Konwencja antyprzemocowa. Czy Episkopat miał rację?

Za nami kampania wyborcza. Polacy licznie wyrazili swoje sympatie przy urnach do głosowania. Nie jest tajemnicą, że część z nich oparła je na przesłankach, stereotypach i własnej intuicji. Inni - wg statystyk ok. 6 mln - zaangażowali się na tyle, by obejrzeć debatę liderów poszczególnych komitetów. Ta grupa była świadkiem pewnego niecodziennego wyznania.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Sądząc po stosunkowo niewielkim odzewie w mediach (nie tylko tych głównego nurtu) trudno nie oprzeć się wrażeniu, że okrutnie znamienne słowa Barbary Nowackiej, liderki komitetu Zjednoczonej Lewicy, umknęły większości komentatorów. Części z nich może to być oczywiście na rękę, ale słowa: konwencja antyprzemocowa też pomaga nam w walce z religiami, są kompromitujące do tego stopnia, że grzechem byłoby je przemilczeć.

Przypomnę, że w kwietniu tego roku prezydent Bronisław Komorowski podpisał dokument, komentując swoją decyzję następująco: Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Polska mogłaby nie ratyfikować konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet; to byłaby hańba międzynarodowa. Rzeczywiście, oficjalna narracja inicjatorów i szeroko rozumianej lewicy skupiała się na głównej, zawartej w nazwie intencji, jaką rzekomo miało być przeciwdziałanie przemocy domowej. Pomagało to utrzymać powszechne przekonanie, że cel dokumentu jest szczytny i ustawiać wszystkich jego przeciwników w roli wspierających agresję mężów wobec żon. Z taką łatką zmuszeni byli paradować przede wszystkim biskupi, którzy skupiając się na – trzeba to przyznać – bzdurnej diagnozie zawartej w Konwencji, widzącej przyczynę przemocy głównie w tradycji i religii, łatwo dali się zaszufladkować jako niewykształcona grupa starców walczących o swoje interesy. Tygodnie mijały, katoliccy publicyści i duchowni okopali się, nie zmieniając o jotę stanowiska i spokojnie tłumaczyli źródła swoich podejrzeń.

Włodzimierz Cimoszewicz wyraził ten pogląd następująco: Polski Episkopat w rosnącym stopniu reprezentuje najtwardszy konserwatyzm. Biskupi nie rozumieją, że świat się zmienia. Do głosu doszła również standardowa retoryka przeciwstawiania polskich hierarchów papieżowi: Wydaje mi się, że papież Franciszek rozumie to dużo lepiej – mówił. Jeszcze w lutym prof. Fuszara, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, komentowała podejrzenia dla Krytyki Politycznej: Metafora, że to jakiś koń trojański, to dla mnie przykład paranoidalnej podejrzliwości. Przyczyny dopatruje się w złej woli lub głupocie krytyków: Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, by występować przeciwko tej konwencji albo jej nie rozumieć – mówiła w innym miejscu. Wspierał ją m.in. Cezary Grabarczyk: Zgadzam się z minister Fuszarą, która uważa, że kto zagłosuje przeciw konwencji, będzie popierał przemoc. Lista nazwisk które w mniejszym lub większym stopniu przyczyniły się do kwietniowego podpisu byłaby zresztą bardzo długa. Znaleźliby się na niej również katolicy, osoby kojarzone raczej z wartościami chrześcijańskimi, które nie znalazły między wierszami Konwencji niczego niebezpiecznego, ale celem tego tekstu jest raczej wskazanie retoryki niż tworzenie indeksu autorytetów zakazanych.

Okazuje się bowiem, że stanowisko KEP z 9 lipca 2012 r. po ponad dwóch latach wyśmiewania zostało potwierdzone jako słuszne i to ustami liderki Zjednoczonej Lewicy! Oczywiście, stres przedwyborczy i telewizyjna trema odegrały swoją rolę, ale trudno uczciwie przypuszczać, że to twierdzenie nie odzwierciedlało rzeczywistego poglądu lewicy na korzyści płynące z Konwencji.

Mamy zatem do czynienia z kompromitacją idei, nieświadomym uchyleniem ugrzecznionej i zatroskanej przyłbicy, za którą czai się prawdziwa twarz grupy realizującej własne, prozaiczne cele. Trudno wściekać się za tę nieuczciwość, bo od zawsze sensem polityki jest raczej jej skuteczność i sumaryczna liczba zwycięstw, niźli czyste serduszka i białe mankiety. Ale świadomość tych racji, poparta powyższym przykładem lewicowego fortelu może nas nauczyć sporo rozsądnej podejrzliwości.

Czego sobie i Państwu życzę.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Gafa czy proroctwo? Ratyzboński wykład Benedykta XVI

Bodaj żadna z papieskich wypowiedzi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie wzbudziła takiego oburzenia, jak słowa papieża Benedykta XVI zacytowane niemal dekadę temu w Ratyzbonie. Ostrze krytyki medialnej i politycznej nie oszczędzało ich autora, lecz dziś historia zdaje się go rehabilitować

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Jest 12 września 2006 roku. Ratyzbona podejmuje swojego dawnego profesora teologii, który ma wygłosić gościnny wykład. Profesor Ratzinger, papież, ma podjąć temat relacji rozumu i wiary w kontekście funkcjonowania uniwersytetu. Bardzo osobiste słowa duchownego, mocno podkreślającego swoje wzruszenie, prowadzą go do refleksji nad lekturą średniowiecznego dialogu pomiędzy bizantyjskim cesarzem Manuelem II Paleologiem a pewnym anonimowym Persem wyznającym islam. Rozmowa dotyczy między innymi tematu, który stanowi główną oś wykładu: stosunek wiary i rozumu.

Cesarz dowodzi w niej, że ponieważ wiara rodzi się w duszy, a nie w ciele, idea nawracania siłą polegająca jedynie na umiejętności podtrzymania nieustannej eskalacji przemocy i terroru jest niezgodnym z mądrością Boga absurdem, którym szczyci się głównie świat islamski. Absolutnie transcendentny Bóg islamu jest nieracjonalny ergo działania jego wyznawców również mogą być pozbawione rozsądku. Benedykt XVI cytuje tu słowa Manuela: Pokaż mi to, co Mahomet wprowadził nowego, a znajdziesz tam jedynie rzeczy złe i nieludzkie. Dalsze słowa wydawały się nie mieć znaczenia. Papieska ojczyzna, zamieszkała przez 4 miliony muzułmanów, zadrżała z oburzenia. Wkrótce jej śladami podążyła Europa.

 

I nie miało większego znaczenia, że Benedykt zasadniczo nie nawiązał już do islamu i problematyki muzułmańskiej, że dalszą część wykładu stanowi apologia powodu, dla którego miejsce teologii jest na uniwersytecie a nie tylko w przyparafialnych bibliotekach i że apelował o realizację dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego. W oczach opinii publicznej stał się wstecznikiem, niweczącym szlachetną współpracę z islamem zapoczątkowaną pontyfikatem swojego poprzednika.

 

Benedykt XVI wrócił do Watykanu

 

Wystąpienie zaczęto powszechnie określać jako gafę, wpadkę, nawet kompromitację. Paradoks, jakim stało się ożywienie relacji ze światem islamu, którego znakomitym symbolem jest list sygnowany przez 38 muzułmańskich uczonych różnych nurtów, przyjmującym z wyrozumiałością tłumaczenia i ubolewanie Ratzingera, zdawał się mediów nie obchodzić. Agencje prasowe do dziś zresztą nie posypały głów popiołem za wprowadzanie w błąd opinii publicznej i komplikowanie stosunków między islamem a Watykanem, co przecież – tu znów paradoks – stanowiło ich główny zarzut wobec słów Benedykta XVI. Palenie papieskich kukieł, do którego doprowadziły nierozsądne działania mediów, to najłagodniejszy z symbolicznych obrazów tego skomplikowania.

Manifestacje niezadowolenia przybierały bowiem formy bardziej drastyczne, włącznie z agresywnymi atakami na chrześcijan. Spostrzegawczość nakazuje zwrócić uwagę, że wobec słów papieża wiążących rzekomo islam z przemocą, wybór takiej formy protestu raczej przyznaje słuszność papieżowi niźli podważa jego wiarygodność. Tym samym pytanie o racjonalność działań muzułmanów oraz ich religijną tolerancję, zdolność do powstrzymywania się od nawracania siłą, czyli pytanie postawione mimochodem w formie cytatu przez bawarskiego teologa, znalazło swoje potwierdzenie, rację bytu. Dziś nabiera ono nowej mocy.

 

W perspektywie pogłębiających się konfliktów na Bliskim Wschodzie, niewyobrażalnych dramatów mających miejsce w Syrii, Iraku, ale również w Afryce, a także w kontekście Państwa Islamskiego i kryzysu imigrantów, masowo uciekających do Europy z terenów islamskich, cytat wybrany przez Benedykta XVI wydaje się wyjątkowo celny, a wątpliwości rodzące się z lektury tego fragmentu wykładu ratyzbońskiego jawią się jako wyjątkowo świeże.

Szczególnie w perspektywie innych, na swój sposób prorockich słów pochodzących z tego samego wystąpienia: (…) chrześcijaństwo, pomimo swego pochodzenia i pewnego poważnego rozwoju na Wschodzie, znalazło w końcu swój ślad historycznie decydujący o Europie. Możemy także wyrazić to odwrotnie: to spotkanie, do którego stopniowo dochodzi jeszcze dziedzictwo Rzymu, stworzyło Europę i pozostaje fundamentem tego, co – zgodnie z rozumem – można określić mianem Europy.

 

Stary Kontynent stworzyło chrześcijaństwo ubogacone filozofią Greków i kulturą rzymską. Częścią tego fundamentu jest więc Ewangelia. Zastąpienie jej przez jakiekolwiek inne dzieło filozoficzne, jak Kapitał Marksa, czy religijne, jak Koran, spowoduje, że europejska budowla zachwieje się i upadnie – twierdzi Benedykt.

 

Kto wie, czy nie tego zjawiska jesteśmy właśnie świadkami…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >