Wydarłem uzdrowienie

Wiara polega na tym, że dziękujesz za uzdrowienie wówczas, gdy jeszcze cię boli.

Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Z opowieści Witka Wilka zapamiętałem najmocniej historię starotestamentalnego Jabesa. Nie dawała mi spokoju. Kłuła, gryzła, była wyrzutem sumienia.

„Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną” – wołał Jabes. „I sprawił Bóg to, o co on prosił” (1 Krn 4,9-10). I to wszystko.

Jabes nie jęczał, nie płakał, nie szlochał. Nie chlipał w rękaw, tylko z pewną dozą bezczelności rzucił: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzał granice”. Przecież to forma żądania, nakazu! Czy można wyszarpać Bogu uzdrowienie? Można.

Niedawno przyciśnięty do ściany zdobyłem się na podobny gest. Nie miałem wyjścia. Wóz albo przewóz. Udręczony wołałem: „Jestem twoim synem – troszcz się o mnie. To Twoja sprawa”. Kompletnie zniewolony zawołałem wbrew sobie: „Panie, ogłaszam Cię w ciemności, którą przeżywam, zwycięzcą. I z góry dziękuję”. I poczułem się uwolniony.

Nie przyszło łatwo. Przez dwa miesiące walczyłem, rozdrapywałem rany, ale w największych zawirowaniach dostawałem słowo: „Jezus rzekł: »Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś«” (Mt 8,13). Proste. Jak uwierzyłeś, to ci się stanie. A jak nie wierzysz, to po co jęczysz?

Gwałtownicy zdobywają królestwo. Łatwo się pisze, gorzej z realizacją.

Bóg (o dziwo) czeka na śmiałe gesty, na rzucenie się w fale. Woła: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6,6). „»Poznanie Boga« brzmi grzecznie” – wyjaśnia judaistka Maja Miduch. „Tymczasem to »poznanie«, które angażuje wszystkie zmysły człowieka. Tym słowem określa się też akt seksualny, współżycie mężczyzny i kobiety! Bóg chce aż takiej bliskości. Marzy o takim zjednoczeniu, przylgnięciu do człowieka, nieustannie szuka z nim relacji.

„Wiara polega na tym, że dziękujesz za uzdrowienie wówczas, gdy jeszcze cię boli” – wracając z wakacji, słuchałem słów Donalda Turbitta. I… bałem się podziękować. Do czasu, gdy zmuszony byłem zażądać, by zatroszczył się o swe dziecko.

„Miałam kiedyś niezwykle mocne doświadczenie” – opowiadała mi Jadzia Basińska z Mumio. „Jedna z bliskich mi osób była zniewolona nałogiem, bardzo piła. I kiedyś ja – poukładana, świetnie ubrana »księżniczka«, która znakomicie maskowała wszelkie uczucia – nie wytrzymałam. Pękłam. I zaczęłam wyć do poduszki. Byłam sama i wpadłam w histerię. Wrzeszczałam, tak by nikt nie słyszał: »Boże, rób coś, ratuj!«. I ta osoba przestała pić. Natychmiast. Następnego dnia. Ja nie mogę o tym nie opowiadać, bo to moje bardzo konkretne doświadczenie. Spotkałam Boga, który słucha”.


Powyższy fragment pochodzi z książki "Antywirus" Marcin Jakimowicza, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Niecałe. Autor, który jest dziennikarzem "Gościa Niedzielnego", ma w swoim dorboku m.in. "Dziennik pisany mocą", "Ciemno, czyli jasno", "Pełne zanurzenie" czy bestsellerowych "Radykalnych".



Wesprzyj nas
Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, od ponad dwudziestu lat modli się we wspólnocie Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Powstaje film o papieżu Franciszku

We wtorek 17 marca zakończono w Rzymie zdjęcia do filmu fabularnego "El padre Jorge" (Ojciec Józef), opowiadającego o obecnym papieżu

Jest to koprodukcja argentyńsko-hiszpańska, choć główne zadania wykonują tam Argentyńczycy: reżyserem jest Beda Docampo, w roli tytułowej występuje Darío Grandinetti, a producentem filmu jest Pablo Bossi. Scenariusz obrazu powstał na podstawie książki Argentynki Elisabetty Piqué, wydanej także w Polsce pt. „Franciszek – życie i rewolucja”.

Obecnie ekipa przeniosła się do Madrytu, gdzie będą kręcone zdjęcia w odtworzonej w tym celu Kaplicy Sykstyńskiej. Przypuszcza się, że film trafi do kin w naszym kraju jesienią br.

Katolicka Agencja Informacyjna poprosiła głównych twórców przyszłego obrazu o przybliżenie go polskim odbiorcom.

Reżyser Beda Docampo oświadczył, że największą trudnością sprawiał mu fakt, iż Jorge Bergoglio był i jest wielką osobowością. Wyjaśnił, że podstawą filmu była książka jego rodaczki Elisabetty Piqué, która dobrze poznała arcybiskupa Buenos Aires, zanim jeszcze został on papieżem.

„Przesłaniem naszego filmu jest to, że papież Franciszek nie jest tylko dla katolików, ale jest osobą, którą może podziwiać też człowiek niewierzący, Żyd, Arab itd., gdyż ma on niezwykłą osobowość, on rzeczywiście robił i robi dokładnie to, co myśli” – tłumaczył dalej Docampo, wyjaśnił, że Jorge Bergoglio żył jak ubogi, a będąc arcybiskupem, nie wykorzystywał władzy dla swojego dobra, a w swym działaniu prowadził dialog ze wszystkimi.

Zdaniem rozmówcy KAI „osoba, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania, jest daleko od Boga” i w życiu człowieka „musi być miejsce na wątpliwości”. A obecny papież potrafi z wyczuciem dotrzeć do ludzi, którymi Kościół wcześniej się nie zajmował, o czym świadczy np. jego stosunek do homoseksualistów, podejście do problemu chrztu dzieci samotnych matek czy dopuszczenia do komunii św. osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki małżeńskie, zaangażowanie w dialog międzyreligijny itp. „Wszystko to sprawia, że uważam obecnego papieża za postać cudowną, godną najwyższego szacunku” – dodał reżyser filmu.

Według niego podobnie myśli chyba każdy, niezależnie od tego, czy jest katolikiem czy nie. Ponadto Ojciec Święty jest przykładem dla wszystkich rządzących i sprawujących władzę na świecie, pokazuje bowiem, jak można używać władzy nie dla siebie, ale dla dobra ogółu.

„I widziałem, jak uwielbiają go ludzie z peryferii, ze slumsów Buenos Aires, bo on też żył ubogo, przychodził do nich pieszo lub jadąc autobusem czy metrem i nigdy nie miał swojego samochodu ani ochrony, ani telefonu komórkowego. Wszystko, co miał jako arcybiskup, rozdał innym” – podkreślił Docampo.

Przyznał, że wcześniej znał Jorge Bergoglio bardzo słabo, a i dzisiaj wie o nim niewiele więcej, ale film o nim mówi to wszystko, czego o nim się nie wie, np. jak odkrył w sobie powołanie zakonne, bo przecież miał już wcześniej narzeczoną, opowiada o jego związkach z matką, z babcią, która była najważniejszą kobietą w jego życiu, o całej jego walce z handlem ludźmi, z prostytucją, z niewolnictwem oraz o całej jego pracy z ubogimi i dla nich, gdyż robił dokładnie to samo, co Jezus. Wychodził na ulice, aby spotykać się z biedakami, jako pasterz. On nawet podarunki, które otrzymywał jako arcybiskup, rozdawał biednym. „Nigdy nie miał niczego osobistego i to jest przykład niezwykły. I jego elastyczność – jest on osobą, która dialoguje na różne tematy, np. z rabinem. I stara się znajdować nie to, co dzieli, ale to, co łączy” – dodał na zakończenie B. Docampo.

Z kolei odtwórca głównej roli przyznał, że było to dla niego „doświadczenie bardzo osobiste” z ludzkiego i aktorskiego punktu widzenia. „Lubię tego papieża, lubię go jako człowieka, który jest świadom zadań, jakie na nim spoczywają, swej funkcji i stanowiska, jakie piastuje i robi to, próbując zmienić Kościół jako instytucję” – powiedział D. Grandinetti. Zaznaczył, że przedstawia postać znaną publicznie, ważną, o dużej odpowiedzialności i „która mi się podoba”.

Aktor wyznał następnie, że wcześniej nie poświęcał zbyt wiele uwagi sprawom wiary, choć pochodzi z rodziny religijnej, zawsze jednak starał się interesować tym, co robi papież ze względu na rolę, jaką odgrywa. „Jako Argentyńczyk znam oczywiście bardzo skomplikowaną sytuację, jaka była w naszym kraju, bardzo trudne sprawy polityczne, gospodarcze i społeczne, które miały swych zwolenników i przeciwników” – wspominał filmowy papież. Jednocześnie zwrócił uwagę, że w tych warunkach Jorge Bergoglio zawsze był przygotowany do problemów, które musiał podejmować i tak samo jest teraz, nawet jeśli sprawy, z którymi ma do czynienia, są zaskakujące dla niego jako papieża, bo ich nie oczekiwał. „Ale zawsze stawał na wysokości zadań i umiał sobie z nimi poradzić” – dodał Grandinetti.

Dla Pablo Bossiego nakręcenie w naszych czasach filmu o papieżu Franciszku oznacza „w pewnym stopniu przekazanie całej tej historii, która inspirowała nas w Argentynie, przede wszystkim w Buenos Aires”. Chodzi o kapłana bardzo związanego z tym miastem, „filmowaliśmy tam wszystkie miejsca, związane z nim” – tłumaczył producent. Oświadczył, że twórcy filmu chcieli też przekazać dorobek jego życia, jego pokorę, powołanie do kapłaństwa i kontakty z ludźmi. „Nową rzeczą było dla nas pokazanie miejsc, w których mieszkał jako małe dziecko” – dodał rozmówca KAI.

Wspomniał następnie, że ekipa filmowa odwiedziła mnóstwo miejsc, w których bywał Jorge Bergoglio, zaznaczając przy tym, że są to również miejsca związane z jego rodziną, np. jego mama pochodzi ze stołecznej dzielnic Flores, w której urodził się obecny papież. Filmowcy byli też w San Lorenzo, gdzie jest klub piłkarski, któremu kibicował Bergoglio, rozmawiali tam z prezesem tego klubu. „Moja i jego rodzina mają wiele wspólnych miejsc w stolicy” – zaznaczył z dumą producent.

Zapowiedział również, że ponieważ film będzie wyświetlany na całym świecie, trzeba było pokazać powszechny wymiar przesłania tego papieża. Są to przede wszystkim materiały o nim jako kapłanie i papieżu, jego bliskość do ludzi, wychodzenie na peryferie, pokora i powołanie do służby w Kościele. „Myślę, że wszystko to udało się nam pokazać i przekazać światu” – jest przekonany P. Bossi.

Wyjaśnił również, dlaczego do zagrania tytułowej roli wybrano właśnie Darío Grandinettiego. Twórcy filmu chcieli, aby był to aktor argentyński, chociaż początkowo rozważano też możliwość zaangażowania aktora angielskiego, bo – jak zaznaczył producent – „była to sprawa powszechności filmu, a wiadomo, że językiem najbardziej «kinowym» jest angielski”. Ale myślano również o aktorach hiszpańskojęzycznych, których szukano w Hiszpanii, „ostatecznie jednak wybraliśmy Argentyńczyka”. „To bardzo dobry aktor. Jest też inny wykonawca, który gra młodego Bergoglio, ale Darío występuje w głównej roli, gdy główny bohater ma już 40 lat i jest prowincjałem jezuitów i potem, gdy jest już papieżem. Darío z łatwością może się i postarzeć, i odmłodzić, zależnie od potrzeb” – zakończył swą wypowiedź Pablo Bossi.


Piotr Dziubak, kg (KAI) / Rzym


Wesprzyj nas