„Mistrz i Małgorzata” – powieść o miłosierdziu

Jako ludzie żyjący w świecie Internetu i telewizji, zabiegani, potrafiący się skupić tylko na krótką chwilę na szybko zmieniających się kolorowych obrazkach, męczymy się czytaniem. Czytanie wymaga przecież wysiłku i skupienia. Dlatego chętnie oglądamy ekranizacje powieści, najlepiej takie w typie wideoklipu - krótko, dynamicznie i na temat.

Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Mistrz i Małgorzata” – powieść o miłosierdziu
Jako ludzie żyjący w świecie Internetu i telewizji, zabiegani, potrafiący się skupić tylko na krótką chwilę na szybko zmieniających się kolorowych obrazkach, męczymy się czytaniem. Czytanie wymaga przecież wysiłku i skupienia. Dlatego chętnie oglądamy ekranizacje powieści, najlepiej takie w typie wideoklipu - krótko, dynamicznie i na temat.

W filmie na podstawie „Mistrza i Małgorzaty” twórcy mają pole do popisu. Odrobina horroru i jednocześnie komedia z udziałem ekipy szatana, gorący romans, sceny fantasy z latającymi wiedźmami, czy mroczny dramat czasów stalinowskich. Do tego pulsująca muzyka podkręcająca obraz – czyli to, co przyciąga odbiorcę. Na pytanie – skąd takie pomysły, odpowiedź jest prosta – to wszystko i wiele więcej można znaleźć przecież w powieści Michaiła Bułhakowa.

„Mistrz i Małgorzata” to genialna wielowątkowa powieść, w której przedstawiona została rzeczywistość Moskwy lat 30-tych XX wieku, ale jednocześnie filozoficzna przypowieść na temat dobra i zła. Autor pomyślał i stworzył ją jako powieść w powieści, by w wątku Piłata i jego sądu nad Jeszuą Ha – Nocri przeprowadzić studium ludzkiej natury. O czym więc tak naprawdę jest powieść Bułhakowa? Przyjrzyjmy się temu dokładniej.

 

Pierwsze skojarzenie to oczywiście wątek miłosny obecny w powieści. Mistrz i zakochana w nim Małgorzata walczą o swoje uczucie z przeciwnościami losu. Kobieta dba nie tylko o ukochanego, ale także o dzieło jego życia. Przy okazji poświęca się bezgranicznie, by go uratować ze szpitala psychiatrycznego. Wątek Mistrza dotyka wielu kwestii – sensu miłości, twórczości artystycznej w systemie totalitarnym, ale także wyobrażeń o życiu wiecznym. Inna narzucająca się tematyka powieści dotyczy życia w ZSRR w czasach stalinowskich. Moskwa to mroczne miasto, w którym panuje terror, ludzie znikają w tajemniczych okolicznościach, a cenzura szaleje.

I wreszcie Woland. Jego obecność w tekście sprawia, że chętnie nazywa się utwór Bułhakowa powieścią o szatanie. Ale to nieprawda. Woland to nie złośliwy, okrutny demon, bo przecież nie namawia do czynienia zła, to raczej mędrzec, który jedynie obnaża ludzkie słabości i wyśmiewa je w dogodnych sytuacjach takich jak pokaz czarnej magii w Teatrze Variete. To nie ten szatan sprawił, że społeczeństwo jest zastraszane, a ludzie się nawzajem krzywdzą. Więc wygląda na to, że za dobro i zło odpowiedzialni są po prostu ludzie, a powieść w filozoficzny sposób opowiada o człowieku, jego psychice, postrzeganiu rzeczywistości, cierpieniu, szczęściu, poczuciu wolności i wszystkim, co związane jest z życiem w określonych warunkach. Znamienne stają się w tej sytuacji słowa Wolanda, który twierdzi w rozmowie z Mateuszem Lewi, że w kwestii dobra i zła chodzi jedynie o rozłożenie akcentów. I pyta go, co by się stało z dobrem, gdyby na świecie nie było zła. Przecież nie byłoby ono wówczas widoczne. 

 

Powieść Bułhakowa ma także silny związek z Biblią. Było to ze strony autora posunięcie niezwykle odważne w czasach zupełnego ideologicznego odejścia od religii. Tym bardziej, że „Mistrz i Małgorzata” to książka o miłosierdziu czyli współczuciu, z którego wynika aktywna pomoc potrzebującemu człowiekowi. Dowodem na to są przede wszystkim rozdziały przedstawiające historię Poncjusza Piłata i sądzonego przez niego skazańca. Pojawiają się tu wydarzenia znane z ewangelii, ale także interpretacja faktów i uczucia bohaterów rozgrywającego się dramatu. Piłat znalazł się w sytuacji bez wyjścia, nie chciał, ale musiał skazać Jeszuę, bo ten wystąpił przeciwko Cezarowi.

Jednak potem nie potrafił sobie poradzić z tym, co zrobił. Dręczyły go żal i wyrzuty sumienia, a skazańca widział w snach. Cierpienie towarzyszyło mu tuż po śmierci Jeszuy, ale także potem przez całą wieczność. Przez następne 2 tysiące lat siedzi w swoim fotelu na tym samym placu, rozmawia sam ze sobą, chce dokończyć rozmowę ze skazańcem. Dopiero Woland ze swoją świtą uwalnia Piłata od wiecznej męki i wtedy prokurator Judei może spotkać się wreszcie z tak długo wyczekiwanym Jeszuą, odchodzi w bezkres i doznaje przebaczenia po raz drugi. Przed śmiercią Ha – Nocri wybacza mu przecież po raz pierwszy. 

 

Miłosierdzia dostąpiła w powieści także skrzywdzona przez los Frieda. Młodziutka służąca została podstępnie uwiedziona przez właściciela gospody, w której pracowała. Niestety nie pozostało to bez konsekwencji. Frieda urodziła synka, jednak przerażona i pozostawiona bez środków do życia, w szoku dusi dziecko chusteczką. Potem cierpi wieczne katusze i podczas balu u szatana błaga Małgorzatę o pomoc. Królowa balu natychmiast widzi jawną niesprawiedliwość, rozumie, że karę powinien ponieść przede wszystkim bezwzględny ojciec dziecka i rozumiejąc tragiczny los kobiet, prosi o łaskę dla Friedy. Ten akt miłosierdzia sprawia, że cierpiąca dusza zostaje uwolniona.

To oczywiście tylko kilka z wielu wymiarów powieści. „Mistrza i Małgorzatę” trzeba smakować i powoli wgryzać się w kolejne jej warstwy, a pewne jest, że w całym bogactwie powieści i tak za każdym razem możemy znaleźć coś nowego, na co wcześniej nie zwróciliśmy uwagi.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dorota Bajorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota
Bajorek
zobacz artykuly tego autora >

7 klasyków kina, które wyrosły z Apokalipsy

Apokalipsa świętego Jana to zapis objawienia, jakiego Ewangelista doświadczył na wyspie Patmos. Niezwykła wizja uważana za proroctwo. Ciąg niesamowitych obrazów, które święty Jan próbował opisać słowami. Ciąg następujących po sobie obrazów, czyli po prostu… film! W dodatku wyświetlany bez projektora i ekranu, wprost do umysłu odbiorcy!

Magdalena
Walusiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

7 klasyków kina, które wyrosły z Apokalipsy
Apokalipsa świętego Jana to zapis objawienia, jakiego Ewangelista doświadczył na wyspie Patmos. Niezwykła wizja uważana za proroctwo. Ciąg niesamowitych obrazów, które święty Jan próbował opisać słowami. Ciąg następujących po sobie obrazów, czyli po prostu… film! W dodatku wyświetlany bez projektora i ekranu, wprost do umysłu odbiorcy!

Nie dość, że Apokalipsa była filmem pierwszym (nie szkodzi, że tylko dla jednego widza), to jeszcze do tego jakim! Odpowiadającym na podstawowe pytania: dokąd zmierzamy, co nas czeka i jak to wszystko się skończy.

Gdy tylko pojawiły się techniczne możliwości łączenia obrazów w sekwencje i wyświetlania ich przed publicznością, twórcy zaczęli szukać odpowiedzi także na pytania o przyszłość naszej cywilizacji i człowieka w ogóle. Do dziś powstały tysiące produkcji będących wariacjami na temat Apokalipsy bądź niektórych elementów Janowego objawienia.

 

kadr z filmu

Akira, reż. Katsuhiro Ôtomo, 1988

Klasyka science-fiction, postapo i najsłynniejszy na świecie film anime, czyli japońska animacja zrealizowana na podstawie mangi – japońskiego komiksu. Akcja rozgrywa się po III wojnie światowej, która zmiotła z powierzchni ziemi Tokio. Na sztucznej wyspie powstała metropolia NeoTokio – miasto ogarnięte chaosem, w którym codziennością są demonstracje, zorganizowana przestępczość i korupcja. Poczucie bezradności zderza się z oczekiwaniem na nadejście Akiry. Nikt do końca nie wie, kto to jest. Zbawiciel? A może sprawca ostatecznej zagłady? Patrząc z perspektywy Apokalipsy: Baranek czy Abaddon? W tej opowieści nie ma jednak miejsca na mistykę. Zło, które się dzieje, wynika z decyzji podjętych przez ludzi, a nadprzyrodzone moce są efektem naukowych eksperymentów.

 

kadr z filmu

Armageddon, reż. Michael Bay, 1998

Tytułowy armageddon to nadciągający globalny kataklizm, do którego dojdzie, o ile garstka dzielnych Amerykanów (z drobną pomocą jednego szalonego Rosjanina) nie wysadzi w powietrze asteroidy pędzącej w kierunku Ziemi. Gdyby jednak potraktować ten tytuł metaforycznie, odnosząc go jednocześnie do Apokalipsy świętego Jana, w której Armagedon jest miejscem ostatecznego starcia armii aniołów i demonów, głównym miejscem akcji mogłyby okazać się dusze bohaterów. Ocalenie świata będzie bardzo kosztowne i związane z najwyższą ofiarą. Bardzo pompatycznie i amerykańsko, ale i tak trudno powstrzymać kręcącą się w oku łezkę wzruszenia.

 

kadr z filmu

Apocalypto, reż. Mel Gibson, 2006

Zacznijmy może od bardzo szczególnego kontekstu tej produkcji. To pierwszy film Gibsona po Pasji prezentującej mękę i śmierć Jezusa w sposób tak naturalistyczny, jak dotąd kino tego nie robiło. A sam Gibson to odtwórca tytułowej roli w absolutnym klasyku kina postapokaliptycznego, czyli Mad Maksie. W Apocalypto Gibson również nie ma litości dla bohaterów i widzów patrzących na ludzkie okrucieństwo. Nawiązując tytułem do objawienia świętego Jana, pokazuje jednocześnie świat bardzo, wydawałoby się, odległy od cywilizacji rzymskiej czy naszej, zachodnioeuropejskiej. W, jak okaże się w finale, jej schyłkowej fazie. Świat Majów właśnie kończy się, tak, jak zakończyła się cywilizacja antycznego Rzymu. I jak zakończy się kiedyś nasza.

 

kadr z filmu

Czas apokalipsy, reż. Francis Ford Coppola, 1979

Kolejny wielki fresk filmowy i kolejna opowieść o końcu świata, jakim dla drugiej połowy XX wieku wydawała się wojna w Wietnamie. To nie Bóg niszczy świat, lecz człowiek, który poczuł się bogiem. Wywołując wojnę niszczy również siebie, niszczy ludzkie ciało i duszę, a także wszystko, co je otacza. Swobodna adaptacja „Jądra ciemności” Josepha Conrada to jedna z najmocniejszych artystycznych manifestacji antywojennych, a także kanoniczne sceny muzyczno-filmowe: chwila tuż przed zagładą – sielski widoczek dżungli wybuchającej nagle napalmowymi płomieniami, gdy Jim Morrison zaczyna śpiewać „The End”, helikoptery sunące w szyku jak demoniczna szarańcza do wtóru wagnerowskiego „Cwału Walkirii”… Genialne muzyczne obrazy pozostające na zawsze w pamięci.

 

kadr z filmu

Anioł zagłady, reż. Luis Buñuel, 1962

W tym kameralnym filmie pozornie nie ma końca świata, a anioł zagłady, którego można by utożsamiać z apokaliptycznym Abaddonem, pojawia się tylko w tytule. Ale czy na pewno? Opowieść wydaje się dziwaczna: grupa osób z wyższych sfer przybywa na przyjęcie do eleganckiej posiadłości. Gdy wszyscy goście i gospodarze znajdą się w jednym z salonów, stracą umiejętność wyjścia z tego pomieszczenia. Nie tylko oni nie mogą wyjść, nikt też nie może przedostać się do nich. Mijają dni, brakuje jedzenia, potrzeby fizjologiczne i instynkt przetrwania zaczynają rządzić częścią grupy, inni bohaterowie nie są w stanie znieść dziwnej sytuacji. O czym jest ta opowieść? O końcu świata arystokracji? O normach społecznych, które się zużyły? A może o tym, że zagłada czeka tych, którzy nie będą zmieniać się na lepsze?

 

kadr z filmu

Dziecko Rosemary, reż. Roman Polański, 1968

Bez fanfar i fajerwerków, w przytulnym mieszkaniu na Manhattanie przychodzi na świat apokaliptyczna Bestia, czyli Antychryst, dziecko Szatana. Nie towarzyszą jego narodzinom żadne niezwykłe zjawiska. Może tylko jego matka jest nadmiernie pobudzona. A może cała opowieść o diabelskim spisku to tylko jej urojenia? Narastająca groza i poczucie osaczenia, klaustrofobiczna atmosfera utrudniająca swobodne złapanie oddechu, genialna muzyka Komedy – ten film to majstersztyk, z którego wyrośnie za kilka lat „Omen” i kolejne diabelskie horrory. Ale tylko tutaj udało się uciec od dosłowności, a jednocześnie wywołać u widza lęk. Czy jesteś pewien, drogi widzu, że znasz naturę rzeczywistości?

 

kadr z filmu

Siódma pieczęć, reż. Ingmar Bergman, 1957

To najstarszy film w tym zestawieniu, ale nie można go pominąć. Po pierwsze: zaczyna się cytatem z Apokalipsy świętego Jana, z którego pochodzi jego tytuł. Po drugie: niespecjalnie się zestarzał. W odbiorze najbardziej przeszkadza przesterowany dźwięk, gdy rozbrzmiewają dźwięki trąb. Zdawać by się mogło, że to siedmiu aniołów dmie w siedem trąb jednocześnie. Całość jest opowieścią drogi i moralitetem. Główny bohater, rycerz powracający z wyprawy krzyżowej do domu, po drodze rozgrywa ze Śmiercią partię szachów. Stawką jest z jednej strony życie, a z drugiej prawda o istocie wszech rzeczy, przede wszystkim o naturze Boga. Czym jest koniec świata? Może po prostu śmiercią, każdym indywidualnym odejściem? Może po niej nic już nie ma, tylko sprawiedliwość, bo Śmierć powiedzie w swoim tańcu – strasznym i zarazem groteskowym – każdego. Finałowy dance macabre nie jest smutny. Część bohaterów odchodzi, ale na świecie pozostają małżonkowie i dziecko. Pozostaje życie, którym można się cieszyć.

Straszna Apokalipsa – znajdź nas na Facebooku

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Magdalena Walusiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Walusiak
zobacz artykuly tego autora >