Założyciel prodemokratycznego dziennika „Apple Daily”, brytyjski obywatel i katolik Jimmy Lai od ponad pięciu lat przebywa w więzieniu w Hongkongu. Dlaczego 78-latek został skazany na 20 lat i czemu w jego obronie występuje Kościół?

O sprawie Jimmy’ego Laia ponownie zrobiło się głośno po apelu bp. Jamesa Curry’ego, odpowiedzialnego w episkopacie Anglii i Walii za sprawy wolności religijnej. Hierarcha wezwał premiera Andy’ego Burnhama do podjęcia działań na rzecz uwolnienia więźnia. Poprosił również katolików o modlitwę za Laia przez wstawiennictwo św. Maksymiliana Kolbego.
Od robotnika do magnata prasowego
Jimmy Lai urodził się w 1947 roku w Kantonie. Jako 12-latek przedostał się do Hongkongu, gdzie rozpoczął pracę w fabryce odzieżowej. Z czasem zbudował własne przedsiębiorstwo i został jednym z najbardziej znanych biznesmenów miasta. W 1995 roku założył dziennik „Apple Daily”, który otwarcie popierał demokratyzację Hongkongu i ostro krytykował Komunistyczną Partię Chin.
Lai angażował się również bezpośrednio w działalność opozycyjną. Uczestniczył w demonstracjach, wspierał protesty z 2019 roku i spotykał się z amerykańskimi politykami, m.in. wiceprezydentem Mikiem Pence’em oraz sekretarzem stanu Mikiem Pompeo. Zabiegał o międzynarodową presję na władze Chin i Hongkongu.
Za co został skazany?
Formalnie Jimmy Lai nie został skazany za katolicyzm ani wyłącznie za krytykowanie chińskich władz. Sąd uznał go za winnego dwóch przypadków zmowy w celu współpracy z zagranicznymi siłami oraz zmowy w celu publikowania materiałów uznanych za wywrotowe.
Podstawą oskarżenia była narzucona Hongkongowi przez Pekin w 2020 roku ustawa o bezpieczeństwie narodowym. Prokuratura dowodziła, że Lai wykorzystywał gazetę, kontakty z zagranicznymi politykami oraz współpracę z aktywistami, aby doprowadzić do nałożenia na Chiny i Hongkong sankcji oraz podjęcia innych wrogich działań. Sąd nazwał go „mózgiem” całego przedsięwzięcia.
Przeczytaj również
Lai nie przyznał się do winy. Został zatrzymany w sierpniu 2020 roku, a od grudnia tamtego roku pozostaje w więzieniu. Proces rozpoczął się w 2023 roku, wyrok skazujący zapadł 15 grudnia 2025 roku, a 9 lutego 2026 roku wymierzono mu karę 20 lat pozbawienia wolności – najsurowszą spośród orzeczonych dotąd na podstawie przepisów o bezpieczeństwie narodowym. W marcu jego prawnicy poinformowali, że nie będzie składał apelacji.
Przestępca czy więzień polityczny?
Władze Hongkongu i Chin utrzymują, że Lai miał sprawiedliwy proces, a ustawa była konieczna do przywrócenia porządku po gwałtownych protestach z 2019 roku. Według władz sprawa nie dotyczy wolności prasy, lecz działań zagrażających bezpieczeństwu państwa.
Inaczej oceniają ją rządy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, Unia Europejska, organizacje broniące praw człowieka oraz wolności mediów. Ich zdaniem pod pojęciem „współpracy z zagranicznymi siłami” ukarano zwykłą działalność dziennikarską, kontakty polityczne i pokojowe zabieganie o międzynarodowe poparcie. Brytyjski rząd określił postępowanie jako motywowane politycznie i domaga się uwolnienia Laia.
Dlaczego jest to również sprawa Kościoła?
Jimmy Lai przeszedł na katolicyzm w 1997 roku. Ochrzcił go ówczesny biskup koadiutor Hongkongu, późniejszy kardynał Joseph Zen. Lai wielokrotnie mówił, że to właśnie wiara skłoniła go do pozostania w Hongkongu mimo możliwości wyjazdu. W więzieniu czyta Ewangelię, modli się i tworzy rysunki przedstawiające Chrystusa oraz Maryję.
W październiku 2025 roku żona i córka Laia spotkały się z Leonem XIV po audiencji generalnej. Papież nie zabrał dotychczas publicznie głosu w sprawie wyroku. Według bp. Curry’ego więzień nie ma obecnie dostępu do sakramentów.
Lai ma 78 lat, choruje na cukrzycę i nadciśnienie, miał również problemy z sercem. Od ponad 2000 dni przebywa w izolacji. Władze więzienne twierdzą, że obawy dotyczące jego zdrowia są wyolbrzymiane i że otrzymuje odpowiednią opiekę. Rodzina oraz obrońcy praw człowieka ostrzegają natomiast, że 20-letni wyrok może w praktyce oznaczać dla niego dożywocie.
mt/stacja7.pl, The Tablet, EWTN









