video-jav.net
ROZMOWY

Pozycja chrześcijan w Ziemi Świętej zagrożona (ROZMOWA)

"Kościół na Bliskim Wschodzie traci bezpowrotnie część swojego dziedzictwa. Trzeba robić wszystko, co możliwe, by je ratować. A przede wszystkim należy wspierać obecność chrześcijan na tych ziemiach, bo bez nich to dziedzictwo stanie się muzeum"

Polub nas na Facebooku!

Z arcybiskupem Pierbattistą Pizzaballem, administratorem apostolskiego Łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy rozmawia Dorota Abdelmoula (KAI)

 

Dorota Abdelmoula (KAI): Jedna z polskich kolęd zaczyna się słowami: „Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina”. Księże Arcybiskupie, czy współczesne Betlejem wciąż jest miejscem radosnej nowiny?

Abp Pierbattista Pizzaballa: Codzienne życie jest tam trudne. Po pierwsze, maleje liczba chrześcijan i coraz trudniej jest utrzymać chrześcijański charakter tego miasta. Ponadto Betlejem cierpi z powodu rosnących napięć pomiędzy Izraelczykami i Palestyńczykami, z powodu wojny, której wynikiem jest m.in. utrata łączności z Jerozolimą – a ta łączność jest dla chrześcijan w Betlejem konieczna. Trwają napięcia międzyreligijne o podłożu ideologicznym, choć oczywiście nie wszędzie, bo są też przykłady dobrej współpracy. Na co dzień borykamy się z wieloma trudnościami, choć Boże Narodzenie jest zawsze czasem radosnym.

 

KAI: Te trudności dotyczą chrześcijan na terenie całej Ziemi Świętej? Jak wygląda codzienność tej wspólnoty, złożonej ze 130 tys. arabów i ok. 100 tys. obcokrajowców?

– Obcokrajowcy, to często m.in. Filipińczycy, Hindusi, Nigeryjczycy. Nie mieszkają na stałe w Ziemi Świętej, są tam ze względu na pracę. Ale są chrześcijanami i potrzebują sakramentów, opieki duszpasterskiej. Często żyją też w bardzo trudnych warunkach socjalnych – więc opieka nad nimi to nasz obowiązek. Pomimo trudności pobierają się, zakładają rodziny. Ich obecność to dla nas nowe wyzwanie.

 

KAI: Przed jakimi innymi wyzwaniami stoi dziś wspólnota chrześcijan w Ziemi Świętej?

– Bardzo zróżnicowanymi. Dla lokalnej wspólnoty wyzwaniem są próby budowania jedności, spadająca liczba wiernych, dbanie o dobre relacje z muzułmanami, coraz częstsze problemy rodzinne, np. rosnąca liczba separacji. Także sytuacja polityczna nie jest dla nich łatwa. Dla obcokrajowców natomiast, wyzwaniem jest często dążenie do życia w godziwych warunkach. Ponadto w Ziemi Świętej mamy 40 tys. uchodźców. Także w Jordanii, oprócz 7 mln Jordańczyków, mamy też 3 mln uchodźców z Syrii i Iraku: muzułmanów i wielu chrześcijan. To wszystko jest dla nas nowe. Oni nie tylko zmieniają statystyki, ale też otwierają przed nami nowe szanse i wyzwania.

 

1280px-PS-Bethlehem_-_Church_of_the_Nativity

Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem / fot. Soman / WikimediaCommons

 

KAI: Ksiądz Arcybiskup wierzy w pokój w Ziemi Świętej?

– Nie natychmiast. Pokoju się nie osiąga. Pokój się buduje. To wymaga czasu. Ale musimy zacząć nad nim pracować i o nim mówić.

 

KAI: Budowanie tego pokoju, to kwestia polityki, czy dialogu międzyreligijnego?

– Gdyby odłożyć politykę na bok, pokój byłby możliwy. Problem w tym, że na Bliskim Wschodzie życie polityczne i religijne są ze sobą wymieszane. Dlatego niemożliwe jest jakiekolwiek porozumienie i jakikolwiek konkretny, pozytywny w skutkach dialog. Patrząc realistycznie, nie sądzę, że możemy oczekiwać w najbliższym czasie czegoś nowego. Teraz jest czas na małe znaki: pracę u podstaw, wśród ludzi, w szkołach. Czas na formację i edukację. Może następne pokolenie będzie gotowe.

 

KAI: Czy te małe znaki są dziś widoczne?

– Oczywiście, że tak, jest ich wiele. Przede wszystkim wszystko to, co dzieje się teraz w Syrii i Iraku, łącznie z prześladowaniami – odnowiło relacje między chrześcijanami. Ustąpiły dawne napięcia, jesteśmy dużo bardziej zjednoczeni. Jest wiele znaków współpracy między chrześcijanami i to są wspaniałe znaki. Przykładem jest choćby prowadzony wspólnie remont Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem – pierwszy od 600 lat. Powstaje także wiele szkół, programów, grup, lokalnych wspólnot. One starają się podejmować inicjatywy pokojowe z udziałem chrześcijan, żydów i muzułmanów, Palestyńczyków i Izraelczyków.

 

KAI: I jak przebiega ten dialog międzyreligijny?

– Jest bardzo trudny, gdyż jest połączony z polityką. W dialogu międzyreligijnym nie można uniknąć tematu konfliktu izraelsko-palestyńskiego i sytuacji Palestyńczyków. Ponadto, muzułmanie są Palestyńczykami, żydzi – Izraelczykami. Chrześcijanie są po obu stronach. Ten dialog naprawdę jest bardzo trudny.

 

1280px-Bethlehem_-_Stern_von_Bethlehem_in_der_Geburtsgrotte

Miejsce Narodzenia Jezusa Chrystusa, Grota Narodzenia, Bazylika Narodzenia Pańskiego, Betlejem / fot. Dirk D. / WikimediaCommons

 

KAI: A czy pomaga w wytłumaczeniu co jest istotą konfliktu w Ziemi Świętej?

– Tam dwa narody walczą o tę samą ziemię, której nie są w stanie podzielić. Dochodzą też dodatkowe kwestie: m.in. spór o Strefę Gazy, o osiedla żydowskie, o Jerozolimę, o uchodźców.

 

KAI: Jednak – jak mówił Ksiądz Arcybiskup – w Ziemi Świętej nie ma wojny, ale polityczny konflikt.

– Wojna, to czołgi i naloty bombowe. Tymczasem u nas trwa konflikt polityczny. Owszem, zdarzają się też okresy wojenne, jak m.in. ostatnio w Strefie Gazie, ale przede wszystkim jest to konflikt polityczny. Jego strony walczą przeciwko sobie, używając narzędzi administracyjnych: nie wydają przepustek, utrudniają przemieszczanie się, itd.

 

KAI: A jak chrześcijanie na świecie mogą przyczynić się do zakończenia konfliktu i zbudowania pokoju?

– Pielgrzymując do Ziemi Świętej. Pielgrzymowanie jest bardzo ważne. Poza tym należy mówić, informować o różnych kontekstach naszej rzeczywistości. Należy wspierać projekty, zwłaszcza te, prowadzone przez Kościół. Zapewniam, że pielgrzymowanie jest bezpieczne, całkowicie. Pielgrzymi nie mają powodów do obaw. Przede wszystkim jednak, chrześcijanie powinni patrzeć na te tereny, jako ziemię naszego Odkupienia, do której z chęcią pielgrzymują.

 

KAI: A wyznawcy innych religii?

– Ta ziemia jest ważna, wręcz niezbędna dla przedstawicieli trzech wielkich religii. Ale my patrzymy na nią jako chrześcijanie: dla nas to ziemia, która jest świadkiem historii Objawienia.

 

KAI: Pamiętają o tym np. Polacy, którzy są drugim narodem najczęściej pielgrzymującym do Ziemi Świętej.

– Polski Kościół to ważna część panoramy i życia Kościoła w Jerozolimie, którego członkowie są nie tylko arabami, ale przedstawicielami wielu narodowości. Polska obecność jest elementem tej tradycji: wiele osób mówi po polsku, są polskie szkoły, inicjatywy, wielu polskich duchownych, osoby konsekrowane, pielgrzymi… . Polska jest częścią tożsamości jerozolimskiego Kościoła.


abd / Kraków / Jerozolima

Katolicka Agencja Informacyjna

 

ROZMOWY

Maleo: Apokalipsa wypełnia się w Syrii

W biblijnej apokalipsie można przeczytać, że szósty anioł zrzuci czaszę gniewu na rzekę Eufrat, że Eufrat wyschnie - to się dzieje właśnie tam, w Syrii. Widać, że Apokalipsa się wypełnia - powiedział w rozmowie z KAI Dariusz "Maleo" Malejonek. który jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego przebywał na terenie pogrążonej wojną Syrii.

Polub nas na Facebooku!

Anna Rasińska (KAI): Skąd wziął się pomysł wyjazdu do Aleppo?

Dariusz “Maleo” Malejonek: Pojechałem tam jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego Młodzi Światu, z którym współpracuję już prawie 10 lat. Byliśmy razem w różnych miejscach na świecie. Ta organizacja zajmuje się pomocą głównie misjonarzom będącym za granicą, misjonarze natomiast, pomagają ludziom na miejscu. Tak samo było w Syrii, Damaszku i w Aleppo.

Z jednej strony był to wyjazd z pomocą humanitarną, ale chodziło też o zobaczenie czego tym ludziom potrzeba, jak oni żyją w tym piekle. Chcieliśmy też pokazać, że nie są sami, bo oni właśnie tak się czują – osamotnieni, opuszczeni przez świat. To był gest solidarności, pokazujący, że my jesteśmy z nimi, co było dla nich bardzo ważne, może nawet najważniejsze.

 

Jak wygląda życie w Aleppo? Czy można tam normalne funkcjonowanie?

Moim zdaniem nie. Tam wychodzisz rano z domu i nie masz pewności, czy wrócisz, czy na dom nie spadnie bomba, bo bomby spadają wszędzie, całkiem przypadkowo, wystrzeliwane z obu stron. Co jakiś czas się słyszy, że jakiś budynek zniknął albo ludzie na ulicy zostali postrzeleni, zabici przez odłamki, ale nawet w tych ciężkich warunkach, ludzie starają się żyć normalnie i to po obu stronach tego konfliktu. My byliśmy tylko po tej stornie Aleppo, która jest kontrolowana przez rząd, do tej drugiej części na wschodzie, kontrolowanej przez rebeliantów, nie da się dotrzeć.

W dzień naszego wyjazdu jedna siostra karmelitanka weszła do ogrodu i była w jednej chwili wbita w ziemię, bo znajdowała się tam trzymetrowa rakieta, która nie wybuchła, to był cud.

Naprawdę trudno wyobrazić sobie, jak ludzie mogą żyć od pięciu lat w takich warunkach, ale nie da się funkcjonować z ciągłą myślą o śmierci, więc mieszkańcy starają się normalnie prowadzić życie – są pootwierane sklepy, nie ma co prawda prądu, ale są generatory na ropę i przez kilka godzin dziennie jest prąd. Czasem nawet jest internet, chociaż teraz akurat go nie ma i nie mamy kontaktu z Aleppo, nie wiemy co się tam teraz dzieje. Akurat teraz trwa ofensywa rebeliantów na miasto. Zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych – to jest codzienna proza życia tam w Aleppo.

 

Jak wygląda pomoc Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego w Syrii?

Ich praca to jest po prostu heroizm. Salezjanie opiekują się młodzieżą, codziennie wydają paczki żywnościowe: ryż, mąkę, olej, cukier, świece, bo nie ma światła. To jest ich codzienna działalność z narażeniem życia.

Byłem zbudowany postawą salezjanów, ale wychowankowie ich oratorium, też włączają się do tej pomocy. Tak jak Rita Basmajian, którą kojarzymy ze Światowych Dni Młodzieży, czy Rand Mittri, głosząca świadectwo przed papieżem Franciszkiem. To są ludzie, którzy tam pomagają cały czas i ciągle się gdzieś angażują.

Podobnie franciszkanie, jest też jedna polska franciszkanka siostra Urszula, która organizuje posiłki dla 10 tys. osób dziennie.

To wszystko między bombami, bo ta muzyka gra cały czas. Właściwie co kilka minut coś wybucha. Kiedy znalazłem się już w Bejrucie pomyślałem, że czegoś mi brakuje, coś jest nie tak – nie było już tych ostrzałów, które w Aleppo są w tle cały czas, raz bliżej raz dalej. Dla mieszkańców jest to normalność.

 

Kurdishstruggle 1

fot. Kurdishstruggle/flickr

 

W mediach widzimy jak wiele osób opuszcza tereny dotknięte wojną, a jednak są osoby, które zdecydowały się zostać, jak np. wspomniana Rita Basmajian. Co kieruje tymi osobami?

W zachodniej części mieszka ok. 1,5 mln. osób, 300 tys. w części kontrolowanej przez rebeliantów. Mnóstwo osób ucieka z Syrii, przez Liban i Turcję do Europy. Wielu młodych ludzi ucieka przed wojskiem, żeby nie dostać się do armii.

Kiedy pytano Ritę czy nie chce zostać za granicą, powiedziała, że chce wrócić do ojczyzny, bo tam jest jej miejsce, jej powołanie do pomocy i służby ludziom. Niesamowite, bo to młoda 20-letnia dziewczyna. Dla niej wyjazd na Światowe Dni Młodzieży, był najpiękniejszym wydarzeniem od pięciu lat. Mówiła nam, że nabrała tam wiary, napełniła duchowy akumulator i jest gotowa działać i faktycznie działa wszędzie gdzie się da, a wieczorami jeszcze spotykają się w piwnicy koło kościoła z młodymi i codziennie tańczą, bo bez tego człowiek by zwariował. Każdy potrzebuje choć odrobinę sztuki, piękna i odreagowania.

Wśród tych osób jest również pewien prawnik, który musi codziennie przechodzić przez aleję snajperów. Codziennie widzi kogoś kto ginie na tej ulicy. Po prostu pada koło niego. Ten mężczyzna musi pracować, dlatego każdego dnia żegna się z żoną, tak jakby już miał się z nią nie spotkać.

 

Co możemy zrobić, żeby pomóc tym ludziom?

Oprócz pomocy materialnej, którą staramy się zorganizować, potrzebna jest modlitwa.

Mieszkańcy Aleppo wierzą, że tylko modlitwa może pomóc w rozwiązaniu tego politycznego konfliktu. Oprócz dwóch wielkich mocarstw zaangażowana jest również Europa i lokalne państwa np. Turcja, Iran, Arabia Saudyjska, Katar, Liban… Każdy ma tam swoje interesy, w większości sprzeczne z interesami innych państwami i każdy chce ugrać coś dla siebie kosztem Syrii, to może być zarzewie trzeciej wojny światowej, tam są wszystkie potęgi militarne.

Ktoś może powiedzieć: co może pomóc modlitwa w obliczu takich nieszczęść? Wtedy ja odpowiadam: a co było w Polsce, kiedy Jan Paweł II powiedział: “Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi!” i ta ziemia faktycznie się zmieniła. Komunizm upadł, to możliwe.

To nie jest konflikt lokalny. W biblijnej apokalipsie można przeczytać, że szósty anioł zrzuci czaszę gniewu na rzekę Eufrat, że Eufrat wyschnie – to się dzieje właśnie tam, w Syrii. Według badań od 2016 r. Eufrat naprawdę wysycha. Susza powoduje ogromne straty i w najbliższym czasie może tam zapanować głód, to rzeka, która żywi cały rejon. Widać, że Apokalipsa się wypełnia.

 

Czy chrześcijanie w Syrii są prześladowani? Traktowani gorzej od innych?

Na terenach zajętych przez dżihadystów chrześcijan już praktycznie nie ma, bo albo zginęli, albo zostali wypędzeni (ok. 1,5 mln), to straszna tragedia, męczeństwo.

Biskup syryjski powiedział nam, że tamta ziemia jest ochrzczona krwią męczenników, w całej historii zginęło tam ok. 20 mln chrześcijan syryjskich. To kraina męczenników. Kościoły są zburzone – to jest fakt, bez politycznej oceny którejkolwiek ze stron konfliktu.

W Syrii widać też wyjątkową jedność chrześcijan, coś jak braterstwo krwi, bo wszyscy giną bez względu na to, jakiego chrześcijańskiego wyznania są. Ci ludzie żyją jak bracia, biskupi spotykają się ze sobą… Moim zdaniem to powinno być znakiem dla świata, że ekumenizm jest możliwy.

Widzieliśmy się też z Myrną Nazzour – stygmatyczką syryjską. Za wstawiennictwem Bożym, z jej ran wydziela się czysta oliwa z oliwek, o właściwościach uzdrawiających. Mistyczka była badana przez 5 niezależnych zespołów medycznych, które stwierdziły że medycyna nie jest w stanie tego wyjaśnić. Myrna opowiedziała o swoich spotkaniach z Matką Boską i prosiła by modlić się o jedność Kościoła na całym świecie. Według niej Kościół powinien być jeden, tak jak Chrystus jest jeden.

 

Poza pomocą poszkodowanym w Syrii, zajmuje się Pan również projektem “Nieśmiertelni”, na czym on polega?

To projekt o męczeństwie chrześcijan, ludziach którzy nie żywią nienawiści do oprawców przez, których zginęli ich bliscy. Dla mnie to jest niesamowite, że mają taką prawdziwą biblijną wiarę, są w stanie wybaczyć swoim wrogom.

Właśnie ci męczennicy zbawiają świat, biorąc na siebie całe zło. Oni ten świat zbawiają, będąc buforami zła, bo Chrystus umiera w swoich wyznawcach. Teologicznie Chrystus nie umiera ani nie cierpi już jako zmartwychwstały, ale umiera i zbawia świat poprzez męczeństwo swoich wyznawców.

Projekt nazywa się “Nieśmiertelni” dlatego, że chrześcijanie nie umierają, tylko idą do nieba i działają dalej, poprzez obcowanie świętych.

 

Czy mieszkańcy Aleppo mają jeszcze nadzieję na zawieszenie broni?

Wielu ludzi już nie ma nadziei, są przybici, zdołowani, wręcz w krytycznym stanie, psychicznym, ale jest też duże grono ludzi, takich jak np. Rita, Rand, czy członkowie oratorium salezjańskiego. To osoby, które działają, nie poddają się i proszą o modlitwę, bo wierzą, że pokój w Syrii, pokój na świecie, zależy od naszej modlitwy.


Dariusz “Maleo” Malejonek – polski kompozytor, wokalista i gitarzysta, członek zespołów: Kultura, Arka Noego, Izrael, Moskwa, Armia, Houk, 2Tm2,3. Założyciel i lider grupy Maleo Reggae Rockers. Członek wspólnoty neokatechumenalnej w Kościele rzymskokatolickim.