Irak: czekamy na papieża

Czekamy na papieża Franciszka - powiedział nuncjusz apostolski w Iraku, abp Giorgio Lingua. Wyraził też nadzieję, że chrześcijanie zmuszeni przez Państwo Islamskie do opuszczenia swych domów na północy kraju będą mogli do nich powrócić jeszcze w tym roku.

Niezależnie od działań militarnych, jakich to wymaga, a które – według obserwatorów – nie nastąpią zbyt szybko, powrót ten „nie będzie łatwy”, gdyż oprócz odbudowy zniszczonych domów i infrastruktury, takiej jak szkoły, „konieczne będzie przede wszystkim odbudowanie zaufania do muzułmańskich sąsiadów”. Wielu chrześcijan uważa, że sąsiedzi ich zdradzili, ponieważ złupili opuszczone przez nich domy. Trzeba więc będzie zreperować nie tylko domy, ale także relacje – wskazał abp Lingua.

Pozytywnie ocenił on iracki rząd, który – według niego – „dobrze pracuje”. Jednak w jego działania muszą być włączone wszystkie ugrupowania. – Kraj nigdy nie będzie wolny od terroryzmu, jeśli niektóre etniczne i religijne części społeczeństwa będą odsunięte od procesu rządzenia. Nie można zakładać, że wykluczenie jakiegoś ugrupowania nie doprowadzi do rebelii – stwierdził papieski dyplomata. Niewłączenie przedstawicieli sunnitów do zdominowanego przez szyitów rządu Iraku uważane jest za jeden z głównych powodów powstania Państwa Islamskiego.

Dla przyszłości irackich chrześcijan kluczowe znaczenie ma sposób rozwiązania kryzysu Mosulu i na Równinie Niniwy, gdzie wyznawcy Chrystusa żyli od wielu stuleci i skąd zostali wypędzeni przez Państwo Islamskie, które obecnie okupuje te tereny. – Jeśli rząd zdoła odzyskać nad nimi kontrolę i wprowadzi w życie kampanię pojednania narodowego, wówczas będzie miejsce dla chrześcijan w Iraku – oświadczył nuncjusz apostolski.

Jego zdaniem jeśli nadal będą trwały starcia, „cenę zapłacą najsłabsi, którymi zawsze są mniejszości”. – Mamy jednak nadzieję, że powróci pokój – wyznał abp Lingua, zaznaczając, że do tego dąży też wspólnota międzynarodowa.

Poinformował, że około 10 proc. spośród 120 tys. chrześcijan, którzy w sierpniu ub.r. musieli pod naporem Państwa Islamskiego opuścić swe domy wyjechało za granicę. Tylko w Jordanii jest około 7 tys. chrześcijańskich uchodźców, z których wielu oczekuje na wyjazd na Zachód.

Mówiąc o trudnościach przeżywanych przez uchodźców, takich jak niedostateczna opieka medyczna, papieski dyplomata zaznaczył, że wzmaga je ostra zima, dlatego obecnie najbardziej potrzebują oni grzejników. Żyją też w psychicznym napięciu, nie wiedząc jak długo jeszcze będą musieli być uchodźcami. – Ta beznadziejna sytuacja powoduje, że niektórzy rozważają emigrację, choć wcale nie chcą wyjeżdżać – wyjaśnił nuncjusz.

Podkreślił troskę papież Franciszka o Irak i tamtejszych chrześcijan. Pytany o możliwość jego wizyty w tym kraju, zaznaczył, że „na Ojca Świętego czekają zarówno Kościół, jak i władze polityczne, a nawet niechrześcijanie, jak np. przywódcy szyitów”. Według niego „wszyscy zrobią wszystko, aby ta wizyta była sukcesem”.

Za możliwe uznał to, że podróż będzie trwała dłużej niż jeden dzień. – Nie można przyjechać do Iraku i nie pojechać do Ur, które sunnici, szyici i chrześcijanie czczą jako miejsce narodzin Abrahama. Nie można nie pojechać do Bagdadu, bo jest to siedziba rządu. I nie można nie pojechać do Irbilu, bo tam mieszka większość chrześcijańskich uchodźców – wyjaśnił abp Lingua.

Dodał, że osobiście wolałby ustalić późniejszą datę wizyty, aby mogła być bardzo intensywna, niż zorganizować ją szybko, gdyż „ryzykuje się wtedy przegapienie niejednej możliwości”.


pb (KAI/churchinneed.org) / Bagdad


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Papież zaskoczony, że media wyrwały jego słowa z kontekstu

Papież Franciszek jest zaskoczony tym, że jego słowa celowo wyrażone w języku dnia powszedniego przez wiele mediów zostały wyrwane z kontekstu – powiedział dziennikowi „Avvenire” jeden z najbliższych współpracowników papieża, abp Angelo Becciu

Abp Becciu dodał, że Franciszkowi jest przykro z powodu zamieszania spowodowanego przede wszystkim w rodzinach wielodzietnych, do których skierował zresztą wczoraj, podczas audiencji generalnej słowa miłości i poparcia.

Abp Becciu pytany o reakcję papieża na tytuły, jakie pojawiły się w mediach po jego wypowiedzi na pokładzie samolotu lecącego z Manili do Rzymu stwierdził, że przede wszystkim nie dostrzeżono nawiązania do encykliki "Humanae vitae" i podkreślenia znaczenia odpowiedzialnego rodzicielstwa. „Słowa papieża należy interpretować w tym sensie, że akt prokreacji u ludzi nie może iść za nierozumnym instynktem, lecz jest owocem czynu odpowiedzialnego, zakorzenionego w miłości i wzajemnym darze z siebie. Niestety, bardzo często współczesna kultura ma tendencję do pomniejszania autentycznego piękna i wzniosłej wartości miłości małżeńskiej, ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami negatywnymi”- stwierdził substytut w Sekretariacie Stanu.

Zaznaczył, że kiedy Ojciec Święty mówił o trzech dzieciach na rodzinę, chodziło jemu wyłącznie o liczbę minimalną, wskazywaną przez socjologów i demografów, by zapewnić odnawialność pokoleń. Papież nie chciał w żadnym wypadku stwierdzić, że jest to liczna właściwa. „Każde małżeństwo chrześcijańskie, jest powołane by rozpoznać w świetle łaski, według kryteriów ludzkich i nadprzyrodzonych, jak wiele dzieci pragnie posiadać” – stwierdził papieski współpracownik.

Podkreślił, że Ojcu Świętemu jest bardzo przykro z powodu dezorientacji spowodowanej zinterpretowaniem jego słów przez media. Nie miał zamiaru nie doceniać piękna i wartości rodzin wielodzietnych. Dlatego wczoraj podczas audiencji ogólnej stwierdził, że życie zawsze jest dobrem oraz, że posiadanie wielu dzieci jest darem Boga, za który powinniśmy dziękować. Można więc powiedzieć, że papież Franciszek podkreślił aktualność nauczania Pawła VI zawartego w encyklice `Humanae vitae`, które zresztą na Filipinach określił jako „prorockie” – powiedział dziennikowi „Avvenire” abp Becciu.


st (KAI) / Watykan


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas