KULTURA

MamaTina. Historia kobiety, która uratowała 70 tys. dzieci

Niezwykła historia kobiety, która poświęciła życie na ratowanie dzieci. Urodzona w Dublinie Christina Noble, śladem Hioba, od najmłodszych lat doświadczała kolejnych krzywd od losu. Wieloletnia lawina nieszczęść z przymieraniem głodem, sierocińcem, gwałtem i odebranym siłą dzieckiem na czele, nie złamały jej, lecz dodały sił.

Wiedziona powracającym przez lata snem o wietnamskich dzieciach uciekających przed wojenną pożogą i żarliwą wiarą w Boga, z którym pozostaje w ciągłym kontakcie, postanowiła wyruszyć do Azji, by tam odnaleźć przeznaczenie niosąc pomoc najmłodszym.

2 października pod patronatem między innymi Caritasu i KAIu na ekrany kin w całej Polsce wejdzie film „Mama Tina”. Jest to obraz biograficzny o Christinie Noble, która założyła Fundację Pomocy dla Dzieci w Wietnamie (uratowało ok. 70 000 dzieci). W ramach współpracy z Caritasem 1% przychodów z filmu zostanie przeznaczony na akcję “Skrzydła” skierowanej dla dzieci z najuboższych rodzin.


Sprawdź, kiedy obejrzysz film w Twoim mieście!


Christina Noble to irlandzka obrończyni praw dzieci, działaczka charytatywna i pisarka. Urodziła się 23 grudnia 1944 r. w ubogiej dzielnicy Dublina. Po śmierci matki została odesłana do sierocińca – miała wtedy 10 lat. Rodzeństwo Christiny trafiło do różnych domów dziecka, a każdemu z nich powiedziano, że pozostali zmarli. Po próbach ucieczki, w końcu udało jej się powrócić do Dublina. Pozostała bez dachu nad głową. Padła również ofiarą brutalnego gwałtu zbiorowego. Urodziła syna, którego odebrano jej siłą i oddano do adopcji.

Gdy odkryła, że jej rodzeństwo żyje, przeprowadziła się do brata w Anglii. Tam też poznała przyszłego męża, z którym miała trójkę dzieci. W ciągu następnej dekady doświadczyła przemocy domowej, czego efektem była depresja i załamanie nerwowe. W czasie wojny w Wietnamie wielokrotnie śnił jej się ten sam sen, w którym nagie wietnamskie dzieci, uciekając przed zrzutem napalmu, proszą ją o pomoc. Ten sen zmienił jej życie, inspirując do pomocy dzieciom, które cierpiały podobnie jak ona.


Przeczytaj całą biografię Christiny Noble


Christina Noble wciąż odwiedza Wietnam, szukając najbardziej potrzebujących. Nigdy jednak nie odcina dzieci od ich domów i rodziny. Odwiedza najbiedniejsze dzielnice, informując o możliwej pomocy. W 14 krajach powstały biura fundacji. W 1997 roku fundacja rozpoczęła działania także na terenie Mongolii. Fundacja Christiny Noble pomogła ponad 140 000 dzieciom, a sama Christina została odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego.


 ZOBACZ ZWIASTUN


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

Czy naprawdę do zbawienia wystarczy tak niewiele?

Czy ktokolwiek z nas będzie mógł kiedyś zobaczyć całokształt wydarzeń z Bożej perspektywy? Takie refleksyjne pytanie pada pod koniec filmu „Czy naprawdę wierzysz?”. Rzeczywiście, wygląda na to, że Bóg w niezwykły sposób łączy ludzkie historie – ale czy trzeba było o tym mówić w pierwszych 2 minutach filmu?

Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >

„Czy naprawdę wierzysz?” to film producentów słynnego w ostatnich miesiącach „Bóg nie umarł”. Film opowiada o losach mniej lub bardziej wierzących 12 osób, łącząc je w jedną wielką historię. Widz wie o tym splocie wydarzeń od początku opowieści – lektor zapowiada to na samym wstępie. Można więc stwierdzić, że dalsza część filmu jest jedynie potwierdzeniem tezy o Bożym planie dla naszego życia.

Historia zaczyna się od spotkania pastora z ulicznym kaznodzieją, który zadaje pytanie „Czy wierzysz w krzyż w Chrystusa? A jeżeli tak, to co z tym robisz?”. Poruszony rozmową Matthew zaczyna od pomocy ciężarnej dziewczynie, następnie zachęca wiernych swojej parafii do refleksji na temat ich przeżywania wiary. Rozdaje im małe drewniane krzyże, które później, w wyniku przeróżnych wydarzeń, przekazywane są kolejnym osobom, powodując wręcz przesłodzone spektakularne nawrócenia.

Głównym przesłaniem tego filmu jest zachęta do przekucia swojej wiary w czyn. W nawiązaniu do słów św. Pawła „wiara bez uczynków jest martwa” bohaterowie opowieści odpowiadają sobie na pytania „Czy wierzysz? A jeśli tak, to co z tym robisz?”. I tutaj można odnieść wrażenie, jakoby film miał mieć przesłanie również ekumeniczne. Ogólnie przyjmuje się, że protestanci wierzą w zbawienie poprzez wiarę bez konieczności uczynków, a tutaj jedną z pierwszych zachęt jest właśnie przełożenie wiary na czyn. Niestety na tym wrażenie ekumeniczności się kończy, bo bohaterzy, którzy w przedstawianej powieści się nawracają, są przekonywani, że wystarczy, by uwierzyli i wyznali Jezusa jako Pana i Zbawiciela, a ich grzechy będą odpuszczone. Osobiście zawsze po obejrzeniu tego typu filmów mam niedosyt i wiem, że to nie wszystko, bo wierzę, że do realizacji tego wszystkiego jest nam dane 7 sakramentów – protestanci z tego nie korzystają.

W moim odczuciu bardzo dobrze widoczną kwestią są też wymagania, jakie stawia krzyż Chrystusa. Choć wszystko kończy się amerykańskim happy endem, to droga ku temu jest naprawdę pełna cierpienia. Wszyscy, którzy chcieli radykalnie odpowiedzieć na pytanie o wiarę, musieli również zgodzić się na różnego rodzaju trudności. I rzeczywiście – to może działać motywująco albo chociaż skłonić do refleksji czy my, ludzie wierzący lub za takich uważający się, jesteśmy gotowi na poniesienie ofiary dla Chrystusa i ze względu na Niego.

Godnym docenienia jest sam fakt, że takie filmy wchodzą do repertuaru kin, choć wiadomo, że największą popularnością cieszą się wtedy specjalnie organizowane projekcje. Trzeba też przyznać, że „Czy naprawdę wierzysz?” jest zrobiony na niezłym poziomie jeśli chodzi o realizację, grę aktorów i scenariusz. Jest w nim też wiele momentów dodających odwagi do dawania świadectwa. Widziałam wiele osób wzruszonych projekcją. Niestety moim zdaniem część dialogów były poprowadzona dość infantylnie, a niektóre wątki nie pozostawiały w ogóle pola do uruchomienia wyobraźni, bo wszystko musiało zostać wyjaśnione i powiedziane – sądzę, że widzowie nie potrzebują aż tak klarownego tłumaczenia o co komu chodziło, co czuł i myślał. Niektóre sceny można też przewidzieć na podstawie trailera – osobiście nie polecam go oglądać, jeśli chcecie być zaskoczeni na projekcji. Dodatkowo moim zdaniem w ogóle nie oddaje on przesłania filmu. Rozumiem, że ma być pokazywać sceny wybiórczo, ale po trailerze można wnioskować, że “Czy naprawdę wierzysz?” to film sensacyjny, z dużą ilością bójek i strzelanin. Nawet jeśli – to dzieją się tam jeszcze inne sensacyjne rzeczy. Przekonajcie się sami.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Otylia Brendel

Otylia Brendel

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >