Nieudany cud

To podobno jedyny cud, który „nie wyszedł” Jezusowi. Powiedział do zmarłego: „Wstań”, a on… usiadł.

Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

(…) właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić.

Łk 7,12-1

To podobno jedyny cud, który „nie wyszedł” Jezusowi. Powiedział do zmarłego młodzieńca: „Wstań”, a on… usiadł.

A poważnie… To kolejna Ewangelia, w której Jezus dotyka śmierci. Dosłownie. „Dotknął się mar” – czytamy. Dotykają mnie te „dotykowe” Ewangelie. Pewnie dlatego, że sam od dawna czuję się martwy. Jest w moim życiu mnóstwo przestrzeni, na których poległem, i spraw nie do rozwiązania. Dlatego chłonę słowa o Bogu dotykającym martwych sytuacji. Skoro nawet z nich potrafi wyprowadzić życie…

Szedłem w straszliwym skwarze z krakowską pielgrzymką, a mój wyprażony słońcem, ledwo dyszący dyktafon zapisywał konferencję biskupa Grzegorza Rysia. Opowiadał o córce Jaira, która jako dwunastolatka stanęła u progu dorosłości, i kobiecie od dwunastu lat cierpiącej na krwotok, która wydała na lekarzy całe swoje mienie. „Co łączy te kobiety?”  – zastanawiał się biskup Ryś. „Obie były nieczyste! Kobieta, z której »wyciekało życie«, ze względu na upływ krwi, córka Jaira zaś jako martwa osoba. Takich kobiet nie wolno było dotykać. Religia surowo tego zabraniała. Były poza świątynią! Co robi Jezus? Świadomie zaciąga na siebie nieczystość!

Dokonuje się tajemnicza wymiana. Jezus bierze naszą nieczystość, śmierć i pozostawia nam życie”.

Jeśli Biblia ma rację i grzech naprawdę „rodzi śmierć”, żyjemy w jednym wielkim zakładzie pogrzebowym. Jaka jest odpowiedź Boga? Przelewa własną krew.

„Niemożliwe, by aż tak kochał grzesznika. Przecież On za dobre wynagradza, a za złe karze” – słyszę często, zazwyczaj z ust starszych ludzi. To prawda: karze. Swojego Syna.

Spadła nań chłosta zbawienna dla nas… To dopiero miłość!


Powyższy fragment pochodzi z książki "Antywirus" Marcin Jakimowicza, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Niecałe. Autor, który jest dziennikarzem "Gościa Niedzielnego", ma w swoim dorboku m.in. "Dziennik pisany mocą", "Ciemno, czyli jasno", "Pełne zanurzenie" czy bestsellerowych "Radykalnych".



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, od ponad dwudziestu lat modli się we wspólnocie Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Kard. Nycz o filmie „Piąte: nie odchodź!”

10 marca w warszawskim kinie Kultura odbył się pokaz specjalny filmu „Piąte: nie odchodź!” z udziałem kardynała Kazimierza Nycza

Jak poinformowała Katolicka Agencja Informacyjna, honorowy gość wydarzenia po projekcji nie krył łez wzruszenia. Nazwał film niezwykle interesującym, budzącym emocje i gorąco zachęcił wszystkich do obejrzenia.

W specjalnej projekcji, obok metropolity warszawskiego, udział wzięli także biskup Rafał Markowski – pomocniczy biskup warszawski, reżyser Katarzyna Jungowska oraz występujące w filmie Grażyna Szapołowska i Patrycja Markowska, dla której to debiut na wielkim ekranie. Film obejrzał także ks. Andrzej Luter, duszpasterz środowisk twórczych i krytyk filmowy.

Pytany po projekcji o pierwsze wrażenia kardynał Nycz przyznał, że w trakcie filmu mocno się wzruszył. „To niezwykle interesujący i ciekawy film, który budzi emocje” – podkreślił hierarcha w wypowiedzi dla KAI. Metropolita zauważył, że obraz Katarzyny Jungowskiej „Może być pouczający dla rodziców, jak i pokolenia młodych ludzi, a przy tym dotyka najgłębszych wątków natury teologicznej” – powiedział kardynał Nycz. „Wszystkich zachęcam do obejrzenia” – dodał metropolita warszawski.

Ks. Luter przyznał, że brakuje w polskim kinie takich obrazów jak „Piąte: Nie odchodź!”. „Było kilka duchowych filmów w polskiej kinematografii, począwszy od Krzysztofa Kieślowskiego, ale w ostatnim czasie takiego filmu, który dotykałby zagadnień duchowych a nawet religijnych brakowało” – podkreślił. Zauważył, że reżyserka wyraźnie zafascynowana jest angelologią, bo przecież film opowiada o aniołach, o tym, że w drugim człowieku, w bliźnim jest ten anioł, który się nami opiekuje, stróżuje, pomaga nam, a przez niego to Bóg nam pomaga. „Ten film ma pewną wadę, z punktu widzenia dzisiejszego odbioru sztuki filmowej przez część krytyków. Zwycięża w nim dobro. To się słabo sprzedaje. Mam nadzieję, że ten film się jednak sprzeda” – dodał krytyk.


za: ekai.pl

Kard. Nycz o filmie „Piąte: nie odchodź!”

„Piąte: nie odchodź!” gorąco polecał nie tylko kardynał Nycz, ale również reżyser i grający w nim aktorzy:

„Dawno nie widziałem filmu, który by tak pięknie opowiadał o potrzebie bliskości człowieka, potrzebie miłości, o relacjach między ludźmi, który jest tak ciepło, prosto i wzruszająco opowiedziany” – powiedział Daniel Olbrychski – „Film ten wchodzi w okresie przedwielkanocnym i jest to również taki rodzaj pięknego katechizmu”

„Współczesny świat w tym swoim tempie, w pogodni cywilizacyjnej, zapomina o rzeczach najprostszych jak umiejętność okazywania sobie uczuć wśród osób najbliższych. To jest temat tego filmu. Może otworzy ludzi trochę bardziej na nieobojętność wobec tych, których kochamy…” – dodaje Grażyna Szapołowska.

„Boimy się uczuć, uważamy je za symbol słabości, a według mnie jest dokładnie odwrotnie. Trzeba być bardzo silnym, aby umieć je wyrazić” – powiedziała Michalina Olszańska grająca główną rolę 15-letniej Romy.

„Chciałabym żebyśmy wszyscy w czasie świąt wielkanocnych zastanowili się nad tym czy nie mamy naszego Anioła Stróża” – dodaje na koniec reżyser filmu Katarzyna Jungowska.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas