Uczciwi w internecie

Homo sapiens – człowiek. Bot – automat funkcjonujący na podobieństwo człowieka. Różnice są i – mam nadzieję – długo jeszcze nie zostaną zatarte. Internet wciąż zaświadcza o tym, że jesteśmy ludźmi, nie botami

Eryk Mistewicz
Eryk
Mistewicz
zobacz artykuly tego autora >

Bot potrafi nakierować się na jakiegoś uczestnika sieci i niszczyć go tak długo, aż ten uzna, że ma dość, że już więcej nigdy do Internetu nie wejdzie, bo nic dobrego go tam nie spotka. Same zniewagi, ataki, zarzuty, sam ściek.

Automatyczny, komputerowy bot potrafi rozsiewać najgorsze kłamstwa, aby tylko osiągnąć swój cel. Zweryfikuje negatywnie całą rodzinę o kilka pokoleń wstecz, sprawdzi majątek, relacje i związki, przyjacielskie i każde inne, czego nie znajdzie, to dopisze.

Bot jest w stanie wywołać absolutną nienawiść graniczącą z publicznym linczem. W użyciu będą zdjęcia, nagrania wideo, fałszywki wszelkiego rodzaju – wszystko, co można użyć, aby wyeliminować tego, kogo obsadziło się w roli wroga.

Bot jest zły. Człowiek – wciąż w to wierzę – dobry.

Wszystko, co robimy w sieci, zostanie w niej do końca naszego życia, a być może dłużej; być może znacznie dłużej.

Nasze dzieci, wnuki mogą zadać nam w pewnym momencie pytanie, dlaczego kogoś nienawidziliśmy tak bardzo, że postanowiliśmy utrudnić mu życie, doprowadziliśmy do zmiany szkoły, kompromitacji w środowisku, utraty pracy.

Co zrobiła nam ta dziewczyna, ten chłopak, że zniszczyliśmy jej czy jemu życie?

Z wyjątkiem najbardziej zaawansowanych – i trudnych w codziennym użyciu – systemów zapewniających anonimowość w sieci, w krótkim czasie można zlokalizować komputer i osobę, która wpisała na Facebooku czy Twitterze (nawet na koncie fikcyjnym), na blogu, w sieci, swoje kilka słów lub zamieściła zdjęcie.

 

Nie tylko więc do końca naszego życia treść przez nas wpisana pozostawać będzie w sieci, ale i zostanie ona bezdyskusyjnie przypisana do nas. I pozostanie w sieci długo po tym, jak odejdziemy z tego świata.

* * *

•  Internet nie jest lewicowy lub prawicowy. Nie jest głupi lub mądry. Nie jest ze swej natury zły lub dobry.

•  Uzależnia, jak większość „zabijaczy czasu”

•  Bawi, jak każde miejsce z szalonymi ludźmi i ich pomysłami

•  Łączy, łamiąc granice nieśmiałości, strefy dostępu, tego co wypada

•  Rozwodzi, jeśli te granice zostaną przekroczone

•  Antagonizuje i wkurza, serwisy opierają się bowiem w dużym stopniu na emocjach a przynajmniej perfekcyjnie rozpoznanej psychologii uczestników sieci

•  Rozwija; prawdą jest, że w Internecie jest „wszystko” – problemem jest tylko, aby to znaleźć, aby znaleźć to, co najważniejsze

•  Motywuje do wysiłku! Tak. Choćby programiki do rywalizacji w biegach czy wyprawach rowerowych, ale i wspólnej nauki języków obcych. Rewelacja!

•   Ukulturalnia. Wiadomo.

•   Pozwala zwiedzać nieznane zakątki świata.

* * *

Więcej plusów niż minusów? Właśnie. I tylko od nas zależy, jak będziemy korzystali z sieci. Niby to wiemy, ale…

Uczciwi w internecie

* * *

 1. Jestem świadomy każdego swego ruchu w sieci. Nie wstydzę się tego, co wprowadzam do Internetu. Za każde słowo biorę odpowiedzialność dziś i w przyszłości. Nigdy nie wpisuję treści w sieci pod wpływem alkoholu.

Jestem kim jestem. Jeśli podpisuję się wymyślonym nickiem mam świadomość, że w każdej chwili mogę zostać zlokalizowany i odarty z ułudy anonimowości. Nie mam nic do ukrycia. Działam pod otwartą przyłbicą. Jestem szczery.

Uczciwi w internecie

3. Inni są innymi i mają prawo nimi być. Nie muszą się ze mną zgadzać, ani ja nie muszę się z nimi zgadzać. Niezgoda nie jest jednakże powodem, aby ktokolwiek miał być eliminowany z przestrzeni dyskusji, rozmowy, z obszaru sieci.

4. Szanuję pracę innych osób, ich twórczość. Nie zawłaszczam pomysłów, treści, zdjęć, nagrań innych, a jeśli przekazuję je innym to w zgodności z licencją na wykorzystanie wtórne – szanując Autora.

5. Nie jestem ostatnim pokoleniem ani na Ziemi, ani w Internecie. Nie

niszczę przestrzeni dyskusji, debaty, wymiany informacji i opinii uznając, że służy ona wszystkim. Nie zrażam swoją agresją innych.

6. Dzielę się, jestem użytecznym, buduję sieć ludzi, którzy zechcą śledzić moje wpisy i pozostawiane przeze mnie treści, popularyzować je dalej, promować. Spróbuję być ich przewodnikiem po sprawach dla mnie najważniejszych. Wielka radość, jeśli uda mi

się choć w kilkunastu, kilkudziesięciu przypadkach.

7. Uczę się korzystać z wiedzy, jaką wnosi sieć. Słucham i obserwuję w serwisach społecznościowych ludzi, którzy mówią ważne rzeczy w przystępny sposób. Kształcę się w dziedzinach, o których jeszcze niedawno nie wiedziałem, że istnieją.

8. Wykorzystuję sieć do nacisku w ważnych dla mnie sprawach. Organizuję innych, uczestniczę w sieciowych przedsięwzięciach, które mną zainteresowały a organizatorzy przekonali mnie, że warto razem działać w ważnych dla wszystkich sprawach.

Uczciwi w internecie

9. Nagradzam innych swoją uwagą. Retwittuję i lajkuję sygnalizując, że to, co pozostawili, warte jest zapoznania się przeze mnie, ale i przez innych. Uwaga jest monetą nowych mediów.

10. Dzięki sieci świat wokół mnie staje się lepszy. Ja też dzięki sieci staję się lepszy.

* * *

Sieć jest taka jak my. To my tworzymy ten cyfrowy świat. Taki jak stworzymy, taki będzie. Lepszego trudno się spodziewać. Choć wciąż powraca pomysł budowy Web2, sieci mądrzejszej, uczciwszej, lepiej zorganizowanej, to raczej długo jeszcze będzie to mrzonką.

Uczciwy świat jest na wyciągnięcie klawiatury. Warto.

 

Eryk Mistewicz Szef kwartalnika „Nowe Media”.

www.ErykMistewicz.pl


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Eryk Mistewicz

Eryk Mistewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Eryk Mistewicz
Eryk
Mistewicz
zobacz artykuly tego autora >

Jesteśmy im to winni

Uczciwość, godność, sprawiedliwość i przyzwoitość - komuniści po wojnie chcieli to ukryć pod ziemią. Wrzucali te pojęcia do anonimowych grobów razem z ofiarami swoich zbrodni. I zakopywali. Myśleli, że na zawsze...

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Krzysztof
Szwagrzyk
zobacz artykuly tego autora >

fot. S. Dynek / CogitoMedia

O poszukiwaniu bohaterów, ofiar komunistycznego reżimu, o przywracaniu godności – z profesorem Krzysztofem Szwagrzykiem z Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Sławomir Dynek.

Znajdujemy się na cmentarzu na Służewie w Warszawie. Kogo i czego Pan tutaj szuka?

W latach 1946-1948 był to teren przycmentarny. Pochowano tu wtedy około tysiąca osób – ludzi straconych, zmarłych, zakatowanych w więzieniu przy Rakowieckiej oraz innych więzieniach i obozach na terenie Warszawy. Wśród tych, których staramy się tutaj odnaleźć są ludzie, których dziś nazywamy Żołnierzami Niezłomnymi. Jedną z takich wyjątkowych postaci jest Waldemar Baczak, stracony w lutym 1947 roku. Żołnierz Armii Krajowej, Powstaniec Warszawski, pięciokrotnie ranny w Powstaniu; człowiek, który w latach 1945 – 1946 kierował ekshumacjami swoich kolegów z batalionu Baszta. Był szefem prac ekshumacyjnych i poszukiwawczych. Dzisiaj, po 60 latach, to my poszukujemy jego. To kolejna historia, która kiedyś się zaczęła i mam nadzieję, że za jakiś czas tutaj się zakończy.

Takich wyjątkowych ludzi mamy na tym obszarze więcej. Szukamy księdza Rudolfa Marszałka, żołnierzy Armii Krajowej, przedstawicieli WIN-u, Narodowych Sił Zbrojnych… Poza Łączką na Cmentarzu Powązkowskim i Cmentarzem Bródnowskim, jest to największe pole grzebalne ofiar komunizmu na terenie stolicy.

Jak komuniści grzebali ofiary swoich zbrodni? Jakie ciała znajdujecie? Czego możemy się spodziewać w oparciu o doświadczenia z Łączki?

Myślę, że powinniśmy powiedzieć wprost – komuniści nie chowali. Oni ukrywali ciała swoich ofiar – to jest właściwe określenie.

To nawet nie były ciche pogrzeby?

Zdecydowanie nie. Rodziny nie były informowane o miejscach pochówku. Wrzucano tych ludzi do jam grobowych w jakiś utajnionych miejscach, zawsze potem zacierając ślady po miejscu, gdzie te zwłoki ukryto. Jest to działanie sprawcy, mordercy, który stara się ukryć szczątki swojej ofiary. Z czasem na tych miejscach dokonywano ponownych pochówków. Właśnie dlatego dzisiaj  musimy działać w taki nieprawdopodobny sposób, jak tu widać: na środku cmentarza rozbieramy płyty chodnikowe, żeby pod nimi znajdować szczątki ludzi.

To jest odległość metra, może dwóch między grobami.

Tak. Jest bardzo ciężko. Ta praca wymaga od nas ogromnego wysiłku. Zakładamy tutaj szalunki, które zabezpieczą pracujących na głębokości archeologów, a to oznacza, że przestrzeń do działań będzie jeszcze mniejsza. Jesteśmy tu po to, żeby w tych trudnych warunkach doprowadzić do odnalezienia szczątków więźniów, do wydobycia niektórych. Tam, gdzie to jest możliwe, gdzie będą pełne szczątki – my je wydobędziemy. Wszystko robimy z szacunkiem do istniejącej zabudowy.

Co się stanie ze znalezionymi szczątkami osób zamordowanych przez komunistów?

Mamy przygotowane trumienki. Szczątki zostaną udokumentowane i przebadane genetycznie. Pod koniec naszej pracy odbędzie się uroczystość pochowania tych szczątków.

Czy to oznacza, że ofiary komunistów mają szanse na imienne groby?

Zdecydowanie tak. Dlatego to robimy. Zawsze to podkreślam – nie chcemy podejmować działań, których celem jest odnalezienie masowej mogiły. Robimy to po to, by odnaleźć pojedynczego człowieka. Żeby tak się stało, trzeba wydobyć szczątki pojedynczo i poprzez genetykę określić tożsamość. Potem pochować. Taka jest procedura, którą stosujemy od lat. Trzeba tym ludziom przywrócić imiona i nazwiska, ich twarze.

Prowokacyjnie zapytam – po co się grzebać w przeszłości? Jątrzyć rany? Nie lepiej patrzeć w przyszłość?

Normalne państwo to takie, w którym honoruje się bohaterów, gdzie społeczeństwo nie musi zapalać świeczek na grobach symbolicznych – może pójść na miejsce znane i z szacunkiem zadbane. Sytuacja, kiedy w nieznanych miejscach szukamy grobów bohaterów – gdzieś pod drogami asfaltowymi, pod chodnikami – dla ludzi z Zachodniej Europy byłaby kompletnie niezrozumiała. Ale nie da się zrozumieć naszego podejścia do historii, naszej wrażliwości na historię, bez świadomości, że w Polsce do dzisiaj kilkadziesiąt tysięcy ludzi poszukuje informacji o miejscach pochówku swoich bliskich. Nie tylko w Polsce, ale także tych zamordowanych na terenie dzisiejszej Ukrainy, Rosji, Białorusi czy Litwy. Ta sytuacja jest czymś absolutnie wyjątkowym. Staramy się dzisiaj, po wielu latach od upadku komunizmu postawić kropkę nad „i” – doprowadzić do tego, żeby synowie i córki dowiedzieli się, gdzie są pochowani ich ojcowie. Dzisiaj tysiące rodzin odczuwa ból, którego inaczej nie da się zaleczyć. Jeśli nie mamy mogiły – to ten ból trwa i będzie trwał. Nie ma innej możliwości.

Jesteśmy im to winni

Wraz z tymi młodymi ludźmi, którzy tu są – psujecie wizerunek komunistów, którzy chcieliby wygładzić historię, wymazać z niej wstydliwe i zbrodnicze momenty.

Mam tego świadomość. Komuniści mają swoje groby, mają pomniki…

Wiesław Gomułka, Bolesław Bierut czy choćby generał Wojciech Jaruzelski pochowani na warszawskich Powązkach…

…i wielu innych przedstawicieli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, sędziów, którzy mają kilkadziesiąt wyroków śmierci na swoim koncie, funkcjonariuszy Głównego Zarządu Informacji, i tak dalej, i tak dalej … Oni mają pomniki w reprezentacyjnych miejscach, a my bohaterów szukamy pod chodnikami. Czy to jest normalna sytuacja? Nie – i staramy się to zmienić. Cieszę się, że Pan zauważył tych młodych ludzi. Mamy wielu wolontariuszy. Jedna z pań przyjechała z Gdańska, biorąc urlop, by w tych pracach uczestniczyć. Co to oznacza? Że możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość , bo młode pokolenie uznaje, że tak być nie powinno, że do dziś nie znamy miejsca pochówku naszych bohaterów.

Na terenie Polski mamy dziesiątki takich miejsc, jak to na Służewie w Warszawie.

Komunizm był niezwykle zbrodniczym systemem. Próbuje nam się wmówić, że to wprawdzie były trudne czasy, ale kobiety dostawały kwiatki na 8 marca, a dzieci jeździły na kolonie. Nic bardziej błędnego – szczególnie w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie był to system zbrodniczy – mordy odbywały się na masową skalę – mówimy o kilkudziesięciu tysiącach osób. Wszędzie tam, gdzie były siedziby UB, areszty czy więzienia – mamy do czynienia z morderstwami. I po latach staramy się odnaleźć te miejsca pochówku.

Co Pan odczytuje z tych szczątków, które odnajdujecie? Jak ci ludzie ginęli?

Mamy w ekipie specjalistów z zakresu medycyny sądowej, antropologii. Oni analizowali m.in. 300 szczątków więźniów, których odnaleźliśmy we Wrocławiu oraz 200 szczątków z Łączki na Powązkach. Potrafią odczytać jaką metodę egzekucji zastosowano – czy była to „metoda katyńska” czy strzelał pluton, czy człowiek był męczony przed śmiercią czy też nie, czy miał złamaną żuchwę albo ręce, czy miał przestrzeliny i ślady po kulach. Ci ludzie potrafią to bezbłędnie ocenić. Niektóre ofiary – tak było na Łączce – miały związane ręce. Najczęściej mamy do czynienia z ludźmi, których wrzucano do dołów w pewnej wysokości i pospiesznie zakopywano.

Przywraca Pan tym ludziom godność i uczciwość.

Mam tego pełną świadomość. Staramy się to robić. Tu nie chodzi tylko o naukę, kolejną książkę, czy artykuł, kolejny wynik badań, który będziemy mogli opublikować. Chodzi o coś znacznie więcej – prace, które prowadzimy w całej Polsce mają charakter państwowy. Tym, co odkrywamy, mówimy o komunizmie więcej niż tomy książek i setki artykułów. Każdy, kto zobaczy szczątki tych wspaniałych ludzi – wie już wszystko: major Zapora – cichociemny wrzucony do dołu w mundurze Wermachtu, słynny Łupaszka czyli major Zygmunt Szendzielorz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK, którego szczątki znaleźliśmy wrzucone twarzą do dołu pod drogą asfaltową. Te widoki mówią o komunizmie wszystko – kim byli ludzie, którzy tworzyli ten system, kim byli oprawcy, którzy bezcześcili zwłoki swoich ofiar.

Chciałbym jeszcze zapytać o uczucia. Być może właśnie stoimy na wielkiej mogile…

Stoimy, tylko nie wiemy jeszcze, co tutaj znajdziemy…

Co Pan czuje? Wściekłość, żal? A może wewnętrzny spokój, że dzięki wam rodziny znajdą spokój ducha, a szczątki bohaterów trafią do poświęconej ziemi?

Na pewno nigdy nie czułem wściekłości. Zawsze wtedy, gdy uda nam się doprowadzić do rozpoczęcia prac poszukiwawczych na jakimś obszarze – czuję ulgę. Pewien rodzaj satysfakcji, że rozpoczynamy coś, na co wielu ludzi czekało przez dziesięciolecia, coś, co miało na zawsze pozostać tajemnicą… Tu naprawdę nie chodzi o żadną liczbę. Nawet jeśli to będą szczątki jednego więźnia leżącego pod tym chodnikiem – warto było podjąć wszystkie te działania.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Krzysztof Szwagrzyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Krzysztof
Szwagrzyk
zobacz artykuly tego autora >