video-jav.net

ŚDM 2016: łowickie Dni w Diecezji już zaplanowane

Diecezja łowicka zadeklarowała chęć przyjęcia 2500 osób z zagranicy podczas Dni w Diecezji przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Znany jest już nie tylko szczegółowy plan pobytu dla pielgrzymów, ale także i siatka rozmieszczenia gości.

Polub nas na Facebooku!

Diecezja łowicka jest podzielona na 7 rejonów, a te na dekanaty i parafie. Z równego podziału wynika, że w każdym z rejonów powinno się znaleźć około 350 przyjezdnych. „Teoretyczną siatkę rozmieszczenia młodych z zagranicy zweryfikujemy z rzeczywistymi zgłoszeniami. W chwili obecnej czekamy na formularze, które nadchodzą do nas z diecezji. Potwierdzony został już udział grupy 1200 Włochów z rejonu Umbria. Wstępną chęć przyjazdu zgłaszały także niewielkie grupy ze Słowenii, Kanady, Białorusi, Francji, czy Brazylii” – poinformowała KAI Olga Ciechańska, rzecznik prasowy Biura ŚDM diecezji łowickiej.
Każdy dzień wizyty w diecezji młodzież będzie spędzać w odmienny sposób. 20 lipca to dzień przyjazdu młodych do parafii, gdzie głównym elementem będzie ciepłe powitanie w ojczystym języku i pierwsza integracja z polską młodzieżą.

Następny będzie dzień pielgrzymkowy, którego głównym celem jest ukazanie jednej z najbardziej charakterystycznych dla Polski formy rekolekcji – pieszej pielgrzymki. Zaplanowano 4 trasy (w zależności od położenia rejonu w diecezji): Niepokalanów (związany ze św. M. Kolbe), Świnice Warckie (miejsce narodzin św. siostry Faustyny), Nowe Miasto nad Pilicą (związane z bł. ojcem H. Koźmińskim) oraz Domaniewice (związane z patronką diecezji św. Wiktorią).

22 lipca to dzień turystyczny w rejonach. Zarówno pielgrzymki, jak i zwiedzanie atrakcji podczas dnia turystycznego połączone będą z programami artystycznymi i prezentacjami dydaktycznymi o świętych, odwiedzanych miejscach czy lokalnych ciekawostkach.

„Najbardziej barwnym i spektakularnym momentem podczas Dni w Diecezji będzie dzień wspólnotowy, 23 lipca w centrum diecezji. Do Łowicza przyjedzie młodzież z całej diecezji razem z gośćmi z zagranicy. Ten dzień został przeznaczony na Festiwal Młodych, podczas którego nie zabraknie koncertów, atrakcji folklorystycznych, festiwalu narodów czy możliwości rekreacji podczas meczu piłki nożnej lub spływu kajakowego” – opisała Ciechańska.

Niedziela, 24 lipca, to dzień, który pielgrzymi spędzą w rodzinach. Wspólna Eucharystia, piknik parafialny, wyjazd turystyczny – tutaj rodziny mają dowolność organizacji czasu swoim podopiecznym. 25 lipca wszyscy udadzą się na spotkanie do Krakowa – pielgrzymi z zagranicy na miejsca wyznaczone przez Kraków, młodzież łowicka do Miasteczka Łowickiego pod Krakowem w Śledziejowicach.

Wierni z diecezji mogą zaangażować się w przyjęcie pielgrzymów w dwojaki sposób: pobierając formularz do deklaracji przyjęcia ze swojej parafii lub rejestrując się na stronie przygotowań do ŚDM diecezji łowickiej www.sdmlowicz.pl w zakładce Dni w Diecezji. „Na chwilę obecną zainteresowanie wiernych tematem przyjęcia młodych z zagranicy jest duże, ale niekoniecznie przekłada się na ilość deklaracji przyjęcia młodych do swoich domów. Najbardziej intensywnym czasem promocji Dni w Diecezji była kolęda duszpasterska. Na zgłoszenia rodzin do przyjmowania pielgrzymów diecezja łowicka czeka do końca lutego” – powiedziała Ciechańska.

Zarówno organizatorzy łowickich Dni w Diecezji, jak i goście z zagranicy wspólnie potwierdzają, że czas od 20 do 25 lipca będzie nie tylko międzynarodową integracją młodzieży, wzajemnym poznaniem nowych przyjaciół i kultur, ale także wyjątkowym rodzajem rekolekcji i duchowym odkrywaniem na nowo znanych prawd wiary.

Dni w Diecezjach to miejscowe inicjatywy diecezji, które w dniach 20-25 lipca poprzedzą centralne obchody 31. Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Na czas przygotowań do ŚDM diecezje przybrały nazwy biblijne (np. Kana, Moria czy Jordan). Szczegółowe informacje o diecezjalnych centrach ŚDM organizujących lokalne wydarzenia dostępne są pod adresem: www.krakow2016.com/dni-w-diecezjach.


luk / Łowicz

Franciszek do meksykańskiej młodzieży

"Jesteście bogactwem Meksyku a gdy o tym wątpicie, spójrzcie na Jezusa Chrystusa, Tego, który zniweczy wszystkie zamiary uczynienia z was osoby bezużyteczne lub zwykłych najemników służących obcym interesom - powiedział Franciszek podczas spotkania z młodzieżą na stadionie im. José Marii Morellosa y Pavona w Morelii.

Polub nas na Facebooku!

Dobry wieczór! Wam, młodzi ludzie z Meksyku, tu obecnym, którzy oglądacie transmisję w telewizji, którzy słuchacie … Chcę też przekazać pozdrowienia i błogosławieństwo dla tysięcy młodych ludzi z diecezji Guadalajara, którzy zebrali się na placu św. Jana Pawła II, aby śledzić to, co się tutaj dzieje; a także wielu innym im podobnym. Poinformowano mnie, że tysiące młodych zebrały się, aby słuchać. Jesteśmy zatem na dwóch stadionach: Jana Pawła II w Guadalajarze, my tutaj, a następnie wielu innych ze wszystkich stron.

 

Znałem już wcześniej wasze oczekiwania, bo przekazano mi już zarys tego, co mnie więcej powiedzieliście… to prawda! Dlaczego miałbym wam kłamać? – Ale kiedy mówiliście zapisywałem pewne rzeczy, które wydawały się ważne, aby nie zostawiać ich w zawieszeniu.

 

Chciałbym wam powiedzieć, że gdy przybyłem na tę ziemię, zgotowano mi gorące powitanie i mogłem natychmiast zobaczyć coś, o czym wiedziałem od dawna: żywotność, radość, ducha świętowania narodu meksykańskiego. Już teraz wysłuchawszy was, ale zwłaszcza ujrzawszy was, stwierdzam z nową pewnością coś, co powiedziałem prezydentowi kraju w swym pierwszym pozdrowieniu. Jeden z największych skarbów tej ziemi meksykańskiej ma młodą twarz, to jej młodzi. Tak, jesteście bogactwem tej ziemi. Uwaga: nie powiedziałem – nadzieją tej ziemi, ale jej bogactwem.

 

Góra może zawierać cenne minerały, które mogą być wykorzystane dla rozwoju ludzkości: to jest jej bogactwo, ale to bogactwo musi być przekształcone w nadzieję poprzez pracę, podobnie jak czynią górnicy, gdy wydobywają te minerały. Jesteście bogactwem, które trzeba przekształcić w nadzieję. A Daniela na końcu przedstawiła wyzwanie, a jednocześnie wskazówkę odnośnie do nadziei, ale wszyscy, którzy mówili, kiedy podkreślali trudności, omawiali sytuacje, potwierdzali pewną bardzo ważną prawdę, to znaczy, że wszyscy możemy żyć, ale nie możemy żyć bez nadziei.

 

Trzeba poczuć jutro. Nie można poczuć jutra, jeśli wcześniej nie udało się nabrać szacunku dla siebie samego, jeśli nie udaje się poczuć, że własne życie, ręce, nasza historia, mają wartość. Poczuć to, o czym mówił Albert: „Moimi rękoma, moim sercem i umysłem mogę budować nadzieję; jeśli tego nie czuję, to nadzieja nie może wejść do mojego serca”. Nadzieja rodzi się wtedy, gdy można doświadczyć, że nie wszystko jest stracone i dlatego konieczne jest ćwiczenie się w zaczynaniu „od domu”, w zaczynaniu od samego siebie. Nie wszystko jest stracone. Nie jestem stracony, mam wartość, i to dużą wartość. Proszę was teraz o chwilę milczenia. Niech każdy odpowie w swoim sercu: Czy to prawda, że nie wszystko jest stracone? Czy jestem stracony, stracona? Czy mam wartość? Czy niewiele jestem wart? Czy wiele jestem wart? Głównym zagrożeniem dla nadziei są dyskursy, które ciebie dewaluują, jakby wysysały z ciebie wartość i w końcu jakbyś upadł na ziemi – czy to nie prawda? – jakby oklapły, ze smutnym sercem. Dyskursy, które sprawiają, że czujesz się jak ktoś drugorzędny, jeśli nie czwartej klasy. Główne zagrożenie dla nadziei jest wtedy, gdy czujesz, że dla nikogo nic nie znaczysz lub że jesteś zepchnięty na bok. To wielka trudność dla nadziei: kiedy w jakiejś rodzinie, społeczeństwie czy szkole, czy grupie przyjaciół, dają ci odczuć, że nie jesteś dla nich ważny. Jest to trudne i bolesne, ale ma miejsce. Czy tak się dzieje? – Tak. Czy nie? [Odpowiadają: „Tak”!]. Dzieje się tak. To nas zabija, to nas unicestwia i otwiera bramą do wielkiego cierpienia.

 

Ale jest także inne poważne zagrożenie dla nadziei – dla nadziei, że to bogactwo, jakim wy jesteście, rozwinie się i wyda owoce – a jest nim uwierzenie, że zaczynasz znaczyć, gdy przebierasz się w najmodniejsze stroje, marki lub gdy zyskujesz prestiż i znaczenie dlatego, że masz pieniądze, ale w głębi twoje serce nie wierzy, że zasługujesz na uczucie, że jesteś godzien miłości, a serce to wyczuwa. Nadzieja jest kneblowana przez to, w co każą tobie wierzyć, nie pozwalają się tobie wyłonić. Główne zagrożenie jest wtedy, gdy ktoś czuje, że musi mieć pieniądze, aby kupić wszystko, nawet miłość innych. Głównym zagrożeniem jest uwierzenie, że mając wielką „brykę”, jesteś szczęśliwy. Czy to prawda, że jeśli masz wspaniałe auto, to będziesz szczęśliwy? [Odpowiadają: Nie!].

 

Jesteście bogactwem Meksyku, jesteście bogactwem Kościoła. Pozwólcie, że użyję wyrażenia mojej ojczyzny: no les estoy “sobando el lomo”- „nie głaskam was po skórze”, nie schlebiam wam!. I rozumiem, że często trudno czuć się bogactwem, gdy jesteśmy nieustannie narażeni na utratę przyjaciół lub krewnych z rąk handlarzy narkotykami, narkotyków, organizacji przestępczych, siejących terror. Trudno jest czuć się bogactwem narodu, gdy nie ma możliwości godnej pracy – Alberto o tym wyraźnie powiedziałeś – możliwości nauki i kształcenia się, gdy nie czujecie, że są uznane wasze prawa, co prowadzi do sytuacji granicznych. Trudno czuć się bogactwem danego miejsca, kiedy ze względu na swą młodość jest się wykorzystywanym do nędznych interesów, kuszonym obietnicami, które w końcu okazują się nierealne, są bańkami mydlanymi. Trudno w takich sytuacjach poczuć się bogatymi. Bogactwo macie w swoim wnętrzu, nadzieję macie w swoich sercach, ale nie łatwo, z powodu tego wszystkiego o czym wam mówię i co sami powiedzieliście: brakuje możliwości pracy i nauki – powiedzieli Roberto i Alberto. A jednak, mimo tego wszystkiego niestrudzenie powtarzam: jesteście bogactwem Meksyku.

 

Roberto, wypowiedziałeś zdanie, które chcę zachować. Mówiłeś, że coś straciłeś. I nie powiedziałeś: zgubiłem telefon, zgubiłem portfel z pieniędzmi, spóźniłem się na pociąg, bo za późno przyszedłem … Powiedziałeś: Straciliśmy urok cieszenia się ze spotkania. Zagubiliśmy urok podążania razem; zagubiliśmy urok wspólnego marzenia. A żeby to bogactwo, pobudzane nadzieją mogło się rozwijać trzeba podążać razem, trzeba się spotkać, trzeba marzyć! Nie zatraćcie uroku marzenia! Odważcie się marzyć! Marzenie to nie to samo, co bycie zaspanymi, w żadnym wypadku!

 

Nie sądźcie, że mówię wam, iż jesteście bogactwem Meksyku, oraz by to bogactwo w połączeniu z nadzieją się rozwijało – dlatego, że jestem dobry lub dlatego, że jestem ekspertem, nie, drodzy przyjaciele, to nie tak. Mówię to wam i jestem o tym przekonany, czy wiecie, dlaczego? Dlatego, że tak jak wy, wierzę w Jezusa Chrystusa. Sądzę, że Daniela bardzo mocno nam o tym powiedziała. Wierzę w Jezusa Chrystusa i dlatego to wam mówię. To On odnawia we mnie nieustannie nadzieję, to On odnawia ciągle moje spojrzenie, to On rozbudza we mnie, w każdym z nas, urok cieszenia się, urok marzenia, urok wspólnego działania. To On stale zaprasza mnie do nawrócenia serca. Tak, moi przyjaciele, mówię wam to dlatego, że w Jezusie spotkałem Tego, który jest w stanie rozpalić we mnie to, co mam najlepszego. To dzięki Niemu możemy iść naprzód, dzięki Niemu możemy za każdym razem rozpoczynać na nowo, to dzięki Niemu możemy powiedzieć: to nieprawda, że jedynym sposobem życia, bycia młodym, jest złożenie życia w rękach handlarzy narkotykami lub tych wszystkich, których jedynym zajęciem jest sianie zniszczenia i śmierci. To nieprawda i mówimy o tym dzięki Jezusowi. To także dzięki Jezusowi, Jezusowi Chrystusowi Panu możemy powiedzieć, że to nieprawda, jakoby jedynym sposobem życia dla tutejszych młodych jest ubóstwo i zepchnięcie na margines: odsunięcie od szans, od przestrzeni, odsunięcie od kształcenia i oświaty, odsunięcie od nadziei. To Jezus Chrystus obala wszelkie próby uczynienia was bezużytecznych lub zwykłych najemników obcych ambicji. To ambicje innych ludzi usuwają was na margines, aby was wykorzystywać do tych wszystkich celów, o których wspomniałem, które znacie i które doprowadzają ostatecznie do zniszczenia. A jedynym, który może mnie mocno trzymać za rękę jest Jezus Chrystus. On sprawia, że to bogactwo przemieni się w nadzieję.

 

Prosiliście mnie o słowo nadziei: ta, którą mogę wam dać, nadzieja będąca u podstaw wszystkiego, nazywa się Jezus Chrystus. Gdy wszystko wydaje się ciężkie, gdy zdaje się, że świat wali się nam na głowę, przyjmijcie Jego krzyż, obejmijcie Jego i – proszę was – nigdy nie wyrywajcie się z Jego ręki, nawet jeśli prowadzi was naprzód ciągnąc was. A jeśli kiedyś upadniecie, pozwólcie aby was podniósł.

 

Alpiniści mają pewną bardzo ładną piosenkę, którą lubię powtarzać młodym ludziom. Jest to piosenka śpiewana na podejściu: „W sztuce wspinania sukces polega nie na tym, by nie odpaść, ale by nie trwać w upadku”. To sztuka. A kto jest tym jedynym, który może chwycić cię za rękę, żebyś nie trwał w upadku? Jezus Chrystus, tylko On. Jezus Chrystus, który czasami posyła ci brata, aby z tobą rozmawiał i tobie pomógł. Nie skrywaj ręki, gdy upadłeś. Nie mów Mu: nie patrz na mnie, że jestem zabłocony czy zabłocona. Nie patrz na mnie, kiedy już nie ma żadnego ratunku. Pozwól się tylko uchwycić za rękę i pochwyć tę rękę, a bogactwo, jakie masz w swym wnętrzu, brudne, zabłocone, uważane za stracone, zacznie poprzez nadzieję wydawać swój owoc. Ale zawsze z rękę wyciągniętą ku ręce Jezusa Chrystusa. To jest droga. Nie zapomnijcie: „W sztuce wspinania sukces polega nie na tym, by nie odpaść, ale by nie trwać w upadku”. Nie pozwólcie sobie, aby trwać w zagubieniu! Nigdy! Zgoda? A jeśli widzisz przyjaciela lub przyjaciółkę, który się w życiu poślizgnął i upadł, idź i podaj mu rękę, ale podaj mu rękę szanując jego godność, stań obok niego czy niej, wysłuchaj…Nie mów: dam tobie receptę! Nie, jako przyjaciel, spokojnie, przydaj mu sił twoimi słowami, wysłuchując go: tym lekarstwem, o którym się zapomina: terapia wysłuchania. Pozwól mu mówić, niech tobie opowie, a wówczas powoli wyciągnie do ciebie rękę, a ty mu pomożesz w imię Jezusa Chrystusa. Ale jeśli pójdziesz nagle i zaczniesz mu głosić kazanie, to w końcu zostawisz tego biedaka w gorszym stanie niż był wcześniej… Czy to jasne? Nigdy nie wyrywajcie się z Jezusa Chrystusa, nigdy się od Niego nie oddalajcie. A jeśli się oddalicie, to podnieście się i idźcie naprzód: On rozumie, czym są te rzeczy. Ponieważ wraz z Chrystusem można żyć w pełni, warz z Nim można uwierzyć, że warto żyć; że warto dać z siebie to, co najlepsze, być zaczynem, solą i światłem pośród przyjaciół, w dzielnicy, we wspólnocie w rodzinie. Później Rosario, będę mówił trochę o tym, co powiedziałeś o rodzinie.

 

Dlatego drodzy przyjaciele, proszę was w imieniu Jezusa, abyście nie dali się wykluczyć, nie pozwolili, by wami pogardzano, nie pozwolili traktować siebie jako towar. Jezus dał nam w tej dziedzinie radę, abyśmy nie dali się wykluczyć, abyśmy nie pozwolili, by nami pogardzano, nie dali się traktować jak towar: „Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10,16). Dwie cnoty razem. Ludziom młodym nie brakuje żywotności; czasami brakuje im roztropności, by nie byli naiwni. Obydwie rzeczy – roztropni, ale i prości, dobrzy. Oczywiście, idąc tą drogą może nie będziecie mieli najnowszego modelu samochodu ani nie będziecie mieli portfela wypchanego pieniędzmi, ale będziecie mieli coś, czego nikt nie będzie mógł wam odebrać, to znaczy doświadczenie czucia się kochanymi, przygarniętymi i wspieranymi. To urok radości spotkania, urok marzenia, spotykając się ze wszystkimi. To doświadczenie poczucia się rodziną i poczucia się wspólnotą. To doświadczenie tego, że można światu spojrzeć w twarz, z podniesioną głową! Bez auta, bez pieniędzy, ale z podniesioną głową! Z poczuciem godności!

 

Trzy słowa, które teraz powtórzymy: bogactwo, ponieważ je otrzymaliśmy; nadzieja, ponieważ chcemy otworzyć się na nadzieję; godność. Powtarzamy: bogactwo, nadzieja i godność [Powtarzają]. Bogactwo, jakim was Bóg obdarzył: jesteście bogactwem Meksyku; nadzieja, jaką wam daje Jezus Chrystus; godność, jaką wam daje to, że nie pozwalacie, by was „głaskano po skórze”, aby być towarem w portmonetce innych.

Dzisiaj Pan nadal was wzywa, nadal was zwołuje, tak samo, jak uczynił to z Indianinem Juanem Diego. Wzywa was do budowania sanktuarium. Sanktuarium, które nie jest miejscem fizycznym, ale stanowi wspólnotę, sanktuarium, zwane parafią, sanktuarium zwane narodem. Wspólnota, rodzina, poczucie bycia obywatelami – wszystko to jest jednym z głównych lekarstw na to wszystko, co nam zagraża, ponieważ pozwala nam czuć się częścią tej wielkiej rodziny Bożej. Nie po to, aby chować się, zamykać się, uciekać przed niebezpieczeństwami życia i wyzwań, ale przeciwnie – po to, aby wychodzić i zapraszać innych, aby wychodzić i głosić innym, że bycie młodym w Meksyku jest największym bogactwem i tym samym nie może być składane w ofierze. I to dlatego, że bogactwo może mieć nadzieję i daje nam godność. Po raz kolejny trzy słowa: bogactwo, nadzieja i godność. Ale to bogactwo, jakim obdarza nas Bóg i które musimy rozwijać.

 

Jezus, Ten, który nas obdarza nadzieją nigdy nie zapraszałby nas do bycia płatnym zabójcą, ale nazywa nas uczniami, przyjaciółmi. Jezus nigdy nie wysłałby nas na śmierć, ale wszystko jest w Nim zaproszeniem do życia. Życia w rodzinie, życia we wspólnocie: w rodzinie i we wspólnocie dla dobra społeczeństwa.

 

I tu, Rosario, podejmuję to, co powiedziałeś, coś bardzo pięknego: „W rodzinie człowiek uczy się bliskości”. Uczymy się solidarności, uczymy się dzielić, rozeznawać, nieść problemy jedni drugich, kłócić się i godzić, dyskutować i brać siebie w ramiona, całować. Rodzina jest pierwszą szkołą narodu i w rodzinie jest to bogactwo, jakie posiadacie. To rodzina strzeże tego bogactwa, w rodzinie możecie znaleźć nadzieję, bo jest w niej Jezus, i w rodzinie możecie posiadać godność. Nigdy, przenigdy nie odrzucajcie rodziny! Rodzina jest kamieniem węgielnym budowania wielkiego narodu. Jesteście bogactwem, macie nadzieję i marzenia … – również Rosario mówił o marzeniu – czy marzycie o założeniu rodziny? [„Tak”]

 

Drodzy bracia, jesteście bogactwem tego kraju a gdy o tym wątpicie, spójrzcie na Jezusa Chrystusa, który jest nadzieją, na Tego, który zniweczy wszystkie zamiary uczynienia z was osób bezużytecznych lub zwykłych najemników służących obcym interesom.

 

Dziękuję wam za to spotkanie i proszę, byście się za mnie modlili. Dziękuję!

 

[Na zakończenie spotkania:]

Zapraszam was do wspólnej modlitwy do Matki Bożej z Guadalupe i poproszenia Jej, aby nam uświadomiła bogactwo, jakim obdarzył nas Bóg. Niech sprawi, by wzrastała w nas, w naszym sercu nadzieja w Jezusie Chrystusie; i abyśmy szli przez życie z chrześcijańską godnością.

 

[Papież odmawia Zdrowaś Maryjo i udziela błogosławieństwa]

 

I proszę was, nie zapominajcie, aby za mnie się modlić! Dziękuję.

 


tłum. st, kg (KAI) / Morelia