Moja najukochańsza mama jest nauczycielką i pisze wiersze. Może komuś spodoba się ten o moim urodzenie, dlatego zamieszczam go poniżej.”

 

Urodziłem się

Pukałem do wielu serc
były zamknięte
żadna nie chciała być matką
– nie ma już pieniędzy
– nie ma już dzieci
– nie potrzeba jej więcej
– nie ma mężczyzny
Odchodziłem z poczuciem win
Na zimnym kamieniu szlochałem
jęczącym wiatrem
błagałem o miejsce w ludzkim sercu
Przygarnęła mnie niemłoda kobieta
też biedna
która miała już swoje dzieci
i marzenia o kochanym człowieku

Urodziłem się w niej,
by zaświadczyć o BOGU.

Teraz rozumiecie, dlaczego bardzo kocham obydwie Mamy. I tę, która mnie urodziłą i Tę, Która mnie uzdrowiła.

 

8 XII 1993


Historie cudów jasnogórskich są fragmentami książki “Cuda i łaski zdziałane za przyczyną Jasnogórskiej Matki Bożej dawniej i dziś” o. Melchiora Królika OSSPE

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Izrael: odkryto system wodny sprzed 2700 lat

Podczas prac wykopaliskowych w mieście Rosz ha-Ajin w środkowym Izraelu archeolodzy odkryli liczący 2700 lat system wodny. Ten podziemny zbiornik ma długość 20 metrów i głębokość 4 metry, poinformował 20 lipca izraelski urząd ds. starożytności

Jak wynika z przeprowadzonych wykopalisk, zbiornik znajdował się pod budynkiem o długości 50 metrów. Zdaniem naukowców, istnieje prawdopodobieństwo, że oba te miejsca pochodzą z ok. VII-VIII wieku przed Chrystusem. Podczas gdy naziemna budowla przestała funkcjonować w czasach perskich, podziemny zbiornik służył jeszcze przez wieki.

 

Cały system i wielkość zbiornika świadczą o tym, że był to budynek administracyjny dla leżących wokół gospodarstw rolnych, uważa kierownik zespołu archeologów Gilad Itach. Na ścianach w pobliżu wejścia znaleziono ponadto kamienne figury, krzyże i motywy roślinne z późniejszego okresu.

 

Według urzędu ds. starożytności, wykopaliska będą udostępnione do zwiedzania.


ts / Rosz ha-Ajin

Katolicka Agencja Informacyjna

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Panama: organizatorzy ŚDM wybrali miejsca wydarzeń centralnych

Cinta Costera Uno - nadmorska trasa szybkiego ruchu, połączona z malowniczym deptakiem w centrum stolicy Panamy - została wybrana na miejsce pięciu głównych uroczystości ŚDM Panama 2019. Decyzja w tej sprawie, zatwierdzona przez papieską Dykasterię ds. Świeckich, Rodziny i Życia, została ogłoszona na stronie archidiecezji panamskiej

Jak wyjaśniają gospodarze ŚDM Panama 2019, Cinta Costera została zaaprobowana także w toku międzynarodowych konsultacji z udziałem przedstawicieli konferencji episkopatów z różnych krajów świata, jako najbardziej zbliżone do lokalizacji wydarzeń centralnych podczas poprzednich edycji spotkania. Zaproponowane miejsce zostało także pozytywnie zaopiniowane przez Żandarmerię Watykańską, pod kątem zapewnienia bezpieczeństwa Ojcu Świętemu.

 

Decydując o wyborze miejsc głównych uroczystości ŚDM, organizatorzy, wspólnie ze specjalistami, brali pod uwagę także kwestie pojemności zaproponowanej przestrzeni, logistyki związanej z zakwaterowaniem pielgrzymów, dostępności okolicy dla mieszkańców i zarządzania kryzysowego.

 

Gospodarze spodziewają się, że na uroczystości na Cinca Costera przybędzie ok. 375 tys. zarejestrowanych pielgrzymów. W okolicy powstanie także przestrzeń dla uczestników niezarejestrowanych, tak, aby mogli w jak najlepszych warunkach wziąć udział we wspólnych spotkaniach.

 

Cinta Costera, to położony nad Zatoką Panamską bulwar i deptak o łącznej powierzchni ponad 35 ha, z których ponad 16 ha zajmują tereny zielone. Zlokalizowana w centrum miasta i w pobliżu historycznych dzielnic Cinta Costera (dosł.: pas przybrzeżny), to miejsce popularne wśród turystów i mieszkańców ze względu na wiele atrakcji, piękną panoramę nowoczesnej części Panamy i dogodny dojazd, który zapewniają trzy pobliskie stacje metra.

 

Główne wydarzenia 34. ŚDM Panama 2019 odbędą się w dniach 22-27 stycznia 2019 r. pod hasłem “Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Zgodnie z tradycją spotkań młodych, uczestnicy z całego świata gromadzą się wspólnie podczas pięciu głównych uroczystości: Mszy św. na otwarcie, ceremonii powitania papieża, Drogi Krzyżowej, czuwania z Ojcem Świętym i niedzielnej Mszy św. Posłania wieńczącej spotkanie.

 

Dni w Diecezjach, które poprzedzą spotkanie w stolicy kraju, odbędą się od 17 do 21 stycznia 2019 na terenie Panamy, Kostaryki i Nikaragui.


abd / Panama

Katolicka Agencja Informacyjna

ZE ŚWIATA

Dzięki Franciszkowi w RŚA powstaje nowy szpital pediatryczny

W Bangi, stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej, wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego szpitala pediatrycznego. Projekt, powstały z inicjatywy papieża, który był w tym kraju w 2015 r., znajduje się pod szczególną opieką watykańskiego Szpitala Pediatrycznego Bambino Gesù

Wykonane dotychczas prace przedstawiła w wywiadzie dla Radia Watykańskiego prezes fundacji tej placówki służby zdrowia, Mariella Enoc.

 

„Kiedy papież Franciszek mówił mi o projekcie w Bangi, nie chodziło tylko o szpital, ale także o wybudowanie domów dla tych, którzy ich nie mieli. Tę część projektu zaczęliśmy realizować rok temu i została ona zakończona przed kilku miesiącami. W Bangi, w dwóch parafiach obsługiwanych przez karmelitów i franciszkanów oraz w seminarium, nie ma już ludzi mieszkających w namiotach, ale wszyscy mają domy. Projekt ten został sfinansowany z funduszy otrzymanych od Papieża” – stwierdziła Mariella Enoc.

 

Prezes fundacji watykańskiego szpitala pediatrycznego poinformowała także, iż stara część istniejącej tam placówki służby zdrowia została już odnowiona i może przyjmować małych pacjentów. Tworzy się także nowe miejsce dla mam, gdzie będą one mogły brać udział w szkoleniach, jak i opiekować się chorymi dziećmi. Watykańska fundacja opłaciła także pensje dla lekarzy w szpitalu w stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej, a od września zaangażuje się w kształcenie nowych pediatrów, którzy wesprą personel powstającej placówki.


RV / Bangi

Katolicka Agencja Informacyjna

Indie: niedotykalny został prezydentem kraju

Były gubernator stanu Bihar, 71-letni Ram Nath Kovind został wybrany 14. prezydentem Indii. Otrzymał niemal 66 proc. głosów. Był kandydatem nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej (Bharatiya Janata) premiera Narendry Modiego

Pokonał Meirę Kumar, byłą przewodniczącą niższej izby parlamentu, wspieraną przez Partię Kongresową.

 

Nowy prezydent Indii, podobnie jak jego kontrkandydatka, należy do warstwy niedotykalnych, zwanych też dalitami, pariasami i bezkastowcami. Choć szef państwa nie ma realnej władzy i sprawuje jedynie funkcje reprezentacyjne, to fakt ten ma znaczenie bardzo symboliczne, zwłaszcza dla mniejszości religijnych w tym kraju.

 

W Indiach jest ponad 200 mln dalitów, którzy stanowią 16 proc. wyborców. Stali się języczkiem u wagi w indyjskiej polityce, bardziej niż muzułmanie, stanowiący 14 proc. elektoratu.


pb (KAI/AsiaNews) / New Delhi

Katolicka Agencja Informacyjna

“Nie spodziewamy się przeciętności, ale wrażliwości i wiary”

„Młodość – projekt życia” to hasło obchodów pierwszej rocznicy ŚDM, które w ostatni weekend lipca zaplanowano w Krakowie. Z tej okazji została również ustanowiona nagroda metropolity krakowskiego, przyznawana młodym ludziom, którzy angażują się w życie Kościoła i środowisk lokalnych. „Nie spodziewamy się po młodych przeciętności, ale wrażliwości i wiary, że z Bogiem można dokonywać rzeczy niemożliwych” - mówi w rozmowie z KAI bp Damian Muskus OFM.

Rok to wystarczający czas, żeby podsumować owoce ŚDM?

I tak, i nie. Trudno nie zauważyć, że uczestnicy wydarzeń sprzed roku podtrzymują swój zapał, który teraz przybiera formy konkretnej służby w parafiach, angażowania się w dzieła miłosierdzia, wolontariatu. To dotyczy zarówno młodych, jak i „młodych duchem”, którzy działali w parafialnych komitetach organizacyjnych, powołanych na czas przygotowań i przebiegu Dni, a dziś są zaczynem dla swoich wspólnot i ożywiają je swoim dynamizmem. I to jest ten owoc, który zrodził się jeszcze przed ŚDM i, dzięki Bogu, wciąż trwa.

Jednak pamiętajmy, że na najważniejsze efekty tego czasu przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo one dotykają bezpośrednio takich sfer, jak dojrzewanie w wierze, pogłębianie relacji z Jezusem, świadomość swojego miejsca w Kościele i społeczeństwie. Tak naprawdę, dopiero w dorosłym życiu uczestników ubiegłorocznych wydarzeń w Krakowie będziemy mogli zobaczyć, czy pojawiające się tu i ówdzie w mediach określenie „pokolenie ŚDM” można do nich zastosować. I co ono tak naprawdę oznacza w polskiej rzeczywistości.

 

Czy świętowanie rocznicy może pomóc w uświadomieniu sobie, jak wiele dobra wydarzyło się dzięki lipcowym dniom roku 2016?

Nie spotykamy się tylko po to, żeby wspominać. Z perspektywy roku widać, że wciąż jest za co dziękować Panu Bogu i ludziom. Chcemy zrobić to wspólnie – z radością i zapałem właściwym młodości. Temu służy sobotni koncert w Tauron Arenie i przede wszystkim niedzielna Msza św. w Sanktuarium św. Jana Pawła II. Ale wraz z radością świętowania musi iść refleksja nad pytaniem, w jaki sposób podejmujemy przesłanie Światowych Dni Młodzieży, zarówno w życiu osobistym, jak i w codzienności naszych parafii, wspólnot i innych środowisk. Taką refleksję z pewnością obudzi katecheza wygłoszona przez abp. Marka Jędraszewskiego oraz świadectwa młodych ludzi, których w ciągu tych dwóch dni z pewnością usłyszymy wiele. W jakimś sensie, tej refleksji nad przesłaniem ŚDM sprzyja również ustanowienie nagrody dla młodych.

 

Kto wyszedł z jej inicjatywą?

Zwróciła się z tym do mnie grupa młodych osób związanych z dawnym Komitetem Organizacyjnym ŚDM. A ponieważ nagroda została ustanowiona z racji rocznicy spotkania młodych, początkowo planowaliśmy uhonorowanie dzieł miłosierdzia pełnionych przez młodzież. Ostatecznie doszliśmy jednak do wniosku, że warto dostrzec i docenić zaangażowanie młodych ludzi również w innych dziedzinach, które stanowią o żywotności Kościoła i wspólnot parafialnych: w działalności ewangelizacyjnej, kulturalnej, w różnego typu inicjatywach społecznych i edukacyjnych, które podejmowane są w środowiskach lokalnych.

 

Dużo jest takich działań?

To pewnie zweryfikują zgłoszenia, ale z moich obserwacji wynika, że sporo. Po ŚDM mamy w parafiach ludzi, którzy odkryli, że zaangażowanie ma sens, że służba we wspólnocie i dla wspólnoty daje im radość i energię. A przede wszystkim – że jest to bardzo konkretna forma świadectwa uczniów Jezusa we współczesnym świecie.

 

 

Nagroda, podobnie jak lipcowe obchody rocznicy ŚDM, nosi miano „Młodość – projekt życia”. Przypomina się List do młodych całego świata „Parati semper” Jana Pawła II z 1985 roku.

I słusznie. List ten odczytywany jest dziś jako dokument programowy idei Światowych Dni Młodzieży, które święty papież zainicjował i im patronuje. Jan Paweł II nazywa młodość projektem życia, bo jest to czas, który ma zasadnicze znaczenie dla naszego życia. Właśnie w młodych latach kształtują się i dojrzewają nasze serca, pragnienia i talenty, określane są przyszłe role społeczne. W młodości zawarte są zalążki naszego dalszego życia, jego kierunek i potencjał. Dlatego tak ważne jest, aby ten czas przeżyć świadomie, nie strwonić go wyłącznie na błahe rozrywki czy jałowe aktywności. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli nie przeżyjemy dobrze młodości, nigdy nie staniemy się dorosłymi.

 

I nagroda „Młodość – projekt życia” ma do tego zmobilizować?

Nie wystarczy ustanowić nagrody, by zmobilizować młodych do pięknego, mądrego przeżywania ich czasu. Nagroda jest tu tylko symbolem. Jest znakiem poparcia, sygnałem, który kierujemy do młodych, by im powiedzieć, że wspieramy ich wysiłki i kibicujemy im z radością. Chodzi o to, by im pokazać, że mogą na nas, dorosłych, liczyć. Myślę zresztą, że jeśli ta nagroda ma kogoś zmobilizować, to właśnie dorosłych: księży, katechetów, wychowawców, rodziców. Jeśli młody człowiek marnuje swoją młodość, to niestety najczęściej dlatego, że wokół niego są bierni i wygodni dorośli, którzy przymykają na to oczy.

Co z tego, że młody człowiek chce się zaangażować, ma pomysły i dużo energii, jeśli odbije się od zamkniętych drzwi w parafii czy w szkole? Nasze „nie chce mi się” albo „dajcie spokój, jestem zmęczony” może mieć fatalne skutki dla przyszłości młodych, za których jesteśmy przecież odpowiedzialni. Na szczęście jest naprawdę wielu wspaniałych księży, którzy to rozumieją. Tam, gdzie w parafii jest kapłan, któremu się chce przyciągać młodych do Jezusa, tam tętni życie i wiele się dzieje. Właśnie takie miejsca chcemy wydobyć i pokazać je innym jako przykład, który pociąga do naśladowania.

 

Czy właśnie o tym mówi motto nagrody: „Pan chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia”? Dlaczego właśnie ten cytat został wybrany z papieskich wypowiedzi w Krakowie? Dlaczego nie słynna „kanapa”?

Bo tak lubiana przez młodzież metafora kanapy i butów wyczynowych była wezwaniem do zaangażowania, a my chcemy iść dalej i zobaczyć, jak młodzi na to wezwanie odpowiadają, czy rzeczywiście w ich środowiskach dzieją się cuda, o których mówi papież Franciszek: cuda pojednania, komunii, tworzenia, które Bóg czyni posługując się nami. Franciszek konkretyzuje: twoje ręce, moje ręce, nasze ręce, bo aby te dzieła się dokonały, potrzebne jest zaangażowanie każdego z nas, w konkrecie życia, w codziennych sytuacjach, które wymagają od nas odpowiedzi.

W dziele pojednania, wspólnoty, tworzenia każda para rąk jest ważna. Każdy z nas jest ważny. Papież nazwał to doświadczenie jednym z największych, jakie są nam dane. Tak było podczas ŚDM, kiedy Pan przez nasz wspólny wysiłek dokonywał cudów solidarności i budowania dobra. To zadanie się nie przedawnia: jesteśmy wezwani, by przemieniać nasze zwyczajne życie w codzienne cuda wzajemnej miłości.

 

Powiedzmy więc trochę o tym, jakiego typu działania młodych będą doceniane?

Najogólniej rzecz ujmując, takie, które są istotą misji Kościoła. Myślimy więc o dziełach miłosierdzia, ale także o wszelkich inicjatywach ewangelizacyjnych i modlitewnych. Czekamy na zgłoszenia na temat młodych, którzy angażują się w promocję pokoju i pojednania między ludźmi i społecznościami, którzy inspirują i włączają się w inicjatywy kulturalne czy edukacyjne, budują mosty i czynnie przeciwstawiają się niesprawiedliwości. Mowa o młodych, którzy mają pomysły na aktywizowanie ludzi starszych, niepełnosprawnych czy chorych, dzieci z rodzin zaniedbanych, osób samotnych. Mógłbym wymieniać długo. Chodzi o wysiłki na rzecz przemiany najbliższego nam świata: parafii, wspólnoty, szkoły, grupy rówieśniczej.

Trzeba tu jednak mocno podkreślić, że nie zawsze liczy się sam pomysł. Chcę przez to powiedzieć, że nie muszą to być inicjatywy spektakularne, takie, które dobrze wyglądają i sprzedają się w mediach. Wiele dobra dzieje się po cichu, bez rozgłosu i myślę, że to wielkie wyzwanie dla księży, którzy będą zgłaszali swoich kandydatów: dostrzec, gdzie naprawdę rośnie dobro, bo to nie zawsze oznacza, że tam, gdzie jest najwięcej szumu. Popatrzmy na św. Brata Alberta. Nie robił zamieszania wokół samego siebie, ukorzył się tak, że stał się najmniejszym pośród najbardziej zapomnianych i wykluczonych, a przecież dzieło jego życia wciąż trwa i przynosi coraz to nowe owoce.

 

To dość ambitny przykład.

Bo nie spodziewamy się po młodych przeciętności, ale wrażliwości i wiary, że z Bogiem można dokonywać rzeczy niemożliwych. A jednocześnie pokory, która uczy, że Pan Bóg nie zawsze oczekuje od nas rzeczy niemożliwych. Czasem chce tego, co wprawdzie nie zaspokoi naszej miłości własnej, ale za to na przykład zmieni czyjeś życie dzięki naszym małym gestom dobra.

 

Ale pewną wskazówką drogi dla młodych jest też sama statuetka, wykonywana przez wyjątkowych twórców. Dlaczego?

Powierzając wykonanie statuetek osobom z niepełnosprawnościami, czy to fizycznymi, czy intelektualnymi, mówimy młodym, że zaangażowanie zawsze jest możliwe, nawet wtedy, kiedy trzeba włożyć wiele wysiłku w pokonanie własnych ograniczeń.  Na terenie naszej archidiecezji jest wiele ośrodków, w których osoby niepełnosprawne, ludzie obdarzeni nadzwyczajną wrażliwością i zdolnościami, mogą rozwijać swoje talenty. W warsztatach ceramicznych, stolarskich, krawieckich i wielu innych tworzą naprawdę piękne rzeczy, dając cząstkę siebie. To bardzo ważna lekcja.

 

 

Wybrać to, co najbardziej inspirujące, najciekawsze a zarazem przynoszące najwięcej owoców dobra – to niełatwe zadanie. I wielka odpowiedzialność. Ma Ojciec Biskup pomysł na to, jak to zrobić?

Od tego mamy kapitułę, której przewodniczyć będzie metropolita krakowski. Zaprosiliśmy do niej ludzi młodych, którzy są liderami zaangażowania i mogą być dla swoich rówieśników inspiracją do twórczego włączenia się w życie Kościoła i służby dla drugiego człowieka. Ale w wyborze uczestniczyć będą także osoby nieco starsze, które mają na swoim koncie doświadczenie pracy z młodzieżą, wiedzą, jak młodych aktywizować i potrafią spojrzeć na ich zaangażowanie pod kątem dobra, które wynika dla społeczności, jak również dla samych młodych. Nigdzie też nie jest powiedziane, że nagroda będzie jedna. Jeśli kapituła uzna, że warto docenić więcej osób i wspólnot, które wnoszą coś nowego i ożywczego, ma możliwość, by to uczynić.

 

Dlaczego tyle mówimy o zaangażowaniu młodych? Gdy prześledzimy wystąpienia papieża Franciszka na ŚDM, okazuje się, że to jeden z głównych tematów Dni. Dlaczego to jest tak ważne?

Młodzi najpełniej wyrażają samych siebie przez udział w przeróżnych inicjatywach. Nie od dziś wiadomo, że ciekawie pomyślana akcja – choć nie lubię tego słowa, bo nie o akcyjność tu chodzi, ale o określoną postawę życiową – przyciąga młodych, którzy wzajemnie się zachęcają i mobilizują do aktywności. Jest to więc dobry sposób komunikacji z młodymi, nierzadko również droga dotarcia do nich. Co więcej, to wspaniała droga ewangelizacji młodych.

Zaangażowanie jest językiem, którym możemy się z nimi porozumiewać, budować z nimi wspólnotę i papież Franciszek świetnie to robi. Nieustanna zachęta do zaangażowania jest w jego intencji zaproszeniem do twórczego i pięknego życia, wejścia na drogę fascynującej przygody, która jest tak naprawdę spełnianiem misji przemiany świata na lepszy.

 

Czy to postawa tak rzadka i wyjątkowa, że potrzebne było ustanowienie specjalnej nagrody, by obudzić młodzież do działania?

Jak mówiliśmy wcześniej, nagroda jest symbolem naszej solidarności z młodymi i ma wymiar wyłącznie honorowy. Nie wyobrażam sobie zresztą, żeby tylko z powodu statuetki młodzi zaczęli się angażować. Tu motywacje muszą być – i są – głębsze, bezinteresowne. Pyta pani, czy aktywność jest wśród młodych postawą wyjątkową. Cóż, w pewnym sensie owszem, jest tak. Mamy bowiem wspaniałą armię młodych ludzi, wolontariuszy, członków wspólnot i organizacji, mamy młodych, którzy nie boją się podejmowania odpowiedzialności w życiu społecznym i zawodowym.

Ale mamy też wielu takich, którzy wciąż drzemią nad swoimi smartfonami i nie wiedzą, ile szczęścia daje człowiekowi służba na rzecz drugiego. Naiwnością byłoby sądzić, że z tej drzemki wyrwie ich statuetka, może jednak zdarzyć się tak, że obudzi ich widok kolegów i koleżanek, którzy posmakowali piękna życia we wspólnocie i doświadczyli, tu znów odwołam się do Franciszka, jednego z największych cudów: gdy „twoje ręce, moje ręce, nasze ręce” przekształcają się w „znaki pojednania, komunii, tworzenia”.


(KAI)

 

Niepełnosprawni przygotują statuetkę „Młodość – projekt życia”

W Środowiskowym Domu Samopomocy przy parafii św. Szymona i Judy Tadeusza w Skawinie powstaje statuetka Nagrody Metropolity Krakowskiego „Młodość – projekt życia”, którą abp Marek Jędraszewski wręczy 29 lipca podczas koncertu w rocznicę ŚDM Kraków 2016. W warsztatach ceramicznych, gdzie tworzone jest pamiątkowe wyróżnienie, pracują osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi i psychicznymi.

„Spotkanie to drugie imię naszego domu” – mówią podopieczni i terapeuci ŚDS w podkrakowskiej Skawinie. Wspólnota tego wyjątkowego domu jest nastawiona na to, by dawać z siebie jak najwięcej. Choć tworzą ją ludzie, którym los nie szczędził trudnych doświadczeń, promieniuje w swoim środowisku lokalnym radością i ofiarowuje to, czego dotkliwie brakuje dziś nie tylko osobom chorym czy niepełnosprawnym: wzruszenie, bezinteresowny uśmiech, przyjaźń i poczucie bezpieczeństwa.

W domu znajdują swoje miejsce na ziemi osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi i psychicznymi. Tutaj uczą się umiejętności życiowych, społecznych i artystycznych. „Misją naszego domu jest zmiana wizerunku osoby niepełnosprawnej, szczególnie w środowisku, z którego pochodzi. Każda osoba która do nas trafia, nie jest oceniana pod kątem deficytów, lecz zasobów. Ponieważ każdy, absolutnie każdy człowiek jest obdarzony jakimś darem, a naszym zadaniem jest ten dar odkryć” – tłumaczy kierowniczka ŚDS w Skawinie Stanisława Szczepaniak.

Dodaje przy tym, że wyjątkowym przywilejem jest towarzyszenie w rozkwitaniu człowiekowi, któremu „nie chciało się żyć, z którego na wsi śmiali się wszyscy od zawsze, który dla własnej rodziny bywa jedynie ciężarem, a nigdy pociechą”.

Osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami są obdarzone nadzwyczajną wrażliwością i zdolnościami. Wystarczy stworzyć im przestrzeń i otoczyć opieką, dzięki której ich talenty mogą się rozwijać. W pracowniach: artystycznej, rękodzielniczej, komputerowej, kulinarnej i ceramicznej dają cząstkę siebie i sprawiają, że świat staje się piękniejszy, lepszy. Terapia muzyczna, zajęcia teatralne, kontakt ze sztuką otwierają ich i pomagają smakować życie. To bardzo ważna lekcja. Przykład tych wspaniałych twórców pokazuje, że zaangażowanie zawsze jest możliwe, nawet wtedy, kiedy trzeba włożyć wiele wysiłku w pokonanie własnych ograniczeń.

Tę pasję tworzenia dzielą z podopiecznymi domu ich terapeuci. To wzajemna wymiana. Terapeuta uczy świata i odnajdywania się w nim, uczy otwartości i samodzielności, a to wiele zmienia w życiu osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Oni odwdzięczają się bezinteresownością przyjaźni i spojrzeniem na świat z innej perspektywy, odkrywaniem go i zachwytem nad drobiazgami, które dają codzienną radość.

„Niepełnosprawni, ale według czyjej miary? Wielu nie potrafi czytać, pisać ani liczyć. Nie mają smartfonów ani samochodów, ale to oni ratują nasze serca, by nie stały się kamieniem” – przekonuje szefowa domu.

Marzeniem podopiecznych i ich terapeutów jest wyjazd do Rzymu. Grupa teatralna „Krewni Pana Boga” chciałaby objechać Polskę z przedstawieniami, a jeden ze spektakli: „Sen aniołów” zagrać przed papieżem Franciszkiem.

Środowiskowy Dom Samopomocy w Skawinie istnieje od 2005 roku. Nie skupia się wyłącznie na pracy terapeutycznej, ale stara się przełamywać stereotypy, którymi wciąż otaczane są osoby z niepełnosprawnościami, zwłaszcza psychicznymi i intelektualnymi. Jest organizatorem konferencji na temat integracji osób niepełnosprawnych ze zdrowymi, jak również projektów edukacyjnych dla młodzieży, dzięki którym uczniowie okolicznych szkół poznają bariery, jakie mają do pokonania osoby niepełnosprawne. Dzięki temu wśród młodzieży przybywa wolontariuszy.

ŚDS organizuje dla rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych warsztaty rękodzieła. Utworzył Klub Integracyjny dla Rodzin z Dorosłą Osobą Niepełnosprawną. Dla terapeutów z Małopolski przygotował szkolenia z warsztatami ceramicznymi „Studnia dobrych pomysłów”.

ŚDS brał udział w międzynarodowym projekcie „Europejskie Terytoria Kultury” z podobnymi ośrodkami wsparcia dla dorosłych osób niepełnosprawnych z Cypru, Słowenii, Turcji i Wielkiej Brytanii. Uczestnicy zajęć jeżdżą autobusem do Krakowa, zwiedzają muzea, organizują wernisaże, potrafią udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej. W zajęciach w ŚDS uczestniczy 40 osób, ale chętnych jest znacznie więcej.


md / Kraków

 

“ŚDM nie są magiczną receptą na problemy duszpasterskie”

- Nigdy nie uważałem Światowych Dni Młodzieży za magiczną formę zaradzenia kłopotom młodego pokolenia i duszpasterstwa młodzieży, ale za dar Ducha Świętego dla umocnienia Kościoła - mówi w rozmowie z KAI ks. Grzegorz Suchodolski, wieloletni dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM i sekretarz generalny Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016, a obecnie proboszcz katedry siedleckiej.

Dorota Abdelmoula (KAI): Zacznijmy od wspomnień. Co Ksiądz robił rok temu o tej porze?

Ks. Grzegorz Suchodolski: Staliśmy na progu tygodnia, w którym rozpoczynały się ŚDM, grupy ze świata były w drodze na Dni w Diecezjach. Wówczas zajmowaliśmy się mnóstwem spraw równolegle. Najwięcej było interwencji między naszą sekcją wizową, polskim MSZ i grupami, które już były w drodze, a jeszcze nie otrzymały wiz. Jak np. młodzież z Togo, w sprawie której musieliśmy interweniować na lotnisku w Paryżu, czy ukraińska grupa, której 21 członków nie otrzymało wiz i potrzebowali naszej pilnej interwencji w konsulatach. Oprócz tego m.in. konsultowaliśmy z Watykanem i polskim episkopatem kwestię tzw. “gościnności eucharystycznej”, z której chcieli skorzystać pielgrzymi protestanccy.

Także tego dnia dowiedzieliśmy się, że oficjalnie przez cały tydzień będzie w Polsce prezydent Panamy z rodziną i 30-osobową delegacją i przygotowywaliśmy wraz z protokołem dyplomatycznym ich pobyt tak, aby nie zdradzić przedwcześnie, że są gospodarzami kolejnych ŚDM. Również 18 lipca otrzymaliśmy informacje z parafii zakwaterowania, że brakuje materiałów anglojęzycznych dla pielgrzymów, a oszacowana przez nas liczba 90 tys. najprawdopodobniej nie wystarczy i trzeba uruchamiać rezerwy. Cały czas trwało też rejestrowanie VIP-ów, gości zgłaszanych przez stronę watykańską i Nuncjaturę.

Te wszystkie działania pokazywały, że najważniejsi byli pielgrzymi.

 

Jak, rozwiązując tak wiele ważnych i skomplikowanych spraw, udało się Księdzu nie stracić z oczu tego, co było istotą ŚDM?

Kiedy Pan Jezus chciał spożyć ostatnią wieczerzę z uczniami, to wcześniej wysłał ich by zapytali napotkanego na miejscu człowieka: gospodarz pyta, gdzie jest dla mnie miejsce? I my byliśmy trochę takimi posłańcami Jezusa, którzy szykują wielką wieczerzę dla młodych z całego świata i mówią instytucjom, diecezjom, wspólnotom, że Pan Bóg pyta: gdzie jest dla mnie miejsce?

Mieliśmy poczucie misji, które rozpoczęło się już na Copacabanie, kiedy jako Polska dowiedzieliśmy, że Pan Bóg powierzył nam szczególne zadanie. Tu nie chodziło tylko o wizy, infrastrukturę, bezpieczeństwo, czy logistykę. Byliśmy przekonani, że służymy dużo większej sprawie.

Dla mnie istota ŚDM wynikała z mandatu, jaki św. Jan Paweł II przekazał młodemu pokoleniu w 1985 r., kiedy wręczając nam prosty drewniany Krzyż powiedział: „Nieście go na cały świat jako znak miłości Pana Jezusa do ludzkości i głoście wszystkim, że tylko w Jezusie umarłym i zmartwychwstałym jest zbawienie i odkupienie”. Ja wielokrotnie dotykałem, dosłownie i w przenośni, tego krzyża ŚDM i nie raz widziałem, jak spotkanie z nim otwierało młodych na Chrystusa. Bez tej świadomości, że ŚDM są przepowiadaniem Chrystusa, bez dotykania krzyża ŚDM, trudno byłoby przygotować się do tego spalania się w drobiazgach.

Naszym zadaniem było więc nie tylko przygotowanie logistyki, ale przygotowanie młodzieży. Jan Paweł II mówił, że to człowiek jest drogą Kościoła. Dlatego tak duży nacisk kładliśmy na przygotowania duchowe.

Chyba nigdy nie myśleliśmy o ŚDM, jako samym tylko wydarzeniu do zorganizowania. Raczej o tym, by ta idea dotarła do jak największej rzeszy młodych ludzi, a wiedzieliśmy, że do nich można dotrzeć tylko schodząc na poziom parafii, tam, gdzie młodzi mieszkają, gdzie zmagają się ze swoją wiarą.

 

Trzy ostatnie lata przygotowań ŚDM, były dla nas nie tylko czasem odkrywania tej polskiej specyfiki, ale też spotkań z gośćmi z całego świata. Czy dzięki temu Polska otworzyła się na Kościół powszechny, czy to zadanie wciąż jest przed nami?

Na etap Dni w Diecezjach Kościół w Polsce przygotował ponad dwukrotnie więcej miejsc, niż później przyjechało pielgrzymów ze świata. To była wielka dyspozycyjność polskich rodzin, nawet tych mających kłopoty w porozumiewaniu się w różnych językach. Pamiętam, że tak dzieliliśmy grupy, które przyjechały, by jak najwięcej chętnych gospodarzy mogło się z nimi spotkać.

Podczas pontyfikatu Jana Pawła II żyliśmy w przekonaniu, że to my coś dajemy Kościołowi powszechnemu. I rzeczywiście, to był ważny czas, a i udział polskiej młodzieży w międzynarodowych spotkaniach wiele wnosił w te wydarzenia. Ale mijają kolejne dziesięciolecia. I dziś to bardziej my zaczynamy potrzebować darów Kościoła powszechnego. Nie możemy żyć tylko wspomnieniem o wspaniałej przeszłości, ale powinniśmy uznawać w pokorze, że coraz więcej nam brakuje.

Kiedy popatrzymy na kolejne pokolenia dzieci i młodzieży, widzimy, że są różni od swoich rówieśników sprzed czterech generacji. Kościół powszechny jest dany po to, by korzystać z jego darów i doświadczeń. Np. jeszcze 40 lat temu we Włoszech był taki “boom powołaniowy”, że nikt nie przypuszczał, że dziś zabraknie tam kapłanów, a połowa z nich będzie obcokrajowcami. Dziś nie mieści się nam w głowie, że Polska może wyglądać podobnie za kilkadziesiąt lat. Dlatego potrzeba otwartości na doświadczenia Kościoła powszechnego.

 

Wróćmy do doświadczeń ŚDM. Podczas przygotowań kard. Ryłko, ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich, powtarzał, że chciałby, by młodzi wyjechali z Polski z umiejętnością modlitwy koronką do Bożego Miłosierdzia i utrwalonym przed oczami spojrzeniem Jezusa Miłosiernego. A z czym Ksiądz wyjechał z Krakowa?

Ja wyjeżdżałem z Krakowa z radością w sercu i wdzięcznością Bogu, że mimo naszych ludzkich “niedoróbek” zrobił z tego wydarzenia Swoje dzieło i znów zachwycił Sobą tak wielu młodych ludzi i cały świat. To była epifania Kościoła. Wiedziałem, że Pan Bóg dał więcej, niż my, jako organizatorzy zakładaliśmy.

Kard. Ryłko mówił też o tym, że te ŚDM mamy przygotować na kolanach, bo inaczej nie dałoby się zorganizować tego spotkania.

 

Przygotowania na kolanach, to przepis na całe duszpasterstwo młodzieży?

Wprawdzie papież Franciszek mówił, żeby zejść z kanapy i założyć buty wyczynowe, a nie o tym, by klękać, ale trzeba pamiętać, że jednym z najmocniejszych doświadczeń każdego ŚDM od Kolonii w 2005 r. jest właśnie adoracja Najświętszego Sakramentu, której młodzi dokonują na kolanach. To jest gest, który w Kościele w Polsce wciąż jest obecny. W wielu krajach świata tej postawy już nie ma, dlatego ŚDM uczą szacunku dla tego, co najświętsze w Kościele.

I to pokazuje, że istotą ŚDM jest nie tylko przebywanie młodych razem, choć oni bardzo to cenią i to ładuje niesamowicie akumulatory. Jednak ze świadectw, które docierają do nas wiemy, że jednym z najmocniejszych punktów są właśnie te momenty sam na sam z Jezusem: patrzenie w białą Hostię, albo w oczy Miłosiernego, nawet we wspólnocie miliona osób wokół. To zostawiło ślad w ich sercach i poczucie, że są przez Pana Boga kochani.

Chyba też wielu, jeśli nie wszyscy wyjeżdżali stąd z przeświadczeniem, że jest dla nich miejsce w Kościele, że nie muszą ze swoim życiem zmagać się samotnie, ale że we wspólnocie wierzących mogą otrzymać umocnienie na dalsze życie.

To byłoby niemożliwe, bez przygotowania ŚDM na kolanach. I tutaj wielki ukłon w stronę wolontariuszy międzynarodowych, którzy w Krakowie zawsze przychodzili na wspólne Msze św. komitetu organizacyjnego, wieczorami organizowali spotkania modlitewne i pokazywali, że są w Krakowie nie tylko po to, by siedzieć przed komputerem, czy organizować logistykę.

Młodzież pracująca w komiteci każdego dnia o 15.00 spotykała się na drugim piętrze w komitecie na ul. Kanoniczej, modląc się Koronką w wielu językach. To sprawiało, że we wszystkie sprawy i problemy włączaliśmy Jezusa, który stawał się Panem tego wydarzenia.

 

W Watykanie mówiono, że stworzyliśmy w Krakowie najmłodszy komitet ŚDM w historii. Ksiądz otaczał się młodzieżą także przygotowując wcześniejsze edycje spotkań młodych. Skąd to zaufanie w powierzaniu młodym odpowiedzialnych zadań?

Może stąd, że kiedy zaczynałem pracę w biurze ŚDM 21 lat temu, to sam byłem młody (śmiech). Byłem wtedy też duszpasterzem akademickim i ten pierwszy trzon KBO ŚDM wywodził się ze studentów, którzy formowali się w duszpasterstwie studenckim.

Cały czas jestem przekonany, że właściwy kształt duszpasterstwa młodzieży, to nie duszpasterstwo dla młodych, ale z młodymi, gdzie młodzi powinni być traktowani jako podmiot, a nie jako przedmiot. Trzeba szukać nie tyle ekspertów, ile ludzi bardzo mocno zaangażowanych, doświadczających procesu stawania się Kościołem.

 

Nie bał się Ksiądz porażek? Tego, że coś ich przerośnie? Że kapłan zrobiłby coś lepiej?

Nie pamiętam takich porażek. Młodzi zawsze stawali na wysokości zadania. Bardzo szybko odkryłem, że księża wolą kontaktować się z młodymi pracującymi w biurze, niż ze mną, księdzem – mimo, że z wieloma z nich się przyjaźnię. Oni wiedzieli, jaka jest rola i miejsce ludzi młodych. Także w Krakowie księży mieliśmy “jak na lekarstwo” – zwłaszcza tych na pełnych etatach – w porównaniu z liczbą zaangażowanej młodzieży.

 

 

Pracował Ksiądz z młodzieżą przez 20 lat. Czy w tym czasie Światowe Dni Młodzieży zmieniły coś w polskim duszpasterstwie?

Na pewno na przestrzeni lat udało nam się wypracować przeświadczenie, że w Kościele jest miejsce dla młodych: zarówno w centrach diecezjalnych, jak też w rejonach, dekanatach i parafiach. Uważam, że Kościół w Polsce dał im przestrzeń do działania. Nawet to, że we wszystkich diecezjach powstały centra ŚDM, wielosekcyjne, z dużą liczbą młodych ludzi zaangażowanych formujących się – to pokazało, że ŚDM uczyły i uczą, jak być Kościołem.

To, nad czym można boleć, to fakt, że po zakończeniu ŚDM w niejednej parafii, dekanacie czy diecezji wrócono do jednoosobowej odpowiedzialności za duszpasterstwo młodzieży i zapomniano, że nadal przy odpowiedzialnym kapłanie powinni być młodzi. Przykładowo, sami jako księża mówimy nie raz, że bierzmowanie, to sakrament pożegnania z Kościołem.

 

Mówił o tym nawet papież Franciszek do młodych, przed Niedzielą Palmową.

Tak, mówił o tym, że tak być nie powinno. I powinniśmy podjąć refleksję, czy po zakończeniu ŚDM nie nastąpiło uroczyste zamknięcie komitetów diecezjalnych, różnych komisji, czy nie wręczyliśmy młodym dyplomu, nagrody, mówiąc: zrobiliście swoje, dziękujemy.

To, co powinno być normalnym obrazem Kościoła, stało się gdzie nigdzie obrazem na jedno wydarzenie, po którym wróciliśmy do “normy”. A tą normą powinno być to, że to młodzi są podmiotem ożywiającym wspólnotę Kościoła.

 

Takie przeświadczenie potrzebne jest dziś bardziej młodym, czy księżom?

Myślę, że wszystkim. Papież powiedział w Polsce o tym, że parafia jest aktualna. Usłyszeli to polscy biskupi na Wawelu. Ale może w papieskim przemówieniu do młodych, zabrakło powiedzenia dokąd młodzi mają pójść, kiedy zejdą z kanapy i założą wyczynowe buty. Z perspektywy tych 12 miesięcy wydaje mi się, że gdyby papież dopowiedział, że te wyczynowe buty mają doprowadzić do tworzenia wspólnot w parafiach, to może jeszcze bardziej ukierunkowałoby to drogę młodych ludzi. Bo wstać z kanapy, założyć buty i się rozproszyć – to piękne i łatwe, ale nie kształtuje procesu stawania się Kościołem, we wspólnocie Kościoła lokalnego, parafialnego.

Tak, jak kładliśmy nacisk na to, że przygotowania powinny zejść z poziomu diecezjalnego do parafii, tak być może trzeba nadal mówić, że to zejście z kanapy ma oznaczać powrót do pracy, którą należy wykonać na rzecz swojej parafii. Aby churching, tak lubiany przez młodych, nie odbywał się kosztem wspólnoty parafialnej, która czeka na młodych.

Trzeba być odpowiedzialnym za swoją parafię – to jest zadanie, które powinniśmy przyjąć na czas przygotowań do synodu poświęconego młodzieży i rozpoznawaniu powołania.

 

Zapytam Księdza jako proboszcza: jakie wyzwania stawia przed wspólnotą parafialną czas przygotowań do synodu? W Polsce ten temat wciąż jest przemilczany.

To nie jest tak, że w danej diecezji odpowiedzialnym za duszpasterstwo młodzieży jest tylko ksiądz, który ma nominację biskupa. Zawsze pierwszy jest biskup diecezjalny.

I teraz, kiedy papież zwołuje synod biskupów poświęcony młodzieży i rozeznawaniu powołania, to również pierwszymi odpowiedzialnymi za przygotowania są biskupi. Wydaje mi się, że wielu księży w Polsce czeka na pewne sygnały od nich, co należy uczynić, aby wspomóc biskupów na czas synodu tak, aby mogli oni właściwie przedstawić tematykę synodu w Watykanie. Potrzebujemy w Kościele w Polsce ruchu ze strony biskupów diecezjalnych i tych, którzy zostaną wyznaczeni przez KEP jako delegaci polscy do udziału w synodzie, abyśmy wiedzieli, jakie są ich oczekiwania, od nas, księży pracujących w parafiach, w przygotowaniu oddolnego feedbacku.

Jest to także okazja dla parafii, by zmobilizować młodzież, by dać jej miejsce i jej językiem opowiedzieć o doświadczeniu Kościoła. Pamiętajmy, że synod odbędzie się w październiku 2018 r. a więc jeszcze przed ŚDM w Panamie i powinien być pierwszym przedmiotem refleksji, którą powinniśmy prowadzić wspólnie z młodzieżą. Z pewnością, to jest kolejny dar Ducha Świętego na dziś: kiedy 12 miesięcy po ŚDM wiemy, co “wypaliło”, a co mogło przynieść większe owoce.

 

Zatem spróbujmy nazwać po imieniu: co “wypaliło”? Nie tylko po ŚDM w Krakowie, ale też w całej historii tych spotkań, w które polska młodzież włącza się od wielu lat.

Tak, jak mówiłem, ważne jest to, że zbudowana została jedność i współpraca między diecezjami – zwłaszcza w kontekście różnych podziałów, które trawią polskie społeczeństwo. To pokazało też ważną, inspirującą rolę Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM i Rady KEP ds. Duszpasterstwa Młodzieży w wyznaczaniu drogi formacyjnej dla duszpasterstw młodzieżowych i przygotowywaniu materiałów, które inspirują i na które wielu duszpasterzy w Polsce czeka.

Kolejnym owocem jest to, że odkryliśmy w Krakowie i diecezjach jest działanie Pana Boga przez nowe ruchy i wspólnoty, które niekoniecznie mają swoje źródło w Polsce, ale np. w Ameryce Łacińskiej i Europie Zachodniej. W Polsce dokonuje się duże otwarcie i wciąż trzeba ponawiać apel, by jak najwięcej struktur polskiego Kościoła otwierało się na doświadczenie nowych wspólnot, rodzonych w Kościele przez Ducha Świętego. Zwłaszcza, kiedy przeżywamy kryzys powołań co zgromadzeń zakonnych, to te wspólnoty pociągają młodych do radykalnego realizowania swojej drogi za Chrystusem.

I jeszcze jeden pozytywny obraz. Co robi Prymas Polski na 12 miesięcy po ŚDM? Jedzie na tydzień ze swoją młodzieżą z archidiecezji do Taize i razem z nimi modli się, wcina obiad z plastikowego talerza, spaceruje, rozmawia. Taki obraz polskiego biskupa, to piękny znak.

 

Pamiętam, że wielokrotnie porównywał Ksiądz ŚDM do Góry Tabor, z której potem trzeba zejść do codzienności pełnej wyzwań. Ubiegłoroczne spotkanie młodych umocniło polski Kościół?

Nigdy nie uważałem ŚDM za magiczną formę zaradzenia kłopotom młodego pokolenia i duszpasterstwa młodzieży. Raczej widzę w nim jedno z narzędzi Ducha Świętego dla umocnienia Kościoła. Tabor nie był dla Taboru, ale dla Kalwarii i późniejszego męczeństwa apostołów. To była stacja umocnienia. I wg mnie taką rolę pełnią ŚDM. Tak, jak mówił Jan Paweł II: są to “przystanki na drodze wiary”, podczas których mogę wyłączyć się z zewnętrznego świata i dać czas Bogu, by mówił i działał.

Dziś wielu młodych rezygnuje z rekolekcji adwentowych, czy wielkopostnych, mówiąc, że nie mają czasu. ŚDM, to takie współczesne globalne rekolekcje dla młodego pokolenia. Rekolekcjonistami są papież, tysiąc biskupów i kilkanaście tysięcy duszpasterzy i animatorów. To ładowanie akumulatorów dla młodych, którzy w ciągu roku nie umieją znaleźć chwil dedykowanych całkowicie Panu Bogu. Ten Boży zasiew w młodych pozostaje.

 

Ksiądz mówi: “Tabor nie był dla Taboru, ale dla Kalwarii” – czy to znaczy, że pytanie o to, dlaczego po ŚDM nie ma w Polsce wielkich zmian i “fajerwerków” jest pytaniem źle postawionym?

Ja nie oczekuję fajerwerków. Posługując się analogią Taboru, zauważmy, że było tam tylko trzech uczniów, a nie dwunastu. To był wybór niektórych, dla umocnienia także pozostałych. Taki wymiar mają ŚDM. Kiedy mówimy: za mało przyjechało, albo: ŚDM w Panamie są za daleko i za mało pojedzie, może te przygotowania i wydatki nie mają sensu, pamiętajmy: Pan Jezus wziął na Tabor trzech, by umocnić wszystkich.

 

 

W wielu krajach po ŚDM powstały inicjatywy i dzieła, które wypełniły pewną “lukę” w przestrzeni Kościoła. Czy to, że w Polsce nie powstało jedno duże dzieło, będące wspólnym owocem ŚDM, oznacza, że nie zdiagnozowaliśmy na czas, jakie mamy potrzeby i braki?

Ja bym tu widział raczej wielką różnicę, która wciąż dzieli Kościół w Polsce od Kościoła w krajach Europy Zachodniej, czy Ameryki. Nasz Kościół wciąż jest bogaty w rodziny i ludzi młodych. Z jednej strony, to pewien “mankament”, bo wiara w Polsce wciąż bywa wiarą “masową”. Grupy młodzieży przygotowującej się do bierzmowania, to dla obserwatora z Europy Zachodniej obraz wspaniałego Kościoła, w którym każda parafia ma kilkadziesiąt osób, szykujących się do przyjęcia sakramentu. My, Polacy, wiemy, że często dzieje się to “z marszu”, że to trochę taki sakrament “na zaliczenie”.

Obecność tak wielu ludzi w Kościele sprawia, że trudniej nam zdiagnozować, czego nam potrzeba. Wiemy, ogólnie, że potrzeba procesu, który przeniesie wiarę “z tradycji” na wiarę “z wyboru”. Ale kiedy chcemy zapraszać młodszych i starszych na katechezy, które mogłyby ten proces sprowokować, słyszymy często: “ja tego nie potrzebuję, jestem wierzący, chodzę 2 razy w roku do spowiedzi, często na niedzielną Mszę św. To mi wystarczy”.

 

Ksiądz nie mówi tego z teorii, ale z praktyki duszpasterskiej m.in. w kancelarii parafialnej?

Tak, choć świeccy, którzy przebywają w swoich środowiskach rodzinnych, sąsiedzkich, pracowniczych, pewnie wiedzą jeszcze lepiej, niż my księża, że ta wiara tradycyjna nie wystarcza do życia Chrystusem na co dzień.

Wiele osób traktuje Kościół usługowo, instrumentalnie. Brakuje nam osobistej formacji, by uznać, że takie traktowanie Boga jest niewystarczające. Jeśli dziś mówimy, że terroryści instrumentalnie traktują religię, to zapytajmy też, jak my traktujemy nasza wiarę katolicką, kiedy np. chcemy ochrzcić dziecko, a żyjemy bez ślubu, choć nie mamy przeszkód, by go zawrzeć. Albo kiedy idziemy do bierzmowania tylko “po papierek” lub kiedy świętokradzko przystępujemy do sakramentów? To jest instrumentalne traktowanie religii.

Wiemy, że tak się dzieje. Tylko jak znaleźć sposób na to, żeby przejść do katechezy pogłębiającej wiarę wśród parafian?

 

“Parafia” pojawia się w naszej rozmowie bardzo często. To ona jest naszym zadaniem w kontekście ŚDM, synodu, Światowego Spotkania Rodzin w Dublinie?

Zdecydowanie tak. Choć Kościół hierarchiczny i charyzmatyczny pokazuje nam, że są dwie drogi pójścia za Chrystusem: droga parafii i droga nowych ruchów i wspólnot. Sobór Watykański II mówi, że parafia jest “wspólnotą wspólnot”. Osobiście jestem zwolennikiem tych wspólnot, które służą odnowie parafii.

 

Wróćmy do synodu. W jaki sposób przygotowania do niego mogą według Księdza ożywić parafię? Chodzi tylko o rozdanie ankiet, przygotowanych przez Watykan?

W ankietach chodzi o opisanie Kościoła młodych, którzy żyją w danej diecezji. Księża biskupi prochu nie wymyślą, ale opiszą to, co już się dzieje. Więc jeśli młodzi chcą, by ich opisano, jako biernych – niech siedzą na kanapie. A jeśli chcą, by opisano ich jako narzędzia Ducha Świętego, które tworzą żywe wspólnoty Kościoła, czy to w parafiach, czy ruchach – niech przebijają się ze swoim świadectwem i zaangażowaniem tak, by dotarło to do ich biskupa.

 

Ale nie chodzi o malowanie trawy na zielono. Co z młodymi, którzy są rozżaleni, obrażeni, czują się antyświadectwem?

Myślę, że dzisiejszy przeciętny katolik nawet nie wie, że jest synod o młodzieży, ani, że może wyrazić jakiekolwiek swoje zdanie, czy opinię. I to jest rola dla wspólnot, duszpasterstw i parafii, jako ciał pośrednich między “zwykłym” młodym człowiekiem, a biskupem.

 

Zatem przygotowania do synodu, to trochę takie poszukiwanie zagubionej owcy?

Gdyby wspólnotom Kościoła, z błogosławieństwem biskupa, udało się dojść do tych, którzy zaginęli, to ten obraz mógłby być pięknym owocem synodu. Być może należy biskupom wskazać te środowiska osób, które odeszły, obraziły się na Kościół i powiedzieć, że chcemy – posłani przez biskupa – pójść na place, na ulice, może nawet w piątek na dyskoteki – by spotkać tam tych obrażonych na Boga i przyprowadzić ich z powrotem do wspólnej owczarni Kościoła.

Według mnie, to jest pewna refleksja, która powinna zostać przeprowadzona na poziomie Kościołów diecezjalnych. Trzeba prosić biskupów o rozeznanie i błogosławieństwo na poszukiwanie tych, którzy są dziś zagubioną owcą.

 

Dziękuję za rozmowę.


rozmawiała Dorota Abdelmoula / Siedlce (KAI)

 

ZOBACZ PEŁNY PROGRAM UROCZYSTOŚCI #ROKPOŚDM

 

#rokpośdm – Campus Misericordiae – PROGRAM

Uroczystości I rocznicy ŚDM będą obchodzone również na Kampusie Miłosierdzia w Brzegach. Pielgrzymka z figurą Matki Bożej Loreto, Koncert Uwielbienia, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz przejście przez Bramę Miłosierdzia - to jedne z wielu atrakcji przygotowanych przez organizatorów.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

29 lipca

Uroczystości rocznicowe rozpocznie Msza św. w kościele w Strumianach o godz. 19.00. Po zakończeniu Eucharystii z parafii wyruszy pielgrzymka z figurą Matki Bożej Loreto, która połączy się z Marszem dla Jezusa i ok. 22:00 dotrze na Campus Misericordiae.

Tam odbędzie się Koncert Uwielbienia z udziałem Chóru Solnego Uwielbienia i Mate.O. Następnie przewidziano adorację Najświętszego Sakramentu oraz przejście przez Bramę Miłosierdzia. Na zakończenie dnia uczestnicy wspólnie zapalą świece – Płomienie Młodych. Gest ten ma stanowić symboliczne podziękowanie, skierowane do zagranicznych gości zeszłorocznych obchodów.

 

30 lipca

W niedzielę, 30 lipca od godziny 14:30 rozpoczną się kolejne występy muzyczne. Tym razem obecni wysłuchają chrześcijańskich zespołów, wśród nich m.in. Pax, Hebda, Nuntiis, Sąsiedzi, Muode koty, Lost InDeSyti, Orszak Baranka, Inicjatywa DWM, Łukasz Buksa Band oraz Połączone schole dziecięce z Wieliczki.

Wieczorem, o godzinie 19:00 zaplanowano Oratorium o św. Kindze autorstwa krakowskiego kompozytora i dyrygenta Piotra Pałki, którego liczne dzieła o charakterze sakralnym usłyszeć można w wielu świątyniach w kraju i zagranicą.

Następnie na scenie plenerowej przy Rondzie ŚDM w Brzegach, wystąpi ponad sto osób, m.in.: chór Voce Angeli, chórzyści Miasta Wieliczka, chór ŚDM, Krakowska Orkiestra Kameralna Dell’Arte oraz soliści: Anna Górecka, Grzegorz Górecki, Rafał Maciejewski i Marcin Wasilewski-Kruk, z towarzyszeniem Piotra Piechy. Artystom przyświecać będzie hasło „Najważniejsza jest miłość”.

Kolejną atrakcją wieczoru będzie Koncert Uwielbienia z udziałem New Life’m oraz Natalii Niemen, połączony z adoracją Najświętszego Sakramentu oraz przejściem przez Bramę Miłosierdzia.

Dodatkowo, pielgrzymi będą mogli udać się na spotkania ze świadkami wiary takimi jak: Jan Mela, Andrzej Sobczyk oraz Bawer Aando Akaa. Przygotowano także występ teatru uwielbienia, spektakl ognia oraz uwielbienie flagami i tańcem.

Uczestnicy obchodów będą mogli obejrzeć film opowiadający o powstaniu Campus Misericordiae pt. „Baldachim” w reżyserii Wojciecha Szumowskiego oraz Marcina Borowskiego.

Z myślą o rodzicach i ich pociechach, przygotowano także specjalną Strefę Rodzin.

Inicjatorem wydarzenia jest burmistrz Wieliczki – Artur Kozioł.

 

Miejsce pełne wspomnień

Historia Campus Misericordiae rozpoczęła się rok temu podczas lipcowego spotkania papieża Franciszka z pielgrzymami z całego świata w ramach Światowych Dni Młodzieży. Wówczas, według organizatorów, miejsce to odwiedziło blisko 2,5 mln wiernych.

W sobotę, 30 lipca 2016 roku, pielgrzymów połączyła wspólna modlitwa w Brzegach, która trwała całą noc. Następnego dnia papież Franciszek poświęcił tamtejszy Dom Miłosierdzia oraz Centrum Caritas Chleb Miłosierdzia, a także odprawił Mszę Świętą Posłania.

Od wydarzeń Światowych Dni Mlodzieży mija już rok, jednak Campus Misericordiae wciąż trwa i rozwija swoją działalność. Centrum tego miejsca stanowi Dom Miłosierdzia, gdzie codziennie przebywają ludzie starsi i potrzebujący. Znajduje się tam również kopia figury Matki Bożej z Loreto podarowana przez młodzież włoską (gospodarzy 31. ŚDM) młodzieży polskiej. Miało to miejsce 27 lipca 2016 r.

Obecnie Matka Boża z Loreto w Brzegach otoczona jest szczególną czcią. Modlą się przy niej m.in. mieszkańcy Domu Miłosierdzia – osoby starsze i potrzebujące opieki oraz uczestnicy dziennych zajęć socjoterapeutycznych. Przy świętej figurze odbywa się także wielkanocne święcenie pokarmów oraz nabożeństwa majowe.

 

Najważniejsze wydarzenia obwieszcza dźwięk Dzwonu Miłosierdzia, podarowanego podczas przygotowań do ŚDM przez kard. Stanisława Dziwisza. Obok Domu Miłosierdzia działa Centrum Caritas Chleb Miłosierdzia, gdzie każdego dnia osoby w trudnej sytuacji życiowej otrzymują żywność.

Obecnie trwają prace nad rozbudową strefy społecznej Campus Misericordiae. Obok Ronda Światowych Dni Młodzieży powstaje park, którego sercem jest kopia Bramy Miłosierdzia, przez którą przeszedł Papież Franciszek z młodymi z całego świata, rozpoczynając nocne czuwanie 30 lipca ubiegłego roku.

– Wszyscy pamiętamy ten niezwykły moment przejścia papieża Franciszka z młodymi ze wszystkich kontynentów przez Bramę Miłosierdzia. Obraz ten powraca stale w naszej pamięci i zostanie utrwalony w symbolicznej bramie, która jest budowana na Campus Misericordiae – wspominają organizatorzy. Brama Miłosierdzia pozostanie w tym miejscu już na zawsze jako symbol przyjaźni i pokoju między narodami świata.

Wokół Bramy na Polach Miłosierdzia powstały drogi, układające się w zarys płomienia, symbolizującego niegasnący płomień miłosierdzia Bożego. Ta nowa aranżacja przestrzeni wzdłuż Traktu Papieża Franciszka, ma przypominać o wydarzeniach, które miały miejsce podczas ŚDM w 2016 roku.

Wydarzeniom towarzyszącym rocznicy Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 towarzyszy hashtag #rokpośdm. Zachęcamy do korzystania z niego w mediach społecznościowych.


ar / Wieliczka (KAI)

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >