Tulipan dla Brygidy!

W czasach kiedy w przestrzeni publicznej coraz silniejszy jest głos tych, którzy aborcję traktują jako manifestację prawa kobiety do wolności.

Tulipan dla Brygidy!

Z przyjemnością informujmy, że Brygida Grysiak otrzymała Tulipana Narodowego Dnia Życia w kategorii „Dzieło kultury” za książkę „Wybrałam życie”.

Autorka zadedykowała nagrodę Dorocie, matce trojga dzieci, która w sobotę (16 marca 2013 r.)  zmarła na raka:

„Jej cierpienie przemieniało ludzi. Mam nadzieję, że kiedyś i o tym napiszę”

„Nagroda to moje "dziękuję", tak jak sama książka, dla wszystkich mam, które wybrały życie swoich dzieci i dały im miłość.” 

Kapituła w uzasadnieniu przyznania nagrody napisała:

W czasach kiedy w przestrzeni publicznej coraz silniejszy jest głos tych, którzy aborcję traktują jako manifestację prawa kobiety do wolności nagradzamy książkę Brygidy Grysiak "Wybrałam życie".

Ta książka wydaje się dziś niezwykle potrzebna. Zebrane w tomie reportaże przedstawiają dzieje decyzji kobiet, których dotknęła myśl o aborcji. Wiele rożni bohaterki książki Grysiak: wiek, wykształcenie, wykonywany zawód, pozycja społeczna. Łączy jedno: doświadczenie wolności wyboru życia przeciwko różnym wygodnym bądź zideologizowanym "podpowiedziom", których tak chętnie dostarcza współczesność.

Nagradzamy Brygidę Grysiak za jej bezkompromisowość, odwagę i za napisanie książki, która może naprawdę pomóc wielu ludziom wybrać życie przeciwko pokusom nicości.

Nagrody przyznawane są w czterech kategoriach:

Dziennikarz – celem nagrody jest promocja ludzi mediów, którzy w swojej działalności promują wartości związane z życiem rodzinnym.

Dzieło kultury – przyznawana za najlepsze przejawy artystycznej działalności, które podkreślają znaczenie rodziny w życiu osobowym i społecznym człowieka.

Inicjatywa społeczna – za inicjatywy, które budują wspólnotę przez odwoływanie się do istniejących więzi rodzinnych bądź tworzą instytucje wzmacniające życie rodzinne.

Samorząd przyjazny rodzinie – ma promować inicjatywy oraz rozwiązania prawne, które wzmacniają rolę rodziny w życiu wspólnoty lokalnej oraz zachęcają do postaw prorodzinnych.

Tulipan dla Brygidy!

***

Wstęp do książki

To miała być książka o oknie życia. O matkach, które kładą w nim swoje dzieci z nadzieją na lepsze dla nich życie. Tylko jedna zgodziła się na rozmowę.

Zaczęłam szukać innych. Takich, dla których ciąża nie była dobrą nowiną, a które zdecydowały się urodzić.

Mimo że nie miały gdzie ani za co żyć.

Mimo, że ich dziecko miało umrzeć tuż po porodzie.

Mimo, że właśnie rozpoczynały drogę do kariery.

Mimo, że ojciec dziecka znikł. Albo został i katował je do nieprzytomności.

Nazywam je „matkami wszechmogącymi”. Bo kiedy słuchałam ich historii, czułam, że nie ma rzeczy, której nie zrobiłyby dla swoich dzieci. Czułam, że one mogą wszystko.

Anna – matka Celi z zespołem Downa nie musiała wybierać. Nie wiedziała, że Cela urodzi się chora. Opowiada, jak życie z Downem może być piękniejsze od życia bez niego. Odkąd poznałam Celę, wcale mnie to nie dziwi.

„Matki wszechmogące” mówią, dlaczego nie usunęły ciąży. Mimo że niektóre z nich chciały to zrobić, inne ktoś do tego namawiał. Mówią o tym, że życie to życie. Bez podziału na zygotę, zarodek i człowieka. I że dziś są szczęśliwe, że o nie zawalczyły. Choć walka nie była ani łatwa, ani równa.

Dziękuję im za tę walkę i za to, że chciały mi o niej opowiedzieć. Podobno słowa tylko uczą, a przykłady pociągają. Właśnie dlatego chciałam oddać głos kobietom, które już wybrały życie.

One naprawdę wiedzą, o czym mówią.

Brygida Grysiak


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Historia Zakonu Jezuitów

Chyba żaden zakon w historii Kościoła nie wzbudzał tak wielkich emocji. Jezuitów kochano i podziwiano, ale równie często nienawidzono i posądzano o najgorsze. W jednym momencie byli nadzieją Kościoła, w innym stanowili poważne zagrożenie.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego? Ich działalność apostolska wymykała się dotychczasowym schematom, a przy tym często zaskakiwała skutecznością. Jezuici byli swoistym laboratorium różnych teorii, prądów naukowych i religijnych.

Dzisiaj również tak jest, choć w mniejszym stopniu. To jezuici prowadzą dialog religijny z wyznawcami hinduizmu i buddyzmu; a kilku z nich zostało nawet mistrzami zen. Uczniowie Ignacego Loyoli pracują także w Watykańskim Obserwatorium Astronomicznym, które zajmuje się m.in. poszukiwaniem obcych cywilizacji. Obecni są w mediach, w instytucjach związanych z polityką, ale też wśród narkomanów i ubogich. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się 500 lat temu od zawadiackiego baskijskiego szlachcica.

Historia Zakonu Jezuitów

Św. Ignacy Loyola w zbroi

Bask rozrabiaka

Iñigo Loyola (imienia Ignacy zaczął używać później) przyszedł na świat w 1491 r. Rodzice przeznaczyli go do stanu duchownego, choć jego samego pociągało bardziej światowe życie. Nosił jednak tonsurę (znak przynależności do stanu duchownego), co nieraz uratowało mu skórę, kiedy spod kurateli bardziej surowych świeckich sądów wymykał się pod opiekę pobłażliwych sądów kościelnych.

A kłopoty z prawem miał, bo uwielbiał pojedynki, awantury oraz hazard. Nie stronił też od towarzystwa pięknych kobiet. Przed młodym Iñigo otwierały się drzwi wspaniałej kariery: na początku był paziem wielkiego podskarbiego Jana Velasqueza de Cuellar, a po jego śmierci został jednym z zaufanych wicekróla Nawarry. Służąc temu drugiemu, stanął w 1521 r. wraz z kilkuset żołnierzami na czele obrony Pampeluny, stolicy Nawarry, którą próbowała zdobyć dwunastotysięczna armia Francuzów.

W czasie oblężenia został jednak ciężko ranny – kula armatnia strzaskała mu prawą nogę poniżej kolana i zraniła też lewą. Po tym wypadku obrońcy Pampeluny poddali się. Francuzi otoczyli Iñigo opieką i po dwóch tygodniach przenieśli go do rodzinnego zamku.

Żebrak i mistyk

Tam okazało się, że kości źle się zrosły i trzeba było łamać nogę raz jeszcze. Iñigo bardzo źle znosił rekonwalescencję, kilka razy znalazł się na progu śmierci. Leżąc w łóżku, czytał powieści rycerskie i książki religijne. I zaczął zmieniać swoje życie. Dokonał pewnego ważnego dla jego przyszłości odkrycia.

Zauważył, że kiedy myślami wracał do zabaw z okresu poprzedzającego wypadek, wspomnienia przynosiły mu wielką radość, ale kiedy kończył rozmyślać, pojawiała się pustka, niezadowolenie i smutek. Kiedy zaś zainspirowany lekturą rozmyślał o świętych, radość i spokój trwały dłużej.

Tak rozpoczął „rozeznawanie duchów”, odkrywał, czym są duchowe strapienia i pocieszenia. Z czasem stworzył cały zbiór reguł, które pomagały mu w rozpoznawaniu łaski Boga i życia według niej. To odkrycie stało się jednym z kluczowych elementów późniejszej jezuickiej duchowości.

Historia Zakonu Jezuitów

Wizja Ignacego Loyoli

W ramach pokuty za swoje dotychczasowe życie Iñigo postanowił udać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Po drodze odwiedzał lokalne sanktuaria. U podnóża gór Montserrat w klasztorze w Igualadzie przywdział strój żebraczy, a miecz i sztylet złożył pod obrazem Matki Bożej jako dar wotywny. Odbył trwającą trzy dni spowiedź z całego życia i ruszył dalej.

Dotarł do miasta Manresa, gdzie żył jak żebrak. Nachodziło go zwątpienie i popadał w głębokie przygnębienie, chciał nawet popełnić samobójstwo. Pewnego dnia nad rzeką Cardonera, nieopodal miasta, doświadczył jednak czegoś na kształt przeżycia mistycznego.

Nagle wszystko zobaczył na nowo, wszystko stało się świeże, inne. Odkrył w sobie również głęboką znajomość życia duchowego, wiary i teologii. Czuł się nowym, zupełnie innym człowiekiem, wydawało mu się, że otrzymał nowy umysł. Odkrył wtedy, że Boga trzeba szukać i znajdować we wszystkim. Przekonanie to stało się później jedną z najważniejszych dewiz jezuitów.

Ignacy i inkwizycja

W Ziemi Świętej Iñigo przebywał 10 dni i czuł się tam niezwykle szczęśliwy. Po powrocie studiował łacinę i w Alkali słuchał wykładów z teologii. Wraz z kilkoma przyjaciółmi przywdział szare workowate habity i zaczął pomagać miejscowej biedocie, a przy okazji głosić katechezy.

Zaniepokoiło to inkwizytorów, którzy oskarżyli młodego Baska i jego znajomych o herezję. Podczas procesu nakazano im zafarbować habity na różne kolory, by nikt nie pomylił ich ze wspólnotą religijną. Mając nadzieję na swobodniejsze życie, Iñigo i jego przyjaciele udali się do Salamanki, ale niedługo po przybyciu, na wniosek dominikanów, aresztowano ich na 22 dni. Zakazano im wypowiadania się na tematy wiary, dopóki nie skończą studiów teologicznych.

W 1532 r. w Paryżu Iñigo skończył studia. Wtedy po raz pierwszy przy jego nazwisku pojawiło się imię Ignacy. Znów zebrał wokół siebie grupę znajomych, którzy postanowili żyć jak apostołowie.

Historia Zakonu Jezuitów

W 1534 r. ślubowali podczas Mszy św. żyć w czystości i ubóstwie oraz odbyć pielgrzymkę do Jerozolimy. Gdyby to ostatnie się nie udało, mieli oddać się do dyspozycji papieża, bo on lepiej zna potrzeby Kościoła.

W 1537 r. Ignacy otrzymał święcenia kapłańskie. Nie myślał jednak o założeniu zakonu. Zmienił zdanie po mistycznej wizji, w której zobaczył Chrystusa stojącego obok Boga Ojca.

Jezus powiedział: „Chcę, abyś nam służył”. Wtedy zrodził się pomysł powołania Towarzystwa Jezusowego. Trzy lata później, 27 września 1540 r., papież Paweł III zatwierdził przedłożoną mu przez Ignacego regułę zakonną. Tak narodzili się jezuici.

Męczeństwo Świętych Braci Prymusa i Felicjana, Rycina z manuskryptu Złotej Legendy Jakuba de Voragine, XIV w., jednej z ksiąg, która zapoczątkowała nawrócenie Ignacego Loyoli

Trochę inni zakonnicy

Od początku byli trochę inni. Prócz trzech zwykłych ślubów: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, jezuici ślubują także posłuszeństwo papieżowi w sprawach misji.

Zrezygnowali ze wspólnych modlitw, wyczerpujących postów, cielesnych umartwień. Odrzucają także z reguły godności kościelne. Opierając się na doświadczeniach Ignacego zapisanych w Ćwiczeniach duchownych, uczestniczą w długich rekolekcjach, podczas których pracują nad zrozumieniem swoich emocji, poruszeń serca i nad relacją z Bogiem.

Codziennie medytują nad Biblią i robią szczegółowy rachunek sumienia. Niezwykle istotna jest dla nich formacja intelektualna. Zakon został bowiem stworzony po to, by – odwołując się do doświadczenia Ignacego nad rzeką Cardonera – „wzrastać w łatwości szukania i znajdowania Boga we wszystkim”, a to oznacza otwarcie się na świat i lepsze jego rozumienie. Ignacy Loyola twierdził, że jest to tak trudne zadanie, że trwonienie sił czy zdrowia w innym celu jest marnotrawstwem.

Paweł III widział w nowym zakonie, mimo wielu krytycznych głosów z zewnątrz, wielką siłę, która może pomóc w odnowie Kościoła. I nie mylił się.

Wieki XVI i XVII były dla nowego zakonu czasem wytężonej pracy. Jezuici głosili i to z powodzeniem Chrystusa w Japonii i Chinach. Udało się im nawrócić setki tysięcy Chińczyków i zdobyć zaufanie cesarza, co nie udało się do tej pory dominikanom i franciszkanom.

Tym, co wyróżniało ich misje, było nowe podejście do kultury danego kraju. Jezuici, którzy przybyli do Chin, wychodzili z założenia, że Ewangelia nie kłóci się z żadną kulturą, dlatego nie trzeba ewangelizować kultury, zmieniać jej na chrześcijańską (w domyśle europejską), ale trzeba ewangelizować ludzi. Należy poznać miejscowy język, filozofię i kulturę i stać się Chińczykiem dla Chińczyka.

Ignacy Loyola mawiał: „Kiedy głosisz komuś Ewangelię, musisz wejść jego drzwiami, a wyjść swoimi”.

Podobnie radzili sobie w Ameryce Południowej, gdzie wśród Indian zaprowadzili tzw. redukcje paragwajskie, o czym opowiada m.in. film Misja. Słowo reductio oznacza „przyprowadzenie”. Celem redukcji był przyprowadzanie Indian do Kościoła.

Rozproszone plemiona gromadzono w wioskach, gdzie, z dala od złego wpływu białych kolonizatorów i niewolnictwa, zapoznawano Indian z dorobkiem cywilizacji europejskiej i otaczano opieką religijną.

Jeden z twórców redukcji, o. Antonio Ruiz de Montoya, pisał: „Indianie mają być ludźmi wolnymi. Wartościowymi obywatelami, poddanymi króla, z tego tytułu cieszącymi się wszelkimi należnymi im prawami (…). Nie należy przystępować do próby uczynienia z Indian Europejczyków. Owszem, trzeba im udostępnić europejskie zdobycze cywilizacyjne. Należy uszanować ich odrębność, tradycję, mentalność, usposobienie i języki”.

W wiekach XVII i XVIII redukcje odniosły prawdziwy sukces. Udało się wtedy stworzyć na styku kilku krajów autonomiczne państwo – Chrześcijańską Republikę Indian Guarani.

Jezuitów nie brakowało również w Afryce i Ameryce Północnej. Jak pisał w 1849 r. pewien ksiądz: „Nie można udać się do najdalszych krajów, przepłynąć nieznanych mórz, odwiedzić odległych ziem lub spenetrować najstraszliwszych pustkowi, by nie natknąć się na ślady jezuitów”.

Jezuici uczestniczyli w życiu naukowym i artystycznym. Prowadzili szkoły, do których uczęszczali też protestanci. Jezuita Krzysztof Clavius przygotował reformę kalendarza, która nastąpiła w 1582 r. za pontyfikatu Grzegorza XIII (kalendarz gregoriański). Właściwie nie było dziedziny, w której nie zaznaczyliby swojej obecności.

Zwykle jednak tam, gdzie jest sukces, pojawia się też zazdrość.

Historia Zakonu Jezuitów

Terroryści i spiskowcy

W Chinach dominikanie i franciszkanie oskarżyli jezuitów o to, że zbytnio przejmują tamtejsze zwyczaje. Papież, choć zarzuty były bezpodstawne, nakazał jezuitom powrót do Europy. Wściekły cesarz Chin zareagował na to wyrzuceniem pozostałych misjonarzy ze swojego państwa.

Przez następnych 300 lat w Chinach nie można było prowadzić misji.

Redukcje paragwajskie znikły w wyniku politycznych układów między Hiszpanią a Portugalią, a Indianie zostali zmasakrowani przez kolonizatorów.

W Europie rozpoczęła się nagonka na jezuitów, która zakończyła się kasatą zakonu przez papieża Klemensa XIV w 1772 r. (kasatę zniósł w 1814 r. Pius VII).

Uważano, że jezuici odgrywają zbyt dużą rolę w życiu politycznym jako spowiednicy i doradcy władców. Protestanci rozgłaszali, że jezuici wykorzystują swoją wiedzę, aby mamić prosty lud. Mieli tworzyć mechaniczne figurki Maryi Dziewicy, które w cudowny sposób poruszały na zawołanie oczami lub wydzielały mleko.

Oskarżali ich także o sztuczne wywoływanie trądu, by go potem w znany tylko sobie sposób leczyć. Mieli też sprowadzać pomór bydła. Rozgłaszano plotki, że szerzą skryty terror, a w niektórych miastach, np. Krakowie i Paryżu, mają ukryte składy broni, które w razie czego posłużyć mają do tłumienia ruchów antykatolickich.

Zaczęła się rodzić czarna legenda jezuitów, do której powstania mocno przyczynił się Polak, były jezuita, Hieronim Zachorowski. W 1614 r. wydał on w tajemnicy broszurkę pt. Monita secreta Societatis Jesus, czyli „Poufne rady jezuitów”, która wywołała wielkie poruszenie. Były to rzekomo tajne instrukcje przeznaczone do użytku wewnętrznego zakonu napisane ręką generała Klaudiusza Acquavivy.

Miały ukazywać zakulisowe działania jezuitów, których celem było zdobycie władzy nad Kościołem i światem. Krok po kroku przedstawiono w niej, jak mają postępować jezuici, by wkraść się w łaski królów, możnych i kleru i omotać ich. Do końca XVII w. ukazały się 22 edycje broszury, którą przez wiele lat uważano za autentyk. Mimo że autor dzieła przyznał się do fałszerstwa, a pod koniec życia pojednał się z Kościołem, nikt nie chciał uwierzyć w tłumaczenia zakonników.

Czarna legenda jezuitów na tyle mocno przeniknęła do powszechnej świadomości, że do dziś można spotkać się z tym, że generała jezuitów określa się mianem „czarny papież”.

Od kilku dni mamy właśnie papieża jezuitę. Jak dotąd Franciszek pokazuje nam inny niż w czarnej legendzie obraz jezuitów. Tak jak jego bracia przez wieki, zaskakuje i skutecznie prowadzi do Boga.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >