Nasze projekty
Tomasz Adamski

Katolicy i muzułmanie

Pytanie, które przychodzi na myśl każdemu człowiekowi musi brzmieć: "czy naprawdę tak musi być?" Odpowiedź jest równie spontaniczna: "nie". Czy katolicy i muzułmanie mogą żyć obok siebie?

Reklama

Jeden z najbardziej drastycznych obrazów, jakie kiedykolwiek widziałem, przedstawiał efekt nigeryjskiej masakry sprzed lat. 500 katolików spalonych żywcem przez muzułmanów, ciała poukładane jedno obok drugiego. Powykręcane i zwęglone do tego stopnia, że w interpretacji zdjęcia musiał pomagać podpis. Francuskie wydarzenia poprzedniego tygodnia wymuszają na nas spojrzenie równie dramatyczne.

Pytanie, które przychodzi na myśl każdemu człowiekowi, niezależnie od koloru skóry, wyznania, pochodzenia lub płci, musi brzmieć: czy naprawdę tak musi być? Odpowiedź jest równie spontaniczna: nie. Ale z reguły nad tą odpowiedzią przechodzimy obojętnie. Jej radosny, utopijny idealizm wydaje nam się niemożliwy do skonfrontowania z rzeczywistością, więc wzruszamy ramionami i ze smutną modlitwą ruszamy dalej.

Reklama
Reklama

 

Tymczasem to samo stanowcze i intuicyjne nie! znajduje swoje radykalne odzwierciedlenie w prawdziwym życiu.

 

Reklama
Reklama

Podam tylko dwa obrazy. W internecie jest ich więcej.

Indonezja, państwo zamieszkałe przez ok. 180 mln muzułmanów. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, choć nawet najbardziej bystry Europejczyk bez pomocy kalendarza mógłby tego nie dostrzec. Nie ma tam charakterystycznej zimowej atmosfery. Biały puch zmrożonej wody i iglastą choinkę zastępują słoneczne promienie i wybujała roślinność. Ale różnicy nie sprawia jedynie klimat. Różnicę tworzą ludzie. Świątynie katolickie są bowiem obstawiane w obawie przez zamachami terrorystycznymi.

 

Reklama

Pomoc katolikom oferują młodzi muzułmanie z organizacji Banzer. Jeden z młodzieńców obstawia kościół w Krian. Własnoręcznie wynosi ze świątyni podejrzany pakunek. Wychodzi poza budynek. Nagły błysk i huk wyznacza koniec jego życia. Bomba wybuchła w jego rękach. Uratował pełen kościół katolików.

 

Kilka lat później do Europy dochodzą informacje o eskalacji konfliktu w Egipcie. Z jakiegoś powodu agresywna mniejszość islamska przejmuje kontrolę nad wydarzeniami w kraju faraonów, a dla katolików klimat afrykański robi się zdecydowanie zbyt gorący. W Europie również panika. Konsulaty i ambasady przystępują do masowych spowiedzi dyplomatycznych, nawet biura podróży przekonują, że jest bezpiecznie. Ale nie jest.

 

Katolicy i muzułmanie

I w tych tak bardzo niesprzyjających okolicznościach istnieją mikroskopijne inkubatory wielkoduszności, gdzie islam z chrześcijaństwem stają w obronie swoich wspólnych praw. Praw człowieka.

 

Dzięki działalności edukacyjnej katolickich misjonarzy, dzieci obu wiar od początku swojego życia uczą się wzajemnego poszanowania dla odmienności kultur. Gdy nadchodzi czas próby, wieloletnia współpraca (choć niektórzy piszą: przyjaźń) zdaje egzamin. Oto komitety chrześcijańsko-muzułmańskie wzajemnie bronią swoich świątyń podczas wykonywania świętych czynności. I pokazują czerwony znak STOP nawet za cenę utraty swoich radykalniejszych najbliższych. Nie tędy droga – wydają się mówić, a ich zdjęcia obiegają agencje prasowe całego świata.

 

Jako małe postscriptum warto przypomnieć sytuację z naszego podwórka. Gdy w zeszłym roku w Centrum Sztuki Współczesnej pod artystycznym pretekstem profanowano krzyż (Adoracja Chrystusa Jacka Markiewicza), w obronie wiary stanęli nie tylko konserwatywni dziennikarze i katoliccy hierarchowie, ale też innowiercy. Liga Muzułmańska w RP napisała pełne zrozumienia oświadczenie. (…) wyrażamy swoje odczucia zgrozy oraz niesmaku, jednocześnie w pełni solidaryzując się ze znieważanymi w ten sposób chrześcijanami – głosi dokument.

 

Ciężko powiedzieć, czy wskazane wyżej zachowania wynikają z rozsądku, czy ze świadomości, której czasami brak nam, Europejczykom: w realiach wojny totalnej, jaką nienawiść toczy z rozsądkiem albo tzw. świeckość z religią, katolicy i muzułmanie jadą na tym samym wózku. Niezależnie od rozstrzygnięcia tej wątpliwości, warto dostrzec, że dopóki nakreślone wyżej obrazy nam towarzyszą, można wierzyć, że stan pacjenta jest zły, ale stabilny. I rokuje na pokój.

 

Ja wierzę.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite