REPORTAŻE

Dom Mocarzy. Miejsce pełne miłości

– Mówimy o nich "Mocarze", bo pomimo niepełnosprawności mają swoje moce: moc uśmiechu, wdzięczności, naśladowania, dobroci – mówi siostra Elwira, zmartwychwstanka, która wraz z 7 siostrami opiekuje się niepełnosprawnymi dziećmi w ośrodku wychowawczym w Mocarzewie. To właśnie tam powstaje Dom Mocarzy – miejsce, które będzie spełnieniem marzeń Mocarzy.

Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dom Mocarzy. Miejsce pełne miłości
– Mówimy o nich "Mocarze", bo pomimo niepełnosprawności mają swoje moce: moc uśmiechu, wdzięczności, naśladowania, dobroci – mówi siostra Elwira, zmartwychwstanka, która wraz z 7 siostrami opiekuje się niepełnosprawnymi dziećmi w ośrodku wychowawczym w Mocarzewie. To właśnie tam powstaje Dom Mocarzy – miejsce, które będzie spełnieniem marzeń Mocarzy.

Mocarze z supermocą

Mocarze to 80 dzieci, którymi siostry zmartwychwstanki zajmują się w ośrodku w Mocarzewie. W różnym wieku, z różnym typem niepełnosprawności – od lekkiego po głęboki stopień niepełnosprawności, z niepełnosprawnością ruchową, sprzężoną, dzieci z autyzmem, niewidome, niedosłyszące, z zaburzeniami psychicznymi. W ośrodku są także dzieci, które nie posiadają rodziców, i podlegają prawnie pod Dom Dziecka lub mają opiekunów prawnych, którymi często są właśnie siostry. 

– Mówimy o nich Mocarze, bo pomimo ich ograniczeń, niepełnosprawności, trudności, których nie szczędzi im życie, mają swoje moce: moc uśmiechu, wdzięczności, naśladowania, dobroci – wyjaśnia s. Elwira, zmartwychwstanka, która opiekuje się Mocarzami od 17 lat. – Ich czuły uśmiech, gest dobroci, słowo, które trafia w najgłębszą potrzebę. I codziennie czujemy się tak, jakby to oni, nasi Mocarze opiekowali się nami – mówi.

 

Dziś międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. A jak świętowanie to i prezenty. Dlatego nasi Mocarze i ich Przyjaciele mają dla Was bardzo energetyczny prezent. Dobrego słuchania!

Opublikowany przez Dom Mocarzy Wtorek, 3 grudnia 2019

 

„Wiem po co tu jestem”

Siostry Zmartwychwstanki. Jest ich osiem i niewiele mówią o sobie, całą uwagę poświęcając Mocarzom. Ich całym światem są dzieci, dla których poświęcają siebie w całości. Towarzyszą dzieciom w zmaganiu się z codziennymi małymi-wielkimi wyzwaniami, takimi jak mycie, jedzenie, poruszanie się, nauka czy współpraca z innymi Mocarzami. Posługują w szkole i ośrodku, tworząc dom dla niepełnosprawnych dzieci, który jest dla nich otwarty 24 godziny na dobę.

Dla siostry Elwiry przebywanie z dziećmi to coś więcej, niż tylko posługa czy realizowanie swojego powołania. – W każdym dziecku dostrzegam potrzebującego Jezusa i to daje mi wewnętrzną siłę i motywację do pracy z dziećmi, bo wiadomo, że bywa różnie, raz jest lepiej, raz jest gorzej. I kiedy uświadomię sobie dla kogo to robię, że w tym dziecku jest cierpiący Jezus, który potrzebuje pomocy, to wiem po co tu jestem” – zaznacza. Dla porzuconych przez rodziców dzieci czuje się jak ich rodzona mama – Spełniamy się tu też jako matki dla tych dzieciaków i dlatego to jest dla nas takie ważne i potrzebne – mówi.

 

 

Stworzyć dom

Pomysł na budowę domu dojrzewał w środowisku lokalnym, do sióstr docierało coraz więcej próśb od rodziców dzieci, szczególnie tych, które skończyły już edukację i musiały odejść z ośrodka. Według prawa, Mocarze mogą przebywać w placówkach (szkole specjalnej, ośrodku wychowawczym) tylko do ukończenia nauki, czyli najpóźniej do 25 roku życia. Potem siostry muszą ich odesłać do domów. A często zdarza się, że nie mają gdzie pójść, rodzice już nie żyją, albo są tak schorowani, że nie mogą się nimi zająć. – Wielu rodziców początkowo myślało, że dadzą sobie radę z opieką nad dzieckiem w domu, a potem zrozumieli, że to nie jest takie proste. Dziecko, które większość czasu spędzało u nas, przebywało z rówieśnikami, funkcjonowało w miarę normalnie, było samodzielne, w domu całe dnie spędzało przed telewizorem, zamykało się w sobie, popadało w depresję, przestawało jeść, bo tęskniło za tym środowiskiem, za kolegami i koleżankami – wyjaśnia s. Elwira. Siostry postanowiły odpowiedzieć na potrzebę stworzenia dostosowanego do potrzeb, zaopatrzonego w specjalistyczny sprzęt domu, w którym dzieci nie tylko otrzymają profesjonalną opiekę, ale w którym będą mogły czuć się kochane, rozumiane, ważne. Jak w prawdziwym domu.

 

Pan Bóg lubi szalone dzieła

Aby rozpocząć budowę domu, siostry wraz z rodzicami dzieci stworzyli Fundację Bogaci Miłosierdziem”. – Kiedy szukałyśmy ludzi do zarządu nie było wielu chętnych, niektórzy pukali się po głowie pytając co my to wymyśliłyśmy. Ale Pan Bóg pokazał, że to jest Jego dzieło, że jest nad tym wszystkim, bo po ludzku to jest po prostu niemożliwe – mówi s. Elwira. Pierwszy znak od Pana Boga dostały w Wielki Czwartek, tuż po założeniu Fundacji. Tego dnia napłynęła informacja, że ktoś zostawił u znajomych sióstr paczuszkę i prosił, by przekazać ją siostrom w Mocarzewie na budowę domu. – Odpakowałyśmy, a tam było… 280 tys. złotych. To było dla nas uderzenie, znak, że Pan Bóg tego chce, że nam pomoże – wspomina.

Dom buduje lokalna firma, obecnie kończy się budowa fundamentów, a siostry przygotowują się na rozpoczęcie 2 etapu budowy, na który udało się im zgromadzić potrzebne pieniądze. Rozpocznie się budowa parteru, 1 i 2 piętra oraz poddasza. Budowa fundamentów wymagała długiego czasu i wielu nakładów finansowych, gdyż w piwnicach oprócz pralni i pomieszczeń gospodarczych zaplanowane są pomieszczenia na warsztaty oraz  grota solna – Chciałyśmy od samego początku, by „dorosłe dzieci”, które skończyły 25 rok życia, miały zajęcie i się nie nudziły, by robiły to, czego się nauczyły, żeby potem nie siedzieli w swoich pokojach albo na korytarzach, ale żeby całe życie wierzyli w to, że są potrzebni, są kochani – wyjaśnia s. Elwira.

 

Dam rozkaz aniołom

Koszt budowy Domu Mocarzy to 18 milionów złotych. – Kiedy patrzymy na budowę domu z perspektywy czasu, kiedy już wiemy z czym to się wiąże, dziękujemy, że Pan Bóg nam od razu nie powiedział co nas czeka, bo byśmy się za to w ogóle nie brały – żartuje siostra Elwira. Pomimo tak wysokich kosztów siostry wierzą, że moc Mocarzy, ich potrzeby i dobro, poruszą tysiące ludzkich serc, dzięki którym uda się zebrać potrzebną kwotę.

Siostry zbierają także środki na budowę domu poprzez kwesty, opowiadają w parafiach o dzieciach, działalności domu, informują o budowie na portalach internetowych, rozdają ulotki, organizują przedstawienia. – Wierzymy, że Bóg nam to ułatwi, skoro powiedział, że „aniołom swoim dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach”. Wierzymy, że takim aniołem będziesz i Ty – piszą.

Budowę Domu Mocarzy można wesprzeć wpłacając ofiarę na konto bankowe Fundacji Bogaci Miłosierdziem (Numer konta: 98 1020 3974 0000 5202 0320 2058) z tytułem wpłaty: Darowizna na Dom Mocarzy. Od tego roku można także przekazać 1% podatku, wpisując w zeznaniu podatkowym numer KRS 0000656653.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Zofia Świerczyńska

Zofia Świerczyńska

Dziennikarz, sekretarz redakcji portalu Stacja7. Pracowała w Sekcji Komunikacji Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, agencji kreatywnej, swoje teksty publikowała także na łamach tygodników katolickich. Odpowiedzialna za projekty medialne i marketingowe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Wioska Taizé: Kochaj i powiedz to swoim życiem

Z roku na rok coraz więcej młodych osób bierze udział w tygodniowych spotkaniach w Taizé. Również i ja w tegoroczne wakacje pojechałam do tej burgundzkiej wioski.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wioska Taizé: Kochaj i powiedz to swoim życiem
Z roku na rok coraz więcej młodych osób bierze udział w tygodniowych spotkaniach w Taizé. Również i ja w tegoroczne wakacje pojechałam do tej burgundzkiej wioski.

Taizé tak to się zaczęło

Międzynarodową wspólnotę ekumeniczną Taizé założył we Francji w 1940 r. brat Roger. Opuścił on Szwajcarię, by zamieszkać w kraju swojej matki, która była Francuzką. Od wielu lat pragnął stworzyć miejsce, które wypełniałyby modlitwa, radość, prostota i miłosierdzie. Kierował się myślą św. Augustyna: „Kochaj i powiedz to swoim życiem”.  Gdy wybuchła II wojna światowa, to właśnie w burgundzkiej wiosce Taizé schronienie znajdowali ranni i prześladowani. W następnych latach przyjeżdżali tam kolejni mężczyźni, którym była bliska jego idea. W Wielkanoc 1949 r. pierwszy raz siedmiu z nich zostało „braćmi” i oficjalnie zobowiązało się do zachowania na zawsze celibatu, życia we wspólnocie i w prostocie. Bracia utrzymywali się z pracy własnych rąk, nie przyjmowali prezentów, a wszystkie dary przeznaczali na pomoc ubogim. I tak jest do dziś. Od początku istnienia wspólnoty ważny był duch ekumenizmu, który dążył do pojednania wyznań chrześcijańskich. Brat Roger wyznawał protestantyzm, ale współpracował też z wieloma duchownymi kościoła katolickiego. Karol Wojtyła już jako arcybiskup, a później papież, odwiedził go w Taizé, a także wspólnie modlił się z braćmi i obecną tam młodzieżą.

Obecnie wspólnota liczy ponad 100 braci – katolików i ewangelików różnych Kościołów. Bracia pochodzą z 30 krajów. Nie wszyscy z nich mieszkają we francuskiej wiosce, niektórzy z nich żyją w Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej, pomagając potrzebującym. Po śmierci brata Rogera, zamordowanego przez psychicznie chorą kobietę w 2005 r. w wieku 90 lat podczas wieczornej modlitwy, przełożonym wspólnoty został brat Alois – katolik pochodzący z Niemiec. W Taizé na stałe mieszka też trzech Polaków – ksiądz Marek oraz dwóch braci: Maciej i Wojciech. W wypełnianiu codziennych obowiązków pomagają siostry św. Andrzeja oraz polskie zakonnice ze Zgromadzenia Urszulanek oraz świeccy wolontariusze.

 

Taizé dla każdego

Międzynarodowe spotkania w Taizé to nie tylko okazja do podszkolenia znajomości języków obcych, ale przede wszystkim do pogłębienia relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Oprócz katolików przyjeżdżają tu zwłaszcza protestanci, a nawet osoby niewierzące. To właśnie w małej francuskiej wiosce po raz pierwszy tak mocno doświadczyłam idei ekumenizmu. Zauważyłam, że to miejsce przyciąga i wciąż jest żywe, gdyż przyjezdnych łączy wzajemny szacunek, a także chęć budowania jedności z jednoczesnym zachowaniem odrębności wyznań oraz kultur. Codziennie rano odprawiana jest Eucharystia, a po niej rozpoczynają się wspólne modlitwy dla wszystkich najczęściej w formie śpiewu. Ich główną cechę stanowi prosty, zazwyczaj jednozdaniowy tekst, będący najczęściej cytatem z Biblii. Myślę, że prostota kanonów pozwala jak najlepiej skupić się na jego głębokiej treści.

“Życiodajna wymiana z Bogiem dokonuje się w modlitwie: przez Ducha Świętego Bóg przychodzi zamieszkać w nas. Przez swoje Słowo i przez sakramenty Chrystus daje nam siebie. My ze swej strony możemy we wszystkim zdać się na Niego” – mówił brat Alois.

 

 

Codzienność Taizé

Ważnym punktem każdego dnia są grupki dzielenia, w których na podstawie fragmentów z Pisma Świętego rozmawiamy o naszych osobistych wyzwaniach i problemach, a także kwestiach dotyczących losów całego świata. W mojej rówieśniczej grupie były osoby z Niemiec, Szwecji, Stanów Zjednoczonych, a nawet Wenezueli. Podczas tych spotkań nie chodzi o wzajemne przekonywanie się do swoich racji czy ocenianie, ale o poznanie innego punktu widzenia, zainspirowanie się oraz wzbudzenie w sobie i innych głębszych refleksji. Codziennie odbywają się również warsztaty prowadzone przez osoby z innych krajów, co pozwala spojrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy.

Myślę, że aby zrozumieć motywy postępowania drugiego człowieka, nawet te, które wydają się błędne, należy poznać jego sposób myślenia. Wtedy też możemy najlepiej pomóc, ale też, wbrew pozorom, otrzymać wiele dobra. Już samo to, że pochodzimy z różnych narodów sprawia, że wyjeżdżamy z Taizé ubogaceni. Być może wiele nas różni, ale jedno jest pewne: wszyscy potrzebujemy życzliwości i akceptacji.

 

Bóg myje nam stopy

Jednak często nie czujemy się godni miłości. Rozważania w Taizé przypominają o tym, że Bóg nas kocha, jesteśmy dla niego bardzo ważni i chce nam pomagać. Zaprasza też do tego, byśmy pokazali mu nasze „brudne stopy”, powiedzieli o swoich trudnościach. Wzywa również do wzajemnego pomagania sobie i odpowiedzialności za wspólnotę, której jest się częścią. Każdy uczestnik spotkania zgłasza się do określonej posługi, m.in. wydawania posiłków, sprzątania czy śpiewania w chórze, co jest okazją nie tylko do daru z siebie, ale również integracji z innymi.

We francuskiej wiosce Taizé nie zjemy wykwintnych żabich udek ani nie obejrzymy najnowszego filmu światowego kina, ale za to dostaniemy coś cenniejszego – poczucie wspólnoty, spokój ducha, akceptację i pogłębienie relacji z Bogiem oraz drugim człowiekiem.

 

Wrocław: Europejskie Spotkanie Młodych coraz bliżej

Co roku tuż po Świętach Bożego Narodzenia wspólnota z Taizé organizuje w jednym z europejskich miast modlitewne spotkanie ekumeniczne nazywane Pielgrzymką Zaufania przez Ziemię. Już od 28 grudnia 2019 do 1 stycznia 2020 do Wrocławia przybędą młodzi z całego świata, aby razem modlić się, budować jedność, poznawać polską kulturę i… świętować sylwestra.

Wy też jesteście zaproszeni na to wydarzenie. Tam każdy będzie mile widziany.

Więcej informacji o najbliższym Europejskim Spotkaniu Młodych w naszym kraju znajduje się na stronie taizé.fr (dostępna jest polska wersja językowa) oraz na facebookowym profilu Taizé Polska.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap