Studencka solidarność

Zawsze była w nich siła, o czym nie raz przekonała się polska historia. Dziś można myśleć o nich różnie, ale to tylko z tego powodu, że są niezwykle barwną i różnorodną grupą. Rzecz jasna, mowa o studentach, którzy solidarnie wypełniają biblioteki, puby i ulice dużych miast.

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Wspólne oswajanie wilka

Na pytanie o najbardziej szalony czas w roku akademickim zgodnie odpowiadają: „sesja!”. Słowo, które czasem budzi grozę, a niekiedy potrafi wpędzić bystrych z natury ludzi w intelektualną depresję. Cóż, przynajmniej nie jest nudno. Przecież trzeba się nieźle nagimnastykować, aby w dwa wieczory opanować 300 stronicowy materiał. Wspólnie sieją panikę na portalach społecznościowych, gdzie pod koniec stycznia można przeczytać wiele wpisów o iście apokaliptycznej wymowie: „moja głowa za chwilę eksploduje!”, „prędzej umrę niż to ogarnę!”, „it’s too late”… Razem też próbują znaleźć sposób, aby oswoić wilka, któremu na imię sesja. Tutaj gama możliwości jest ogromna. Ten, kto potrafił ubrać w słowa głębokie aczkolwiek czasem chaotyczne myśli profesora, może podzielić się swoimi notatkami. Niektóre uczelnie już na początku zwariowanego miesiąca organizują warsztaty technik pamięciowych, które doskonale zdają egzamin. Sesja bez ściągania? Niejeden przekonał się, że to możliwe. Dla mniej ambitnych funkcjonują również giełdy ze ściągami. Ponoć najwięcej można się nauczyć sporządzając ściągi. I nie raz zdarza się, że autor nie potrzebuje ich w trakcie egzaminu. Sesja oznacza również solidarność w niewyspaniu. Pewna pani w autobusie zgorszyła się na widok przysypiającej dziewczyny. Była przekonana, że siedzi koło niej nietrzeźwa imprezowiczka. Na uczelni przy automacie z kawą wszyscy rozumieją w czym rzecz i nikt nie zadaje głupich pytań. Na imprezowanie – również wspólne, a jakżeby inaczej – przyjdzie czas.

Studencka solidarność

Studenci nie donoszą

Studenci potrafią działać razem. I jak się okazuje, brać studencka potrafi wspólnie okiełznać nie tylko sesję. Liczne koła naukowe to dowód na to, że młodzi ludzie lubią – mimo powszechnie panującego przekonania o wtórnym analfabetyzmie i ubóstwie intelektualnym – gromadzić się wokół ciekawych zagadnień i odkrywać nowe lądy. Wspólnie stawiają czoła absurdom uczelnianej rzeczywistości. Kto z nich nie zna niekończących się kolejek do dziekanatu, gaszącej wszelki zapał „papierkologii” czy unoszącej się w powietrzu dezinformacji? Niewykluczone, że pewnego dnia gorąca krew młodych idealistów i buntowników przyczyni się do zamachu na administracyjne absurdy. Każdej rewolucji towarzyszy jednak humor, a dowcipów o uniwersyteckich realiach powstało już bardzo wiele. Grunt to umieć zachować dystans. Nie tylko do siebie, ale także i do tych, którzy z braku miejsca na twardym dysku swojej pamięci, ściągają na egzaminach. Studenci nie donoszą na siebie nawzajem, bo „donos” jest pojęciem, które znajduje się na czarnej liście studenckiego kodeksu etycznego. Zasady są jasne. Propagowanie innych metod niż ściągi na podeszwach czy etykietkach od wody mineralnej jest na porządku dziennym. Ale ktoś, kto niszczy innych będzie cieszył się złą sławą. Bo, solidarność studencka ocalała w prostych współczesnych formach, choć nikt dziś nie szykuje spektakularnych zrywów na miarę historycznej Solidarności. I może dobrze, że istnieje chociaż tutaj, skoro na tak wielu obszarach jest już reliktem…

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Zjechać z autostrady

Życie młodych ludzi często przypomina autostradę. Nauka, praca, pościg za sukcesem i karierą – to wszystko dostarcza ogromnej dawki adrenaliny. A czego młodzi oczekują dziś od niedzieli? Ekstremalnych wrażeń czy może czegoś zupełnie innego?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

…pracować musi ktoś!

Prawda bywa brutalna – niedziela młodych często jest dniem pracującym. I częściej jest to życiowo-ekonomiczna konieczność niż kwestia braku szacunku dla dnia świętego. Daleko nam do Austrii, gdzie markety i galerie żegnają swoich gości już w sobotnie popołudnia. My, aby utrzymać się na powierzchni, żegnamy się ze świętowaniem. Stara mądrość głosi, że aby ktoś mógł odpoczywać, pracować musi ktoś. Branża gastronomiczna, którą najczęściej wybierają studenci, doskonale to ilustruje. Sylwia, studentka zarządzania pracowała w restauracji na warszawskim Starym Mieście. Czasem patrzyła na znajdujący się naprzeciwko kościół i nie raz westchnęła, że jakoś marnie to wygląda. W końcu dała się zaprząc w kierat zamiast pójść na Mszę. Jednak gdyby nie przyszła do pracy, koledzy musieliby ją zastąpić. Sytuacja bez wyjścia? Piotrek jest dziennikarzem radiowym i często miewa niedzielne dyżury w swojej redakcji. Podczas gdy inni odpoczywają, on od rana czuwa i sprawdza czym żyje świat. Owszem, słuchanie radia o poranku to świetny sposób na relaks. Ale świeże i ciekawe newsy z powietrza się nie biorą… Siódmego dnia tygodnia nie dają o sobie zapomnieć również uczelniane sprawy. Maja, studentka filologii fińskiej, część wolnej niedzieli poświęca na naukę. Z chęci i przyjemności? Nie tylko. Materiału jest tak dużo, że tydzień liczy zbyt mało dni, aby go opanować. Mimo wszystko stara się zachować równowagę między przyjemnym a pożytecznym i okrasić obowiązkowe zajęcia odpowiednią dawką lenistwa. O codziennym trybie życia mówi, że jest on narzucony i zabójczy. I może dlatego od niedzielnego świętowania młodzi oczekują tylko i aż odpoczynku?

Zjechać z autostrady

Dzień bez budzika

Na przykład w postaci takiego dnia bez budzika. Sylwia, na co dzień pracująca w dużej korporacji, nie nastawia go, bo w niedzielę śpi kilka godzin dłużej. Kiedy schodzi na dół rodzina siedzi już przy kawie, a w tle porannych rozmów na przeróżne tematy unoszą się śniadaniowe zapachy. To jakiś niepisany zwyczaj, że tego dnia wszyscy jedzą razem. Obiad kojarzy się z oglądaniem wyścigów Formuły 1, skoków narciarskich lub Cejrowskiego wędrującego boso przez świat. Niby zwyczajne, a jednak świąteczne. Czas na relaks? Obowiązkowo. Sylwia puszcza muzykę i myśli nad swoim ostatnio-tygodniowym życiem. „Taki trochę rachunek sumienia lub ponowne przeżycie pięknych momentów” – przyznaje. Jednocześnie psychicznie przygotowuje się na kolejne 5 dni pracy. Potem wizyta u dziadków i Msza o 18 „u Rysia”. W Ursusie jest sporo kościołów, a ten wszyscy ochrzcili imieniem proboszcza. Dalsza część wieczoru zależy od nastroju i inwencji. Czasem jest to spacer po okolicy z muzyką w tle, innym razem grill ze znajomymi albo warszawska starówka. Potem już tylko nastawianie budzika, aby poniedziałek zaczął się o właściwej porze. I krótka modlitwa zawierzenia na cały tydzień, aby Pan Bóg towarzyszył we wszystkich zmaganiach. Taki pozornie zwyczajny dzień to doskonała odskocznia od szybkiej i szalonej codzienności. Chwila oddechu od pościgu za karierą, która częściej bywa narzuconym trendem niż rzeczywistą potrzebą. Czasem jednak udaje się znaleźć czas na regenerującą zwyczajność.

Zjechać z autostrady

W pogoni za… zwyczajnością?!

Regenerującą zwyczajność można praktykować w dowolnie wybrany dzień. Dlaczego więc tak upieramy się właśnie przy niedzieli? „Niedziela to w końcu dzień wolny, więc warto go w jakiś sposób święcić, niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy też nie.” – przyznaje Majka i dodaje, że po prostu dobrze jest chociaż raz w tygodniu na trochę się zatrzymać, wyluzować i docenić wartość wolnego czasu spędzonego z ważnymi dla nas osobami, z którymi nie widzimy się przez cały tydzień. Zdaniem Sylwii warto tego dnia zrobić coś wspólnie, choć niekoniecznie musi to być oglądanie westernu z rodzicami. Można razem z przyjaciółmi iść do kościoła, wyskoczyć do kawiarni czy obejrzeć film. Dobrym pomysłem może być także „nic-nie-robienie”, które z bezczynnością nie ma nic wspólnego. Może być twórczym odpoczynkiem po kreatywnie przeżytym tygodniu. Lenistwo? Zdaniem Piotrka „dzień lenia” ma w sobie coś świątecznego, bo pozwala rozładować napięcie i oderwać się od rutyny. Świętowanie niedzieli dobrze wpływa na naszą psychikę. A ta po intensywnym tygodniu nauki, pracy i krzątaniny wokół spraw swoich i nie swoich zdecydowanie domaga się relaksu. Nikt jednak nie powiedział, że ów prosty odpoczynek jest pozbawiony głębi. Zdaniem Mai, niedziela to czas na przemyślenia i wyciszenie się. Za tym idzie możliwość spojrzenia na codzienne życie z nieco innej perspektywy i być może dokonania w nim jakichś zmian. Pędząc 200 km/h po autostradzie sukcesu i kasy nie byłoby mowy o refleksji nad banalną codziennością. Piotrek dodaje, że niedziela to dzień, w którym dziękuje innym i Stwórcy za to co za nim. Przecież udało się. Kolejny trudny tydzień już za nim. I nadzieja. Na co? „Na to, że za tydzień będzie kolejna niedziela, a my nie jesteśmy robotami, które cały czas muszą pracować i pracować.” – podpowiada Sylwia. Jej zdaniem w niedzielę rozwija się również wyobraźnia o świecie, bo możemy otworzyć się na coś nowego. Czy to będzie film czy książka, czy fajna audycja w radiu. Proste? Trąci banałem? A może właśnie tego nam dzisiaj brakuje?

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >