Coś w nas pękło

Młody chirurg uciekł z Syrii. Stracił wszystko, nawet marzenia o powrocie do kraju i normalności.

Eliasz, spokojny inżynier z Homs, jest przygarbiony. Nie mógł powstrzymać łez, kiedy opowiadał swoją historię. Jego żona była bardzo chora, a syn właśnie się ożenił. Dwóch jego bratanków zostało zabitych wybuchami granatów. Jeden z nich miał zaledwie 17 lat i zmarł przed domem swoich rodziców. Brat Eliasza został porwany. Był torturowany przez osiem dni. „Porywacze wstrzykiwali mu benzynę do żył i bili go po głowie. Przeżył, ale od tego czasu jest poważnie chory. Trzej kuzyni żony również zostali uprowadzeni. Byli on braćmi księdza. Jeden z nich został zabity. Poświęcił się, aby jego dwaj bracia mogli przeżyć. Ten starszy mężczyzna jest przekonany, że wiele aktów przemocy jest specjalnie skierowanych przeciw chrześcijanom. Mówi wręcz o eksterminacji.

Żywy człowiek w karawanie

Po Eliaszu nie widać, że ma za sobą śmiałą i niebezpieczną ucieczkę. Jego rodzina już była w Libanie, kiedy on postanowił wrócić do domu w Homs, aby zabrać kilka rzeczy. Niewiele z nich zostało, ponieważ dom został splądrowany. „Wszystko zniknęło: pralka, telewizor, ubrania mojej córki – wszystko!”. Ale nie mógł już uciec. Wszędzie byli snajperzy. Był uwięziony w domu przez dwa tygodnie. Potem zaryzykował: skoczył przez mur i przemykając się, dotarł do domu przyjaciela, który prowadził firmę pogrzebową. Ten wywiózł go z miasta w karawanie.  

Coś w nas pękło

Wśród radykalnych muzułmanów

Cztery chrześcijańskie rodziny mieszkały w dzielnicy muzułmańskiej. Ich warsztaty zostały spalone, połowa ludzi została zabita, a druga połowa uciekła. Uważa on, że chrześcijanie nigdy nie wrócą do Syrii. Sam też nie chce wracać do domu. Jego 31-letnia córka widzi to inaczej. Uważa, że wkrótce wróci do domu. Tęskni za wszystkim tym, co miała przed wojną. Chciałaby w końcu ponownie prowadzić normalne życie.

Szef kliniki

Trzydziestoletnia Rita również tęskni za spokojem. „Coś w nas pękło” – powiedziała cicho. W Damaszku jej mąż Nicola (35 l.) był ordynatorem kliniki. Kliniki już nie ma, ponieważ została zbombardowana. Rodzina uciekła do stolicy Libanu, Bejrutu półtora miesiąca temu. Ich czteroletnia córka nadal się boi, gdy jej ojciec wychodzi z domu. Mówi do niego: „Tato, upewnij się, że ci niedobrzy ludzie nie przyjdą i nie zabiją cię!”.

Nicola byłby idealnym celem dla porywaczy. Nie tylko dla okupu, ale także dlatego, że jako chirurg mógłby zostać zmuszony do leczenia rannych w obozie rebeliantów. Nicola opowiada ze smutkiem: „Mój kuzyn już został porwany. Wszyscy jesteśmy chrześcijanami. Nie wiem, jak udało mu się wmówić porywaczom, że ma na imię Ahmed i jest muzułmaninem. Pozwolili mu odejść. Myślę, że rebelianci chcą usunąć chrześcijan z kraju. Właściwie nie chcemy opuścić naszego kraju, ale nie mamy wyboru”.

Coś w nas pękło

Wszystko za pieniądze

Ta młoda rodzina była w stanie poruszać się jedynie w promieniu jednego kilometra w Damaszku. „W Damaszku nie ma żadnych bezpiecznych miejsc. Bomby ukryte w samochodach mogą wybuchnąć w każdej chwili i w dowolnym miejscu. Mam wrażenie, że bardziej atakuje się dzielnice, w których mieszkają chrześcijanie” – mówi młody lekarz.

Gdy pocisk uderzył w pobliżu jego domu, uciekł do znajomych w Libanie. Ale koszty życia w Libanie są znacznie wyższe niż w Syrii. Rodzinie szybko skończyły się oszczędności. Nicola nie może pracować jako lekarz w Libanie. Aby uzyskać licencję, musiałby zapłacić 100 000 dolarów. „Gdybym miał tyle pieniędzy, mógłbym pracować” – powiedział. – „Wziąłbym jakąkolwiek pracę, aby nakarmić moją rodzinę”. Nigdy nie chciał opuścić swojej ojczyzny, ale teraz rozważa wyjazd za granicę na zawsze – być może do Ameryki.

Jak prawie wszystkich uchodźców syryjskich, przeraża go myśl, że jego nazwisko lub zdjęcie może zostać opublikowane. Wielu nie chce zarejestrować się w agendzie ONZ ds. uchodźców, ponieważ obawiają się, że ich dane mogą być przekazywane władzom. Wielu chrześcijan mówi: „My nie jesteśmy po stronie jakiejkolwiek partii, ugrupowania. Chcemy tylko żyć w pokoju i bezpieczeństwie, a obie strony konfliktu mszczą się na nas za to”.

Coś w nas pękło


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Bergoglio!!! Kto to jest…?

"Benedykt zrezygnował" - wszystkich zelektryzowała informacja włoskiej agencji prasowej ANSA. Informacja szokująca i nieprawdopodobna. Znajomy w Watykanie nie odbiera telefonu, ale za chwilę przysyła smsa: "Dzwoniliście? Jeśli chodzi o Benedykta, to jest to prawda". Co się stało, o co chodzi, czy to możliwe...?

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

W Polsce i Rzymie – jeszcze względna cisza. Ten czas był nasz – wiedzieliśmy, że jak tylko wieści się rozejdą, w pobliżu Watykanu natychmiast skoczą ceny hoteli i z każdym dniem będzie coraz mniej wolnych miejsc. Rzymianie mają doskonały zmysł – wiedzą, kiedy oczekiwać pielgrzymów i dziennikarzy z całego świata. Teraz, jeszcze cichutko, zbliżało się ich eldorado. KONKLAWE. Szybko zaczęliśmy załatwiać wyjazd. Wbrew pozorom zostało niewiele czasu, a terminy wyznaczył Papież Benedykt XVI…

Konsystorz z 11 lutego 2013 roku przeszedł już do historii Kościoła. W pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, powierzonej mi przez Kardynałów 19 kwietnia 2005 roku, tak, że od 28 lutego 2013 roku, od godziny 20.00, rzymska stolica, Stolica św. Piotra, będzie zwolniona i będzie konieczne, aby ci, którzy do tego posiadają kompetencje, zwołali Konklawe dla wyboru nowego Papieża – powiedział Benedykt. Przyczyną był pogarszający się stan zdrowia papieża. Ale zaskoczenie było pełne.

W Rzymie byliśmy już 7 marca. Miasto jeszcze spokojne, chociaż trwały już kongregacje generalne, podczas których kardynałowie przygotowywali się do Konklawe. Po Placu Świętego Piotra, przed bazyliką i w pobliżu głównej bramy watykańskiej kręcili się nieliczni dziennikarze. Przede wszystkim Włosi i stali "bywalcy" – zagraniczni reporterzy z dużych, międzynarodowych agencji prasowych. Dopiero wszystko zaczynało się rozkręcać. Właśnie dojechali ostatni kardynałowie elektorzy.

Bergoglio!!! Kto to jest...?

Trwa sede vacante. Czas, gdy nie ma Papieża. Biała postać nie pojawia się w oknie papieskim na Anioł Pański, nie pojawia się podczas audiencji. Ale nie ma żałoby, bo przecież nikt nie umarł. Niecodzienna atmosfera, historyczny czas…

Świt. Gdy zbliża się godzina rozpoczęcia kongregacji, kardynałowie różnymi wejściami wchodzą do Watykanu. Pierwsze wejście, przy którym zawsze zbiera się najwięcej dziennikarzy, to wielka metalowa brama w pobliżu Auli Pawła VI, tuż za kolumnadą otaczającą Plac Świętego Piotra. Jak każdego wejścia i tego strzegą gwardziści. Słynni z pięknych, kolorowych strojów i z tego, że próżno szukać wśród nich kogoś innego niż Szwajcar. Tą bramą wchodzą albo wjeżdżają kardynałowie. Jedni autami dobrej klasy, inni zwykłymi, jak mały busik w stylu Citroena Berlingo, lub większymi, kilkunastoosobowymi busami. Z reguły w samochodach siedzi dwóch lub trzech kardynałów. Wielu przychodzi piechotą. Ulubieńcem mediów natychmiast zostaje francuski kardynał, Philippe Barbarin, który przyjeżdża na rowerze. 63-letni wówczas purpurat, z torbą przewieszoną przez ramię podjeżdżał pod bramę, gdzie natychmiast osaczały go mikrofony i kamery.

Bergoglio!!! Kto to jest...?

Z dnia na dzień było tu coraz więcej policjantów, w cywilu i mundurach, którzy pomagali kardynałom przedrzeć się przez gęstniejący tłum reporterów. Część z purpuratów wchodziła przez Bazylikę lub przez niewielką bramę po drugiej stronie placu, przy kościele Świętej Anny, niepostrzeżenie dla dziennikarzy pilnujących głównej bramy. Fotoreporterzy kręcili się jak w ukropie fotografując każdego kardynała, jaki tylko pojawił się w zasięgu obiektywu. Kto by nie chciał sfotografować przyszłego papieża…? Trafić nie było łatwo, bo elektorów jest aż 115 i naprawdę trudno ich wszystkich znać. Szukaliśmy więc charakterystycznych znaków – pektorału zawieszonego na szyi albo czerwonej piuski.

Foto Sławomir Dynek/CogitoMedia

Zdjęcie wykonane przez Sławka Dynka w momencie, gdy Kardynał Jorge Bergoglio szedł na obrady kongregacji

Jest chłodny poranek, ale słońce już pięknie rozświetla pustawy Plac Świętego Piotra. Może dopisze nam szczęście? Pojawiają się pierwsi księża, siostry zakonne, turyści, którzy chyba nie lubią spać…  Jakiś skromny, siwiejący ksiądz idzie przez środek placu. Sylwetka w czarnym płaszczu, bez nakrycia głowy powoli zbliża się do kolumnady. Wygląda jak zwykły, najzwyklejszy ksiądz, jakich tysiące przewija się przez Watykan. Nie zwraca na siebie uwagi. W ostatniej chwili dostrzegamy czerwoną obszywkę sutanny wymykającej się spod płaszcza i charakterystyczną teczkę, z którą chodzą kardynałowie na kongregacje. Kardynał! Jeden z 207 purpuratów Kolegium Kardynalskiego, ale co najważniejsze – jak się później okaże – jeden ze 115 przyszłych uczestników konklawe. Robimy kilka zdjęć. Prymas Argentyny, jezuita Jorge Mario Bergoglio, mija nas w odległości kilku kroków i spokojnie wchodzi przez bramę na obrady kongregacji. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że to jeden z ostatnich takich swobodnych spacerów Bergoglia przez Plac Świętego Piotra. 

Spekulacje, kto powinien zostać papieżem trwają w najlepsze. Z jakiego kontynentu? Konserwatysta czy liberał? Młody czy stary? Angelo Scola czy Marc Ouellet? Christoph Schorborn czy Odilo Scherer? A co z Benedyktem? To będzie dwóch Papieży?! Gorące dyskusje prowadzone były wszędzie – na łamach prasy, w metrze, w kawiarniach czy pizzeriach. Wybór papieża zawsze porusza chrześcijański świat. Tym bardziej, że znamy już termin Konklawe – 12 marca . Watykan się szykuje.

Szczęk młotków, odgłosy piły do drewna, krzyki i zamieszanie gryzą się jakoś z powagą miejsca, w którym jesteśmy. Kaplica Sykstyńska. Robotnicy uwijają się jak w ukropie, z wrodzoną włoską fantazją i ekspresją. Szykują Kaplicę na Konklawe. Turyści tego nie zobaczą, bo będzie ona niedostępna aż do wyboru papieża. Kardynałowie usiądą przy stołach ustawionych wzdłuż ścian historycznego pomieszczenia. Ekipy budowlańców "podniosły" podłogę Kaplicy o kilkadziesiąt centymetrów. Zbudowali wielki podest. Podobno pod nim mają się kryć urządzenia zagłuszające, by nikt z zewnątrz nie mógł nic podejrzeć ani podsłuchać. Wybór następcy Piotra w czasach elektronicznego „wielkiego brata”… Pod ścianą, w pobliżu drzwi, stoją już dwa piece, połączone jedną długą, miedzianą rurą, wzbijającą się na rusztowaniu do sufitu Kaplicy. To komin, który przebije dach i w który już niebawem będą wpatrywać się wierni. Same piece są nowoczesne – w jednym będą spalane kartki po głosowaniach, w drugim zostaną "odpalone" specjalne wkłady do produkowania czarnego albo białego dymu.

Bergoglio!!! Kto to jest...?

Pierwszy dzień Konklawe – 12 marca 2013 roku. Emocje rosną. Jest 17.32. – Extra omnes (Wszyscy na zewnątrz) – wypowiedział ks. Guido Marini, Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych. Kardynałowie są już zamknięci za wielkimi, ciężkimi, drewnianymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej. Oczekiwanie. I pytania na Placu Świętego Piotra. Kiedy? Z Watykanu docierają oficjalne informacje, że kardynałowie zakończyli pierwsze głosowanie. Wszystkie media przekazują to dalej. To czas na sprint – trzeba zdążyć przed dymem. Plac przed Bazyliką zapełnia się błyskawicznie wiernymi i turystami. Teraz pytanie – jaki dym? Jest!!! Jest!!! Czarny…

Następnego dnia jeszcze trzy razy czarny dym kończył niecierpliwe oczekiwania wiernych. Czasami szaro-białawy kolor czarnego dymu pobudzał co bardziej nerwowe serca. Aż wreszcie, w piątym głosowaniu – kardynałowie wybrali. 13 marca o 19.06 biały dym pojawił nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej. Po godzinie 20.00 świat poznał nowego Papieża, który pojawił się na balkonie Bazyliki. Argentyńczycy zgromadzeni na placu wpadli w niebywałą euforię! Cała Ameryka Południowa oszalała z radości! A inni? – Bergoglio? Kto to jest Bergoglio? Skąd on jest? Ale tłum falował i już krzyczał VIVA PAPA! VIVA PAPA FRANCESCO!

Na zakończenie pierwszego spotkania z nowym Papieżem wierni usłyszeli jeszcze jego prośbę: "Bracia i siostry, bardzo dziękuję za przyjęcie, módlcie się za mnie."


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >