video-jav.net

Po co nam taki gościu?

Jakiś czas temu zaproponowałem, aby do udziału w pewnej adresowanej do młodych debacie poświęconej tematyce wewnątrzkościelnej zaprosić Szymona Hołownię. „Po co nam taki gościu?” – skrzywił się jeden z organizatorów.

ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Ksiądz wie, gdzie on się lansuje? Po tych wszystkich wrogich Kościołowi mediach. Z TVN-em na czele!”.

Debata się odbyła przy nikłym udziale tak zwanej grupy docelowej. A mnie utkwiło w pamięci pytanie, które wtedy usłyszałem. I wraca co jakiś czas, gdy z jakiegoś powodu nazwisko Szymona Hołowni pojawia się na medialnych czołówkach.

Pytanie wcale nie jest głupie ani wydumane. Bo w rzeczywistości jest to pytanie, czy potrzebujemy w Kościele katolickim w Polsce pewnego typu ludzi i czy, jeśli już ich mamy, potrafimy ich zagospodarować i włączyć w misję, którą zlecił nam Jezus.

Czy jako wspólnota wiary potrzebujemy kogoś, kto dwa razy podchodził do życia zakonnego, ale nie wyszedł poza nowicjat? A potem został ratownikiem medycznym oraz udzielał się w fundacji „Pomoc Maltańska”?

Albo po co nam taki gościu, który jest wystarczająco profesjonalnym człowiekiem mediów, aby móc pracować w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku Polska”, „Ozonie”, „Rzeczpospolitej”? Który z równym powodzeniem może publikować w „Kulturze Popularnej”, „Machinie”, „Przewodniku Katolickim”, „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, może być stałym felietonistą wspomnianego już „Newsweeka” czy „Wprostu”?

Po co nam taki gościu?

W dodatku gościu jest w stanie prowadzić audycje w regionalnym Radiu Białystok, katolickiej sieci radiowej VOX FM lub w ponadregionalnym, muzyczno-informacyjno-lifestyle’owym Radiu PiN.

Umie też poprowadzić własny program w publicznej telewizji. Potrafi być dyrektorem programowym należącej do jednego z potentatów rynku telewizyjnego Religia.tv i robić tam własne tokszoły.

Stację ogląda niejeden z duchownych katolickich w kraju, ale się do tego publicznie nie przyznają raczej, za to nie brak w części katolickich środowisk sugestii, że to przedsięwzięcie mocno podejrzane i dla Kościoła niezbyt pożyteczne, a nawet groźne. Jakby tego było mało, nadaje się również do tego, aby w prywatnej, komercyjnej TVN współprowadzić cieszący się dużą oglądalnością program „Mam talent”.

Toż to robota dla zwykłych celebrytów!

Czy Kościół katolicki w Polsce potrzebuje umiejących się poruszać w mainstreamie celebrytów?

Jak się uważnie przyjrzeć, można odkryć, że robiąc opisaną wyżej karierę, napisał osiem książek, których tematem jest wiara, chrześcijaństwo, Kościół itp.

Niektóre z nich, jak „Kościół dla średnio zaawansowanych”, „Tabletki z krzyżykiem” czy „Bóg. Życie i twórczość” zostały przez młode i średnie pokolenie czytelników zaliczone do tak zwanych „kultowych”. (Choć ja przy tej trzeciej trochę się wynudziłem. Może dlatego, że akurat nie księża z dwudziestoletnim stażem byli jej adresatami?)

Jest też pytanie, czy Kościołowi katolickiemu w Polsce jest potrzebny gościu, który dwukrotnie dostał prestiżowego Grand Pressa, przy czym raz za wywiad z księdzem (Jerzym Szymikiem).

Dostał też Nagrodę Ostre Pióro, wśród laureatów której znaleźli się na przestrzeni lat m. in. Monika Olejnik, Elżbieta Jaworowicz, Grzegorz Miecugow, Tomasz Wróblewski, Witold Gadomski, Marek Król, Wiktor Legowicz, Janina Paradowska, Krzysztof Skowroński, Jan Pospieszalski.

Ma też katolicką nagrodę Ślad im. bp. Jana Chrapka i Wiktora publiczności. Studenci dali mu MediaTora w kategorii NawigaTor.

Jednym słowem pytanie dotyczy człowieka sukcesu, który odnosi go zasadniczo w środowiskach Kościołowi niezbyt przychylnych, czyli medialnych, mainstreamowych. W dodatku nie ukrywa tam swojego katolicyzmu. Nie dystansuje się od nauczania Kościoła w trudnych kwestiach. Nie omija tych tematów.

W związku z powyższym musi podejmować decyzje, jak wiele paskudnych, prowokacyjnych, antykościelnych okładek świeckiego tzw. tygodnika opinii, w pewnym sensie „firmować” obecnością swojego nazwiska pod zamieszczonym wewnątrz felietonem.

Musi też czytać o sobie, że jest „załganym pseudoliberalnym, pseudodoktrynalnym, dwie piersi ssącym, liberalnym katolikiem, kuriozalnym dwulicowcem, asekurantem i oportunistą, od którego lepszy jest jasno zdeklarowany katolicki ajatollah, bo nie stoi w szpagacie pomiędzy i pośrodku w czasach ostrych podziałów i ostrej walki”.

Musi także, jako stały współpracownik kolejnego tygodnika, z jego łamów dowiadywać się, że powinien wiedzieć, iż ma pisać zgodnie z redakcyjną linią w sprawie in vitro, a jak nie, to drukowany nie będzie i już.

Moim zdaniem opisywany gościu ma jedną fundamentalną wadę. Praktycznie w polskiej rzeczywistości katolicko-kościelnej występuje pojedynczo.

Jest jeden.

Dlatego nie trzeba wiele wysiłku, aby go z mainstreamu relegować i zepchnąć do niszy.

Pozostaje jednak pytanie, czy Kościół katolicki w Polsce, nasza wspólnota wiary, może i powinna pozwolić, aby tego rodzaju gościu siedział w niszy.

Czy możemy sobie pozwolić na to, aby nie mieć w mainstreamie nikogo, kto potrafiłby powiedzieć: „Jestem w tym, co robię profesjonalistą. I jestem katolikiem, który nie udaje, że nim nie jest”?

ks. Artur Stopka

ks. Artur Stopka

Ks. Artur Stopka, dziennikarz, który został księdzem i... pozostał dziennikarzem. Od września 1992 do 30 października 2008 był redaktorem "Gościa Niedzielnego", w którym pełnił funkcje kierownika działu religijnego oraz szefa edycji katowickiej. W 2001 stworzył portal Wiara.pl, którego był szefem do roku 2008. Pracował też w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Publicysta, współpracujący z różnymi pismami. W latach 2009 - 2011 pełnił funkcję rzecznika archidiecezji katowickiej. Od 2007 wspólnie z Piotrem Czakańskim prowadzi w radiu eM program "Siedem dni w internecie". Ma tam również cotygodniowy felieton oraz poranne autorskie przeglądy prasy.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Artur Stopka
ks. Artur
Stopka
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Pierwsze słoneczne dni, nieśmiałe ciepło przebijające się przez poranne przymrozki, rozpięte kurtki, poluzowane szaliki. Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że w końcu i do nas idzie wiosna. A wraz z nią jak co roku zacznie się czytanie w parku, na trawie, nad Wisłą czy w innych równie wiosennych okolicznościach przyrody.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeśli chcemy naładować się pozytywnie w te pierwsze ciepłe dni to tylko z klimatyczną serią „Dobre strony”.

Cykl książek o najważniejszych i najprostszych wartościach otwiera powieść nominowana do Nagrody Bookera.

Książkowe must have

„Niezwykła wędrówka Harolda Fry” to przepiękna historia mężczyzny, który wyszedł z domu, by wrzucić list do skrzynki, a przeszedł na piechotę całą Anglię.

Podczas swojej wędrówki, która była wyrazem ogromnej determinacji i nadziei, spotykał ludzi nieszczęśliwych, szalonych, samotnych, którym pomagał uporać się z życiem.

Jednocześnie naprawiał swoją relację z żoną i z synem. Książka w swoim ładunku emocjonalnym przypominała mi chwilami „Oskara i Panią Różę” Schmitta. W warstwie fabularnej z kolei przywodzi na myśl film „Prosta historia” Davida Lyncha.

Warto poczuć, czym jest prawdziwa wiara w cud.

Książkowe must have

Pełno cudów jest również na kolejnych „Dobrych stronach”.

 „Teraz i zawsze” to nieco magiczna opowieść o kobiecie, która zostaje na ziemi po śmierci. Chce być blisko swojego męża i synka, ponieważ nie potrafią oni pogodzić się z jej odejściem.

Maja  (główna bohaterka) obserwuje ich z oddali, ale ma łącznika: pięknego labradora. Ta książka niebywale wzrusza. Została napisana przez debiutantkę tuż po śmierci jej przyjaciółki i może dlatego czuć w niej silne emocje: żal, smutek, ale też melancholię czy nadzieję na to, że śmierć nie oznacza końca.

Książkowe must have

Muszę się przyznać, że „Dobre wychowanie” skusiło mnie klimatyczną okładką.

W końcu Amor Towles jest debiutantem, a Nagroda Fitzgeralda, którą otrzymał za tę książkę nie jest w Polsce znana. Niemniej jednak klimatyczne opakowanie przełożyło się tym razem na rewelacyjne wnętrze.

Nowy Jork, lata trzydzieste. Tuż po wielkim kryzysie. Czas oszałamiających karier, jazzowych klubów i lejącego się strumieniami szampana. Książka opowiada historię przyjaciół: Kathy, Evy i Tinkera uwikłanych w emocjonalny trójkąt. Połączeni na zawsze wypadkiem samochodowym, oplątani siecią wspólnych przyjaciół i wrogów próbują utrzymać się na powierzchni nowojorskiego oceanu. A w NYC lat trzydziestych wszystko jest możliwe.

Książkowe must have

Książek i filmów o antykwariuszach było już bardzo wiele.

Rosyjski pisarz Aleksander Buszkow postanowił podejść do tematu inaczej. Jego antykwariusz nie jest bowiem starszym panem przekładającym książki z półki na półkę, ale ostrym graczem w biznesie handlu antykami. I nie mam na myśli tylko obrazów czy mebli, ale również broń, działa lotnicze, wojskowe odznaczenia.

W sercu najbardziej ryzykownej operacji, na dnie syberyjskiej rzeki, leży bolszewicki pociąg podobno wypełniony złotem. Wyścig o to, kto go dostanie jest fascynujący i zażarty.

„Antykwariusz” to świetna powieść sensacyjna w egzotycznej syberyjskiej scenerii.

Książkowe must have

Co zrobić, aby moje dziecko miało frajdę z nauki?

Jak wspomagać jego rozwój nie tylko fizyczny, ale też intelektualny?

Jak motywować?

W co się bawić?

Ile dawać dziecku swobody i jak zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa?

Z książki „Trening mentalny. Gry i zabawy dla dzieci” nie tyle dowiedziałam się czegoś nowego, co zebrałam swoją wiedzę w całość.

Ta niewielka książeczka w krótkich, prostych punktach przedstawia holistyczne spojrzenie na dziecko. Od jedzenia, przez naukę, zabawę, odpoczynek, bliskość czy relaks. Wszystko jest ze sobą połączone i wpływa na możliwości intelektualne naszych pociech.

Ważną częścią książki są ćwiczenia, jakie możemy robić z dzieciakami. Większość z nich dotyczy dzieci po 8 roku życia.

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >