Nasze projekty
Sławomir Sowiński

Sławomir Sowiński: Recepta na jedność

Powinniśmy myśleć nie tyle nad całkowitym zasypaniem podziałów czy wyrugowaniem różnic między nami, ale nad takim ich postrzeganiem, które służy rozwojowi państwa, a nie pogłębia nieufności i wzajemnego stygmatyzowania się różnych grup społecznych.

Reklama

1. Na bok trzeba moim zdaniem odłożyć wszelkie poszukiwania jakiejś cudownej „złotej nici”, czyli jednej skutecznej akcji, wspólnego zrywu, gestu, czy serii gestów, którymi trwale da się „pozszywać” nasze społeczeństwo, tworząc z niego wielką wspólnotę zgadzających się ze sobą, i dobrze rozumiejących się ludzi.  

 

Rozwijając tę myśl:

Reklama
Reklama

Po pierwsze, trzeba bowiem pamiętać, że obraz dwu podzielonych 10-milionowych „plemion” jaki malują niektórzy po II turze wyborów prezydenckich, jest nazbyt uproszczony.

Na podstawie wyników I tury wyborów prezydenckich, znacznie bliższych rzeczywistości społecznej, powiedzieć raczej możemy, że na 30 mln dorosłych Polaków: ok. 10 mln, z różnych powodów mniej interesuje się polityką, ok. 8,5 mln jest zwolennikami „dobrej zmiany”, grubo ponad 6 mln jest przeciwnikami rządów Zjednoczonej Prawicy, a ok. 4,5 mln wyborców (tak interpretuje głos bardzo różnych elektoratów Szymona Hołowni, Krzysztofa Bosaka i Władysława Kosiniaka Kamysza) spór polityczny między PiS a PO uważa za coraz bardziej anachroniczny.

Przeczytaj również

    Dzieli nas nie jedno wielkie, ale klika mniejszych pęknięć. I dlatego potrzebujemy nie jednego, ale kliku różnych permanentnych działań, na rzecz budowania wspólnoty.

    Reklama
    Reklama

    W tym sensie, ten nasz społeczno-polityczny pejzaż jest dość złożony. Dzieli nas nie jedno wielkie, ale klika mniejszych pęknięć. I dlatego potrzebujemy nie jednego, ale kliku różnych permanentnych działań, na rzecz budowania wspólnoty.

    Po drugie, trzeba też przypomnieć, że w dużym, nowoczesnym społeczeństwie jakie tworzymy, różne podziały czy konflikty (nawet te trwałe) są czymś najzupełniej normalnym, a czasem nawet korzystnym, bo pozwalają artykułować potrzeby i przekonania różnych grup społecznych, bo mobilizują wyborców i polityków, bo wskazują realne problemy i potrzebę ich rozwiązania.

    Reklama

    W tym sensie, powinniśmy myśleć nie tyle nad całkowitym zasypaniem podziałów czy wyrugowaniem różnic między nami, ale nad takim ich postrzeganiem, które służy rozwojowi państwa, a nie pogłębia nieufności i wzajemnego stygmatyzowania się różnych grup społecznych.

    Po trzecie, pamiętać też trzeba, że polityczne zmagania są cechą charakterystyczną demokratycznej polityki. Stąd oczekiwanie, że politycy przestaną ze sobą rywalizować, byłoby oczekiwaniem ich politycznej abdykacji.

    W tym sensie, powinniśmy myśleć nie tyle o zażegnaniu konfliktów politycznych, co o zaniechaniu polityki „zarządzania poprzez konflikt”. „Zarządzania”, które konflikt czyni celem a nie środkiem politycznego działania, a nas wyborców zamyka w wielkich politycznych „bańkach”, między którymi ustawia się „krzywe polityczne zwierciadła” utrudniające możliwość spojrzenia z życzliwością na wyborców innego obozu politycznego.  

    W tym sensie ważne jest także, by naturalnego sporu demokratycznego (o władzę, zaspokajanie potrzeb, czy różne interesy) nie nasycać zbyt pochopnie wartościami moralnymi. Dopóki bowiem spieramy się o władzę czy interesy, kompromis jest cenną wartością. Jeśli jednak ten sam polityczny spór prezentuje się w kategoriach moralnych, każdy kompromis rodzi podejrzenie o zdradę.

    2. To, co dla uzdrowienia polskiej różnorodności robić można już teraz, to ochrona miejsc, w których nasza wspólnota żyje i odradza się w sposób naturalny.

    W Kościele powinniśmy doświadczać, że niezależnie od różnic politycznych, jesteśmy wspólnotą uczniów Chrystusa.

    Myślę tu o rodzinach, w których mamy obowiązek co dzień komunikować sobie, że niezależnie od tego, kto na kogo głosuje, jesteśmy sobie bliscy.

    Myślę o miejscach pracy i codziennego funkcjonowania społecznego, które nie powinny być zawłaszczone przez polityczną rywalizację.

    Myślę o uniwersytetach i sferze kultury, które powinny pozostać przestrzenią wolności i budowania wspólnoty duchowej.

    Myślę wreszcie o Kościele, w którym doświadczać powinniśmy, że niezależnie od różnic politycznych, jesteśmy wspólnotą uczniów Chrystusa. I który – szczególnie w czasie rządów prawicy – powinien podkreślać swą polityczną autonomię, pokazując granicę każdej, także konserwatywnej, polityki.

    3. Trudno jednak myśleć o uzdrowieniu polskiej różnorodności i racjonalizowaniu naszych konfliktów, bez działań bardziej strukturalnych.

    Bardzo ważne jest zatrzymanie procesu politycznego zamykania nas obywateli, w coraz mniej nierozumiejących się „politycznych bańkach”

    Po pierwsze, myślę tu o zatrzymania upartyjniania państwa. Niezależnie od tego kiedy proces ten się zaczął, i kto ponosi za niego odpowiedzialność, utożsamianie (albo utożsamiania się) rządzącej partii z państwem sprawia, że część obywateli czuje się wykluczona. Dlatego, bez odbudowy społecznego respektu dla niezależnych instytucji państwa, trudno myśleć o budowaniu wspólnoty.

    Po drugie, bardzo ważne jest zatrzymanie procesu politycznego zamykania nas obywateli, w coraz mniej nierozumiejących się „politycznych bańkach”. A to wymaga – moim zdaniem – zasadniczych zmian w mediach publicznych, tak aby mogły one stać się przestrzenią wzajemnego dialogu różnych grup społecznych.

    Reklama

    Najciekawsze artykuły

    co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

    Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

    ARTYKUŁY POWIĄZANE

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
    Reklama
    WIARA I MODLITWA
    Wspieraj nas na Patronite