video-jav.net

Kościół już się wypowiedział. Nie liczmy na nic nowego

Prawdą jest, że Komunia święta jest lekarstwem. Gładzi grzechy lekkie, stanowi też antidotum, chroniąc przed grzechem w przyszłości. Jednak pytanie „lekarstwo czy nagroda za bezgrzeszne życie?” wydaje mi się diabolicznie fałszywe, zaciemniające istotę sprawy i prowokujące błędne wnioski rozumu pociąganego przez zwiedzione emocje, w dodatku wykrzywiając obraz autentycznej nauki Kościoła

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ankieta papieża Franciszka i planowany synod o rodzinie sprowokowały dyskusję nad nauczaniem Kościoła o nierozerwalności małżeństwa i możliwości dopuszczania do Komunii wiernych żyjących w nowych związkach po cywilnym rozwodzie.

 

Dyskusja

Temat podzielił hierarchów. Kard. Kasper wygłosił referat, w którym zaproponował pod pewnymi wymogami dopuszczenie osób żyjących w nowych związkach do pełnego udziału w Eucharystii. Został on mocno skrytykowany przez innych purpuratów, którzy wskazywali na poważne błędy metodologiczne w jego wystąpieniu.

Kard. Walter Brandmüller, wieloletni przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, wskazał, że kard. Kasper opierał się na publikacjach zafałszowujących historię i praktykę Kościoła. Inni wskazywali na teologiczne dyletanctwo jego rozważań. Kard. Kasper, który niegdyś swoimi rozważaniami w podręczniku do chrystologii zrodził u niektórych powątpiewanie w fakt realnego zmartwychwstania Chrystusa, swoim autorytetem przekonuje jednak wielu. Wspomnieć tu można wielu katolickich publicystów, np. z Tygodnia Powszechnego, który opublikował wystąpienie kard. Kaspera. Nie pojawiły się tam jednak w kontrze głosy krytykujące progresistowskie postulaty. Osoby związane z pismem stwierdziły, że nie jest to potrzebne, gdyż tradycyjne nauczanie Kościoła jest powszechnie znane. Innego zdania jest jednak kard. Lorenzo Baldisseri, który po analizie odpowiedzi na „ankietę Franciszka” wskazuje na bardzo słabą znajomość nauczania Kościoła w kwestii małżeństwa, co jest przyczyną wielu problemów i kryzysów rodzin. Na ten sam problem nieznajomości katolickiej nauki o małżeństwie, również wśród duchownych, wskazuje ks. prof. Piotr Mazurkiewicz.

 

Sama dyskusja na ten temat jest dobra i potrzebna, może być twórcza i owocna. Tylko tak jesteśmy w stanie wypracować nowe sposoby dotarcia z przesłaniem Ewangelii do osób w poranionych relacjach, tylko tak możemy wypracować lepsze sposoby na ich zakotwiczenie w wierze i Kościele, zaoferować konkretną formację, etc. Cieszy, że dostrzegana jest rodzina i jej problemy, że chce się te kwestie traktować poważnie.

Nie przyniesie dobrych owoców manipulowanie w doktrynie, uciekanie się do fałszowania historii czy medialny hałas mający na celu przeforsowanie pomysłów z katolicką doktryną sprzecznych.

Dobrych owoców jednak nie przyniesie manipulowanie w doktrynie, uciekanie się do fałszowania historii czy medialny hałas mający na celu przeforsowanie pomysłów z katolicką doktryną sprzecznych. Nie można jednak ulegać szatańskim pokusom, by, nawet z najlepszymi intencjami, pod przykrywką pragnienia ulżenia komuś w jego dramacie, z katolicką doktryną równać w dół, a raczej wypierać się tego, co uświęciło rzesze wiernych, również rozwodników.

Kościół, jaki znam, budzi we mnie zaufanie między innymi dlatego, że mimo zmieniającego się świata potrafi wiernie trwać przy prawdzie Ewangelii, a nie przeczy sobie przy podmuchach różnych prądów, niczym Towarzystwo Strażnica. Kościołowi został obiecany i dany Duch Święty, który poucza o prawdzie. A ta nie znosi sprzeczności.

 

vatican-454979_1920

 

Franciszek i nierozerwalność

Papież Franciszek w liście do południowoafrykańskich biskupów przypomniał nauczanie Kościoła: „Świętość i nierozerwalność chrześcijańskiego małżeństwa, które często ulega rozbiciu pod wpływem ogromnej presji ze strony zeświecczonego świata, musi być wspierana jasnym nauczaniem, a także świadectwem samych małżeństw. (…) Ufam, że nie osłabnie w was gotowość do nauczania prawdy w porę i nie w porę ”.

Zwolennicy dopuszczenia do Komunii osób rozwiedzionych i trwających w nowych związkach doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie mogą uderzyć w nierozerwalność małżeństwa. Ma ona zbyt poważne umocowanie w Biblii, Tradycji i mocnych orzeczeniach doktrynalnych.

 

Małżeństwo przerwać może jedynie śmierć. Młodzi ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w każdej sytuacji życia.

Małżeństwo przerwać może jedynie śmierć. Młodzi ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w każdej sytuacji życia. Jeśli wydarzą się jakieś dramatyczne okoliczności, w których małżonkowie będą musieli nawet z naszego punktu widzenia nieodwracalnie (nie można ograniczać łaski Bożej!) rozstać się, dalej pozostają związani węzłem małżeńskim. I każdy akt seksualny z inną osobą jest grzechem nie tylko dlatego, że ma miejsce poza sakramentalnym małżeństwem, ale jest również łamaniem składanej w obliczu Boga i Kościoła przysięgi.

 

Komunia – lekarstwo czy nagroda?

Prawdą jest, że Komunia święta jest lekarstwem. Gładzi grzechy lekkie, stanowi też antidotum, chroniąc przed grzechem w przyszłości. Jednak pytanie „lekarstwo czy nagroda za bezgrzeszne życie?” wydaje mi się diabolicznie fałszywe, zaciemniające istotę sprawy i prowokujące błędne wnioski rozumu pociąganego przez zwiedzione emocje, w dodatku wykrzywiając obraz autentycznej nauki Kościoła w tej kwestii.

 

Jak uczy sobór trydencki, a za nim powtarza wydany po Vaticanum II Katechizm Kościoła Katolickiego, nie można przystępować do Komunii świętej, mając na sumieniu grzech ciężki.

W lekcjonarzu do Mszału Pawła VI niestety nie znalazły się obecne w tradycyjnym rycie rzymskim słowa z listu św. Pawła do Koryntian, w których Apostoł przestrzega chrześcijan: „Kto spożywa chleb lub pije Kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11, 27-29).

 

Eucharystia jest sakramentem żywych i ich ma wzmacniać w pielgrzymce. Grzech ciężki czyni umarłym duchowo, a trupowi nie jest potrzebny żaden pokarm lecz wskrzeszenie.

Eucharystia jest sakramentem żywych i ich ma wzmacniać w pielgrzymce. Grzech ciężki czyni umarłym duchowo, a trupowi nie jest potrzebny żaden pokarm lecz wskrzeszenie. Osoby, które popadły w grzech ciężki, powinny się nawrócić i wyspowiadać (zło możliwie naprawiając i wyrzekając się go). Jeśli więc ktoś (z dowolnych powodów) nie był w stanie sprostać ślubnym zobowiązaniom, potem wszedł w związek niesakramentalny z inną osobą i nie może go zerwać (np. ze względu na dzieci lub dobro drugiej osoby), powinien zrezygnować z aktów seksualnych, o ile ważne jest dla niego życie sakramentalne i chce z sakramentów czerpać siłę do życia w prawdziwej, czystej miłości.

Nie dopuszczanie do Komunii osób, które trwają w ciężkim grzechu, jest kwestią doktryny i nie można jej naruszać.

 

Italy - Religion - Pope Francis - 14th General assembly of the Synod of Bishops

 

Kościół już się wypowiedział – nie liczmy na nic nowego

W adhortacji posynodalnej Sacramentum Caritatis papież po obradach z biskupami z całego świata wyjaśnił, dlaczego osoby rozwiedzione i będące w nowych związkach nie mogą przystępować do Komunii, oraz co Kościół im proponuje, by odnaleźli w Arce Zbawienia miejsce dla siebie:

 

„Eucharystia i nierozerwalność małżeństwa

Skoro Eucharystia wyraża nieodwracalność miłości Boga w Chrystusie do swego Kościoła, to jest zrozumiałe, dlaczego ta miłość zawiera, w odniesieniu do sakramentu Małżeństwa, tę nierozerwalność, której każda prawdziwa miłość nie może nie pragnąć gorąco. Więcej niż uzasadniona jest zatem uwaga duszpasterska, jaką Synod poświęcił bolesnym sytuacjom, w których niemało wiernych się znalazło, gdy po zawarciu sakramentu Małżeństwa rozwiedli się i zawarli nowy związek. Chodzi o delikatny i złożony problem, o prawdziwą plagę w dzisiejszych społecznych stosunkach, która coraz bardziej niszczy również i katolickie kręgi. Pasterze, z miłości dla prawdy, są zobowiązani dobrze rozeznawać różne sytuacje, aby w stosowny sposób wspierać duchowo wiernych, których to dotyczy. Synod Biskupów potwierdził praktykę Kościoła, opartą na Piśmie Świętym (por. Mk 10, 2-12), niedopuszczania do sakramentów osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki, ponieważ swoim stanem i sytuacją życiową obiektywnie zaprzeczają tej jedności w miłości pomiędzy Chrystusem i Kościołem, która wyraża się i realizuje w Eucharystii. Niemniej jednak osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, nadal — pomimo ich sytuacji — przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania, na tyle, na ile to jest możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjmowania Komunii św., słuchanie słowa Bożego, adorację eucharystyczną, modlitwę, uczestnictwo w życiu wspólnotowym, szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym, oddawanie się czynnej miłości, dziełom pokuty oraz zaangażowaniu w wychowanie dzieci.

Tam, gdzie rodzą się uprawnione wątpliwości, co do ważności małżeństwa sakramentalnie zawartego, należy podjąć takie kroki, które są konieczne dla zweryfikowania ich zasadności. (…) Przypominam, że „poważnym obowiązkiem jest staranie się o to, aby działania instytucyjne Kościoła w trybunałach stawały się coraz bliższe wiernym”. Jednak trzeba unikać traktowania troski duszpasterskiej, jakby była ona przeciwstawna wymogom prawa. Należy nade wszystko wychodzić z założenia, iż fundamentalnym punktem spotkania prawa i duszpasterstwa jest miłość prawdy: ta zaś nigdy nie jest abstrakcyjna, ale „konkretyzuje się w ludzkiej i chrześcijańskiej drodze każdego wiernego”. W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę. Taka droga, aby była możliwa i owocna, winna spotkać się ze wsparciem duszpasterzy oraz odpowiednich inicjatyw kościelnych, unikając w każdym przypadku błogosławienia tychże związków, aby nie powodowało to wśród wiernych zamieszania odnośnie do wartości małżeństwa.

Zważywszy na złożoność kulturalnego kontekstu, w którym Kościół żyje w wielu krajach, Synod polecił też dołożyć maksymalnej troski duszpasterskiej w przygotowanie nowożeńców i w uprzednie zweryfikowanie ich przekonań odnośnie do niepodważalnych zobowiązań wpływających na ważność sakramentu Małżeństwa. Poważne rozeznanie tego zagadnienia może pomóc uniknąć sytuacji, w których poruszenia uczuciowe i płytkie racje skłaniają dwoje młodych do podjęcia odpowiedzialności, której nie potrafią potem uszanować. Zbyt wielkie jest dobro, którego Kościół i całe społeczeństwo oczekują od małżeństwa i od rodziny na nim opartej, aby nie zaangażować się dogłębnie w to specyficzne zadanie duszpasterskie. Małżeństwo i rodzina są instytucjami, które powinny być wspierane i bronione przed każdą możliwą dwuznacznością w pojmowaniu prawdy o nich, ponieważ wszelka szkoda im wyrządzona jest w rzeczywistości raną zadaną ludzkiemu współżyciu jako takiemu.

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę "Miłosierdzie to imię Boga" - wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Kup teraz!

 

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Słaba płeć

Gdyby ktoś kiedyś opracował antologię kobiecej bezradności, powstałby opasły tom

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

I kogo by tam nie było! Zwyczajne kobiety, ale też Doktorki Kościoła – obie Teresy, Katarzyna i Edyta, siostra drugiego chóru Faustyna, która prawdopodobnie do ich grona dołączy, Bernadeta, dziewczynka z podpirenejskiej wioski.

 

Ileż fragmentów można zacytować o niewieściej słabości, o tym, że ja, słaba kobieta i marne narzędzie. I nie tylko słabość fizyczną miały na myśli owe kobiety, choć była ona ważna zwłaszcza w epoce produkcji ręcznej, ale o realne stereotypy, o tę całą wątpliwą mądrość obiegową, uznaną za pewnik, że kobieta jest hmm… mniej udaną wersją człowieka, wybrakowanym mężczyzną.

 

Top. Święte pańskie

 

Gdyby zestawić ich słowa z ich dokonaniami, można się zdziwić. O swojej słabości mówiła wielka reformatorka Zakonu Karmelitów, ale pośrednio – całego Kościoła; gigantki duchowości, które bez studiów teologicznych, nieraz po kilku klasach, stworzyły szkoły duchowości, wywracające do góry nogami wyczerpujące traktaty; uparte do granic roztropności głosicielki komunikatów Pana Boga, których słowa docierają da najszczelniej zabitych dechami afrykańskich wiosek. Jak one to robiły?

 

Ale te z grupy świętych i rozpoznawalnych są z innej półki. Zaczynam więc schodzić do kręgu własnych doświadczeń, bo to wiedza najbliższa, która podstawowo kształtuje obraz świata i widzę moją babcię Stasię, która straciła małą i dużą Ojczyznę, i całe mienie w czasie okupacji, ale nie straciła dwóch córek i nieraz mówiła, że nie wie, czy przeżyłaby śmierć swoich dzieci. Los wojenny rzucił ją na całkowicie dla niej niezrozumiałe Bałkany i tu zaczęła od nowa, pomagała córkom w wychowaniu piątki wnuków, gotowała, prała, sprzątała, przerabiała rzeczy stare na nowe, bo było tak biednie, że choć wszyscy pracowali, kupno nowych ubrań było poważnym zagrożeniem dla budżetu rodzinnego. Pamiętam, jak z tobołkami krążyła między domem jednej i drugiej córki i jak w trakcie gotowania obiadu opowiada o bombardowaniu Warszawy i że jadły w te dni pierniki i słoninę, bo tylko takie produkty były w domu. Śpiewała rzewną powojenną piosenkę o Warszawie, która dziś jest nie taka, bo krwawe przeżyła już dni, bo żal ją i ból ją przygniata, że trzeba nad nią zapłakać.

 

patrol_powstanie

Oddział sanitariuszek podczas Powstania Warszawskiego

 

Ale babcia nie płakała. Swoje wnuki, w ścisłej współpracy z córkami, nauczyła dobrej polszczyzny, obchodzenia świąt, czemu towarzyszyły lektury, uczenie piosenek i wierszyków, zasad dobrego wychowania, snuła opowieści, cytowania powiedzonka i anegdoty.

 

Losy babci i tak były niezwykle łagodne jak na jej pokolenie. Syn i córka jej najbliższej przyjaciółki zginęli w Auschwitz, pięciu synów cioci Olesi w Powstaniu Warszawskim, a mąż z zięciem w rzezi na Woli, w czasie tego samego Powstania. Wygnana z dzielnicy i oszczędzona, bo Niemcy nie mieli dostatecznej ilości amunicji, trafiła do Pruszkowa z córkami. Starsza była w ciąży i urodziła w obozie, a poród odbierał wermachtowiec.

 

I co zrobiły te kobiety? Gdy tylko można było wracać, wróciły i zaczęły kolejny rozdział, złożony z bezdomności, biedy i braku podstawowych produktów, które na dziesięciolecia stały się symbolem luksusu. Więc one pracowały, kombinowały, jak połączyć oba końce miesiąca, brały dodatkowe prace. I robiły wszystko, żeby dzieci wyszły „na ludzi”.

 

Czy ktoś mówił coś o słabej płci? – Jak ja to wszystko przeżyłam? – zastanawiała się babcia, która szybko przypominała sobie te najstraszniejsze tragedie z najbliższego kręgu rodziny i przyjaciółek i czuła się zawstydzona. – Nie wiem, czy przeżyłabym śmierć dzieci. A potem zaczynała o codziennych bojach. O tym, jak sobie radziła, jak gotowała bieda zupy. W mojej pamięci utkwiła szczególnie jedna historia. Działo się to niedługo po wojnie i babci udało się kupić dwa litry, aż dwa litry mleka! Uradowana niosła to mleko w garnku aluminiowym, ale jak to ze starymi garnkami bywa, właśnie wtedy zrobiła się w nim dziurka. Zrozpaczona babcia zatkała ją palcem i zastanawiała się, co zrobić. Na szczęście była siarczysta zima, babcia wstawiła garnek z mlekiem w śnieg, bezcenne mleko dla wnuków zamarzło i w postaci zamarzniętej bryły doniesione zostało do domu niemal w całości.

 

kobiety_oddział

Kobiety walczące w trakcie Powstania Warszawskiego

 

Słucham opowieści dzisiejszych matek, rozmawiam ze znajomymi, zbieram materiały do reportaży. Nie ma porównania z niegdysiejszym koszmarem, ale duch walki nie zaginął, nie dlatego, że tak lubimy się zmagać, a dlatego, że nadal jest bardzo trudno, mieszkanie trzeba spłacić, matki i babki zostały daleko w wioskach i małych miasteczkach, a one są same w wielkim, obojętnym, nieraz nieprzyjaznym mieście, bez oparć, za to niepewne i osamotnione. – Jak one dają sobie radę? – dopada je często pytanie. Jedno łączy te wszystkie i te znane i te znikające na zawsze, niewiele lat po pogrzebie, słabe kobiety.

 

Żeby najlepiej zobrazować, skąd im się to bierze warto udać się do Gidli, do sanktuarium, w którym od setek lat czczona jest dziewięciocentymetrowa kamienna figurka Matki Bożej. Wykopał ją w XVI wieku z ziemi tutejszy rolnik Jan Czeczek i po wielu perypetiach została obudowana wspaniałym sanktuarium, prawdziwym dziełem sztuki. Gdy podchodzi się do kapiącego od złota ołtarza, trudno dostrzec figurkę – dzieło domorosłego artysty. Sam ołtarz jest tak zaaranżowany, że wierny widzi najpierw ustawione w perspektywie kolumny, stwarzające wrażenie podążania w głąb, aż do celu – centrum, w którym jest Ona, maleńka. Wspaniałe, błyskawiczne jak rzut oka kazanie – wygłosił nam wybitny artysta: żeby otrzymać moc łaski Bożej trzeba stać się maleńką.

 

Widzę jeszcze moją babcię Stasię na balkonie, odmawiającą Różaniec w ciepły, letni zmierzch. Przypominam sobie wszystkie kobiety – niegdysiejsze i obecne. One wszystkie o tym wiedziały i godziły się ze słabością, po czym zyskiwały moc. Czasem pada pytanie, jak dałam sobie radę?

 

T169086Polecamy książkę Aliny Petrowej-Wasilewicz:
“Kapłanki czy kury? Historie kobiet, które z macierzyństwa uczyniły prawdziwą sztukę”

Siedem niesamowitych historii o siedmiu niezwykłych kobietach – znakomicie wykształconych, o nietypowych zainteresowaniach, z perspektywą wielkiej kariery zawodowej, które zdecydowały postawić wszystko na Boga i rodzinę. Kochające żony, zwariowane matki potrafiące zadbać o dzieci i swój osobisty rozwój. Same nazywają siebie „kapłankami domowego ogniska” i oburzają się, gdy inni nazywają je „domowymi kurami”.

>>> Kup teraz <<<

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >