Nasze projekty
Alina Petrowa-Wasilewicz

Pokątny slang, wypowiedź pani Tokarczuk i co na to Petrarca?

Krótka wypowiedź pani Tokarczuk zawiera aż dwa fałszywe stwierdzenia. Otóż język, który słyszymy od kilku miesięcy na ulicach, wbrew zapewnieniom Noblistki, wcale nowy nie jest. I w jaki sposób ten pokątny slang, który nagle wypłynął, wdarł się do środowisk akademików, artystów i polityków ma wyartykułować prawdy o świecie?

Reklama

Miłość mnie całkiem bezbronnym zastała,

wtargnęła w serce drogą poprzez oczy,

odtąd ta droga bramą łez się stała.

Reklama

Prawo miłosne dla mnie niełaskawe:

mnie – bezbronnego – tak we krwi ubroczyć,

a ciebie – zbrojnej – nie zadrasnąć nawet.

Reklama

To strasznie stary Francesco Petrarca, zakończenie sonetu numer trzy spośród trzystu siedemnastu. I zarazem argument  w polemice z opinią naszej noblistki, Olgi Tokarczuk, która w jednej rozgłośni radiowej komentowała język i ekspresję Strajku Kobiet: „Te transparenty mówią dziś prawdę”. Wyznała, że bardzo chce żeby powstała książka z hasłami z transparentów, które widzimy na ulicach polskich miast. „To jest nowa poezja. To jest nowy język, który staje się językiem zbiorowym – i który pozwala nam dziś wyartykułować prawdę o świecie” – stwierdziła pani Tokarczuk.

Jej krótka wypowiedź zawiera aż dwa fałszywe stwierdzenia. Otóż język, który słyszymy od kilku miesięcy na ulicach, wbrew zapewnieniom noblistki, wcale nowy nie jest. Wystarczy przejrzeć literaturę sowizdrzalską czy średniowieczne kroniki sądowe, żeby przekonać się, że jest to język stary, znany od pokoleń, tyle że obecny wśród ludzi nieokrzesanych. Toteż w przeszłości większość rodaków dystansowała się i odgradzała od tego upadłego języka, mówiono z niesmakiem, że ktoś klnie jak szewc czy woźnica lub wyraża się jakby był w oborze. Był to język wyrzucony na margines, wstydliwy i pokątny, bez prawa wstępu do świata rozumu, kultury i piękna.

Język ogółu był natomiast cierpliwie szlifowany i wzbogacany, rodził się nieraz w bólach, o czym pisze Teodor Parnicki w niesamowitej powieści „Tylko Beatrycze”. Akcja rozgrywa się w XIV wieku i główny bohater, kochający swoją wyidealizowaną „Beatrycze” słyszy: „Materiał masz w sobie na świetnego poetę, nie gorszego niż Aligerius…” Jest jednak nieprzezwyciężona przeszkoda – „słowa bowiem nie masz rodzimego odpowiedniego dla wytworów wyobraźni swojej”. Ani „Boska Komedia”, ani „Sonety” w tamtym czasie jeszcze nie powstaną, Polacy jej nie napiszą, muszą poczekać aż trzysta lat na Jana z Czarnolasu, który pozbiera narodzone już słowa, bo ma tworzywo do opłakiwania w „Trenach” swojej drogiej Urszuli. Ten język to najcenniejsze dziedzictwo, dlatego chroniony jest przez wszelkie akademie, uczelnie i komitety. Ojczyzna – polszczyzna – pisał Julian Tuwim.

Reklama

I oto Olga Tokarczuk, mistrzowsko korzystająca z tej schedy, stwierdza, że pokątny slang, który nagle wypłynął, wdarł się do środowisk akademików, artystów i polityków jest w stanie wyartykułować prawdę o świecie i jest to druga nieprawda w krótkiej wypowiedzi. W jaki sposób? Dwa wyrazy stały się w czasie tych strajków i pochodów sztandarowe – na „w” i na „j”, a to zasób bardzo ograniczony. Bez wątpienia są to, jak mawiają językoznawcy, worki semantyczne, dość pojemne, do których można wrzucić rozmaite znaczenia. O tym pierwszym powstała nawet w swoim czasie praca magisterska, która wykazała sporą kreatywność jego użytkowników. Oba słowa wyrażają także wściekłość i gniew, sens można wydedukować z kontekstu, jednak poezji z tego nie będzie.

Poezji nie będzie, ale będzie demolka. Bo te słowa to wyrazy – demolka. Niszczą i kwestionują wartości „starego, zmurszałego świata”, niszczą hierarchię i harmonię, a co mocno boli – także piękno. Są zapowiedzią przemocy i zniszczenia. Akademicy, artyści i politycy, inteligencja, która stała także na straży języka, używają ich bez żenady i refleksji publicznie i czują zapewne dreszcz emocji, że zdobyli się na taką odwagę, bo łamią konwenanse. Nie są grzeczni, są wk… Ale co dalej?

Poezji nie będzie, ale będzie demolka. Bo te słowa to wyrazy – demolka. Niszczą i kwestionują wartości „starego, zmurszałego świata”, niszczą hierarchię i harmonię, a co mocno boli – także piękno.

Nad dalszym krokiem pracuje już wydział filologiczny przyszłości, bo nie jest tak, że po tej demolce zostaną tylko dzikie pola. Wydział filologiczny tworzy nowe formy gramatyczne, bo struktura polszczyzny daje duże możliwości do takich eksperymentów – bez trudu można powoływać do życia nowe byty językowe. Ci rewolucyjni filolodzy tworzą obecnie wielką liczbę feminatywów, czyli nazw żeńskich, żeby wynagrodzić kobietom stulecia patriarchalnej dominacji, wymyślają nowe zaimki dla nowo powołanych płci (tu będą musieli się postarać, jest ich już ponad sześćdziesiąt). Ostatnio filolożki – konstruktorki wpadły na to, że wyraz ‘ofiara’ zawiera w sobie znaczenie pasywności. Trzeba coś wymyślić żeby to zmienić i mówić ‘osoba, która doświadczyła przemocy’. Ale to za długie, więc może ‘przeżywczyni’, ‘przeżywca’? Lub ‘doświadczyni’, ‘doświadec’? Zabawne? – Nie. Gdyż język kształtuje myślenie, nienazwane nie istnieje, zaś nazwane, choćby pokraczne, dziwaczne, smętne, zaczyna drążyć umysły. Tak więc żyjemy w czasach batalii z językiem i o język. Warto mieć tego świadomość.

A co z sonetami?

Były to włosy złote, rozpuszczone

W tysiącu słodkich loków, krętych, jasnych,

Światło wspaniałe drgało rozelśnione

W oczach przepięknych, które dziś przygasły.

Ale po co sonety? Nie da się stworzyć nowej poezji, o której marzy nasza Noblistka, bo młody poeta – buntownik jest w znacznie gorszej sytuacji niż czternastowieczny Polak, mocujący się ze swoim językiem, który wciąż jest w powijakach. I nie będzie wiedział, co zrobić ze słowem ‘rozelśniony’? A w ogóle – prędzej skonsumuje swą miłość nim zdąży cokolwiek napisać.

Nikołaj Gumilow. Rosyjski poeta, akmeista (akme znaczy po grecku szczyt). Podróżował, tłumaczył, pisał piękne wiersze. W 1921 został rozstrzelany przez bolszewików, był jedną z najwcześniejszych ich ofiar. Legenda mówi, że nie obawiał się terroru i prześladowań. Do końca życia chodził w meloniku, co było swoistą demonstracją. Tyle mógł zrobić.   

My też możemy niewiele. Nie przeklinamy, nie przykładamy ręki do barbarzyńskiej destrukcji. Nosimy meloniki.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite