video-jav.net

Każdy ma za co dziękować

Każdy z nas ma za co dziękować Panu Bogu. Każdy z nas został obdarowany. Każdy ma talenty, którymi może się podzielić z innymi. Dlatego, jeśli się komuś wydaje, że nie ma za co dziękować Bogu, jest w wielkim błędzie.

Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Warto widzieć te skarby w nas i wokół nas. Zawsze mamy za co dziękować, chociażby za ten dzień, który nam Pan Bóg daje, za tę chwilę. Wtedy można lepiej ułożyć relację z drugim człowiekiem i z Panem Bogiem.

Kiedyś w szpitalu spotkałem dziewczynę, bardzo ciężko chorą i bardzo się modliła o zdrowie. Któregoś dnia, po raz pierwszy po wielu miesiącach, mogła się podrapać po czole. I przez cały dzień dziękowała Bogu, tylko za to, że znowu mogła się podrapać po swoim czole.


Ks. Jakub Bartczak

Ks. Jakub Bartczak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Dzień Dziękczynienia

Dzień Dziękczynienia to symbol, zapalnik, który każe ludziom postawić sobie pytania o sens dziękowania Bogu za to, co się dzieje w naszym życiu. To jest swego rodzaju edukacja społeczna.

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z księdzem kardynałem Kazimierzem Nyczem, Metropolitą Archidiecezji Warszawskiej rozmawia Brygida Grysiak

fot. Ryszard Hołubowicz / lublin.com.pl

Kardynał Kazimierz Nycz

Księże Kardynale, po co komu Dzień Dziękczynienia, skoro dziękować powinniśmy każdego dnia, a nie od święta?

Właśnie dlatego, że za mało dziękujemy na co dzień. Za mało dziękujemy sobie nawzajem, w rodzinie, w pracy, w szkole.

Nie umiemy, czy nie chcemy?

Nie wiem, co pierwsze. Czy to, że nie chcemy, czy to, że nie umiemy. Ale wiem, skąd to się bierze. Jesteśmy bardzo roszczeniowi. Uważamy, że nie mamy komu i nie mamy za co dziękować, bo wszystko nam się należy. Dlatego czasami nawet nie mamy świadomości, że trzeba podziękować. I to zarówno w odniesieniu do Boga, jak i do drugiego człowieka. Jesteśmy mało świadomi darów, które otrzymujemy. Nie myślimy o tym.

Dzień Dziękczynienia ma pobudzić naszą świadomość?

Dzień Dziękczynienia przypomina nam o tym, że trzeba i warto dziękować Panu Bogu, bo wszystko od Niego otrzymaliśmy. Jednocześnie jest też okazją do refleksji nad tym, co zawdzięczam mamie, tacie, sąsiadowi, nauczycielce. To również symbol, zapalnik, który każe ludziom postawić sobie pytania o sens dziękowania Bogu za to, co się dzieje w naszym życiu, także w życiu naszego narodu. To jest swego rodzaju edukacja społeczna.

A jeśli ktoś nie wierzy w Boga?

Jeśli Pan Bóg nie dał Ci łaski wiary, to dziękuj, człowieku, przynajmniej ludziom. Wyjdź z tej pułapki egoizmu, myślenia, że wszystko co masz, zawdzięczasz sobie. Spróbuj analizować swoje życie tak, żeby dostrzec w nim obecność innych ludzi, i za tę obecność bądź wdzięczny. A może to jest właśnie droga do Boga? Może nagle odkryjesz, że w Twoim życiu działy się rzeczy, których nie wytłumaczysz obecnością konkretnego człowieka. Że był przy tobie ktoś jeszcze. Że to był Bóg. Dziękowania Bogu i ludziom wszyscy powinniśmy się uczyć.

Można się tego nauczyć?

Nie jest tak, że to jest nam tylko dane. Musimy się tego nauczyć. Jeśli się tego nie nauczymy,  będziemy takimi malkontentami.

Jakaś recepta?

Racjonalna refleksja, że właściwie większość rzeczy w moim życiu nie zależy ode mnie. Ani od ślepego przypadku. Zależy od jakiegoś planu, w który Pan Bóg wpisał nasze życie. A potem można po kolei popatrzeć na zdolności, talenty, osiągnięte cele. To wszystko jest darem. Jeśli nie od Pana Boga, to od ludzi – albo od Pana Boga przez ludzi. I kiedy to sobie uświadamiamy, to wtedy dochodzimy do wniosków, które są podstawą wdzięczności. I ta wdzięczność musi się przełożyć na życie. Uświadamiasz sobie, ile dostałeś, daj coś od siebie. Za „dziękuję” powinien iść dar dla innych.

A Ksiądz Kardynał dziękuje każdego dnia?

Staram się pilnować tego, żeby nie być tym, który ciągle o coś żebrze… (śmiech)

Zaczyna Ksiądz dzień od dziękczynienia?

Kiedy otwieram brewiarz, jako pierwszą odmawiam jutrznię. To jest modlitwa pełna dziękczynienia. Zresztą, uczyłem się od najlepszych (śmiech). Dla mnie mistrzem takiej modlitwy, życia duchowego jest kardynał Macharski. U niego wdzięczność zawsze była i jest przed prośbą. Kiedyś powiedział dziennikarce po zakończeniu swojego urzędowania, i niedawno mi to powtórzył, że nigdy nie modli się o swoje zdrowie. A dlaczego? Bo całe życie nosiłem – mówi – na mitrze i w sercu słowa „Jezu, ufam Tobie” i gdybym przystąpił do modlitwy o moje zdrowie, to bym podważał wolę bożą. Skoro Pan Bóg dopuścił tę chorobę (a cierpiał przecież bardzo z powodu nowotworu), to widocznie to było potrzebne w moim życiu. I teraz pytam go, a ma dziś 88 lat, po dwóch złamaniach miednicy i nogi, jak się czuje, jak patrzy na przyszłość. A on mówi: człowieku, w moim stanie tylko Bogu dziękować za każdy dzień. A o cóż ja mogę prosić Pana Boga, żeby mi co dał? Zdolność gonienia po Rysach?

Trudno dziękować za chorobę, cierpienie, ból…

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to jest niezwykle trudne. I nie jest tak, że za to wszystko od razu musimy dziękować. Ksiądz Tischner, który umierał trzy lata na bardzo bolesnego raka, zawsze się sprzeczał, że cierpienie nie uszlachetnia. Nie wolno sakralizować cierpienia. Cierpienie jest złem i pozostanie złem. I trzeba się przed nim bronić, po to są lekarze. Ale przychodzi taki moment, kiedy trzeba to cierpienie zaakceptować, pogodzić się z nim. A już najtrudniejsze jest to, co zrobił nasz papież, czyli dołączyć do cierpienia Pana Jezusa. Zresztą, tylko tym da się to wytłumaczyć. Skoro Chrystus zbawił nas przez krzyż, a mógł to zrobić na wiele innych sposobów, to widocznie choroba, cierpienie mają swój sens. Współcierpienie z Jezusem zbawiającym świat ma wtedy swoje znaczenie.

Dzień Dziękczynienia

Od Jana Pawła II też uczył się Ksiądz Kardynał wdzięczności?

Na pewno tak. To był człowiek, który mnie uczył i nauczył – jeśli nie do końca, to tylko moja wina – być wdzięcznym za ludzi świeckich w Kościele. To był pasjonat spotkań i współpracy ze świeckimi. Z naukowcami, ludźmi kultury, wcześniej ze studentami. U niego nie było podziału na my – księża, wy – świeccy.

Ale był też przepełniony wdzięcznością wobec Boga, wobec Matki Bożej. Także za ocalenie życia. W każdą rocznicę zamachu odprawiał mszę dziękczynną, na którą nie zapraszano gości, co w papieskich apartamentach było czymś niezwykłym. Na mszach w papieskiej kaplicy zawsze byli goście.

Pamiętamy też pierwszą pielgrzymkę do Fatimy. I takie dziecięce, proste dziękczynienie Matce Bożej.

Arcybiskup Mokrzycki opowiadał mi, że kiedy Jan Paweł II umarł, kardynał Dziwisz zaintonował „Te Deum”. Mówił, że w pierwszej chwili nie mógł tego zrozumieć, źle się z tym poczuł. Ale szybko zrozumiał, że to była właściwa pieśń na tę chwilę…

Znam wielu ludzi, którzy nie akceptują tego, że na pogrzebie śpiewamy pieśń „Zwycięzca śmierci”, bo przez całe lata byli nauczeni śpiewania pieśni żałobnych. Śmierć jest częścią życia. Nie możemy o tym zapominać.

Dzień Dziękczynienia

Przy Janie Pawle II to było też dziękczynienie za święte życie…

Święte życie i wielkie dzieła, których papież dokonał.

W tym roku Dzień Dziękczynienia ma być szczególną okazją do podziękowania za kanonizację.

Nie tylko za samą kanonizację, ale za całe jego życie. Miałem okazję oglądać je z bliska. Życie świętego księdza, świętego biskupa, świętego kardynała. Takim go pamiętamy z Krakowa. Kiedy rozmawiałem z kardynałem Parolinem, sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, który będzie z nami w Dniu Dziękczynienia, powiedział mi, że przyjedzie, przyjmie zaproszenie moje i Prezydenta, bo nie ma wątpliwości, jak wiele świat i Kościół zawdzięcza Janowi Pawłowi II, Europa Środkowo-Wschodnia, Polska także. I teza jest taka: nie byłoby jubileuszu 25-lecia odzyskania wolności – albo byłby znacznie krótszy – bez takich ludzi jak Jan Paweł II.

A kiedy mówi Ksiądz Kardynał, że nie umiemy dziękować, to mówi Ksiądz my – ludzie czy my – Polacy?

My, Polacy odreagowujemy to, że kiedyś w przestrzeni publicznej nie bardzo było za co dziękować. Siedzę przy stole z moim sekretarzem, który jest Włochem, i on mówi, że we Włoszech niska frekwencja wyborcza to 60%. Mówi: „Ja was nie rozumiem”. Frekwencja 20% to kpina ze wszystkiego.

To też brak wdzięczności?

Raczej świadomości. My musieliśmy po prostu bardzo dużo się uczyć w wolnej Polsce, nie mieliśmy doświadczeń. Ale – moim zdaniem – kiedy mija 25 lat, to chcielibyśmy, żebyśmy umieli znacznie więcej. Ta nauka za długo trwa. A owoce nie są takie, jak by się chciało, jak by się można spodziewać.

I dziękować ciągle też nie umiemy…

Bardzo podoba mi się to, co papież Benedykt XVI przypomniał w encyklice „Spe salvi”: postęp techniczny się sumuje, następne pokolenie wchodzi w to, co wypracowało poprzednie. Ale postęp moralny się nie sumuje. W życiu każdego człowieka zaczyna się od zera.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >