Nasze projekty
Reklama

Domniemanie niewinności dotyczy też księży. Potrzebujemy kultury reakcji na zarzuty

Z jednej strony nie chcemy wiedzieć więcej, chcemy mieć ukaranego pedofila w sutannie. Z drugiej ofiara jest sama sobie winna, mogła się postawić, mogła zgłosić wcześniej. Jak wypracować kulturę reagowania - analizuje Weronika Kostrzewa.

„Do dyspozycji Watykanu”, „zawieszony”, „środki zapobiegawcze”, „komunikat biskupa”. Ale nas to grzeje! Gdy tylko pojawia się taka informacja trzeba szybko (bardzo) odliczać 3..2..1.. i się zaczyna.

Na jednej barykadzie „winny” na drugiej „ofiara pożal się Boże sobie przypomniała”. I zaczyna się okładanie. To prawda, że mamy za sobą laaaaata zaniedbań i zamiatania pod dywan. To prawda, że forma w jakiej ostatnio Episkopat odwołał Prymasa (nie wchodząc już w szczegóły tego, bo służy to sensacji, a nie publicystyce) była delikatnie mówiąc niegodna takiego gremium. To prawda, że przez lata głos skrzywdzonych był wyciszony do minimum. 

Skrajności mają jednak to do siebie, że wpadają z jednej w drugą. Myślę, że tym razem nie grozi nam całkowita skrajność. Po prostu będą dwie skrajne grupy, ta która zawsze będzie po jednym słowie mówić “winny” i ta, która otoczy murem obronnym oskarżonego i ustawi działa w stronę oskarżającego. 

Reklama

Te grupy starły się już ze sobą przy okazji głosowania w Episkopacie. Jedni uznali, że tylko Prymas (albo ktoś kogo sobie wybiorą sami) może komisji przewodzić, inni że Prymas się nie nadaje, bo on taki za bardzo jest za skrzywdzonymi. We mnie cała ta sytuacja wywołała wielki niesmak. Forma w jakiej to zrobiono przypomniała stare (nie)dobre czasy unikania lustracji. Kierowania się lękiem. Nie oznacza to jednak, że bp Oder (który został powołany na to stanowisko) zawinił i nie zasługuje na szansę. Może wywiąże się świetnie z powierzonego mu zadania (czego nam wszystkim tzn. Kościołowi życzę). Mimo to, nawet wtedy wolałabym, żeby więcej klasy było w podejmowaniu takich decyzji. 

Wracając do ofiar i sprawców. Wahadło, które sobie odbijają grupy, obija ludzi stojących mu na drodze – występujących jako sprawcy i ofiary. 

W zależności do jakiej grupy trafimy.. 

Reklama

OPCJA 1: Nawet w każdym kłamstwie jest ziarno prawdy (a to akurat ani “tys prawda”, ani „święta prawda, tylko ta trzecia “… prawda”). Człowiek staje się pedofilem i drapieżnikiem seksualnym, tylko dlatego, że jedna osoba tak powiedziała. Nie chcemy wiedzieć więcej, chcemy mieć kolejnego ukaranego pedofila w sutannie. Uznajemy, że każdy kto za ofiarę się podaje, na pewno nią jest. Nie ma sensu czekać na wyrok. Tyle było zamiatania pod dywan, że teraz wszystkie przypadki są potwierdzone z góry, właśnie przez te lata zaniedbań i kłamstw. 

OPCJA 2: Ofiara jest sama sobie winna, mogła się postawić, uciec, mogła zgłosić wcześniej. Kto skrzywdzonym seksualnie nigdy nie był i w tym stanie psychicznym nigdy nie żył, niech poczyta naukowe pisma o tym, świadectwa tych ludzi, a także kim jest „bezbronny dorosły”. Mamy tu również sytuację, gdy jakiekolwiek dobre doświadczenie z oskarżonym, choćby to, że miło odpowiadał “dzień dobry”, zdaje się dawać mandat do rzucania zdań typu “nigdy by tego nie zrobił, wymyślili to sobie”.

Kolejna kwestia dotyczy zachowania przełożonego, czyli biskupa. Z jednej strony pasterz, którego owieczka mówi, że podwładny wyrządził jej krzywdę, z drugiej ojcowska rola wobec księży. Sprawę ułatwiają ramy prawne, które już na szczęście mamy i lęk przed konsekwencjami. Rola biskupa na komunikacie jednak się nie kończy. Co, jeśli ksiądz przysięga, że jest niewinny? Czy nie powinien liczyć na wsparcie, które objawi się we wsparciu psychicznym w oczekiwaniu na wyrok? Po pierwsze naprawdę może być niewinny. Po drugie ojcem jest się nawet najbardziej wyrodnego dziecka. Ilu hierarchów umie (albo stara się) połączyć to z szacunkiem do zgłaszającego krzywdę. Czy da się nie stawać po jednej ze stron? Jaką rolę odgrywa w tym lęk przed medialną krytyką, a jaki źle rozumiane wsparcie?

Reklama

Co więc robić? Udawać, że dopóki nie ma wyroku skazującego, sprawy nie ma? Tak się nie da. 

Jeśli w swojej głowie oskarżonego od razu skazujemy, to w miejscu człowieka z zarzutami wyobrazimy sobie bardzo lubianego przez nas księdza, łatwiej nam będzie przyjąć domniemanie niewinności, poczekać na wyrok. 

Natomiast gdy bliżej nam do „na pewno niewinny”, pomyślmy że ofiara może mieć twarz naszej cichej, zawsze wycofanej koleżanki. Odechce się rzucania oskarżeniami. Łatwiej będzie czekać na potwierdzenie lub oddalenie zarzutów. 

Oczywiście prostych odpowiedzi nie ma. To za każdym razem jest walka, by nie wydać wyroku samemu. Skazującego którąś ze stron. 

Sama wielokrotnie łapie się na tym, że gdy po wszystkich historiach ukrywanych przez lata, ofiarach, które zamiast wsparcia dostawały po głowie, czytam komunikat, to myślę „kolejny”. Szybko jednak robię w tył zwrot (zostało mi z harcerskich czasów). I znów jestem w miejscu “nie wiem”. 

Mam głębokie przekonanie, że czekamy na polskiego kard. Pella. Sprawę głośną i z wielkim hukiem zakończą uniewinnieniem (mniej huczne się zdarzały). Pokazuje to zarówno całe #MeToo, które pożarło zbyt wielu, czy choćby sprawa Gonciarza. W samym Kościele mamy doświadczenie oskarżeń zmyślonych czy ubarwionych. Szkodzą one nie tylko niesłusznie oskarżonemu (jego niszczą), ale też prawdziwie skrzywdzonym. Dlatego tak bardzo nam wszystkim powinno zależeć na prawdzie. Ona leży tam gdzie leży i to rzadko jest środek. 

Przyznam się, że największy problem sprawiają mi historię, gdy – źle to zabrzmi – czekałam na jakiś skandal. Uważam, że pogubienie u księży widać.  Nie uwierzę w zdania “nikt nic nie widział “, a już na pewno nie tam, gdzie było wiele ofiar. Można nie zauważyć pedofilii albo wykorzystania seksualnego, ale pogubienie razi po oczach. To czasem nie ma nic wspólnego z moralności, mogą być obsesje na punkcie jakiegoś tematu, modyfikowanie nauczania Kościoła. 

Dlatego czasem po prostu moja intuicja mówi mi „tutaj coś jest nie tak”. Gdy pod adresem tego ksiądz pada najmniejsze oskarżenie, od razu myślę “nie myliłam się! “. I wtedy muszę wykonać największy krok w tył. Czasem jednak warto się cofać, by spokojnie poczekać i nie dołączać do huśtających tym wahadłem. 

Jestem pewna, że potrzebujemy kultury reakcji na oskarżenia, prawdziwej kultury domniemania niewinności. Niestety po latach zaniedbań i wyciszania przestępstw, teraz czekamy na polskiego kard. Pella. Mam nadzieję, że ten ksiądz, na którego padnie, uniesie tę rolę. Może inni pomogą mu ją dźwigać. To będzie lekcja, której potrzebujemy, tak jak ta, jak funkcjonuje osoba skrzywdzona. 

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas