“Szare mury”. Nowa piosenka ks. Jakuba Bartczaka

"Potrzeba dobra, miłości ognia, gdzie szare tłumy żyją tym co małe" - rapuje ks. Jakub Bartczak w najnowszej piosence, której towarzyszy przejmujący teledysk.

Polub nas na Facebooku!

“Szare mury” to jeden z utworów z najnowszej płyty ks. Jakuba Bartczaka pt. “Się modlę”, która ukazała się 15 października. Pod YouTubowym nagraniem kapłan umieścił fragment z Ewangelii wg św. Łukasza: “Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.”

Piosence towarzyszy poruszający teledysk, który powstał m.in. z oryginalnych nagrań zarejestrowanych podczas protestów, które od kilku dni mają miejsce w wielu miastach Polski.

“Stań, pomyśl! Dokąd biegniesz? Z czym pójdziesz do Ojca, gdy wszystko zblednie? Boże Miłosierdzie, jedno życie masz. Jezu, cokolwiek! Ty się tym zajmij! Jezu, cokolwiek! Ty to ogarnij! Wielki Boże daj siłę nam do walki! Ciemność smutek – stan nienaturalny. W imię Zbawcy przeżyjmy ten moment! Miłość, prawda, wiara, Bóg, ogień!” – rapuje kapłan. 

 

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Do spowiedzi przekonał go przyjaciel. Ostatnie chwile Fryderyka Chopina

"Ostatnim tchnieniem wymówił te słowa: „Jestem już u źródła szczęścia!..." I skonał. Tak umarł Chopin! Módlcie się za nim, ażeby żył wiecznie". Ostatnie chwile życia Fryderyka Chopina opisał ks. Aleksander Jełowicki, pisarz i poeta, duszpasterz Wielkiej Emigracji, który odegrał znaczącą rolę w powrocie kompozytora do Boga. Fryderyk Chopin zmarł 17 października 1849 roku.

Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Chopin, podobnie jak jego emigracyjni towarzysze, nie interesował się życiem religijnym, a z wiary, którą przekazała kompozytorowi matka pozostało tylko “rodzinne wspomnienie”. Zwyczajna przyzwoitość powodowała, że nie szydził ani nie naśmiewał się z rzeczy świętych.

Po powrocie z Rzymu do Paryża ks. Jełowicki zastał przyjaciela z czasów młodości w opłakanym stanie. Chopina dręczyły liczne dolegliwości, a twarz miał “jak alabaster zimną, białą i przejrzystą; a oczy jego mgłą przykryte”. Kapłan martwił się o duszę kompozytora i próbował rozbudzić w nim wiarę, jednak mimo świadomości nieuchronnej śmierci Chopin nie chciał przyjąć sakramentów.

Nie chciałbym umrzeć bez Sakramentów, aby nie zasmucić Matki mej ukochanej; ale ich przyjąć nie mogę, bo już ich nie rozumiem po twojemu

Wspomnienie o zmarłym przyjacielu

Jakiś czas później dr Cruveiller poinformował ks. Jełowickiego, że Chopin może umrzeć, a kiedy przyjaciel – przed którym po raz pierwszy zamknięto dzrzwi do pokoju chorego – w końcu został wpuszczony do kompozytora usłyszał tylko: ,,Kocham cię bardzo, ale nic nie mów, idź spać.”

Nazajutrz przypadały imieniny zmarłego brata ks. Jełowickiego, w intencji którego kapłan ofiarował rano mszę świętą, a jednocześnie prosił: “O Boże, litości! Jeżeli dusza brata mego Edwarda miłą jest Tobie, daj mi dzisiaj duszę Fryderyka! Więc ze zdwojoną troską szedłem do Chopina”.

Ks. Jełowicki zastał Chopina przy śniadaniu, a na wspomnienie o zmarłym Edwardzie – z którym także się przyjaźnił – bardzo się wzruszył.

“Przyjacielu mój kochany, dziś są imieniny mego brata Edwarda.” Chopin westchnął, a ja mówiłem tak dalej: „W dzień mego brata daj mi wiązanie.” „Dam ci, co zechesz”, odpowiedział Chopin, a ja odrzekłem: „Daj mi duszę twoją!” „Rozumiem cię, weź ją!”, odpowiedział Chopin i usiadł na łóżku”. 

Szczęśliwy i przemieniony łaską Boga

Chopin wyspowiadał się w potoku łez i z krzyżem w ręku, wpatrując się w ukrzyżowanego Jezusa, i od tamtej chwili “przemieniony łaską Bożą, stał się jakoby innym człowiekiem”.

Tegoż dnia poczęło się konanie Chopina, które trwało dni i nocy cztery. Cierpliwość, zdanie się na Boga, a często i rozradowanie towarzyszyły mu aż do ostatniego tchnienia. Wpośród najwyższych boleści wypowiedział szczęście swoje i dziękował Bogu, że aż wykrzykiwał miłość swą ku Niemiu i żądzę połączenia się z Nim, co prędzej

Przed śmiercią Chopin wielokrotnie przywoływał Maryję i Jezusa. Sakramenty przebudziły w nim wiarę, a do końca czuwał przy nim ks. Jełowicki.

Lekarze, którzy podtrzymywali życie kompozytora usłyszeli: „Puśćcie mię, niech umrę. Już mi Bóg przebaczył, już mię woła do siebie! Puśćcie mię; chcę umrzeć!”.

Fryderyk Chopin zmarł 17 października 1849, a ostatnie słowa, które wypowiedział brzmiały: „Jestem już u źródła szczęścia!…”.

 

Karolina Hołownia

Karolina Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap