video-jav.net

“Bo morze takie szerokie, a moja łódka taka mała”. Wywiad z nowym biskupem pomocniczym

Ksiądz Michał Janocha na początku swojej biskupiej posługi: „Dobry Boże, bądź dla mnie łaskawy, bo morze takie szerokie, a moja łódka taka mała”

Polub nas na Facebooku!

Z Michałem Janochą, nowym biskupem pomocniczym Archidiecezji Warszawskiej rozmawia ks. Przemysław Śliwiński (ACI)

Skąd jest Michał Janocha, nowy biskup, którego Kościół w Warszawie będzie teraz intensywnie poznawał?

Najtrudniejsze są proste pytania. Gdybym miał odpowiedzieć skrótowo i symbolicznie, zaprowadziłbym pewnie pytającego przed cudowny krucyfiks Pana Jezusa w Archikatedrze Warszawskiej. Urodziłem się warszawiakiem i nigdy na dłużej jej nie opuszczałem. To miasto czasem ciąży, denerwuje, chce się z niego uciec, ale gdy się na dłużej ucieknie, to się do niego tęskni, bo każdy kamień tutaj coś mówi i gdy się chodzi Krzywym Kołem, Rynkiem, Świętojańską, ma się świadomość, że to tutaj są nasze korzenie, że tyle krwi tu wsiąkło, tylu pięknych ludzi chodziło i to jest nasz dom.

Kim jest dla Kościoła biskup? Co znaczy być biskupem – dla kogoś, u kogo lata kapłańskie zrodziły pewien ideał, który nagle teraz trzeba będzie podjąć i zrealizować?

Biskup jest ojcem. Kościół potrzebuje Ojca, człowiek potrzebuje ojca, z Ojcem można się poczuć braćmi.

Czemu słowa „Marana tha” w motto biskupim?

W tym wołaniu, którym się kończy Biblia, jest cała tęsknota Kościoła za pełnią, byciem z Bogiem. Tam jest napisane: „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź”. Oblubienica jako Kościół, Oblubienica jako Maryja. Właściwe całe wołanie świadome i nieświadome wszystkich ludzi to jest to wołanie o miłość. Kiedy pracowałem w Laskach, w ośrodku dla niewidomych, pewna dziewczynka zapytana o to, co to jest niebo, odpowiedziała że to tam, gdzie „kocham” i „będę wołać” nigdy się nie kończy. W „Marana tha” jest zawarte całe to pragnienie.

Posłuchaj biskupa Michała Janochy

Do jakiego świata wołamy Jezusa, żeby przyszedł? Jaki jest świat, Kościół dziś?

Tak naprawdę, ten świat się nie zmienił, bo człowiek się nie zmienia w swej naturze, jest zawsze ten sam: z jednej strony pragnący miłości, z drugiej strony skłonny do szaleństwa, skłonny do grzechu, do zaprzeczenia. Stale tak jest. Te zmiany o których mówimy są szczegółowe. Dziś może bardziej niż kiedykolwiek jest zagubiony, Doskonalsze są nasze media i paradoksalnie trudniej jest się porozumieć. Wiemy o tym świecie mniej niż nie wiemy. Narasta bunt w naszej kulturze europejskiej, który nie jest czymś nowym, ale przyjmuje nowe formy i może nawet mamy poczucie, że jesteśmy na jakimś zakręcie dziejowym, może nawet nad przepaścią. Nie wiemy tego, ale chyba takie doświadczenie wielu ma. I w ten świat mamy wchodzić z Ewangelią i wołać „Marana tha”.

Człowiek z jednej strony odrzuca dziś instytucjonalny Kościół, z drugiej nie odrzuca Boga, bo szuka duchowości, szuka dobrych kazań, z jednej strony odrzuca wskazania nauki Kościoła w kwestiach bioetycznych, z drugiej – wcale nie chce się z nim definitywnie rozstać. Jaka jest w takim kontekście rola biskupa-ojca, który szuka remedium na taką chorobę?

Dla nas, dla Kościoła, jest to jakieś wezwanie. Aspekt instytucjonalny Kościoła, który jest tak często przedmiotem buntu, jest pewnie reakcją na przesadne jego akcentowanie w minionych epokach. Oczywiście, że bez instytucji Kościół nie może istnieć. Ale Kościół w swej istocie nie jest instytucją, jest Ciałem Mistycznym. Gdy człowiek potrzebuje wody, dajemy mu szklankę z wodą, bo nie sposób podać wody bez szklanki. Ale nie o szklankę tu chodzi.

Myślę, że potrzebujemy świadków. XX i XXI wiek dał nam świadków: Matka Teresa, Benedykt XVI, Jan Paweł II, dziś Franciszek – świadków całościowego, integralnego widzenia wiary. Te szczegółowe zagadnienia, które są przedmiotem sporu, znajdują swoje uzasadnienie, swój sens, w jakimś pięknie i wizji człowieka i świata. Wyrwane z niego i stające się przedmiotem namiętnych sporów, prowadzą nieraz do zagubienia całościowej wizji odkupienia, choć oczywiście w ten spór musimy wchodzić.

Jaka jest rola kultury w Kościele, ale nie tylko w Nim, również w relacji człowieka z Panem Bogiem?

Jacek Woźniakowski postawił kiedyś pytanie, czy kultura człowiekowi do zbawienia jest koniecznie potrzebna. Pytanie prowokacyjne, ale jeśli kultura jest jakąś formą stosunku człowieka do świata, do siebie, do Boga, to nie ma wiary bez kultury. Pytanie jest, jaka jest ta kultura, jaka jest wizja człowieka, która za nią stoi. Bo sama kultura nie zbawi. Kultura sama potrzebuje zbawienia. Ale ta kultura, która wyrasta z Ewangelii, pokazuje, czym jest człowiek, to znaczy „antropos”, skierowany ku górze. Religia, wiara, jest duszą kultury. Kultura bez wiary jest bezduszna. Przekonujemy sie o tym dzisiaj.

Ostatnio modne jest przeciwstawienie kultu i kultury.

Kultura wywodzi się z kultu. Etymologicznie najpierw była „agrikultura” u Cycerona, czyli uprawianie pola, potem nastąpiła spiritualizacja tego pojęcia, czyli „cultura animae”. Pomiędzy kulturą i kultem jest najgłębszy związek nie tylko etymologiczny, ale i istotowy. Kultura, która sie odcina od kultu, to gałąź odcięta od drzewa. Może jeszcze przez chwilę wydawać jakieś owoce, ale odcięta jest przecież skazana na śmierć. Gałąź odcięta od drzewa przestaje ciągnąć życiodajne soki. Żyjemy w świecie, gdzie proponuje się taką samobójczą operację odcięcia się od gałęzi.

Spytam o największą pasję Księdza, czyli o ikony. Skąd się ta pasja wzięła i dokąd prowadzi?

Kiedy studiowałem historię sztuki, głównie koncentrowaliśmy się na Zachodzie, bo stąd się wywodzimy, i o Wschodzie wiedziałem mało. Później poprzez różne znajomości, przyjaźnie, wyjazdy z wykładami na Ukrainę, do Rosji, zacząłem odkrywać ten świat, tych ludzi i odkryłem, że to jest też moje, że ja się też w niej odnajduję. Odnajduję się w tej kulturze Wschodu i nie muszę porzucać mojej własnej. Coraz bardziej odkrywam to, że te dwie kultury nawzajem siebie potrzebują. Bez siebie są niepełne. A sztuka na Wschodzie jest powiązana z duchowością. Ja najpierw ukończyłem historię sztuki, a potem poszedłem do seminarium, więc zacząłem się interesować kwestiami duchowymi, instynktownie szukając miejsca, gdzie te dwie rzeczywistości mogą się połączyć, odnalazłem ikony. Tu duchowość i sztuka spotykają się ze sobą. Z drugiej strony, jak wszystko na ziemi, ikona jest materialnym tworem. Po drugiej stronie nie będzie ikon. Ale tutaj ikony są nam potrzebne, bo potrzebujemy okien, przez które widać niebo. Ikona jest jednym z takich okien.

Wspomniał Ksiądz Biskup o drodze powołania. Reprezentuje Ksiądz dobrze dzisiejsze pokolenie kleryków, bo większość z nich przychodzi w wieku dojrzalszym niż jeszcze do niedawna: po ukończeniu jakiegoś kierunku studiów. Ale zapytam o świadków, o ludzi, którzy doprowadzili do przekonania, że tą życiową drogą jest kapłaństwo.

O żyjących nie wspomnę, bo nie wiem, czy by sobie życzyli, ale jest ich wielu. Wspomnę tych, których już nie ma. To cztery nazwiska. Pierwszy to mój przyjaciel Konrad Gałecki, który utonął podczas spływu w 1977, był po maturze, chciał iść do seminarium, ja jeszcze wtedy o tym nie myślałem. Wtedy odczytałem to jako znak. Druga osoba to ks. Janusz Pasierb, jego wykłady, urok osobisty, wizja świata, Kościoła, sztuki zawarte w esejach, poezji. książkach. Trzecia to postać skrajnie inna, ks. Tadeusz Fedorowicz, który był ojcem duchownym w Laskach. Był takim Starcem, jak to się mówi na Wschodzie, Mędrcem, wiele mnie nauczył, chociaż wtedy tego jeszcze nie widziałem, dziś to widzę. A czwarta osoba to siostra Immaculata, karmelitanka bosa. Kiedy poważnie się wahałem, czy przyjąć diakonat, udałem się tam na rekolekcje. Rozmowy z nią okazały się decydujące. Wywiązała się z tego głęboka znajomość. To osoba o wielkiej intuicji i wiary przede wszystkim. Trafne to imię: Immaculata od Ducha Świętego.

W dotychczasowej posłudze jest wiele doświadczeń: powszechne, duszpasterskie, potem specyficzne, wychowawcze w seminarium duchownym, ale przede wszystkim droga naukowa, odkrywania prawdy i Boga poprzez naukę. A jakie jest najgłębsze doświadczenie kapłańskie?

Trudno mówić o jednym. Jak się wraca po iluś godzinach spowiedzi z konfesjonału i pada się na nos, i kładzie się spać z jakimś poczuciem zmęczenia i radości… Jak się udziela ślubu komuś, kogo się zna, i ma się wielką nadzieję, że będzie to szczęśliwe małżeństwo… Jak się komuś zdąży udzielić namaszczenia, ostatniej Komunii świętej…

Wielkie grono znajomych spyta pewnie: czy Ksiądz dla nich pozostanie? I co z pracą na uczelni?

Bardzo bym chciał. Rozmawiałem o tym z księdzem karydnałem. Będzie to dosyć trudne, też to podejrzewam. Najpierw będzie posługa duszpasterska, potem naukowa. Nie chciałbym jednak tego tracić, bo nauka jest drogą do Pana Boga dla mnie istotną, poznawanie prawdy w tym aspekcie intelektualnym, jest czymś fascynującym, pięknym, nie chciałbym tego porzucać. A duszpasterstwo? w sensie formalnym rzadko byłem duszpasterzem. To nieformalne znajomości, przyjaźnie, z których tak wiele się zrodziło – ktoś poszedł do seminarium, ktoś do zakonu, tyle małżeństw, związków, przyjaźni… tego nie da się utracić.

Jakieś słowa, modlitwy, wiersze, które najbardziej teraz przychodzą na myśl i oddają moment życia, w którym Ksiądz Biskup się znalazł?

Modlitwa rybaków bretońskich: „Dobry Boże, bądź dla mnie łaskawy, bo morze takie szerokie, a moja łódka taka mała”.


Rozmawiał: ks. Przemysław Śliwiński (ACI)


Wywiad pochodzi ze strony internetowej Archidiecezji Warszawskiej



Biogram nowego biskupa pomocniczego


Niepowtarzalny dokument o górskich wyprawach JP2 wkrótce w kinach

Nigdy nie publikowane wcześniej materiały filmowe o prywatnych wyprawach górskich papieża Jana Pawła II z grupą najbliższych współpracowników złożyły się na "Apartament" - niepowtarzalny film dokumentalny, który wejdzie do polskich kin 15 maja

Polub nas na Facebooku!

Uroczysta premiera dokumentu odbyła się w poniedziałek wieczorem w Teatrze Polskim w Warszawie.

„Apartament” to film, który ukazuje nigdy dotąd niepublikowane nagrania z prywatnych wyjazdów Jana Pawła II w góry w latach 1991-2004. Jego twórcy mieli z czego wybierać, gdyż obraz powstał z ogromnej ilości materiałów – ponad 20 godzin amatorskich nagrań video i 13 kilogramów fotografii, które otrzymali od kard. Stanisława Dziwisza.

Początkowo narratorem jest Piotr Kraśko, ale "Apartament" tak naprawdę osnuty jest na opowieści kard. Dziwisza. Były osobisty sekretarz papieża Polaka daje się poznać widzowi od rzadko odkrywanej strony gawędziarza, którzy stał przy boku Ojca Świętego nie tylko z okazji najbardziej oficjalnych wydarzeń, ale i podczas górskich wędrówek, w przerwach między papieskimi obowiązkami.

Pogodna opowieść kardynała tylko raz poważnieje, gdy metropolita krakowski, z trudem opierając się wzruszeniu, pokazuje zakrwawioną sutannę Jana Pawła II z zamachu 13 maja 1981 r. – Z tyłu sutanny krwi dochowało się więcej, to są ślady jego męczeństwa – mówi, rozpościerając białą sutannę.  

O Janie Pawle II opowiadają też pozostali uczestnicy górskich wycieczek: ks. Tadeusz Styczeń, papieski fotograf Arturo Mari, Egildo Biocca – przyjaciel i członek watykańskiej żandarmerii (nigdy wcześniej nie wypowiadał się przed kamerami), oraz mieszkańcy alpejskiej wioski Les Combes, którzy przez parę tygodni w roku byli sąsiadami przyszłego świętego.

Z tych opowieści oraz z archiwalnych zdjęć wyłania się portret papieża – niestrudzonego pielgrzyma alpejskich ścieżek, który prywatnie żył w sposób niebywale skromny, prosty, bez majestatu i celebry. Jest spokojną, nieśpieszną opowieścią o człowieku, który zmienił świat, ale sam nigdy się nie zmienił. Potwierdza to już pokazana na początku rozmowa Piotra Kraśki z mieszkańcami Les Combes.

Jak wyjaśnił na antenie TVP Info reżyser filmu, Maciej Czajkowski, jego dokument wszedł do środka papieskiego życia, do swoistego apartamentu. Nie były to jednak ściany. W Watykanie „apartamentem” nazywani byli ludzie, którzy byli wokół papieża.

Górskie wyprawy skupiły grono, które bez przesady Arturo Mari nazywa w filmie rodziną. Takie relacje z wieloma ludźmi Karol Wojtyła utrzymywał od czasów pierwszych wypraw w polskie góry i nie chciał z nich rezygnować nawet po wyborze na papieża. – To była rodzinna atmosfera. Ale rodziną stali się dla papieża ludzie na całym świecie – dodaje. Te słowa znajdują potwierdzenie w stosunku Jana Pawła II do napotkanych na szlaku ludzi. Pierwszy ich pozdrawia, przystaje, by nawiązać krótką rozmowę, pozdrawia i błogosławi na dalszą drogę.

Dokument utkany jest z wielu akcentów humorystycznych, których na górskim szlaku nie brakowało. Jan Paweł II spotyka bowiem na alpejskich stokach zwykłych ludzi i sam także zachowuje się jak zwykły pielgrzym, co nierzadko prowadziło do niepowtarzalnych dialogów. – Jakie to szczęście, spotkaliśmy papieża! – wzrusza się pewna kobieta. – No to macie lepszą audiencję niż w Rzymie – odpowiada spokojnie papież.

W innym momencie Jan Paweł II odmawia podarunku od grzybiarza, ale wymienia różaniec na słoik z miodem od małego chłopca. Daje się też zaprosić na szklaneczkę wina do domu drwala. – Jego żona poszła właśnie do kościoła, a tymczasem do jej domu z lasu przyszedł papież – wspomina kard. Dziwisz.

Barwną postacią w kręgu był też uczeń i bliski przyjaciel Jana Pawła II ks. prof. Tadeusz Styczeń. Podczas śpiewów, w trakcie odpoczynku przy ognisku, uczył Włochów polskiego "Sto lat!", a Jan Paweł II wybijał rytm, uderzając łyżką w filiżankę.

"Apartament" jest dokumentem unikalnym, ukazane w nim materiały nigdy nie były bowiem relacjonowane przez media. Materiały video kręcił własną kamerą papieski kamerdyner Angelo Gugel. – Co ten Angelo tak filmuje? – pyta w pewnym momencie Jan Paweł II, przystając na ośnieżonym stoku i zwracając głowę w stronę kamery. – Góry – odpowiada krótko ks. Dziwisz. Grupa rusza dalej.

Producentami "Apartamentu" są: Telewizja Polska, TBA Group i Centrum Jana Pawła II. Obraz wyreżyserował Maciej Czajkowski. Autorem muzyki jest Radzimir Dębski.

Film wchodzi do kin 15 maja.


lk / Warszawa