Nasze projekty

Zlecił wykonanie kopii, by wywieźć „Madonnę”

Przez 15 lat nikt we Wrocławiu nie zorientował się, że w muzeum diecezjalnym wisi falsyfikat. Oto historia jednego z najcenniejszych obrazów w Polsce - „Madonny pod jodłami” Lucasa Cranacha.

Reklama

Oczy Matki Bożej

Znam wielu historyków sztuki, którzy twierdzą, że w tym obrazie w jednym detalu na pewno Cranach – Niemiec przewyższył genialnego Włocha. To oczy Matki Bożej. W spojrzeniu Marii tak pełnym czułości dziś pewnie nie byłoby nic nadzwyczajnego i trudnego dla malarza, ale przecież Cranach maluje ten obraz na desce w 1510 roku, w Niemczech to schyłek Gotyku, a Renesans dopiero zaczyna zaglądać do Górnej Frankonii skąd pochodzi Lukas Cranach. 500 lat temu żaden malarz, nawet Leonardo nie potrafił tak doskonale pokazać na desce uczuć.

Cranach, o którym Waldemar Łysiak napisał, że to „ostatni złoty pędzel niemiecki przed Romantyzmem”, dostrzegł tę niezwykłą więź łączącą Matkę Bożą i Jezusa Chrystusa. Widz widzi Jej ból – bo Ona przecież wie, co stanie się później, ale nade wszystko widać Jej miłość, pokorę i bezgraniczne oddanie Bogu. I właśnie to maluje swemu zleceniodawcy.

Patrząc na obraz myślimy, że gdzieś widzieliśmy dziewczynę podobną do Niej, chociażby na spacerze jak patrzyła na dziecko. Warto zachować w pamięci to spojrzenie. Nie zobaczymy czegoś tak naturalnego w innych obrazach z tego okresu.

Gdzieś widzieliśmy tę dziewczynę

„Madonna pod Jodłami” jest namalowana tak świetnie i tak współcześnie, że możemy pomyśleć, iż „Maria” Cranacha, to ktoś, kogo znamy, kogo na pewno spotkaliśmy. Patrząc na obraz myślimy, że gdzieś widzieliśmy dziewczynę podobną do Niej, chociażby na spacerze jak patrzyła na dziecko. Warto zachować w pamięci to spojrzenie. Nie zobaczymy czegoś tak naturalnego w innych obrazach z tego okresu.

Reklama
Reklama

„Zlecenie na Madonnę”

Lukas Cranach ma prawie 40 lat kiedy dostaje od biskupa Wrocławia Jana V Thurzo – jak to się dziś mówi – „zlecenie na Madonnę”. Malarz jest już uznanym artystą, konkuruje z powodzeniem z innym sławnym Niemcem – Albrechtem Durerem. Ale w tym obrazie Cranach pokonuje nie tylko Durera, przechodzi samego siebie. Chce namalować pięknie, ale też chce pokazać biskupowi jak wiele potrafi. Maestria tiulowej woalki na włosach Madonny, detale huby na drzewie czy złotego sygnetu ze swoimi inicjałami L.C., nie mają sobie równych w sztuce XVI wieku.

I wreszcie winogrona, które Jezus ma w dłoniach. W ikonografii chrześcijańskiej, którą Cranach znał doskonale, to oczywiście zapowiedź Męki Pańskiej. Wino jest nawiązaniem do Ostatniej Wieczerzy, stanie się symbolem ofiary krwi Jezusa.

Przeczytaj również

    Jest tu też pewna anegdota, którą opowiadają muzealni przewodnicy – winogrona, które maluje Cranach są jak prawdziwe, że na tę iluzję nabierają się nawet ptaki, które – kiedy obraz był jeszcze w wielkiej pracowni artysty podfruwały i próbowały dziobać kiście winogron.

    Reklama
    Reklama

    Jak u Hitchcocka

    Madonna pod Jodłami przez 400 lat wisiała w katedrze we Wrocławiu. Na początku XX wieku zorientowano się, że to zbyt cenny obraz, by wisiał tak zwyczajnie w niestrzeżonej i nieprzygotowanej konserwatorsko świątyni. Arcydzieło trafiło do Archidiecezjalnego Muzeum i przetrwało wojnę.

    W tym momencie zaczyna się historia, którą dyrektor Piotr Oszczanowski nazywa „Hollywoodzką” lub “jak z Hitchcocka”.

    Kiedy 6 maja 1945 roku o godz. 9:00 Niemcy poprosili Armię Czerwoną o zawieszenie broni, do Katedralnego Muzeum weszli radzieccy żołnierze. “Madonna pod jodłami” wisiała tuż przy wejściu – niemieccy księża specjalnie powiesili obraz w widocznym miejscu, bo wiedzieli, że Rosjanie będą szukali cennych rzeczy schowanych w środku – tymczasem sołdat zdjął obraz ze ściany, złamał na kolanie lipową deskę, na której Cranach namalował Madonnę i rzucił pod ścianę. Obraz jest przełamany, ale jest! Ksiądz Siegfried Zimmer dziękuje później Panu Bogu, że Rosjanie nie kazali spalić mu Madonny.

    Reklama
    Ksiądz Zimmer w 1946 roku musi oddać obraz polskim władzom kościelnym – i oddaje, ale wcześniej… zleca wykonanie kopii. Po co? O tym dowiemy się dopiero w 1960 roku.
    Lucas Cranach, Autoportret (1550)

    Kradzież doskonała

    To jednak nie koniec historii Madonny Cranacha. Ksiądz Zimmer w 1946 roku musi oddać obraz polskim władzom kościelnym – i oddaje, ale wcześniej… zleca wykonanie kopii. Po co? O tym dowiemy się dopiero w 1960 roku.

    Ks. Siegfried Zimmer musi wyjechać do Niemiec, zabiera ze sobą oryginał – po prostu kradnie Madonnę pod jodłami. Kradzież jest prawie doskonała. W muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu wisi więc kopia. Nikt się nie orientuje przez 15 lat.

    Jak opowiada mi Izabela Trębałowicz, adiunkt w dziale edukacji Muzeum Narodowego, ks. Siegfried Zimmer zapakował obraz w ceratę i miał go cały czas kolanach w pociągu jako stolik, na którym trzymał kanapki. Podczas kontroli celników ich uwagę zwróciły jedynie złote monety, które zgłosił niemiecki duchowny, więc mu je zabrano i dzięki temu nie szukano niczego więcej. Ksiądz Zimmer odetchnął z ulgą.

    Już w Niemczech chciał sprzedać obraz. Wywożąc arcydzieło z Wrocławia nie kierował się żadnymi innymi pobudkami. W literaturze można znaleźć informacje, że ks. Zimmer uważał się za wybawiciela niemieckiego dziedzictwa narodowego. Nic podobnego. Nie miał takiego motywu kradnąc „Madonnę pod jodłami”. 

    Cranach to malarz, którego obrazy posiadają najlepsze muzea świata. W 1960 roku zachodnie wydawnictwo poprosiło wrocławskie muzeum o fotografie obrazu Cranacha do przygotowywanego albumu. Kiedy konserwatorka oczyszczała obraz, by prezentował się lepiej – odkryła, że to falsyfikat!

    Międzynarodowe śledztwo

    W międzyczasie ks. Zimmer przekazał obraz w spadku swojej rodzinie, a ta w 2012 r. w Szwajcarii, wystawiła go na aukcji. „Madonna pod jodłami” była od lat 60-tych na liście poszukiwanych polskich arcydzieł. W marcu 2012 r. spełniając wolę dotychczasowego właściciela obrazu, pragnącego zachować anonimowość szwajcarskiego kolekcjonera sztuki, Kościół szwajcarski, który uzyskał prawo dysponowania obrazem, zdecydował o zwróceniu go archikatedrze wrocławskiej.

    Post scriptum

    Obraz jest własnością Archidiecezjalnego Muzeum we Wrocławiu. Abp Józef Kupny podjął decyzję, by na czas remontu Muzeum jeden z najcenniejszych obrazów, jakie znajdują się w polskich zbiorach był eksponowany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Jego dyrektor, dr hab. Piotr Oszczanowski, powiedział mi, że kiedy staniemy bardzo blisko obrazu, nie będziemy mogli oderwać oczu od Madonny, wtedy zobaczymy niebywały magnetyzm tego arcydzieła.

    Tłumacząc swoją decyzję o wypożyczeniu „Madonny pod jodłami” metropolita wrocławski przywołał słowa św. Jana Pawła II, że aby głosić orędzie Chrystusa, Kościół potrzebuje sztuki. Dzięki niej bowiem rzeczywistość duchowa i niewidzialna staje się postrzegalna zmysłami, co może inspirować do dalszych poszukiwań, prowadzących ostatecznie do Boga, który jest źródłem wszelkiego piękna.

    Reklama

    Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

    Najciekawsze artykuły

    co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

    Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

    ARTYKUŁY POWIĄZANE

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
    Reklama
    WIARA I MODLITWA
    Wspieraj nas - złóż darowiznę