video-jav.net

Skradzione Hostie

Kilka dni temu przeżywaliśmy kolejną rocznicę bitwy pod Grunwaldem (czy jak chcą niemieccy historycy – pierwszej bitwy pod Tannenbergiem). Niewielu dziś pamięta, jakie śluby złożył przed zwycięską batalią król Władysław Jagiełło. Jego dziękczynieniem za zwycięską bitwę miała być piesza pielgrzymka do Poznania.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak to opisuje kronikarz Jan Długosz, przed starciem z Krzyżakami, w 1406 roku, król Jagiełło rozpoczął tam budowę pięknego murowanego kościoła Bożego Ciała, który stanął tu w miejsce drewnianej kaplicy zbudowanej przez mieszkańców. Historia tego miejsca jest niezwykła.

W 1399 roku grupa miejscowych Żydów przekupiła dwie kobiety – matkę i córkę – aby zdobyły dla nich Najświętsze Hostie. Kobiety ukryły się w kościele aż do jego zamknięcia i po wielu próbach udało im się dostać do tabernakulum, skąd skradły Ciało Chrystusa i nazajutrz zaniosły je swoim mocodawcom. Ci wzięli trzy Hostie, zapłacili i pobiegli do kamienicy na dzisiejszej ulicy Żydowskiej (dzięki królowi Janowi Kazimierzowi w tym miejscu stoi dziś kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa). Tam pragnąc się przekonać, czy jest to prawdziwe Ciało zaczęli sztyletować Hostie, z których trysnęła krew. W ogromnym szoku Żydzi zaczęli jeszcze usilniej bluźnić. Proceder robił się coraz głośniejszy, wobec czego zbiegł się tłum gapiów zadowolonych z profanacji. Jedynie młoda żydówka, niewidoma od urodzenia, zaczęła w żalu modlić się, Bóg w zamian obdarzył ją wzrokiem.

W tamtych czasach za bluźnierstwo groziła śmierć, Żydzi przestraszyli się i postanowili pozbyć się Ciała oraz innych dowodów. Zakrwawiony stół najprawdopodobniej w częściach zamurowali w ścianie, a Hostie próbowano najpierw spalić, a wreszcie utopić w studni. Wszystko na próżno, ponieważ nieuszkodzone dosłownie wyskakiwały z ognia i z wody. Wreszcie podjęto desperacką próbę wyniesienia Trzech Hostii i zakopania Ich na polu przeznaczonym na wypas bydła. Po drodze minęli chorego żebraka, który w tej momencie został cudownie wyleczony, a później wraz z uzdrowioną Żydówką był świadkiem w procesie bluźnierców.

Na tym historia się nie kończy. Tydzień później, w kolejną niedzielę pewien pasterz przyprowadził na to miejsce bydło, zostawił na straży swojego syna i pobiegł na mszę św. Gdy wrócił, jego syn zaczął opowiadać jakoby zobaczył unoszące się trzy Hostie, a w tym czasie bydło uklęknęło. Ojciec uwierzył dopiero, gdy chwilę później zobaczył to na własne oczy. Pobiegł do władz miasta, gdzie nie został przyjęty. Dopiero po którejś z kolei interwencji Radca i inni oficjele razem z miejscowym proboszczem poszli na pastwisko. Gdy zobaczyli to samo, co pasterz i jego syn pobiegli do biskupa. Ten wysłuchawszy ich kazał zwołać wszystkich duchownych w Poznaniu i przy dźwięku dzwonów procesyjnie udali się na pastwisko, przynieśli Hostie do świątyni i zamknęli Je w tabernakulum.

Jakież było zdziwienie, gdy po kilku godzinach okazało się, że Hostie zniknęły! Znaleziono je dopiero później w miejscu, z którego Je przyniesiono. Postanowiono zanieść je do innej świątyni, skąd również zniknęły. Uznano, że najwyraźniej Bóg sam chce, aby w miejscu, gdzie zakopano Jego Ciało powstała świątynia. Tam właśnie zbudowano drewnianą kapliczkę, którą przebudowano na gotycki kościół z woli króla Jagiełły.

W średniowieczu świątynia ta cieszyła się ogromnym szacunkiem, kult eucharystyczny po tych wydarzeniach bardzo wzrósł, a miejsce okryło się sławą w całej Europie, skąd przybywali pielgrzymi. Kościół był wielokrotnie przebudowywany najpierw przez karmelitów, później po spaleniu przez najeźdźców dodano widoczne dziś barokowe elementy.

Pomimo zniszczeń z czasu rozbiorów czy II wojny światowej, wciąż są tu obecne pamiątki po tej niezwykłej historii, takie jak przepiękna, złota monstrancja otrzymana w darze od króla Jagiełły, rzeźba przedstawiająca grzech Żydów czy XVII-wieczne malowidło ukazujące odnalezienie Trzech Hostii.

Jednak dziś miejsce sprawia wrażenie raczej zapomnianego, o historii jego powstania niewiele się mówi. Poznańskie sanktuarium eucharystyczne wydaje się pokornie stać w tle wobec Lichenia, Jasnej Góry i innych. Być może tym bardziej warto w pobliżu poznańskiego rynku przejść z bluźnierczej kamienicy, w której dziś znajduje się wspomniany wyżej kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa do miejsca, gdzie ze wstydem próbowano zniszczyć Chrystusowe Ciało. W obu tych miejscach triumfuje eucharystyczny Jezus. Warto to dostrzec.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Pełna mobilizacja

Fakt, że coraz mniej Polaków chodzi na niedzielne Msze katolików może smucić i niepokoić, ale powinien być przede wszystkim mobilizacją do aktywnego włączenia się w dzieło ewangelizacji, które jest zadaniem każdego ochrzczonego.

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Warto zauważyć, że ten jeden procent, o który od zeszłego roku zmniejszyła się liczba dominicantes (przychodzących na niedzielne Msze) nie oznacza, jak sugerują niektóre media, ucieczkę od Kościoła. Opuszczenie niedzielnej Mszy nie stanowi aktu apostazji, tylko grzech. Pielgrzymujący Kościół składa się z grzeszników i to nikogo znającego ludzką (swoją) kondycję nie powinno zaskakiwać.

Nie mniej przy publikacji takich danych warto zastanowić się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś poważnym kryzysem i ewentualnie jak mu zaradzić.

Trochę mnie bawią stwierdzenia niektórych księży socjologów mówiących, że co prawda mniej osób zajmuje kościelne ławy, ale za to więcej przystępuje do Komunii. Na Zachodzie czasem 100% zebranych na Mszy przystępuje do Komunii, a niestety raczej świadczy to o odrzuceniu przez tamtejszych chrześcijan katolickiego nauczania o grzechu oraz niepodzielaniu wiary w znaczenie spowiedzi i Eucharystii.

Moim zdaniem jedną z głównych przyczyn opuszczania niedzielnych Mszy stanowi bardzo słaba katechizacja. Nie potrafię wyobrazić sobie człowieka nie uczęszczającego na Eucharystię i dobrze wiedzącego, co się na niej dzieje: prawdziwe uobecnienie zbawczej ofiary Chrystusa dokonanej z miłości do każdego na Golgocie… Tu On sam karmi nas swoim prawdziwym Ciałem i Krwią. Czy z pełną świadomością można gardzić taką miłością?

Nie dziwi, że tam, gdzie liturgia jest traktowana poważnie, czyli gdzie zgodnie z zaleceniami Kościoła (przepisami liturgicznymi) celebruje się ją w taki sposób, by prowadzić do tej tajemnicy wiary, by uświadamiać czytelnymi i wypracowanymi przez tradycję znakami, czym jest Msza, kim jest człowiek, co działo się na Krzyżu i w czym mamy właśnie udział – wierni przychodzą licznie i chętnie. Stąd coraz większa popularność mszy w tradycyjnym rycie rzymskim („trydenckich”), fascynacja rytami wschodnimi, owocna działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego i innych liturgicznych inicjatyw. Na sierpniowe warsztaty liturgiczne Ars Celebrandi, którym patronuje Stacja7.pl, zapisało się ok. 150 osób.

Biskupi i proboszczowie powinni z tych faktów wyciągnąć wnioski – nie chodzi o robienie z Mszy teatru, ściąganie na celebracje przeróżnych muzycznych kapel, wydziwianie na masę innych sposobów. Wystarczy celebrować z wiarą i ufnością w to, że co Kościół wypracował przez wieki dalej pociąga i nasyca spragnionych eucharystycznego sacrum.

Sami wierni nie mogą również swojej odpowiedzialności za własną formację zrzucać na kapłanów. Jeśli trudno ci odnaleźć się na Mszy, warto zastanowić się, kiedy ostatnio słuchałeś jakiejś liturgicznej katechezy (wiele bardzo dobrych dostępnych jest w sieci)? Kiedy ostatnio czytałeś jakiś artykuł czy książkę, wprowadzającą w eucharystyczne znaki i symbole?

A jeśli chodzisz co niedzielę do kościoła – kiedy ostatnio rozmawiałeś o miłości Boga uobecniającej się podczas każdej Mszy ze znajomymi, dla których niedzielna Eucharystia nie jest naturalnym sposobem świętowania Dnia Pańskiego?

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >